Cześć, mam na imię tanya i jestem mentalnym agresjoholikiem. Złośliwie bulgoczące złością myśli czają się w zakamarkach świado- i nieświadomości, a kiedy je pogłaskać opuszką nadgorliwości, błyskawicznie przechodzą z żarzącego się leniwie trybu stand-by w jazgoczący pod czaszką ciąg awantur. Kłócę się przecież głównie sama ze sobą, dywagując bezgłośnie, co powiedziałabym w takiej i siakiej sytuacji, po czym przemilczam niewygodne kwestie, bo nie znajduję odpowiednich słów. Te znalezione rozpętałyby bowiem lokalny armagedon, bo nie umiałabym ubrać ich w dyplomatyczne garniturki, a rzuciłabym kawę na ławę, ta zaś, bawełną niezabezpieczona, bezlitośnie potłukłaby szklany blat. Powinnam zapisać się na kurs machania ręką na kwestie przeciętnie istotne, te jednak potrafią zaprzątnąć moją uwagę w sposób absolutny i nie zostawiają miejsca na oddech, a oddech to podstawa żywota, prawda J.? Oddycham jednak, płytko a niestrudzenie, i tłumaczę sobie, że widocznie nie mam większych zmartwień, więc wynajduję sobie mniejsze. Nie do końca jest to prawda, ale skoro kolosy na nieglinianych nogach ruszyć się z miejsca chwilowo nie dają, czymś myśli zająć trzeba. Ot, choćby atakującą mnie zewsząd nadgorliwością. Przejawia się ona, na przykład, dwiema szkolnymi nasiadówkami, na których wysłucham steku bzdurnych sprawozdań z niczego, które będziemy gremialnie rozbierać na czynniki pierwsze, milczeniem lub płochliwymi zdaniami zbywając kwestie zasługujące na priorytet. I jeszcze dzisiejszym dniem spędzonym na wyczekiwaniu tłumów rekrutów pchających się do szkolnego budynku drzwiami i oknami w postaci jednego dziewczęcia, które postanowiło przyjść akurat dziś, taką propozycję dostawszy wczoraj przez telefon. Dodatkowo jeszcze kolegą, który, uprzedzony, że jestem z daleka od domu i ładowarki, i że telefon mam na wykończeniu, dzwonił do mnie wczoraj z pierdołami niegodnymi wybrania numeru, a dzięki którym nie poczułam się jak niezastąpiona szefowa komisji, a jak nękana w dniu wolnym kobieta. A także koleżanką, która cudzych chamów krytykuje na czym świat stoi, swojego zaś broni pazurami przed moimi wrednymi zakusami obniżenia mu oceny z zachowania, bo skoro nikt inny nie odkrył w nim chama, to pewnie moja wielka wina, że postawiłam mu niezasłużoną ocenę dopuszczającą i siedemnastoletnie dziecko się obraziło, bo przecież ono chciało trójkę, a w ogóle to jakby był niegrzeczny w stosunku do jeszcze kilku nauczycieli, a skoro tylko wobec mnie, to phi. I wreszcie zaangażowaniem Duńskiego w pocieszanie mojej prywatnej koleżanki po związkowych przejściach, które to zaangażowanie stawia mnie i ją w sytuacji niezręcznej, gdy tymczasem Duński zdaje się nie dostrzegać naszego skrępowania, entuzjastycznie cyzelując w rozmowach ze znajomą domorosłą psychologię. Tymczasem, skoro już wyrzuciłam z siebie żale, postanowiłam mieć powyższe w dupie, jem arbuza, wypiję mrożoną kawę i zapadnę się w Afrykę moczem i magią pachnącą. I tego się trzymajmy.
Afryka... hmmm.... magia... hmmm... no niechajże już będzie, ale tego trzeciego bym sobie darował... Za to melisy suponuję:)
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Tego trzeciego? Mocz, się znaczy?
UsuńMelisy nie mam, może być rumianek albo mięta? Zresztą, żadne niepotrzebne, bo spokojna niebywale. I tylko kot Nikita przeszkadza w pisaniu.
Serdeczności :)
Czyli wyłączamy się dla świata i co by się nie działo, nas nie ruszy. Przynajmniej przez jakąś dłuższą chwilę. I niech się jeszcze z pięć koleżanek obrazi za Twe niebywałe okrucieństwo i niezrozumienie ;)))
OdpowiedzUsuńJak tak dalej pójdzie na całe wakacje telefon wyłączę. Choć w sumie... nie, chyba nie, bo lubię, jak mnie taka jedna ze szkoły nęka i na szczęście tylko Ona to robi na co dzień.
UsuńA pewne koleżanki mam w poważaniu - duża dziewczynka jestem, wiem, że miłość rozmieniona na drobne to marna miłość.
Umiarkowany masochizm? ;)))
UsuńTak jakby. Z jedną poglądy mam zbieżne, z drugą często gęsto się nie zgadzam, ale jakoś ją lubię mimo to. Bo właśnie odkryłam, że dwie mnie nękają, nie jedna.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńUśmiech przesyłam i na pyszne ciasto oraz naleweczkę zapraszam, czekam :)
Pozdrawiam słonecznie :)
No i mamy sposoby na poprawę nastroju :)
UsuńNo, ta muza dopełniła tekstu:)))) Jady trzeba wypocić!!! Trzymaj się, skoro się nie możesz puścić (to M. Samozwaniec) :)))))
OdpowiedzUsuńTa muza za mną łazi od jakiegoś czasu, bo w sumie wszystko rozbija się o bycie tutaj, czego ostatnio (takie dość rozległe ostatnio) zdzierżyć nie mogę.
UsuńWypocić, powiadasz? Czyli jutro rowerek. Zawsze uda się wyjechać choć kilka kilometrów za pipidówkę :)
Tańcz, krzycz, pisz, na czwartej przerzutce pod górę zapychaj, tylko nie wpadaj w splin....:))
UsuńNie wpadnę, mam odskocznie, które nie pozwalają mi zwariować. Ot, choćby bloga, gdzie mogę Was pomaltretować swoimi nastrojami :)
Usuńtanya, podoba mi się Twoje podejście do rzeczywistości. I sposób, w jaki to opisujesz:)
OdpowiedzUsuńDziękuję, Liv :)
UsuńMnie się najbardziej podoba zdanie o posiadaniu wszystkiego w poważaniu, na razie mam dość denerwowania się przejmowaniem się.
ale zaszalalas, dobrze, ze mozesz sobie tu eksplodowac po troszeczku, bo inaczej wybuch "tam" murowany, a moze sie myle ;-)
OdpowiedzUsuńNie mylisz się, dość porywcza potrafię być. Dobrze więc, że jest blog. Niepokoi mnie tylko, że coś za często tu szaleję. Przydałby się spokój.
Usuńi na to przyjdzie czas, a z nim nuda ;-))))) przezywaj, odreagowuj i pisz, ale sie nie zapedz w kozi rog :-) czasem dobrze kichac na to i owo, bo nerwy nas niszcza ,-(
UsuńNie zapędzę się: zawsze powiem, co mam do powiedzenia, jedynie sposoby się w zależności od dnia różnią. A kicham już na wiele rzeczy: ot, choćby na te, które mnie nie dotyczą. Już nie zbawiam lokalnego świata, bo w moim zbawieniu nikt nie chce uczestniczyć.
Usuńmoze inaczej widza zbawienie ;-))) albo nie widza problemu - pozdrawiam
UsuńProblem widzą, szepczą o nim po kątach.
UsuńW pierwszym roku mojej pracy pewien Piotruś z siódmej klasy powiedział na cały głos: "Ale się pani spieniła!". Powtórzę Ci to samo;)
OdpowiedzUsuńBuziaczki w ogóle niespienione.
W pierwszych latach mojej pracy rzadko się pieniłam, teraz pienię się coraz częściej. Przyszła pora na ten zmywak.
UsuńBuziaczki znad spienionej mrożonej kawy.
Idz na długi spacer. To uspakaja, przynajmniej mnie.
OdpowiedzUsuńMiałam dziś jechać na rower maki fotografować, co zawsze wprawia mnie w piękny nastrój, ale kicham alergicznie jak wściekła i łeb mi pęka - ech, i ja sama przeciw sobie.
UsuńOlej. :)
OdpowiedzUsuń...cienkim sikiem ;)
UsuńTak zamierzam, jeszcze tylko z półtora tygodnia nerwów.
oddychaj, oddychaj!
OdpowiedzUsuńZaprzestanie oddychania mi nie grozi: najbardziej się boję śmierci przez uduszenie ;)
Usuńwidzę, że dopada Cię lekkie wypalenie zawodowe :))) wszyscy to mamy od czasu do czasu. Ale jeszcze trochę i odpoczniesz ;DDD a najbardziej to chyba dopiekł Ci Duński co ??? :/
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy takie lekkie. Dopada mnie wypalenie olbrzymie, nie cierpię chodzić do pracy...
UsuńDuński zajął drugie miejsce. Najmocniej wkurzyła mnie koleżanka, które toleruje chamstwo, "bo chłopak tyle robi". Robi głównie w czasie lekcji, to raz. A dwa, skoro nas uczniowie i rodzice średnio szanują, więc choć stawajmy za sobą murem. Ale ok, jeszcze przyjdzie koza do woza :)
uuuuuuuuu mówisz, że olbrzymie ??? no to czas na odpoczynek i relaks ... dobrze, że Duński na II miejscu a nie na I :)))
UsuńJuż minęły czasy napadów zazdrości :)
UsuńCzas na zmianę pracy chyba. Ale to nie praca mnie męczy, a jedna osoba. Jedna, ale najważniejsza, niestety.
Òjej,ogolnie Tanyu ty lubisz jesli duzo sie kolo Ciebie dzieje,tak sadze,chcac nie chcac wszystko sie udziela i stad ta nerwowosc i jescze alergia! Musisz jednak skupic sie na swoim odpoczynku,ale czesto jest tak,ze ktos kto kipi na zewnatrz nerwami,w srodku jest spokojny,dlatego wkurza go zewnetrzny swiata chaos i glupota,no i na odwrot,ktos spokojny,tlumi emocje i w srodku mieszanka uczuc.. Roznie to z nami bywa,pewnie po trochu mamy i tego i tego,zaleznie od stanu uczuc co do przyjetych zasad i postrzegania tego co nas otacza.No i oddychaj gleboko,szczegolnie podczas jazdy na rowerze,relaks murowany. Fakt,ze zawod nauczyciela jest jakims poswieceniem chyba.
OdpowiedzUsuńLubię, nie przeczę, ale lubię, kiedy dzieją się lepsze rzeczy. Tym bardziej, że przy odrobinie dobrej woli można by tych gorszych uniknąć. Mojej woli i cudzej woli. Ja z natury nie jestem spokojna, choleryk jestem zdecydowanie, ale aktualnie jestem zmęczona chaosem wokół, i gierkami, których nie znoszę, a które są wokół mnie wszędzie. I dlatego staram się machać ręką i tonować, co skutkuje wewnętrznymi wybuchami. Mam wrażenie, że faluję: jednego dnia jestem spokojna, kolejnego irytuje mnie byle co.
Usuńja bym się nadawała do waszej szkoły. tylko że ja bym nie walczyła jak Ty tylko bym była taką zołzą wsypującą do letniej herbaty cukier i bym hołubiła pana dyrektora bądź panią dyrektor. cóż, jestem oportunistką. Ty jedna walczysz z niesprawiedliwością - ale coź, pomyśl sobie że jesteś machiną postępową. gdyby nie tacy jak Ty to nadal siedzielibyśmy na drzewach. walcz. a weekendy się relaxuj.
OdpowiedzUsuńNo, w gusta dyrekcji byś na pewno trafiła, bo ona uległych uwielbia. Gorzej z resztą, z większością ludzi miałabyś z tym hołubieniem przekichane. Ja już nie walczę z niesprawiedliwością, kiedyś walczyłam, teraz egoistycznie walczę tylko o siebie, i o uczniów może, o nauczycieli wcale. Hmm, jestem taką machiną postępową bez siły przebicia, bo żeby niektóre mury rozbić tych machin potrzebnych jest wiele.
Usuńwalcz bo jak nie Ty to kto. ludzie dzielą się na tych którzy albo walczą, albo siedzą cicho albo im wszystko jedno. Ty niesiesz płomień oświaty dla młodych - widzisz - ja się nadaje na oportunistę i klakiera. i nie martw się - wakacje za pasem, właściwie to już witasz się z gąską więc odpoczniesz od dyrekcji, od natrętnych rodziców i innych taboretów.
UsuńChwilowo nie mam ochoty, może za jakiś czas. Aktualnie walka jest uderzaniem głową w mur tępoty, a z tępotą walczyć nie umiem. Z tępotą podszytą złośliwością i z tępotą u władzy tym bardziej. Męczy mnie to, bo wolałabym szanować dyrekcję...
UsuńZ gąską powitam się 10 lipca dopiero, więc jeszcze trochę się pomęczę. Wiem, że to niewiele, ale to bodaj najgorętszy dla mnie okres.
co to dla Ciebie te kilka dni. pomęczysz się ale później będziesz odpoczywała. wyjedziesz gdzieś? pośpiewaj sobie starą piosenkę "już za parę dni, za dni parę, wezmiesz plecak swój i gitarę, pożegnania kilka słów, Pitagoras bądzcie zdrów, do widzenia wam, canto cantare..." (sorry za może błędy ale spiewam z pamięci)
UsuńMoże do Kołobrzegu, Duński właśnie tam bawi i mam zamiar do Niego dołączyć, ale to się jeszcze okaże. Ja osobiście mam wielką ochotę na Wrocław, ale chyba jednak w tym roku obejdę się smakiem.
Usuńto tak działa arbuz?:)
OdpowiedzUsuńJeszcze nie wiem, ale JEŚLI tak działa, to plantację założę :)
UsuńZaraz wakacje...i luz. A z chamstwem zawsze i wszędzie walczyć trzeba, a przynajmniej wyrazić własne zdanie i nieważne czyje to chamstwo jest. Napiętnować i już, no chyba, ze to jakiś jednorazowy wyskok, więc do rozumu nawkładać, pokutę zadać i obserwować.
OdpowiedzUsuńA resztę jakoś przeżyć, bo świata nie zbawisz,a Duńskiego w roli psychoanalityka strawić- no zdarza sie i już! ;)
Aaaa, na myśl o wakacjach robię się jeszcze bardziej agresywna, bo czas jakby stanął w miejscu i wcale się nie zbliżają. Te dwa tygodnie chyba będą się ciągnęły w nieskończoność.
UsuńChamstwo, niestety, nie jest jednorazowe i nie jest tylko w stosunku do mnie, ale w szkole porobiła się taka paranoja, że nauczyciel boi się przyznać, że uczeń fika, bo to znaczy, że sobie nie radzi. Chore.
Duńskiego strawię, to nic takiego, zwyczajnie się wszystko w czasie zbiegło.
Chyba taki okres teraz, bo wszyscy nerwowi, ja też:/
OdpowiedzUsuńObawiam się, że jeśli szefostwo swojego nastawienia do nas nie zmieni, taki okres będziemy mieli cały rok. Coś lubi nas skłócać i jedni się dają, inni nie.
Usuńjak znajdziesz, gdzieś taki kurs na machanie ręką, to ja się chętnie zapiszę.
OdpowiedzUsuńI vice versa :)
UsuńNoo...powiem Ci, że po takim tekście Freud, Jung i Lacan mieliby co robić;)
OdpowiedzUsuńWłaściwie ciekawa bym była, co by między słowami i za słów wyczytali :)
UsuńHeh, coś by pewnie wyczytali, pytanie tylko na ile byłoby to adekwatne do rzeczywistości :P [cóż, nie jestem fanką psychoanalizy]
UsuńTania religia - jak mawia prof. Balbus:)
UsuńTania religia czy zwykłe naciąganie, niemniej ciekawość moja jest nie mniejsza niż była wyjściowo. Inna rzecz, czy bym w te dywagacje uwierzyła :)
UsuńOj nie chciałabym mieć z Tobą w danej chwili bliskiego kontaktu...a tak swoją drogą ja pisałam prace o agresji a raczej o jej zapobieganiu. także czasami nie da się bez niej obejść...każdemu trzeba było dać z buta i nara.
OdpowiedzUsuńI kto tu się kogo powinien bać? ;)
UsuńDaj spokój, nie mogę tak ludzi w pracy kopać bezpardonowo, no. Ale wczoraj się wygadałam (bo mi znów ciśnienie wczoraj podniesiono) i jakoś przeszło. Na tyle, że dziś nie popełniłam zbrodni w afekcie.
Trochę mnie pocieszyłaś, bo myślałam, że tylko mnie ostatnio dopadła wściekłość absolutna. Myślę, że tak zwany "wdupizm" plus arbuz plus mrożona kawa to idealny sposób na odprężenie. Koniecznie muszę skorzystać:)
OdpowiedzUsuńI ja się cieszę, że nie jestem sama, bo głupio tak gryźć w samotności.
UsuńOstrzegam jedynie, że mrożona kawa też może w agresję wpędzić. Na przykład wtedy, kiedy wlałam już mleko, dodałam lody, a tu okazało się, że kawę rozpuszczalną z rańca do szkoły wyniosłam i nie mam czego do mieszanki wsypać.
Ehe, nic tylko wypisz wymaluj cała ja, he he. Złość napawa mnie każdego dnia, ale cóż mam robić jak tylko to... przeżyć. Ty też przeżyjesz, heh... Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńNie ma wątpliwości, przeżyjemy obie. Mimo wszystko życie jest piękne! :)
UsuńKażda wściekłość kiedyś mija :) Nie ma się co denerwować bo złość piękności szkodzi ;)
OdpowiedzUsuńNie jestem przekonana, czy szkodzi: nie na darmo czasem kobieta słyszy, że tak ślicznie wygląda, kiedy się złości :)
Usuń