Lubię filmy klaustrofobiczne. Lubię, kiedy akcja niewiele się przemieszcza, kiedy koncentruje się w czterech ścianach, w kilku pomieszczeniach. Lubię, kiedy bohaterowie trwają w nieprzerwanym dialogu, z którego nie wolno uronić słowa, bo każde ważne, ale i lubię, kiedy gestem, zmrużeniem oczu, poruszeniem ust wyrażają więcej niż słowem. Lubię, kiedy wydarzenia toczą się leniwie, kiedy nie ma ich za wiele, bo nie muszę być zaskakiwana zwrotami fizycznymi, wolę emocjonalnymi; lubię, kiedy z ekranu nie atakuje mnie nadmiar efektów specjalnych i podnoszących adrenalinę scen. Lubię, kiedy kamera niespiesznie omiata postaci, zagląda im w oczy, studiuje mimikę. Lubię, kiedy bohaterowie mają skazy na ciele, duszy, przeszłości i przyszłości, kiedy są rozszczepieni, zawieszeni między dobrem, złem, pasją i obojętnością. Lubię, kiedy reżyser nie tylko opowiada historię, ale i maluje ją obrazami, kolorami, muzyką. Lubię, kiedy film we mnie po obejrzeniu siedzi tygodniami, a nie wyparowuje jak kamfora. Lubię, kiedy film zabiera mnie w rejony człowieczej brzydoty, w sfery fascynującej inności, na granicę jawy i snu, do świata, który nie jest mi pisany, do świata, w który waham się z moim niefilmowym życiem wejść.
a ja akurat za takimi filmami w jednym miejscu się toczącymi nie przepadam ale w takim razie z pewnością spodobała by Ci się "Rzeź" Polańskiego :))
OdpowiedzUsuńPewnie tak. Nie widziałam, ale mam na ten film wielka chrapkę.
UsuńSwoją drogą, zamieszczony w notce "Bohater" dzieje się na wielkich przestrzeniach, ale za to jakich. Jak fantastycznie namalowanych!
ja widziałam Rzeź ... ciekawa pod względem socjologicznych zachowań ludzi w stresującej sytuacji :)))
UsuńJa w ogóle lubię filmy Polańskiego.
UsuńOj tak!! tak!! taaaak!!! tanyuśka :) Ja też takie filmy uwielbiam i prawdopodobnie dlatego od lat jestem zaczarowana filmami Kieślowskiego. Dla mnie w tym dialogu, który może być milczeniem ważna jest również muzyka. Pomyśl, ile milczeniem i muzyką można powiedzieć. tak np. w The Piano...
UsuńZobacz jak Kieślowski talentu nie rozmieniał na drobne: zrobił tych filmów chyba kilkanaście i chyba też dlatego czarują, bo z serca, a nie potrzeby zarabiania na nich pochodzą.
UsuńMuzyka dla mnie jest. Gdzieś tam w tle. Rzadko ją pamiętam, przyznam. Wiesz z jakiego filmu najbardziej? Z "Kołysanki" Machulskiego :)
uhm... ja kojarzę wokół dźwięki i zapachy. Kołysanka powiadasz? nooooo....!!!
UsuńA ja lubię psychologiczne, obyczajowe i dramaty, ale tylko takie o życiu prawdziwym nie fikcje czy mord. Seriale, bo o tym mówię. Ostatnio i bardzo często oglądam na "4" i w Pulsie seriale, może trochę dziwne, ale jakież prawdziwe. Przecież i u nas tak jest, czyli: cynizm, podchody by kogoś zniszczyć itd. Nie lubię natomiast polskich. One wg. mnie są za monotonne, jak np. Klan. Usypia mnie i nudzi. Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńZ seriali to ja właśnie oglądam właściwie tylko mord (najchętniej "CSI: Las Vegas" i "Zabójcze umysły"), ale seriale to dla mnie nie filmy. Polskie seriale za to są masakrycznie wyidealizowane, aż mnie mdli. Za to wczoraj mnie zachwycił polski film pt. "Rewizyta".
UsuńJednak wolę seriale bo czekam na dalszy rozwój a to, uhm podnieca:-)). Jest nad czym debatować. Rewizytę też oglądałam i nawet dobry był. Pozdrawiam:-)
UsuńJa za to oglądam jedynie seriale, w których nie ma kontynuacji. Wiesz, takie, co w każdym odcinku jest co innego.
UsuńZrozumiałam:-). Każdy lubi to co lubi, Tanya. Jednak wolę trochę podumać na "co dalej będzie" :-)). Buziaczki i pozdrawiam.
UsuńDokładnie, każdy lubi, co lubi :)
UsuńJa zwyczajnie lubię te z różnymi wątkami, bo wtedy mogę oglądać mało regularnie.
Zdecydowanie zbyt mało jest w kinach tego typu filmów. Wygrywają efekty specjalne i krwiste orgie. Niestety...
OdpowiedzUsuńPrawda. Właśnie mam czas i chętnie poszłabym na coś do kina, ale nie ma na co.
UsuńOpisałaś praktycznie jeden z najgenialniejszych dla mnie filmów, w którym teoretycznie nic się nie dzieje, a nie sposób się oderwać - "12 gniewnych ludzi".
OdpowiedzUsuńChociaż dobry film z efektami wbijającymi w fotel też lubię, nie będę zaprzeczać :)))
O tak, fantastyczny film :)
UsuńPisząc, ja miałam przed oczyma "Melancholię" von Triera. Niektórzy twierdzą, że jego najsłabszy, ale mnie zaczarował.
Ok, efekty specjalne jeszcze strawię, byle nie w 3D!
Nie oglądałam, choć nazwisko takie znane. Chyba nawet "Królestwa" nie widziałam.
UsuńA powiem Ci, że 3D lubię. Szczególnie mnie urzekł wyśmiewany "Avatar". Taka piękna naiwna bajeczka z takimi cudnymi, świecącymi liśćmi :)))
Też nie widziałam, ale wpisuję w plany. Zaraz poszukam na youtube nawet.
Usuń"Avatara" zaś widziałam w drodze na Łotwę po rosyjsku. Wprawdzie połowę przespałam, bo czytanie/oglądanie w podróży mnie usypia, ale te fragmenty, które widziałam też mnie urzekły. Z tym, że chyba jednak najbardziej zaczarował mnie fakt, że mówili po rosyjsku.
ja też bardzo lubię takie klaustrofobiczne klimaty. czasami prosto z mostu - mieszkanie, pokój a czasami wielkie przestrzenie - a jednak człowiek zamknięty w klaustrofobii umysłu. podobał mi się i "Rzeź" Polańskiego i "Biały labirynt" z Julią Ormond w głównej roli. w tym filmie - wielkie połacie zbitego śniegu ale wg mnie to był film klaustrofobiczny
OdpowiedzUsuńDokładnie odczytałaś moje intencje, Antonio: może to być przestrzeń nieogarnięta, ale bohater jest gdzieś zapadnięty w sobie. Tak jak w "Bohaterze", który to film uwielbiam. On nie jest nakręcony, on jest namalowany. I choć czasem przestrzeń wydaje się przytłaczać widza, ja koncentruję uwagę na maleńkich postaciach gdzieś w tle.
Usuńw "Bohaterze" rzeczywiście jest to obraz namalowany. tam nie ma pasteli, tam jest feeria barw.
Usuńi tak sobie myślę że mi chyba klaustrofobia nie przeszkadza. najlepiej czuje się we słasnym pokoju, mam gdzie wszystko jest znane. ale z drugiej strony czasami zazdroszczę ludziom którzy nieustanne podróżują - naprawdę. im do życia wystarczy jak to powiedziała Bridget Jones "paszport i majtki". a ja - ja chyba chcę mieć do czegoś zawsze wracać. ale podróżuje. w wyobraźni. dzięki losowi za książki
Moje ulubione sceny to ta wyżej i ta, w której gdzieś na środku bezkresnej pustyni Złamany Miecz i Śnieżna Zamieć tkwią nieruchomi, nieżywi. Gdyby tak tkwili przez dziesięć minut, pewnie by mi ten ludzki bezruch nie przeszkadzał, bo tak wiele się mimo niego dzieje. Wiatr, słońce, piasek wszystko wokół żyje.
UsuńGdybym miała wystarczająco pieniędzy, byłabym z tych, co biorą paszport i majki i jechałabym na kraniec świata.
a mi z tego okresu najbardziej podobał się "Dom Latających Sztyletów". i ciekawe - mi zazwyczaj nie podobają się smutne zakończenia bo i tak mam dużo złego w świecie ale tutaj, w tych namalowanych filmach - czysta poezja. zmusza do refleksji choć smutno że giną, rozchodzą się, znikają...
UsuńTak, "Dom latających sztyletów" też lubię. W ogóle chińskie, czy generalnie wschodnie, filmy mają w sobie coś magicznego. Nawet te współczesne. Ba, czasem nawet te z kung fu czy innym takim.
UsuńJa lubię smutne zakończenia. Może dlatego, że wtedy film jest jak życie. Wiem, w życiu też są happy endy, ale te filmowe są czasem jakby wymuszone potrzebami widza, a widz lubi, kiedy się kończy jak w bajce.
nie powiem czasem lubie cos zwariowanego, ale gydbym miala wybierac to albo nic wybralabym film , ktory pasuje do twojego opisu. potrzebuje te nastroje... na pewno podobal ci sie dogville, albo ?
OdpowiedzUsuńCzasem i ja lubię, ale wtedy oglądam w telewizji, bo szkoda mi czasu i pieniędzy na kino. "Dogville" nie oglądałam, ale obejrzę na pewno, bo zrobione przez von Triera. Tymczasem, jak już może przeczytałaś wyżej, kocham się w "Melancholii".
Usuńa tu ja mam zaleglosci, ale dobrze wiedziec ! dzieki
UsuńWyczytałam w sieci potem, że jego najsłabszy, ale... sceny są w nim takie jak namalowane, a to dla mnie ważniejsze niż ewentualne niespójności w fabule.
UsuńW dzisiejszych czasach nacisk kładziony jest jedynie na efekty specjalne. Rzygam już tym 3D itp...
OdpowiedzUsuńKiedyś byłam zakochana w "Gwiezdnych wojnach", całej trylogii z przełomu lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych - byłam technologicznie naiwnie zrobiona, ale w porównaniu z niedawno dokręconą trylogią, na której technologicznie mucha nie siada, te starocie miały magię.
UsuńA 3D nie znoszę.
Filmy owszem lubię takie, ale osobiście boję się małych, zamkniętych przestrzeni.
OdpowiedzUsuńJeszcze się nigdy nie poczułam klaustrofobicznie, ale też w żadną dziurę mnie jeszcze życie nie wgoniło.
UsuńNie o to chodzi. Ja muszę wiedzieć, że do tego pomieszczenia mogę swobodnie wejść i wyjść. Wtedy nie ma sprawy. :)
UsuńRozumiem :)
UsuńMam takie różne fanaberie :D
UsuńA kto nie ma? Ja na drabinę wyższą niż półtora metra nie wejdę, a samolotem bym mogła do pracy latać.
UsuńZdecydowanie, ja też !!!!!!!!
OdpowiedzUsuńOd nadmiaru akcji można dostać oczopląsu ;)
UsuńPrzeczytałam: "lubię filmy katastroficzne" i zamiast czytać dalej, siedzę i myślę "no ale jak to?" - i sama nie wiem, czemu mnie to tak zdziwiło. Ale przeczytałam raz jeszcze, tym razem poprawnie i się uspokoiłam. Hero, jest jednym z moich ulubionych filmów, bardzo żałuję, że moja europejskość ogranicza mnie w odbiorze tej całej symboliki, znaczeń.
OdpowiedzUsuńAle jak to? To nie mogłabym lubić filmów katastroficznych? ;)
UsuńTych jednak rzeczywiście nie lubię, bo są zrobione na jedno kopyto, nie zaskakują i zwykle, choć może niezręcznie chcieć inaczej, kończą się dobrze. A ja lubię niedobre zakończenia.
Tak, to jeden z tych filmów, które można oglądać setki razy i wciąż odkrywać, że coś nam umyka. A wklejoną scenę lubię chyba najbardziej, kolorystycznie lubię.
No jakoś mi to tak średnio pasowało ;) I nie wiem, czemu.
UsuńJeśli chodzi o Hero, jest filmem niesamowitym. Rozumiem, że to na podstawie chińskiej legendy itd., ale irytuje mnie wykonanie. Łamanie praw fizyki powinno być bardziej... naturalne. Jednak gra aktorska, sceneria, historia - genialne.
OdpowiedzUsuńRównież wolę kino ambitne, takie nad którym trzeba się zastanowić.
A mnie właśnie czaruje ta naiwność w łamaniu praw fizyki. Wiem, że takie fruwanie jest niemożliwe, więc gdyby je urealniono, raziłoby mnie to. Ja w ogóle lubię naiwność w efektach specjalnych, bo kojarzy mi się ona ze starym kinem.
Usuńja lubie filmy z serii latwe lekkie i przyjemne
OdpowiedzUsuńnie lubie chyba za duzo myslec i stad to sie bierze
jestem ostatnio bardzo energooszczedna :P
Takie to ja oglądam od czasu do czasu w telewizji, w kinie chyba tylko przez przypadek.
Usuńja do kina to zachodze przez przypadek
UsuńJa za to kino uwielbiam. Cóż, kiedy jak mam najwięcej czasu, czyli w wakacje, zwykle nie ma na co iść.
UsuńWiesz, co mi przypomniał Twój post. Dawno oglądany serial "W kamiennym kręgu" z niewolnica Isaurą w głównej roli, ale nie o nią tu chodzi, lecz o jej matkę i kochanka matki, chyba jakiegoś lekarza. Oboje przez pięć minut patrzyli sobie w oczy, a kamera pokazywała aż do obrzydzenia raz jedno, raz drugie.
OdpowiedzUsuńMimo że my, Polacy, w tamtych latach głodni byliśmy tego rodzaju seriali, to nie zdołałam obejrzeć wielu odcinków. Niestety, w przypadku filmów, zresztą książek też, bardzo się różnimy. Np. w tej chwili skończyłam czytać powieść Agaty Christie "Wielka Czwórka" z Herkulesem Poirotem.
Buziaczki kryminalne.
Nie no, Aniu, ależ ekstremalny przypadek wybrałaś. Ja jednak napisałam, że kamera omiata twarze, a nie bez ruchu się w nie wpatruje. Zresztą, wolę omiatanie niż przeskakiwanie. "Niewolnicy Isaury" jakieś kawałki pewnie obejrzałam, choć teraz sama nie wiem ile.
UsuńDlaczego niestety? Gdybyśmy mieszkały razem, przynajmniej nie wyrywałybyśmy sobie książek z ręki. Ale za to musiałybyśmy mieć dwa telewizory, ale nie za względu na filmy, a na to, że ja wiadomości nie dzierżę.
Książkowo, jak widać po prawej, zaczęłam właśnie Janusza Wiśniewskiego. Nie znoszę go generalnie, ale koleżanka tak zachwalała, że postanowiłam dać mu drugą szansę, ale nastawiam się negatywnie.
Buziaczki filmowe.
Więc mamy podobny gust :) A myślałam, że tylko ja jestem "dziwakiem".
OdpowiedzUsuńJak poczytasz wyżej, to nie tylko my dwie filmowo "dziwaczymy" :)
UsuńWłaśnie miałam powiedzieć, że efektów specjalnych nie sposób chyba uniknąć. Nawet w tych kochanych przez Ciebie filmach (patrz latanie). Mam też kilka ulubionych scen w "Domu latających sztyletów". Nie twierdzę, że 3D jest super, ale "Avatar" 3D powalił mnie na kolana. Jeśli uda Ci się gdzieś zobaczyć, to polecam. I "Rzeźnię" - z racji zawodowej też ;-)
OdpowiedzUsuńNapisałam, że nie lubię, kiedy atakuje mnie NADMIAR efektów - tych właściwie w dzisiejszym kinie nie da się uniknąć. Ot, choćby dlatego, że pewne rzeczy łatwiej i taniej zrobić na komputerze niż w rzeczywistości.
Usuń"Dom latających sztyletów" też jest pięknym filmem. "Avatara" w 3D pewnie już nie zobaczę, może kiedyś na komputerze, a na "Rzeźnię" ostrzę sobie pazurki - myślę, że nie będzie problemu z dostępem.
Podzielam Twój gust co do filmów. Wyrywam się wtedy do rozmowy o nich, bo ciągłe myślenie o danych wątkach, historiach zajmuje moją głowę. Uwielbiam, gdy po obejrzeniu filmu mogę kogoś spytać "A co ty byś zrobił, kto miał rację i czy w ogóle ktoś ją miał, czy to wszystko jest dobre, czy złe, dlaczego to takie prawdziwe?". Również muzyka w filmach jest dla mnie ważna, ponieważ jest ona istotną częścią mojego życia i myślę, że można nią wiele przekazać.
OdpowiedzUsuńJa czasem muszę je przegadać, a czasem tylko w ciszy o nich pomyśleć. Są takie, które tkwią we mnie latami: mogę już nie pamiętać fabuły, ale wciąż czuję klimat.
UsuńNa muzykę zwracam mniejszą uwagę, ona po prostu jest gdzieś w tle. Ale w jednym mądrym teście mi wyszło, że inteligencję muzyczną mam najsłabiej rozwiniętą.
A ja sama nie wiem które filmy wolę :) Chyba różne :)
OdpowiedzUsuńDla każdego coś się znajdzie, tyle ich kręcą :)
UsuńDla mnie zdecydowanie komedia;) Ale każdy lubi to co lubi:)
OdpowiedzUsuńOczywiście :)
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńMoje gusta filmowe już poznałaś :)
Miłego tygodnia życzę :)
Tak. A właściwie co jakiś czas nowe i nowe konkrety poznaję :)
UsuńOj ja jakos ostatnio nie mam czasu na filmy ;-) do ksiazek ciagnie mnie bardziej :D
OdpowiedzUsuńA ja właśnie czas zaczęłam mieć. Oglądam więc. I czytam też :)
Usuń