Wiosna w pełni, to i zaroiło się od żab. Wyskakują jak filipy z konopi, obleśnie rechoczą i wywołują nieszczęścia. Bo zawsze się znajdzie jakiś szlachetny rycerz, który z żabiej opresji będzie chciał uratować nieszczęsną księżniczkę. Pech jedynie, że ta wcale o byciu ratowaną nie marzy, przeciwnie - do upadłego broni swojego ropucha, rycerza na szwank narażając. I tak oto rycerz, który pomóc chciał, z żabich łapsk białogłowę wyrwać dostaje nie tylko torebką przez głowę, ale i pięścią po głowie od kolesi ciemnej maści. A mówiłam, żeby się na ratunek nie rzucał, bo zapatrzone w żaby księżniczki prędzej za ropuchem w ogień skoczą niż rycerzowi się uwieźć w bezpieczne miejsce dadzą. W całej tej sytuacji miłe jest jedynie, że wciąż istnieją rycerze gotowi w obronie honoru damy dać się pobić. Biorąc pod uwagę powyższe, dziwić nie powinno, że mam uczulenie na żaby. Jednakowoż nie pałam też największą sympatią do książąt, niemniej kusiło mnie, by wczoraj wziąć urlop bezpłatny i wgapiać się w telewizor zamiast ronić łzy podczas pożegnalnej akademii. W trakcie półgodzinnego występu wypłakałam je wszystkie, nie starczyło ich na rozstanie w kameralnym gronie, choć głos mi się łamać zaczął przy słowach, że to co w duszy jest najważniejsze, ale zapomnieć też nie można, iż w życiu równie ważna jest twarda dupa. Niemniej istotne jest też poznanie drugiego człowieka, tak jak oni poznali mnie: album ze zdjęciami z tych trzech lat był marzeniem, do którego się nie przyznałam, ale które wyczuli telepatycznie. Przeglądam go już któryś raz, wykuwam ich twarze na pamięć, celebruję wspólne chwile, uśmiecham się. Na wieczornym ognisku powiedziałam, że przecież w gruncie rzeczy się nie rozstajemy, jedynie widywać się będziemy nieco mniej intensywnie. I tylko żal, że kawałek nas został zdeptany przez żabę - przybłędę, która pogrążyła rycerza, a nie odstręczyła księżniczki.
My też myśleliśmy o albumie pożegnalnym dla naszego pana od rosyjskiego. Ale nie ze zdjęciami, bardziej to miało być coś w stylu zbiorku przysłów rosyjskich. Ale fakt faktem, miła i sentymentalna rzecz, ocieplająca serce.
OdpowiedzUsuńNie dziwne, że po takim czymś miałaś oczy w mokrym miejscu :)))
Przy zbiorku, na przykład, moich albo ich tekstów też pewnie miałabym oczy mokre. Na ognisku dowiedziałam się, na przykład, że nadużywam słowa generalnie, i że taki jeden Michaś ma to po mnie.
OdpowiedzUsuńYyyy, ale czy na pewno chodziło o słowo "generalnie", a nie, na przykład, o frazę "na przykład"? ;)
Koncowki nie rozumiem "I tylko żal, że kawałek nas został zdeptany przez żabę - przybłędę, która pogrążyła rycerza, a nie odstręczyła księżniczki." Wytlumaczysz?
OdpowiedzUsuńSkończyło się mało fajnie, choć nie byłam tego świadkiem. Mianowicie, księżniczka płakała przez swoją zazdrosną żabę, rycerz chciał ją niewinnie pocieszyć, żabie włączyła się opcja wielkiej zazdrości i zaczął bójkę. A księżniczka zamiast jakoś nad tym zapanować tylko się wydzierała, żeby jej żaby nie uszkodzili. Rycerz chciał pomóc, a oberwał. Mocno, niestety. Księżniczka jednak będzie miała teraz nietęgo: cała klasa stanęła murem za rycerzem, bo po co w ogóle żabie mówiła, gdzie jesteśmy.
OdpowiedzUsuńNic nie rozumiem ?
OdpowiedzUsuńNa początku było rozdanie świadectw dla maturzystów, potem ognisko, a zakończyło się wszystko tak, jak już wyjaśniłam powyżej.
OdpowiedzUsuńżaba i rycerz ... skomplikowana historia miłosna :))) mnie też było żal opuszczać szkołę i nauczycieli ale nie tak znów bardzo skoro moja prywatna wychowawczyni patrzyła z politowaniem jak mówiłam, że się na studia wybieram. Mimo, że matura zdana całkiem nieźle ona mnie jakoś widziała bez magistra. Nie było w zasadzie za kim tęsknić. Klasa nijaka i przez całe 4 lata podzielona na masę mniejszych grupek, 7 chłopaków którzy prowadzili z nami jawną wojnę jako mniejszość klasowa i ogólnie cieszyłam się, że stamtąd spadam :)))
OdpowiedzUsuńO rany, sama bym się cieszyła, że spadacie ;)
OdpowiedzUsuńWiadomo, że u moich nie było różowo jak w bajce o Barbie czy innej jakiejś Witch, ale lubili się i dobrze się ze sobą czuli. Przynajmniej do ostatniego piątku, kiedy to księżniczka wywinęła numer. Akurat ona nikomu nie wtłukła, ale po diabła żabę przywołała? Bo żaba, dodać muszę, jest spoza klasy.
Co do studiów, wszystkim życzę jak najlepiej, ale przyznam, że mnie z deka przeraża, że Indywidualny wybiera się do policealnej. Nie ma chłopak ani serca, ani głowy do nauki, no.