18 lipca 2012

Blog, który zszedł na ogórki..

Mam się wyluzować, bo są wakacje. To zalecenie dostaję każdorazowo, gdy na portalu podzielę się refleksją nad niemożnością posiadania marchewkowych włosów i piegów tysiąca, nad lipcowym mrozem, nad Bulderem śpiewającym po duńsku Międzynarodówkę czy nad bezlitośnie mnie katującym składnią panem Wiśniewskim; Januszem Leonem, żeby wątpliwości nie siać. Gdyby ów zalecający był moim osobistym psychologiem, wyrzuciłabym na bruk jego i rady, które wpędzają mnie w stres, jakiego nie przeżywam, opowiadając o kwestiach wyżej wymienionych. Mogłabym owego pana skasować z listy znajomych, ale ponieważ jest najbardziej zagorzałym komentatorem mojego uzewnętrzniania się, pewnie by się szybko zorientował, więc się kryguję. No i nosi moje nazwisko i trochę głupio wyrzucać z portalu ewentualnego wujka, kuzyna czy kogo tam: daty urodzenia nie podał, a ja z rodziną z dużego miasta L. nigdy nie wyszłam nawet na żadnym okolicznościowym zdjęciu, o spotkaniu oko w oko nie wspominając. Do tego właśnie odkryłam, że powinowaty ów jest spod znaku bliźniąt, a że na co dzień z takim okazem mam do czynienia, uodporniona jestem. Tak czy inaczej, jego terapia odniosła niejaki skutek, bowiem w głowie mi się zazieleniło, myśli się rozmemłały, a blog zszedł na ogórki. Żeby jednak do końca nie zabić szarych komórek, ukulturalniam się domowymi sposobami, co zresztą zasygnalizowałam w poprzednich notkach, i dogrzewam się czym mogę, a mogę paleniem w piecu, wdziewaniem drugiego swetra, zakładaniem zimowych skarpetek, piciem hektolitrów herbaty, bo kawa mniej rozgrzewa, przeklinaniem pogody i zastanawianiem się, jakim cudem przeżywam okres listopadowo-marcowy w jedynie dwóch parach skarpetek i podwójnej warstwie swetrów, skoro w lipcowych plus dwudziestu moje wyposażenie jest niemal identyczne. Zabełkotałam w tym zdaniu niczym pan Wiśniewski, staję się zdecydowanie zbyt podatna na wpływy. A propos, do wyżej wymienionego pana staram się jakoś przekonać, bo po mojej lewicy w pokoju nauczycielskim siedzi jego wielka miłośniczka i muszę słuchać peanów na jego cześć po każdej kolejnej książce, zastanawiam się więc, czy to tylko ja jestem taką nielubiącą literatury wielkiej ignorantką, czy rzeczywiście ów pan nie do strawienia bełkocze, banalizuje i idealizuje. Myślę, że kwestia ta nie będzie zaprzątać dłużej moich myśli, dobrnąwszy do strony numer 31, rzuciłam bowiem pana Wiśniewskiego w kąt, a po kilku stronach już zaczęłam lubić stuletniego staruszka, który uciekł z domu opieki, ukradł małolatowi walizkę, bo może w niej znajdzie odpowiednie buty i kapelusz, i ruszył tam, gdzie da się dojechać za 50 koron. Ufam, że w czasie swojej kolorowej podróży w czasie i przestrzeni nie spotka ani zjaw dziewczynek, ani psów o krwawoczerwonych oczach, tych już bowiem mam po dziurki w nosie. Zresztą, horrory wpędzają mnie w zakłopotanie, bo muszę się przed sobą przyznawać, że czuję się mało zręcznie wiedząc, iż za plecami mam cały pokój, nie dajcie bogowie, wypełniony duchami wszelkiej maści. Dużo lepiej się czuję wiedząc, że za plecami mam ścianę, co w sumie jest jedynie sposobem na poprawienie sobie samopoczucia, wiadomo bowiem wszem i wobec, że dla upiorów mury nie stanowią żadnej przeszkody. Zupełnie jednak nie żałuję, że obejrzałam nielegalnie ściągnięty miniserial von Triera, w którym wydarzenia są tak irracjonalne, a zachowanie bohaterów tak abstrakcyjne, że ignoruję wszelkie dłużyzny oraz obecność ludzkich i psich duchów i doczekać się nie mogę ostatniego odcinka, żałując jednocześnie, że po nim już nie będzie kolejnych. Dziwne, że miejsce, w którym relacje międzyludzkie są wystarczająco toksyczne, neurotyczne i niespokojne, bym poczuła się jak w nielubianym domu, przyciąga mnie bardziej niż relacja z piekła, bardziej dla mnie zawsze fascynującego niż układne niebo. Widać lepsze piekiełko znane niż bełkotliwe.

65 komentarzy:

  1. Nie przepadać za Wiśniewskim to faktycznie jakoś tak nie bardzo, szczególnie gdy tyle kobiet uwielbia jego prozę:) Czytałam, nie powiem, żebym była wielbicielką, chociaż Samotność w sieci zrobiła na mnie wrażenie duże:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to się jakoś leczy, to nielubienie Wiśniewskiego? :)
      "Samotność w sieci" zaczęłam czytać akurat w czasie, kiedy w sieci (na czacie) przebywałam regularnie i zraziło mnie wyidealizowanie głównego bohatera. Przynajmniej tyle pamiętam z pierwszych pięćdziesięciu stron.

      Usuń
  2. Znam jednego Wiśniewskiego, ale to na pewno nie ten, bo mój Wiśniewski miał u mnie trójkę z polskiego;)))
    Buziaczki nieznające tego Wiśniewskiego i nieczytające żadnych horrorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, Aniu, może akurat właśnie TEGO, bo temu ja bym nic więcej niż trzy z polskiego nie dała. Zresztą, żaden z niego polonista, naukowcem jest, fizykiem, chemikiem i czym tam jeszcze.
      Buziaczki jednak wolące horrory z prawdziwego zdarzenia niż horror czytania Wiśniewskiego.

      Usuń
    2. To dlaczego go czytasz? Po co się katować za bezdurno?
      Buziaczki nieżyczące sobie żadnych horrorów.

      Usuń
    3. Koleżanka mnie namówiła, żebym mu dała drugą szansę. To dałam. Swoją drogą, Ty nie wiesz chyba, ale to jest facet uwielbiany przez chyba większość kobiet.
      Buziaczki wkurzone tym, że śniło mi się, że jestem w Chinach i zamiast wyjść z hotelu i Chiny zwiedzać, wyszłam i zwiedziłam pipidówkową uliczkę.

      Usuń
  3. Ha! Czytałam Wiśniewskiego: Samotność w sieci a nawet oglądałam film... i nic poza tym. Muszę wypożyczyć następną... a może trafię na taką, jaką czytasz? Kto wie;-). Milutko pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie czytam, bo nie zdzierżyłam. A czytałam "Na fejsie z moim synem". "Samotności..." też nie przeczytałam, choć zaczęłam; filmu również nie obejrzałam. Coś mi ten pan Wiśniewski nie leży. Już chyba Michała bardziej trawię :)

      Usuń
    2. He he... książki tej też nie bardzo trawiłam, ale film - owszem. Michał nie najgorszy i nawet go lubię;-)

      Usuń
    3. Też mi się wydaje jakiś sympatyczny, nienapuszony.

      Usuń
    4. Z wiekiem dorosnął. Ma teraz poważny dylemat bo podobnież jest po wycięciu rak (guza) na nodze. Jeśli to prawda co piszą, oczywiście.

      Usuń
    5. Coś tam słyszałam, ale w kwestiach "pudelkowych" jestem mocno do tyłu.

      Usuń
  4. Przeczytałam tylko jedną książkę i mi się spodobała, choć ciągot do innych publikacji nie miałam. Chyba przez jakieś felietony i wywiady, gdzie jakoś czar mi prysł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Którą? Tą, którą przeczytali prawie wszyscy? Prawie, czyli nie ja i, przeze mnie, nie moja Vice. A felietony ponoć też pisze mało przyswajalne.

      Usuń
    2. Tak, z tą mi poszło znacznie lepiej: dobrnęłam do strony numer 50.

      Usuń
  5. mam nadzieje, ze sie nie obrazisz, bo powinnas - wrecz przeciwnie - pekac z dumy z powodu tego, ze pieknie piszesz o... pierdolach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam się obrażać za to, że pierdoły piszę, a Ty to dostrzegasz? Coś Ty. Zresztą, nie byłabyś w takim razie pierwszą, na którą winnam się obrażać, bo już kiedyś tu przeczytałam, że mało kto tak składnie pisze o niczym ;)
      I dzięki.

      Usuń
  6. ten gościu Ci na blogu gdzieś dopieka ??? bo nie załapałam tego. No i Wiśniewski książkę jakąś popełnił ??? też tego nie kumam ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na portalu, czyli na Facebook'u. I w sumie nie dopieka, ale dość monotematyczny jest.
      Nie gadaj, że nie znasz pisarza z bożej łaski, pana Janusza Leona Wiśniewskiego? Tego od "Samotności w sieci".

      Usuń
    2. aaaaaaaaaaaaaa tego znam ale nie wiedzieć czemu pomyślałam o czerwonowłosym Wiśniewskim ha ha ha ... i ten mi do książki nie pasował ;D

      Co do zimna to mam to samo, siedzę w wełniakach i pod kocem.... co za lato albo 36 stopni w cieniu albo 15 ... wrrrrr

      Usuń
    3. Już myślałam, żeś się gdzieś z tą nieznajomością uchowała. A pan Michał W. też pewnie w końcu książkę napisze (może już napisał?), przecież teraz wszyscy piszą.
      Z tych dwóch opcji zdecydowanie wolę 36, jakoś do takich temperatur jestem bardziej przystosowana.

      Usuń
    4. ja też wolę 36 :)))

      Usuń
    5. A tu ledwie się dziś rozpogodziło, na jutro znów zapowiadają chłody.

      Usuń
  7. Niestety Pan Wisniewski zdecydowanie mi nie po drodze.

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaj, no! Bo takich rzeczy nie ogląda się samej! :)))

    Hm... tak piszesz o tym panu i piszesz, aż mnie w końcu zaciekawi i poszukam o nim info, a potem jeszcze się wciągnę i co wtedy? ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I wtedy zaczniesz bełkotać jak ja na blogu a pan Wiśniewski w książkach ;)
      Z Duńskim wcale nie byłoby lepiej. On ma po horrorach takie sny, że chyba gorsze niż te oglądane przeze mnie pseudohorrory. Bo gdzie tam Larsowi do horroru.

      Usuń
  9. Przeczytałam trzy książki Janusza Leona Wiśniewskiego: "S@motność w Sieci", "Zespoły napięć" i "Sceny z życia za ścianą". A Ty jaką czytałaś? Podobnie jak Ty nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że jakaś nieszczerość wdarła się w obraz kobiety, jaki ten autor próbuje sprzedać masom ludzi. Osobiście znam mnóstwo kobiet, które są silniejsze psychicznie od mężczyzn.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś wielka! Ja nie przeczytałam żadnej. Najpierw próbowałam się zmierzyć z "Samotnością...", nie dałam rady przebrnąć przez idealnego faceta i sieć inną niż mnie znana. Teraz wymiękłam na "Z moim synem na fejsie". Fabuła i pomysł jeszcze byłyby strawialne, gdyby nie styl - szyk zdania z czasownikami na końcu jest do zniesienia na krótką metę.
      I tak, też znam mnóstwo takich kobiet.

      Usuń
    2. Nie podoba mi się też ta kokieteria w stosunku do czytelniczek. To takie nieprofesjonalne. Cóż, jakie czasy, taka widać jest literatura.
      Chaos bywa twórczy, ale według mnie nie sprawdza się na codzień. Ludzie zwykli porządkować swój dom, swoje sprawy... Pozdrawiam! :)

      Usuń
    3. Każdy może pisać, śpiewać, tańczyć...
      Ja się jakoś w moim prywatnym chaosie odnajduję, ale jest też czas na porządki. I te fizyczne (dziś wreszcie odchudziłam szafę), i te emocjonalne.

      Usuń
  10. hmm przebrnęłam przez Samotnośc w Sieci, ponieważ znajomej to ulubiona księga, nawet mi się podobała póki nie rozczarowujący koniec nastąpił.
    Gusta są różne, ale że pochłaniasz Larsa to duży pokłon, bo ja uwielbiam jego kino, a mało kto je trawi i rozumie i się nim zachwyca!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lars jest fantastyczny, bez dwóch zdań. Obejrzałam "Królestwo" i jestem... chyba nie zachwycona, bardziej zaczarowana. Zaczarowana bohaterami, naśladującą dokument manierą i dystansem, który wyłazi z każdego zakamarka filmu. Lubię dobre przerysowania.
      Już czekają na mnie dwa kolejne: "Szef wszystkich szefów" i "Dogville". A wpadłam przez "Melancholię" - to jeden z tych filmów, na który poszłam przypadkiem, a który zostanie ze mną na zawsze.

      Usuń
    2. a jak z Tańczac w Ciemnościach i Przełamując Fale? To razem z Melancholią, ah nic tak nie rozwala psychicznie i nie wzrusza i nie porusza jak dobry Lars:)

      Usuń
    3. Na oba przyjdzie jeszcze czas. Oglądałam kiedyś tam, ale kiedyś tam byłam jakaś inna :)

      Usuń
  11. ja wyciagnelam z szafy moj ulubiony gruby kocyk w panterke i siedze teraz tak w niego obabulona :P

    Wiśniewski cos mi to nazwisko mowi...
    pewnie nie chodzi o tego co mial juz trzy zony a niedawno se czwarta sprawil i ma zamilowanie do czerwonych wlosow :P
    wiec droga dedukcji dochodze ze mowa tu o tym od "samotnosci w sieci"
    choc wstyd sie przyznac nic wiecej z nim mi sie nie kojarzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież inaczej się nie da ostatnimi dniami...
      Żaden wstyd, moim skromnym zdaniem. Z pana Wiśniewskiego taki pisarz jak ze mnie śliczna Hinduska, więc nie stanowi lektury obowiązkowej.

      Usuń
    2. ufff to mi teraz ulżyło

      Usuń
  12. pana Wiśniewskiego J.L. czytałam dwie książki - "Samotność w sieci" i "Los powtórzony". lubię go. ale nie lubię pani Wiśniewskiej - uczyła mnie historii w podstawówce i była taka wredna że do dziś nie mówię jej dzień dobry. ale historię lubię - dzięki mojemu tacie. mam po nim zamiłowanie do historii. i znowu te dygresje...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mojej historyczki z podstawówki właściwie nie pamiętam, pewnie nie wywarła na mnie żadnego wrażenia, ani dobrego, ani złego. Natomiast w liceum historyka miałam fantastycznego, zasłuchać się w jego wykładach było można. Podobnie potem na studiach na zajęciach historii amerykańskiej z profesorem z Ukrainy - ach, ten miał do tego akcent fantastyczny, śpiewnie rosyjski. Za to nie chciałabym mieć historii z kolegą, z którym wspólnie w szkółce uczę: bajdurzy za bardzo.

      Usuń
    2. a w liceum miałam dwie historyczki - jednej wszyscy się bali bo miała taką opinię że to Hanibal Lekter w spódnicy. na szczęście po roku odeszła na emeryturę. a póżniej była fantastyczna historyczka która opowiadała nam o historii z entuzjazmem. ale ja historę lubię - bez względu na wszystko

      Usuń
    3. Też w sumie lubię, ale mniej tą książkową z masą dat, których nigdy nie pamiętałam. Lubię tą, o której czytam w wydawnictwach nieszkolnych.

      Usuń
  13. A ja mam marchewkowe włosy, milion piegów i ogórki ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja zamiast ogorkow mam pomidorki, chcesz moze?:D Pan W. mnie nie zachwyca tak jak wiekszosci moich znajomych. Jakos mnie jego "lektory" nie wciagaja. Teraz jestem na etapie wciagania sie w swiat mitologii grecko rzymskiej. I jak na razie nikt mnie stamtad nie wyciagnie :D milej soboty ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie, dziękuję. Akurat mam fazę na ogórki: dostałam dziś od znajomej swojskie i się nimi zajadam :)
      W mitologię, zwłaszcza grecką, byłam mocno wciągnięta w okolicach późnej podstawówki: mało na czym można mnie było w tym temacie zażyć. Teraz mi już przeszło, ale to niewątpliwie fascynujący świat.

      Usuń
    2. A to smacznego, wczoraj mi nowa porcje ogorkow sasiadka przyniosla, wiec sie zajadamy z Lubym i kolezanka ze stancji :Dprzynajmniej nie musze sie martwic o zakup nowych porcji . . .na razie :P:P:P
      mnie jakos mitologia grecka wciagnela na tyle, ze ostatnio az sie pokusilam o obejrzenie Starcia Tytanów i Zemsty Tytanów w 3D - o Perseuszu. Fajny filmik, fajnie jest choc na chwile uciec w inny swiat ;)) chociaz osobiscie to bym nie chciala zyc w tamtych czasach ;) za duzo wojen:D

      Usuń
    3. Niestety, pewnie żadnego z tych filmów nie obejrzę: generalnie unikam 3D. Ale może kiedyś pojawią się w telewizji :)

      Usuń
  15. wybacz zagalopowalam sie mialo byc "lektury" :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Oglądałam tę "samotność" i jakoś mnie nie wchłonęła. Hm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po przeczytani circa 50 stron wymiękłam i filmu już nawet nie zaczęłam oglądać.

      Usuń
  17. Ech... Kobiety wynoszą Wiśniewskiego na piedestał: "to niemożliwe, że on tyle o mnie wie", "to nie może być mężczyzna!"... Tiaaa. Budowa psychiki romantycznej kobiety jest tak zagmatwana jak konstrukcja cepa.

    Tak jak moje poprzedniczki, które się wypowiedziały, przeczytałam tylko "Samotność w Sieci" i to tylko dlatego, że koleżanka poleciła. STRATA czasu. Na biblionetce chyba oceniłam na 2,5 czyli jakoś poniżej przeciętnej. Po resztę dzieł nie sięgnę. Doktor nauk ścisłych i takie banialuki tworzy...

    Faktycznie zrobiło się chłodno. Bez kocyka i gorącej herbatki ani rusz. Życzę dużo ciepełka zarówno Tobie, jak i sobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uważam czytanie tego pana za stratę czasu: nie dość, że gmatwa a jednocześnie banalizuje, pisząc o sprawach czasem tak oczywistych, że niekoniecznie potrzebna jest kolejna książka w tym temacie, to jeszcze składnia pozostawia wiele do życzenia. W "Na fejsie z moim synem" głównie ta składnia mi przeszkadzała. I jeszcze to, że w usta swojej matki bez matury wkłada naukowe dywagacje. Nie przeczę, że człowiek bez matury nie może się interesować nauką, ale brzmi to dla mnie w książce mocno sztucznie.
      A pogoda nich się szybko poprawia, bo zamarznę!

      Usuń
  18. Witaj
    Czytałam trochę owego Pana, nie wszystko podobało się do końca.
    Co do pogody, zawsze jest i na szczęście urozmaicona.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat za pogodowymi urozmaiceniami średnio przepadam :)

      Usuń
  19. hhahahhahahhahahaaa pomyśl, że ci nad morzem mają jeszcze zimniej :))) a ja właśnie w piwnicy ustawiłam słoje i słoiki z ogórkami, które też w kuchni pachną dużą ilością kopru nastawione na tzw. małosolne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mnie już nie pocieszaj, Aguśka, bo ja nad morze w środę jadę... :))
      Ogórki za to robiłam jedynie raz w życiu, taką mizerię w occie. Dziadek mi towarzyszył, a może ja towarzyszyłam jemu. Nieistotne, mizeria nam z tego wyszła, jeno nie ta zamierzona.

      Usuń
  20. Hej Kochana, bardzo długo mnie nie było, ale chyba powoli z czasem zacznę wracać ;). Toś za czytanie książek się wzięła i jak dobrnęłaś do końca?...no chyba, że to był film ;). W ogóle czemu nie ma Cię na Onecie? I co słychać? Z takich przyjemniejszych spraw, to od 12 lipca jestem oficjalnie panią mgr :P i kupiliśmy z D., kota Maine Coon'a, Wafel się zwie ;p

    pozdrawiam i całuję
    po prostu m;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam taką nadzieję. I brawo! Kota też gratuluję, Maine Coony są śliczne :))
      Nie dobrnęłam do końca. Filmu jeszcze na podstawie "Na fejsie z moim synem" nie ma, ale gdyby kiedykolwiek był jestem pewna, że nie obejrzę. Jak nie obejrzałam (i nie przeczytałam) "Samotności w sieci".
      Nie ma mnie na Onecie, bo się Onet wiecznie psuje, a ja nie mam cierpliwości.
      Co słychać? W sumie nudy na pudy, ale dziś jadę do Kołobrzegu.
      Buziaki :)

      Usuń
  21. W kwestii Imci Wiśniewskiego nie dopomogę, bo się na niem nie rozumiem po prostu... Owszem, ongi żem próbował być z modą na bieżąco, aliści onegoż opus magnum mnie z tego zamiaru wyleczyło skutecznie już w stronach bodaj trzydziestu... Nawiasem znam osobę, co wielce go sobie chwali, na bezsenność cierpiąc, że nic jej tak nie pomaga, jako ów autor właśnie... I cóż jest złego w ogórkach?:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kwestii pana Wiśniewskiego pomocy nie potrzebuję: zwyczajnie już po niego nie sięgnę. Nie mam ambicji czytania póki go nie zrozumiem, choć, z tego co ludzie piszą, pan Wiśniewski uważa, że jeśli ktoś nie rozumie jego literatury do literatury wyższych lotów nie dorósł. Cóż, wolę pozostać niedorośnięta.
      A ogórki lubię :)

      Usuń
  22. Ja też nie przepadam bo tego typu d"dezoidalne" wynurzenia nie przemawiają do mnie, a rozmów z mądrym przysłowiowo i słuchania mądrego mam jakby nieco dość. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I gdzie te kobiety kochające Wiśniewskiego?

      Usuń