13 sierpnia 2014

Dwa Brzegi..

W kinach, jak w kościołach i na cmentarzach, lubię bywać sama. Nikt mi wtedy za uchem nie zjada popcornu i nie pije coli, kiedy na ekranie dzieją się rzeczy niepozwalające jeść czy pić. Nikt też nie wchodzi w połowie seansu, bo ten zaczął się z samego rana i ciężko było widzowi wstać; nikt w połowie seansu nie wychodzi, bo ten okazał się nie spełniać oczekiwań. Z takim punktem widzenia sensowniej byłoby mi oglądać filmy w domu, nic jednak nie poradzę na to, że kocham kino. Na Dwóch Brzegach widziałam filmy, których nigdy nie obejrzałabym w kinie, bo były to produkcje krótkometrażowe czy dokumentalne, bo ich tytuły były nijakie, bo opis sugerował gatunek mi daleki. Filmy, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że od zarania dziejów istniały opinie jedynie słuszne i opinie z założenia niesłuszne, choć to raczej te pierwsze promowały ponuractwo i ucisk, drugie zaś kreowały radośniejszy i pełen pasji świat. Filmy, które w prosty sposób pokazywały nieproste relacje, które wrzynały się w drażliwą codzienność, które stawiały bohaterów w niejednoznacznych sytuacjach, które wyśmiewały schematy i które stały na straży stereotypów. Filmy, które mnie, pardon, wkurwiły opowieścią o zabobonach rujnujących młode życia, które sprawiły, że przez sto jedenaście minut nie umiałam powstrzymać łez, które mnie znudziły treścią, ale omotały muzyką i atmosferą ulotności i niedorzeczności, które zmusiły do zaakceptowania faktu, iż nie ma dla każdego z nas jednolitych dróg. Przywiozłam z Kazimierza czteropak Larsa von Triera, trójpak Romana Polańskiego, Dwanaście słów Jana Jakuba Kolskiego i osiemdziesięciotrzyletniego Jana Troella. Przywiozłam przekonanie, że mamroczący gwiazdor Andrzej Chyra ma mniej do powiedzenia niż zupełnie nieznani mi z nazwiska twórcy filmowych plakatów i okładek winylowych płyt. Przywiozłam przeświadczenie, że Małgorzata Szumowska, którą wielbię za wachlarz poruszanych tematów, ma nieprzyjemną tendencję do wciskania niepotrzebnych końcówek, burzących cały film.

P.S. Dobrze było poznać Izę, Agnieszkę, Ewę, Magdę i Marlenę.
Szukajcie linków, jest ich w tekście dziewięć.
DZIĘKUJĘ za opnie pod notką na chwilę.