Ponoć potrzeba miliona dwustu tysięcy komarów, by wyssać z człowieka całą krew i odnoszę wrażenie, że wystarczająca ich ilość zgromadziła się na piętnastu arach dziesięciocentymetrowej trawy porastającej moje obejście. Sadystycznie życzyłabym sobie, żeby choć ułamek ich populacji potopił się w wielkich kroplach padającego właśnie deszczu, ale ponieważ burza bardziej dudni niż moczy, pewnie spotkamy się jutrzejszego wieczora, kiedy znów chmarą wzbiją się w powietrze, wysuszywszy skrzydełka po dzisiejszym prysznicu. Może jednak powinnam litościwie znosić ich towarzystwo; ba, może nawet powinnam dać się pokąsać od czasu do czasu, bo obok kotów trzynastu milion z ogonem komarów stanowi moje jedyne towarzystwo. Bez Duńskiego dni mijają mi niespieszniej, leniwie organizuję sobie czas, leniwie wstaję, czytam, gotuję, koty doglądam, śpię. Leniwie właśnie patrzę na ścianę deszczu w międzyczasie za oknem wyrosłą i wzrasta we mnie nadzieja na utopienie upierdliwej chmary, choć pewnie prędzej utopię wyniesione na ulewę storczyki, których nie mam odwagi przynieść. Leniwie za chwilę obejrzę mecz finałowy, leniwie wypiję wieczorną kawę, zjem ulubione lody czekoladowe. Dobrze mi, kiedy on jest; dobrze mi na chwilę bez niego. Był czas, że mieszkałam sama. Zaprzyjaźniłam się z potworami z drugiego pokoju, z krasnoludkami ze strychu i duchami zza okna. Współistnieliśmy, nie wchodząc sobie w drogę. Jakieś pięć lat temu wprowadził się Duński. Przyjechał z radiem, zajął miejsce w szafie, otoczył mnie nadopiekuńczością i zdemolował dni. Przyzwyczajona do samej siebie, niewygodnie umościłam się między rozwieszonym między mną a nim czasem, między siecią moich, jego i naszych potrzeb, między moim a jego egoizmem. Z czasem niewygoda się wygładzała, starły się uwierające kanty, przestały doskwierać otarcia. Polubiłam wspólne bycie, ale lubię odetchnąć. Przewrotnie lubię też chmary komarów, bo skoro są, jest lato.
tak to jest z kobietami i z mężczyznami - z nimi źle, bez nich jeszcze gorzej. chyba warto mieć przy sobie drugiego człowieka żeby sobie porozmawiać i pomilczeć - zależy od nastroju. a czy przeniesie się z radiem czy z psem, kotem, rybką i chomikiem - da się to wszystko zorganizować... życzę Wam wielu rocznic mieszkania:)
OdpowiedzUsuńDzięki za życzenia, jakoś chyba jeszcze trochę ze sobą wytrzymamy. Zwłaszcza, że jest teraz czas na zatęsknienie. Ja takiego czasu potrzebuję od czasu do czasu. A drugiego człowieka mieć warto: choć lubię samotność, nie jestem stworzona do singielstwa. Z kim bym wtedy gadała? I tak już gadam do siebie, kotów i komarów.
Usuńa ja jestem stworzona do samotności. dla mnie samotność to jest najlepsze rozwiązanie bo jestem gburem i mrukiem. aż dziw bierze że Gilbert ze mną wytrzymuje. może dlatego że on do rozmownych też nie należy...
UsuńJa za to jestem w pracy gadułą jakich mało, bez gadania niemal nie wysiedzę. Gdzieś się więc potrzebuję wyciszyć. Pewnie, że z Duńskim też gadam, czasem jednak muszę posiedzieć w milczeniu. Muszę pogadać sama ze sobą. I znów namierzyć krasnoludki.
Usuńja zawsze jestem tym słuchającym. uwielbiam słuchać jak moja przyjaciółka zwierza mi się przez telefon ze swoich spraw. ja tylko siedzę i wtrącam tylko - "aha". ale słucham. może nie chcę rozmawiać bo nie umiem rozmawiać...
UsuńTeż słucham, kiedy trzeba. Czasem z przyjemnością, czasem ze zrozumieniem, a czasem ze zniecierpliwieniem. Bo ja chyba nie umiem słuchać tych, z którymi nie jestem blisko. Patrzę na nich, czuję obcość i zastanawiam się, czemu mi mówią to, co mówią. Zresztą, wygadywać się przed obcymi też nie lubię.
UsuńPowyższa zasada nie działa jednak w sieci. Tutaj jest inny świat :)
masz racje, tutaj świat jest inny. ja raczej się nie zwierzam światu wręcz jestem osobą zamkniętą a tutaj jakoś wszystko jest inne, łatwiej mi opowiadać o mojej historii, opowiadać o rodzinie, pozbywać się moich frustracji. może dlatego że blog to taki wirtualny pamiętnik i nie każdy do niego zagląda. zagląda w niego ten kto chce.
UsuńA kiedyś były czasy, kiedy pisałam sama dla siebie nawet. Chyba ze sto lat temu, za górami, za lasami ;)
UsuńNiemałe znaczenie ma fakt, że tutaj nie trzeba człowiekowi patrzeć w oczy. Nie, żebyśmy miały się czego wstydzić, ale patrząc w monitor łatwiej sekrety z duszy wyrzucać.
u mnie komarow brak ale za to pelno jakis muszek lata
OdpowiedzUsuńpcha sie cholerstwo we wszystkie dziury :P
wchodza w oczy usta nos
szlag mnie trafi niedlugo
Koleżankę moją taka meszka ukąsiła już ze dwa tygodnie temu i w ogóle jej z nogi nie chce zejść uczulenie. Kurczę, że też takie małe coś wywołuje taką wielką plamę i niczym się jej nie da zbić.
UsuńNie wiem co jest skuteczne na Duńskiego, ale olejek miętowy, lawendowy i kocimiętka podobno odstrasza komary. :)
OdpowiedzUsuńKocimiętka odpada z wiadomych powodów ;)
UsuńNa Duńskiego zaś pewnie najbardziej odstraszająco działają moje nastroje.
Moje życie pobobny miało przebieg. Teraz już nie lubię samotnych ścian
OdpowiedzUsuńJa wciąż lubię. Byle nie za często. Zresztą, chyba jadę do niego za chwilę.
UsuńZ facetami wielka bieda, lecz bez nich żyć się nie da... Czy rzeczywiście się nie da? Ależ da się, Taniu... Ja wytrzymuję już bez mała 8 lat, wytrzymam jeszcze trochę, he he. Ale Tobie życzę wytrwałości, a takie rozstanie oznacza, że kochasz... Milutkiego dnia. Ps. Wreszcie u mnie zlało, błyskało i grzmiało. Krótko, ale strach był długi:-)
OdpowiedzUsuńAleż oczywiście, że się da! Ale skoro już mi się Duński przyplątał, to już niech sobie będzie, skoro coraz mniej mi w paradę wchodzi :))
UsuńU mnie całą noc burze się przetaczały, dlatego się nie wyspałam, bo, obudzona, trafiłam na "Jezioro Bodeńskie" i obejrzałam niemal całe, bez jakichś dziesięciu pierwszych minut. A dziś o szóstej byłam zombie.
Okej:-), niech Duński pozostanie tylko czy wart zachodu? U mnie już chłodniej bo deszczyk zawitał, ale jutro będzie tak samo, czyli tropik.
UsuńChyba wart, skoro idzie nam już dziesiąty rok razem, a jeszcze się nie pozagryzaliśmy, choć oboje jesteśmy temperamentni :)
UsuńU mnie, lżej lub mocniej, leje od jakichś trzech godzin, a właściwie dopiero teraz zrobiło się chłodniej.
W takim razie szczerze życzę następnych "dziesięcin" w zdrowiu i miłości. Tanya, tropik mnie nie opuszcza. Czasem grzmotnie, poleje i znowu spiekota:-). Pozdrawiam.
UsuńA dziękujemy :)
UsuńU mnie dziś jakby mniej prażyło, ale może tylko mi się wydaje, bo zamiast 36 był0 30 stopni.
Wydaje mi się, że gdybyś skosiła trawę, zmniejszyłaby się ilość komarów. Poza tym są jakieś preparaty na komary.
OdpowiedzUsuńWcale Ci się nie dziwię, że od czasu do czasu lubisz być sama, ja też, bo nie muszę gotować obiadu. Sama zjem byle co;)
Buziaczki mało samotne.
Ha, Aniu, jakże w tej kwestii jesteśmy identyczne: wprawdzie nie napisałam tego w notce, ale moja obecna samotność również z powodu niegotowania mi odpowiada.
UsuńTrawy nie skoszę, bo nie umiem machać kosą. Jeszcze sobie utnę rękę czy nogę i będzie nieszczęście. Ale zawsze mogę kozy od sąsiada wypożyczyć, z tydzień i by pewnie wszystko wyżarły. No i w trawę się nie muszę wieczorami zapuszczać, tym razem za jeżem goniłam, ale go nie dogoniłam.
Buziaczki wciąż rozmiłowane w samotności.
Tanyu, czy możesz mi napisać, dlaczego goniłaś za jeżem. Mało masz jeszcze kotów i komarów?
UsuńChyba słusznie podejrzewam, że chciałaś jeża umieścić na zdjęciu. do głowy by mi nie przyszło, że można nie dogonić jeża.
Jeśli masz już tak wysoką trawę, to tylko kilka kóz albo owiec, kosy nie radzę, chyba że zaprosisz do siebie mojego męża, który potrafi machać kosą.
Buziaczki rozjaśnione słońcem, choć przez cały dzień padało.
Aha, na działkowym blogu mam zdjęcia kilku kotów i kociąt. W sam raz dla Ciebie.
Jak przewidywałaś, Aniu: goniłam za jeżem, żeby mu zdjęcie zrobić. Nie uciekał najszybciej, to fakt, ale kiedy wlazł w krzaki oblepione pajęczynami, wymiękłam. Jeszcze przyjdzie, bo chyba się upodwórkowił, już go trzeci czy czwarty raz widziałam w ciągu dwóch czy trzech tygodni.
UsuńMęża mogę zaprosić. Żeby tylko obiadu nie wołał za swoją kośbę. W tym tygodniu chyba jeszcze nic nie ugotowałam.
Buziaczki od wyglądającej przez okno na niebrzydki zachód słońca.
Ja tez lubię te chwilowe rozstania :) Pozwalają dostrzec kilka rzeczy, stęsknić się za sobą... ;)
OdpowiedzUsuńI pozwala spojrzeć z dystansem na niektóre uwierające drobiazgi :)
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńKumarów w tym roku, póki co zero, nawet w lasach- oby tak dalej...
A samotnikiem być- nie dla mnie.
Pozdrawiam :)
O, to ja się może w Twoje okolice przeprowadzę. Bo przecież ich do Ciebie nie wyekspediuję, niewiele we mnie sadyzmu ;)
Usuń"Bez" bardzo wzmacnia "z" - tym mocniej, im dłużej trwa :)))
OdpowiedzUsuńNie mogę zaprzeczyć, bo też tak uważam. Udusiłabym się, gdybym musiała z nim być 24/7.
Usuńoooooooo już 5 lat ??? my mieszkamy ze sobą dopiero niecałe 2 i teraz to ja przyniosłam moje radio do Lu :))) miło mieszkać z kimś ale czasem miło też od niego odpocząć, co racja to racja :))
OdpowiedzUsuńNo, 5 lat. Zleciało jak kilka dni.
UsuńA wiesz, to radio Duńskiego to takie inne jest, krótkofalarskie. I On czasem przez nie wrzeszczy, w nocy też, bo w nocy są najlepsze łączności, z nietypowymi krajami. A ja się już nawet nauczyłam zasypiać przy wrzaskach, bo choć nie wrzeszczy w pokoju, gdzie śpimy i tak słychać. Na szczęście, teraz większość łączności robi cyfrowo, czyli po cichu.
tęsknię za swoją samotnością, zwłaszcza tą wieczorną. Brakuje mi tego czasu bez, chwili wytchnienia ciszy... bo tu tak głośno, że nawet brzęczenia komarów nie słyszę i gdyby nie twarz M-ki wyglądająca jak muchomor, byłabym pewna, że ich jeszcze nie ma.
OdpowiedzUsuńTak...
UsuńKiedy Duński jest, najbardziej brakuje mi tych kilku chwil poczytania przed snem. Niby z Nim też mogę, ale kiedy się koło mnie kokosi, książka nie smakuje już tak intymnie.
A ze mnie dziwna jest istota, nie tęsknię za samotnością, nie umiem zasnąć kiedy Jego nie ma obok...po 8 latach małżeństwa wciąż mi Go mało?
OdpowiedzUsuńZgubne to bardzo wiem, ale nie umiem nad tym zapanować.
A komarów i innych letnich owadów nie znoszę :)
To przecież tylko dobrze, czyż nie? Nie widzę w tym nic zgubnego. Owszem, może gdyby przyszła potrzeba, nie umiałabyś być bez Niego, ale... ale człowiek się przyzwyczaić potrafi do chyba każdych warunków. Ale takiej konieczności Ci oczywiście nie życzę :)
UsuńSposób w jaki piszesz, powala mnie na kolana ;))
OdpowiedzUsuńRewelacja!
I co mam rzec? Dziękuję :)
Usuńooo, jak tu leniem zalatuje ;)
OdpowiedzUsuńTu to zawsze leniem zalatuje. Nawet w dni, kiedy, jak dziś, pracuję dłużej niż przez cały rok szkolny :)
Usuńnie może być
UsuńŻe lenistwo czy że praca?
Usuńja nie lubie rozsatn i czasem mysle, ze to dlatego bo nigdy nie bylam sama. i wiesz co, wcale nie chce . trzymaj sie zdrowo i nie daj sie. a jak co, mozesz sprawdzic , czy sa jeszcze krasnoludki :-)
OdpowiedzUsuńJa za to od dłuższego już czasu jestem na etapie marzeń o Duńskim - marynarz, więc najwyższy był czas na trochę rozstania.
UsuńKrasnoludków na razie nie namierzyłam, ale to może dlatego, że się w dom nie mam czasu i siły wsłuchiwać. Niby wakacje, a dla mnie najgorętszy czas.
U mnie lato jest, ale komarów nie ma !!! O matko i niech już tak zostanie!!!!
OdpowiedzUsuńI ja lubię odetchnąć, choć w ciągu dnia mało się widzimy, ale lubię mieć dłuższą ciszę...Lubię osobne wyjazdy jak i te wspólne. Lubię być sama w domu, lubię z OM, lubię też gdy gwarno jest, bo się gościmy, a u nas to zawsze z noclegiem i kilka dni.Lubię to wszystko. Lubię zatęsknić i niekoniecznie tylko za jednym...więc tęsknię czasem za OM, czasem za własną ciszą, a czasem za gwarem i pędem ;)
To teraz mam zagwozdkę: do Ciebie jechać czy do Morgany ;)
UsuńTeż to wszystko lubię. Po prostu po trochu wszystkiego.
Byłam wczoraj rano w lesie na jagodach, dziś wyglądam jakbym miała ospę. Pomiędzy przeganianiem komarów a ich przeklinaniem uświadomiłam sobie, że tak jak za latem również za nimi bardzo tęskniłam. A co do przestrzeni - ja także lubię być sama ze sobą, jednak nie za długo Potem zaczyna mi czegoś brakować, jednym słowem nie ma mnie kto wkurzać :)
OdpowiedzUsuńWołami by mnie nie zaciągnęli do lasu w taką parówkę, ale... pewnie się na małą wycieczkę skuszę, skoro już jagody są. Zdjęcia porobię. Bo same jagody mi są do szczęścia niepotrzebne: zjem garstkę, z resztą nie będę miała co zrobić.
UsuńYhym, mogłabym za wkurzaniem tęsknić, gdyby nie koty: małe podwórkowce nauczyły się wychodzić z szopki i się po burzy rozłażą :)
"zdemolował dni":)no proszę -jaka perła:)
OdpowiedzUsuńJakoś trudno było mi znaleźć inne słowo, bo zwyczajnie... zdemolował i już :)
UsuńDzięki.
Powiadają, że na komary potrzeba mieć w domu roślin, których owe nie znoszą, jako to geranium, pelargonij, lawendy lub mięty, w ostateczności samych tych zapachów sprokurować sobie... A samemu by jak najwięcej pomidorów jeść i cebuli, natenczas woń nasza, nam niemal niewyczuwalna, komarom nader przykrą będzie...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Geranium, a zwłaszcza pelargonia odpadają - babcia hodowała ich nad wyraz dużo i mam uraz. Lawendę mogłabym kupić w woreczkach. Chyba nawet mam, ale w szafie, a cebula w czasie wakacji jest nieszkodliwa :)
UsuńDziękuję za rady.
też lubię, takie "oddechy" są dobre i potrzebne;)
OdpowiedzUsuńa komarów nienawidzę!
Komarów też nienawidzę, ale gdyby od nich zależało przyjcie lata, bym je wielbiła miłością bezkrytyczną ;)
Usuń