Delikatnie zaszantażowana, powoli się otrząsam.
Z niepisania.
Ze ślepego zapatrzenia.
Ze zderzeń z niedasiem.
I tylko niechcemiś nie chce dać się z grzbietu strząsnąć.
2 września 2015
24 marca 2015
Między..
w styczniu
Sklasyfikowane u
przednówka aktualnego roku emocje bezczelnie wyłażą z przeznaczonych dla
nich przegródek, zrywają opisane misternie fiszki, sieją zamęt. Nie
gonię ich, nie wciskam z powrotem w skrzętnie oznakowane worki.
Przeciwnie, pozwalam im do woli wędrować od serca do brzucha i z gardła
do mózgu, wskutek czego w głowie króluje mi kompletny miszmasz. Zanurzam
się w błogiej bezmyślności, nie spieszę w przyszłość, żyję chwilą.
Chwilą porysowaną, popękaną, wymagającą sklejenia. Chwilą, która, taka
właśnie poobijana, piękna jest.
w lutym
Powinnam się niecierpliwić tkwieniem w stanie niezmiennego zawieszenia
między byciem a niebyciem. Tymczasem rozkoszuję się nienazwanymi
emocjami i ponadwymiarową intensywnością. Nie czuję potrzeby metkowania
wrażeń. Na co dzień nie zastanawiam się, czy potrwa to do końca świata,
czy skończy się za chwilę. W zamian brnę z nim w śniegu po kolana w
poszukiwaniu schowanej w dalekim lesie obserwacyjnej patrolki i
zachwycam się faktem, że, klucząc między jednakowo bielonymi drzewami,
gubimy ścieżki. W zamian słucham z rozbawieniem jak w wyobraźni
stylizuje mnie na kobietę modną, godząc się na galeriowe przebieranki,
gdzie pani instruuje mnie, że odelektryzowuje się najskuteczniej poprzez
dotknięcie sklepowej posadzki. W zamian wtulam się w poduszkę i słucham
opowieści z codzienności i irracjonalności, mówionych potoczyście,
soczyście i poprawną polszczyzną.
w marcu
Krążę między usilnym klasyfikowaniem nienazwanego a nieupychaniem go w sztywne ramy. Teraźniejszość nafaszerowana jest sinusoidą mojej impulsywności i prostą jego nieulegania skrajnym emocjom. Nasze definicje życia leżą na skrajnych biegunach. Nie gryzę się w język, definiuję swoje priorytety, zmuszam go do artykułowania myśli, wsłuchuję się w spowite obawą słowa. Rozmawiamy w nieskończoność. Oscylujemy gdzieś między niedopowiedzeniami a wybuchami szczerości. Czasem nas to męczy, czasem łakniemy tego niczym kania dżdżu. Wydajemy się być uzależnieni od bycia obok siebie. Wydajemy się wcale nie chcieć ze sobą być.
w marcu
Krążę między usilnym klasyfikowaniem nienazwanego a nieupychaniem go w sztywne ramy. Teraźniejszość nafaszerowana jest sinusoidą mojej impulsywności i prostą jego nieulegania skrajnym emocjom. Nasze definicje życia leżą na skrajnych biegunach. Nie gryzę się w język, definiuję swoje priorytety, zmuszam go do artykułowania myśli, wsłuchuję się w spowite obawą słowa. Rozmawiamy w nieskończoność. Oscylujemy gdzieś między niedopowiedzeniami a wybuchami szczerości. Czasem nas to męczy, czasem łakniemy tego niczym kania dżdżu. Wydajemy się być uzależnieni od bycia obok siebie. Wydajemy się wcale nie chcieć ze sobą być.
Subskrybuj:
Posty (Atom)