Nie miałabym nic przeciw utknięciu gdzieś na Bora Bora. W ziemskim raju mogłabym wegetować nawet pod mostem i, dziękując losowi za utknięcie w miejscu odpowiednim, machnęłabym ręką na piętnaście do czterdziestu dwóch tysięcy, które zeżarłoby bankrutujące biuro podróży. Machać ręką na niewyobrażalne pieniądze mogę sobie do woli, ponieważ Polinezja Francuska leży poza zasięgiem nie tylko możliwości, ale i marzeń. Tymczasem wczoraj utknęłam w Opolu, a w najbliższym czasie mam nadzieję na kilka godzin utknąć w Szczecinie. Do Szczecina mam sentyment, choć/ponieważ byłam w tym mieście u zarania mojego życia i pamiętam jedynie dom towarowy Puchatek, przy czym nie wiem, czy nazwy nie zapożyczyłam od kieleckiego przybytku. Tak czy inaczej, jestem przekonana, że ta podróż mnie zachwyci, miasto bowiem leży niedaleko magicznego miejsca mojego dzieciństwa i tych kilka godzin tam ma stanowić substytut powrotu w przeszłość zapisaną w pamięci jako ideał. Zresztą, doszłam do momentu, w którym każdy wyjazd z pipidówki jest błogosławieństwem, więc anonimowy spacer od dworca do Placu Grunwaldzkiego i z powrotem zniweluje moją zapyziałość. O wyrwaniu się zaczynam śnić. Dosłownie. Sny jednak wodzą mnie na manowce, zaczynając się niebem, kończą się w rodzimym piekle. Ot, choćby wtedy, kiedy śniło mi się, że byłam w hotelu w Chinach. Już przebierałam nogami w oczekiwaniu na następny dzień, na ujrzenie wszystkich cudów Państwa Środka, rankiem jednak wyszłam z hotelu wprost na polną dróżkę za moim domem, wpadałam na upierdliwego znajomego, a na deser ugryzł mnie w rękę jeż. We śnie jednak pipidówce brakowało czegoś, co mnie owiewa, kiedy jadę na rowerze byle gdzie. Brakowało jej zapachu jabłek, piołunu i za chwilę burzy.
Tymczasem wieczorem ruszam do Kołobrzegu. Do zobaczenia.
Tymczasem wieczorem ruszam do Kołobrzegu. Do zobaczenia.
ja bym zdecydowanie wolała dziś utknąć w Kołobrzegu:)
OdpowiedzUsuńDziś może, ale na dłużej nie bardzo: wiesz, za zimno, żeby tam siedzieć pod mostem, a kto by ponad tydzień z teściami wytrzymał?
Usuńudanego wypadu z pipidówki życzę ... a w Opolu to cóżeś robiła ??? nie napisałaś ;]
OdpowiedzUsuńDzięki.
UsuńW Opolu umówiłam się z przyjaciółką, na pogaduszki i szwendanie się.
A to Ty masz coś wspólnego z Opolem?
mam rodzinę na Opolszczyźnie i mój kuzyn studiował w Opolu tyle mam wspólnego ;D
UsuńA czy pod mostem na Bora Bora znalazłoby się jeszcze jedno miejsce? Chętnie bym się dołączyła. Póki co życzę udanego wyjazdu i braku niedogodności komunikacyjnych :))
OdpowiedzUsuńMyślę, że Bora Bora jest wystarczająco pojemne, a jak nie pod mostem, to gdzieś na dzikiej plaży na pewno miejsce jest :)
UsuńDzięki, jak wsiądę w pociąg w pipdówce - zawsze mam problemy z otwarciem tych cholernych drzwi w pospiesznych - to będzie dobrze. Czymże bowiem jest tych czternaście godzin podróży?
Częstszych wypadów z Twej pipidówki Kochana, baw się dobrze i korzystaj!:)
OdpowiedzUsuńDzięki, zamierzam korzystać. I zamierzam częściej wypadać, bo trochę zaśniedziałam ostatnio. Czas odżyć :)
Usuńsprawdz czy ten jeż nie był chory na wściekliznę;) a tak poważnie - korzystaj z życia bo drugiego mieć nie będziesz. ja w przyszłym tygodniu może wyjadę wreszcie do Narwiańskiego Parku Narodowego. a jak mi się nie uda to moje ukochane góry zawsze czekają - chociaż na weekend. korzystaj i ciesz się:)
OdpowiedzUsuńTeż bym się w końcu wyrwała w góry, ale u teściów taniej. Choć i tak majątek wydaliśmy na ryby we wszelakiej postaci. Właśnie wróciłam ze sklepu z dzwonkami z łososia. Coś mi się widzi, że rybna się zrobię.
Usuńale masz morze. też super choć ja jestem z tych co wolą góry. niby u nas ubogo w bogactwa natury ale z drugiej strony - mamy wszystko - dostęp do morza, Mazury i góry. jest w czym wybierać.
UsuńPrawda, geograficznie nam się poszczęściło: nie dość, że mamy to wszystko, to jeszcze wielkich katastrof naturalnych nie mamy.
Usuńudanego wyjazdu życzę
OdpowiedzUsuńja mam nadzieję że moje biuro podróży nie zbankrutuje... a jak ma bankrutować to jak już będę się smażyć w Egipcie, wtedy to już mi będzie wszystko jedno
najwyżej poderwę jakiegoś bogatego szejka i wrócę do Polski jego prywatnym wypasionym samolocikiem
Jak już poderwiesz tego szejka to po co w ogóle wracać do Polski?
UsuńNie wiedzialam, ze jeze gryza - teraz bede uwazac;-)
OdpowiedzUsuńZęby mają to i pewnie ugryźć potrafią :)
UsuńJa z tesciami juz miesiac wytrzymalam i wcale nie tak zle,poza tym kochana wlasnie wrocilam z przedluzonego weekendu z Francji,konktretnie z Paryza,oj dlugo czekalam na ta wycieczke,ale bylo bosko,jeszcze sie otrzasam,choc wcale nie chce sie otrzasnac..pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNo ja myślę, że w Paryżu było bosko. Wprawdzie Paryż nie jest moim wielkim marzeniem, ale tak naprawdę chciałabym pojechać wszędzie, więc i tam.
UsuńKurcze, aż musiałam sie odezwać! Jak można tak bezkarnie szwendać się po Opolu i do tego się nie przyznać? Wcześniej oczywiście... Żeby mi to ostatni raz było;-)))
OdpowiedzUsuńMiłych wojaży :)
OdpowiedzUsuńgdybym tylko wiedziała, kto to jest jane doe...
OdpowiedzUsuńJane Doe to określenie używane w Stanach na określenie kogoś o niewiadomej tożsamości. Wersja męska to John Doe.
Usuńuwielbiam, Tanyu, podróże, dlatego też deddykuję Ci mój podróżny limeryk:
OdpowiedzUsuńPodróżnemu, co gnał z Pampeluny,
Akt się przyśnił, po akcie zaś... kumys.
Obudzon boleśnie
Na stacji w Oleśnie,
Ledwo zdążył na przesiadkę do Yumy...
Nad wyraz zgrabny limeryk. Dziękuję :)
UsuńWszyscy wyjeżdżają do mojego ukochanego Kołobrzegu;) Ja wybieram się we wrześniu, ale w Szczecinie nie byłam.
OdpowiedzUsuńBaw się wyśmienicie tylko... nie utknij tam na dobre:-)) Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńTo mi nie groziło, nie grozi, nie będzie groziło: teściowie mieszkają na wsi, gdzie każdy zna każdego - podziękuję, mam to na co dzień.
UsuńUwazaj na siebie i baw sie dobrze :) zazdroszcze Ci tych wypraw. Ja w tym roku siedze w domu z braku funduszy, moze gdzies na chwile z Lubym wyskoczymy, ale nie dluzej niz 2, 3 dni bo nawet nie mozliwosci na razie w ziasc urlopu niestety. No coz bede musiala zagryzc zeby i wytrzymac do przyszlego roku :) trzymaj sie cieplutko ;)
OdpowiedzUsuńNa pewno w przyszłym roku się uda, ja w ubiegłym siedziałam w domu, w tym się zawzięłam.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńOwszem, to kielecki Dom Towarowy "Puchatek":) muszę zapytać brata, co tam teraz jest.
A w Kołobrzegu baw się dobrze, pozdrawiam :)
Że kielecki to wiem, ale wciąż nie wiem, czy kiedyś też szczeciński. W kieleckim Puchatku wciąż jest Puchatek.
UsuńA co to, jakaś objazdówka po Polsce? ;)
OdpowiedzUsuńW Opolu spotkanie z przyjaciółką, w Kołobrzegu jest Duński, a Szczecin miał być przy okazji. Miał, bo nie wypalił.
UsuńMiłej podróży i wspaniałego wypoczynku na kołobrzeskiej plaży.
OdpowiedzUsuńBuziaczki burzowo- deszczowe.
Do pipidówki ze swoich dziecięcych wspomnień jadę jutro, na kilka dni. Będę uażać na...jeże.
OdpowiedzUsuńMiłego!:)
Na to miejsce jeszcze przyjdzie dla mnie czas, wciąż się waham.
UsuńI Tobie miłego :)
Udeptuj tam plażę, bo, prawdopodobnie my tez tam pojedziemy :))) A tymczasem baw się dobrze!
OdpowiedzUsuńUdanej podróży :)
OdpowiedzUsuńJesteś na moim terenie! Mieszkam w miasteczku oddalonym o 60 km do Szczecina. Pociągiem do Szczecina to dla mnie godzina, do Kołobrzegu - dwie. :D Ale uważaj: w Kołobrzegu zawsze najzimniejsza woda w morzu, toteż nieczęsto bywam. ;) Nie wiem dlaczego tak jest. Dwa lata temu byłam - upał od kilkunastu dni, temperatura nie schodziła poniżej 30 stopni, a w Kołobrzegu - czerwona flaga, bo woda lodowata. :D
OdpowiedzUsuńTo może mi powiesz, co się teraz dzieje w Podgrodziu, takiej dziurze za Nowym Warpnem, Trzebieżą, Policami.
UsuńDo zimnego morza weszłam, zanurzyłam się nawet po same cebulki, woda była rzeczywiście zimna, ale dla mnie chyba każda jest zimna, więc nie jestem szczególnie dobrym miernikiem. Dziwne z tą czerwoną flagą, bo w poniedziałek było może ze 25 stopni jak przygrzało, a flaga była biała. Od razu dodam, że wtedy zanurzyłam tylko stopy.
Czerwona flaga, bo woda miała poniżej 14 stopni. Byliśmy w szoku, że nie zdążyła się nagrzać przez tyle dni. :) Widocznie jakieś prądy. :)
UsuńJa jestem fanką kąpieli w jeziorach. Ale te często są brudne i trudno znaleźć takie, do których nie strach wejść. A woda cieplutka - przynajmniej dla mnie. :)
Co do Podgrodzia to niestety nie jest mi to znany teren. Nie mam tam ułatwionego transportu, a do tego donikąd mi tamtędy po drodze. ;)
Widocznie. Za morzem nie nadążysz :)
UsuńJa jestem fanką kąpieli w wannie, tam na pewno woda będzie miała odpowiednią temperaturę dla takiego zmarzlucha jak ja. Ale nie powiem, jak się już zanurzyłam po uszy w morskiej wodzie, było bardzo przyjemnie.
Do Podgrodzia trzeba się udać specjalnie, bo tam jest ślepy zaułek: wioseczka leży na cypelku. Tam mieszkałam, kiedy byłam małolatą.
Cieszę się, że zmieniłaś otoczenie :) Dla mnie też by się to przydało :) Zapraszam pod mój nowy adres: http://lustro-marianny.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńJestem rodowita szczecinianka wiec odpowiedz dla mnie jest prosta .Szczeciński Dom Towarowy nazywał się Posejdon , popularnie nazywany był Pedeciakiem od skrótu PDT / Państwowy Dom Towarowy /
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie i życzę miłego pobytu w moim pięknym mieście :)
O, dziękuję za informację. Dziecięce wspomnienia są dziurawe i spaczone późniejszymi doznaniami. Niestety, Szczecin w tym roku nie wypalił, ale się zawzięłam i na pewno tam pojadę.
UsuńPozdrawiam :)