Na cztery październikowe dni cofnęliśmy się do czasów, w którym świeczka była nieodzownym elementem wyposażenia domostw. Przepalony kawałek kabla i dostaliśmy w prezencie kilka przegranych w karty wieczorów w pakiecie z zaczytanymi dniami. Pierwsi panowie elektrycy, z energetycznej interwencji, przyjechali w czwartkowy wieczór z bólem serca, mocząc auto w strugach deszczu, złorzecząc pod nosem na naszą upierdliwość i rozkładając bezradnie ręce, choć powinni poczuwać się do winy, mimo iż problem był jedynie pośrednio wywołany ich zeszłoroczną wymianą licznika. W piątek drugi pan elektryk wymówił się brakiem czasu, polecił nam jednak kolejnego speca, który pojawił się wieczorem, popsuł, co jeszcze zostało do popsucia, zakazał dotykania gniazdek pod karą śmierci i dał namiar na następnego w kolejce fachowca. Ten obejrzał awarię w sobotę, pogadał z nami o głupotach, zmartwił się, że będziemy musieli znosić narzucony przez złośliwość rzeczy martwych, rozświetlony płomieniem świec romantyzm do poniedziałku i zostawił nas sama na sam z piecem o wymuszonym obiegu i prądem zasilającym lodówkę w prezencie od sąsiadki. Jakoś przebiedowaliśmy niedzielę, racząc się koniakiem, którego w innych okolicznościach nie wzięlibyśmy do ust i niecierpliwie wyczekując poniedziałku, który miał przenieść nas z powrotem w XXI wiek. Tak też się stało: pracownik gadatliwego pana elektryka sprawnie rozprawił się z kabelkiem, zainstalował to i owo, byśmy wreszcie mogli cieszyć się dobrodziejstwami cywilizacji. We wtorek bladym świtem, zbudzony przez koty Duński postanowił wyżyć się krótkofalarsko - cóż, kiedy zawołał raz czy dwa, światło błysnęło nam na pożegnanie i poszło na kolejny spacer. Do wieczora siedzieliśmy jak na szpilkach, obawiając się, że pan elektryk o nas zapomniał: miał przecież przyjść po osiemnastej, gdy tymczasem mijała dziewiętnasta. Wszystko dobre, co się dobrze kończy: spec przyjechał, odkrył, że elektryk sprzed lat zrobił mu psikusa, instalując jeden drobiazg inaczej niż przewidują standardy i nareszcie rozjaśnił nasze noce, dnie i humory.
--
Chwilowo czarno widzę moje blogowanie - dostałam zlecenie tłumaczenia, obszernego i z terminem depczącym mi po piętach.
--
Chwilowo czarno widzę moje blogowanie - dostałam zlecenie tłumaczenia, obszernego i z terminem depczącym mi po piętach.