Rzadko się wzruszam od łez. Jeszcze rzadziej do łez doprowadza mnie muzyka. I nie szkodzi, że ta poniżej może być uznana za kiczowatą. Nie szkodzi też, że na co dzień słucham dźwięków, przy których ciężko ronić łzy. Nie szkodzi również, że światopogląd tejże rodziny różni się od mojego niczym niebo różni się od piekła. Zupełnie przypadkiem posłuchałam, przypomniałam sobie, że byli i oderwać się od łez wzruszenia nie mogę. Jeszcze trochę sobie ich posłucham.
Wzruszyłam się na "An Angel", ale ta wyżej się przyczepiła mocniej.
--
Dla ewentualnej przeciwwagi klikajcie TUTAJ.
No i co mam zrobić, że nie lubię słuchać muzyki. Chyba wyrosłam z niej. Wzruszam się tylko przy naszym hymnie narodowym i to szczególnie wtedy, gdy jest grany polskim siatkarzom.
OdpowiedzUsuńBuziaczki antymuzyczne.
Ja też w sumie mogę żyć bez muzyki, Aniu, ale są dni, kiedy urządzam sobie muzyczne seanse. Dziś jest. A słuchając naszego hymnu też się czasem wzruszam, nawet na sali gimnastycznej mi się zdarza.
UsuńBuziaczki dziś jak najbardziej muzyczne.
Tanyu, już dawno wyrosłam ze słuchania muzyki, choć jeśli w telewizji natrafię na piosenki z mojej młodości, to odkładam wszystko i słucham.
UsuńZe zdumieniem spostrzegam, że często staję się beksą, bo wiele spraw mnie wzrusza. Chyba się starzeję:)
Buziaczki płaczliwe;)
Tak miałam wczoraj: rozpoczęłam od Kelly Family, a potem jeszcze posłuchałam kilku piosenek, o których już dawno zapomniałam.
UsuńJa chyba obserwuję sytuację odwrotną: z dziesięć lat temu wystarczyła jakaś bzdura i już miałam łzy w oczach, teraz jestem prawie jak głaz.
Buziaczki raczej mało płaczliwe.
Tanyu, ale ta beksowatość przyczepiła się do mnie dopiero w tym roku. Kiedyś trudno o to było. Najgorsze, że przyczepiła się bez powodu.
UsuńBuziaczki beksowate.
To pewnie jakieś chwilowe, przejdzie :)
UsuńOoo, w czasach mej młodszej młodości też ich słuchałam:)
OdpowiedzUsuńPewnie dlatego się poryczałam: że mi przypomnieli te jakieś piętnaście lat wstecz :)
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńPamiętam doskonale ten zespół sprzed lat, a piosenkę niedawno przesłuchiwałam ponownie :)
Pozdrawiam :)
A ja o nich zapomniałam, aż dziś ktoś ją umieścił pod zdjęciem, przepięknym zresztą, na fotograficznym blogu.
Usuńło matko ja też szalałam za Kellysami ... tymi z mojego rocznika i nadziwić się nie mogłam, że Paddy trafił do zakonu :)))
OdpowiedzUsuńTrafił do zakonu? Nie wiedziałam. Choć w sumie chyba nic w tym dziwnego.
Usuńtak, kilka lat był w zakonie i nawet wtedy odwiedził Polskę :)) ale zdaje się,że w 2010 się rozmyślił i wrócił do śpiewania :)))
UsuńNawet się zastanawiałam, co się z nimi wszystkimi stało. Karierę robią niepotrafiący śpiewać, a oni przecież głosy mieli świetne.
UsuńZ takim wyglądem do zakonu? Czarna rozpacz :))
ano i do tego włosy obciął na króciutkie :))) wpisz sobie w google to zobaczysz jak teraz wygląda i jak wyglądają ich dzieciaki :)))
UsuńWidziałam właśnie, ale serce mi jakoś już dziś nie pika :)
UsuńMnie również ta piosenka wzruszyła. Ja z resztą wiele innych. Kocham muzykę, o czym już pewnie wspominałam. Z Pearl Jam też słucham niektórych kawałków, np. The End. Chociaż żeby miłosna piosenka zagościła na mojej liście musi mieć dla mnie szczególne brzmienie. Inaczej bym jej nie zostawiła- nie lubię piosenek, których teksty są o miłości pomiędzy kobietą a mężczyzną, denerwują mnie, bo chociaż taka miłość to temat nieskończony, to ja mam już dość tym podobnych tekstów. Bywają też inne problemy w życiu.
OdpowiedzUsuńChociaż moje przekonania też są od tego dalekie to kiedyś zasłuchiwałam się w piosenka "Santa Maria" Kelly Family, ponieważ wykonanie jest moim zdaniem niesamowite.
"The End" ma dla mnie szczególne znaczenie: pochodzi z płyty, którą dostałam od moich dzieciaków na urodziny. Od dzieciaków ze szkoły, uściślę.
UsuńTak, teksty o miłości są wyświechtane i zwykle banalne. Jak miłość w sumie...
A "Santa Marię" sobie zaraz wrzucę, bo nie pamiętam.
Posłuchałam. Owszem, melodia wzruszająca, ale nie znam dobrze angielskiego i nic nie zrozumiałam:-(. Rzadko słucham muzy, ale jeśli mi się zdarzy to tylko polskiej i lirycznej. Przy takiej to ja dopiero beczę. Pozdrawiam cieplutko:-)
OdpowiedzUsuńZ nieznajomością angielskiego to żaden problem, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę tytuł i wykonawcę, a zwykle na pierwszym miejscy wyskakuje link z tłumaczeniem.
UsuńJa za to słucham obcej i takiej jak pod linkiem w ostatniej linijce. I są dni, kiedy i taka mnie wzrusza.
Faktycznie! Gapa ze mnie jak nic. Są piosenki wzruszające (po angielsku)... już nie zapomnę. Dzięki za przypomnienie, Tanya. Milutkiego dnia:-)
UsuńNie ma sprawy.
UsuńWzajemnie, milutkiego :)
An Angel skradło moje serce i nie oddało do tej pory...
OdpowiedzUsuńZastanawiam się jaka piosenka skradła moje. I nie wiem. Wiem za to jakie albumy: "Vs." Pearl Jamu i "The Black Album" Metalliki.
Usuńpamiętam, ale posłucham z przyjemnościa raz jeszcze.
OdpowiedzUsuńLubię słuchać muzyki sprzed lat. Nawet tej, za którą teraz nie zapłaciłabym złamanego grosza. Na szczęście jest youtube :)
UsuńJak byłam mała, to starsze kuzynki do tego wzdychały;)
OdpowiedzUsuńJa wtedy nie wzdychałam, to sobie wczoraj nadrobiłam :)
Usuńja lubię takie kawałki :) przyjemne dla ucha.
OdpowiedzUsuńPrzyjemne, nie będę zaprzeczała.
UsuńKażdy z nas słuchał jakiegoś kiczu. jedni się tego wstydzą, inni nie, bo wierzą, że jakoś ich to ukształtowało. Twoje łzy świadczą o tym, że ta piosenka niosła ze sobą jakąś lekcję i to jest najważniejsze:)
OdpowiedzUsuńZupełnie się nie wstydzę tych moich kiczowatych wspomnień: zwyczajnie nie wierzę ludziom snobującym się na wielką sztukę, że gdzieś w zaciszu czterech ścian nie zdarza im się zetknąć z kiczem, zetknąć z rozmysłem.
UsuńA łzy nie dlatego, że ich kiedyś ceniłam, bo właśnie właściwie nie, a dlatego, że przypomniało mi się to kiedyś, z nimi czy bez nich.
Ja też tak mam, gdy ich słucham, choć się głośno nie przyznaję :)
OdpowiedzUsuńWszyscy wokół się chwalą swoimi pierwszymi razami, to i ja się ze światem podzieliłam, a co ;)
UsuńBo wydaje mi się, że pierwszy raz przy nich płakałam. A może nie?
kelly family to muzyka mojego dzieciństwa
OdpowiedzUsuńkochałam się w Paddym i do dzis nie moge przezyc ze poszedl do zakonu ! ;)
nadal ich uwielbiam <3
Właśnie mi tam Polluśka u góry napisała, że już wyszedł, więc do dzieła: szukamy Paddy'ego ;)
UsuńUwielbiałam Kelly Family! Mój ulubiony zespół! A właściwie nadal ich lubię, mam ich płyty i zdarza mi się do nich wracać. Puściłam sobie tę piosenkę i okazało się, że nawet po tych kilkunastu latach znam ją calutką na pamięć - od początku do końca zaśpiewałam z Angelo i Paddym :)
OdpowiedzUsuńAaa no i ja też byłam zakochana w Paddym ;)
Choć czasem robię sobie wieczór z piosenkami sprzed lat, o nich nigdy nie pamiętałam. Widocznie lubiłam piosenkę czy dwie i tyle. Patrząc na lata ich największych triumfów widzę, że byłam już wtedy zakochana po uszy w Pearl Jam i w The Pogues. PJ jestem wierna do dziś i nie są zagrożeni :)
Usuńja lubiłam też Kelly Family. i lubię też klasycznego rocka - bo obejrzałam sobie to co dałaś mi w bonusie. ach, Pearl Jam, Metalica, ACDC, Led Zeppelin, Black Sabath... Ach, przypomniałaś mi niezapomniane wspomnienia...;)
OdpowiedzUsuńJa nie pamiętam, czy lubiłam Kelly Family. Niezaprzeczalnie za to kochałam Modern Talking. Słuchałyśmy tego z siostrą tak intensywnie, że aż ojciec kazał nam wyłączać, bo ile można.
UsuńW kwestii rocka aż taka klasyczna nie jestem: lubię zespoły lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, wcześniej rzadko sięgam. Jeśli już, głównie po Stonesów, Doorsów i Janis Joplin. A, i mam sentyment do Iron Maiden.
nie no, żelazna Dziewica rules! ale ja na przykład nie mam sentymentu do Janis Joplin i Doorsów bo to kojarzy mi się z bezsensowną śmiercią... mieli wszystko, świat u swych stóp ale słabą psychikę... to samo dotyczy się Amy W. ale czasami włączam sobie "Hello, i love you" czy "Back to the black"...
UsuńTo prawda, śmierć mieli bezsensowną. Zwłaszcza, że zawsze człowiekowi wydaje się, że skoro ma wszystko, po co chcieć umierać, a oni chcieli, do śmierci dążyli. Doorsów zaczęłam bardziej lubić po przeczytaniu biografii Morrisona: w życiu nie chciałabym z kimś takim jak on być, ale fascynował niezaprzeczalnie. Fascynował bardziej jako ktoś z bardzo daleka, z innego świata. Tymczasem znalazł się w naszym świecie i musiał tutaj żyć.
UsuńGdy byłam młodsza słuchałam ich non stop, później jakoś z tego wyrosłam, ale niedawno siedząc sama w domu coś mnie trafiło, żeby posłuchać ich piosenek. Wywołują u mnie coraz większe emocje, mimo, że niejedni uważają ten zespół za jakiś gorszy- z czym ja się w ogóle nie zgadzam.
OdpowiedzUsuńRównie dobrze Chopina można uznać za gorszego - kwestia gustu. Bo ja kanony dzieł do poczytania/słuchania/obejrzenia średnio wierzę: ustala je specyfika czasów i ludzie jak my. Ja z tych, którą denerwują docinki w kierunku - najlepszy przykład - Bibera: nie chcę, nie słucham i tyle.
UsuńAle Cię wzięło. Pamiętam ten szał z dzieciństwa. Dzięki za przeciwwagę, to bliższe mi klimaty ;)
OdpowiedzUsuńPrzeciwwaga i mnie bliższa. Muzyczna miłość życia :)
UsuńTanya :D przeciwwaga jak najbardziej - w moim przypadku -trafiona. A to powyżej cóż... znam oczywiście na pamięć, choć fanką nigdy nie byłam, choć kasetę miałam. Fanką była natomiast moja kuzynka, która do tej pory na drzwiach pokoju ma napisane srebrnym markerem I love Angelo. dzięki niej o Kellisach wiem wszystko (przynajmniej wiedziałam) i nie dlatego, że chciałam, ale był to jedyny temat, na który moja R. mogła rozmawiać. Ryczała przed tv oglądając teledyski, zaśliniała mi monitor całując Angelo i roztaczała wizję, jak to bierze z nim ślub na rodzinnej łajbie i śmiertelnie obraziła się na mnie, gdy powiedziałam, że MJ jest królem POPu. Natomiast z W nagrałyśmy własną wersję tej piosenki, już w liceum - ale to też nie należy pochopnych wniosków wyciągać, gdyż wszystko coverowałyśmy - na gitarze śpiewając: I can't help mUself. Bo nas strasznie to bawiło. także wspomnienia mam jak bajbardziej pozytywne i myślę, że na swój sposób, nawet oba utwory, które wymieniłaś lubię. I podzielę się wiedzą od kuzynki: "An Angel" napisane dla matki "I can't..." dla ojca.
OdpowiedzUsuńO, skarbnico wiedzy! A ja googlowałam to czy tamto i po co? ;)
UsuńPrzeciwwaga to muzyczna miłość mojego życia, a i tak wiem o nich niewiele, bo życie prywatne Eddiego i spółki niewiele mnie zawsze interesowało. Dobrze, że go w ogóle rozpoznaję na zdjęciach, reszty zespołu w ogóle. Ba, wymienić ich nie umiem. Za to miałam w liceum koleżankę zakochaną w Europe, czy też właściwie w Joey'u Tempest (Tempeście?) - wiedziała o nim wszystko i tylko o nim gadała. Do tej pory ją podziwiam.
Ha! Kubik wciąż mi nie może wyjść ze zdziwienia, że ja tak mało wiem, o zespołach, które kocham. No bo nie wiem, bo mnie to nie interesuje. Nie mam pojęcia, jak się nazywają członkowie zespołów, poza tym, który śpiewa a to i też nie zawsze. Także wierzę na słowo, że ci ludzie, co grali z Eddim na scenie w Katowicach kilka lat temu, to byli członkowie zespołu a nie statyści ;) Nie ruszają mnie informacje, że ktoś tam z jakiegoś zespołu odszedł, bo nawet nie wiem, że w nim był. Muzyka najważniejsza. I tylko ona. Wiedzę mam jedynie na temat Kelly Family :D bezwiedną wiedzę.
UsuńBlond aniołki :) muzyka faktycznie lekko kiczowata, ale emocjonalna. Lubię uczucia włożone w twórczość.
OdpowiedzUsuńTeż lubię, jeno na co dzień z deka cięższe :)
Usuńkocham ich,dawniej sluchalam czesto.
OdpowiedzUsuń