2 sierpnia 2012

Pokołobrzesko w trzech zdaniach..

Ładne dziewięć lat temu, kiedy w Kołobrzegu spędziłam upalny miesiąc, zdarzyło mi się przez dwa czy trzy dni handlować duperelami. Zupełnie nienaganiani ludzie przychodzili i kupowali zrobione z muszelek, ledwie trzymające się kupy świeczniki, wstrętne foki w kolorze kuchennego sreberka albo paskudnie pomalowane przez syna znajomego żółwie. I drapaczki. Te ostatnie od dwóch dni aspirują do tytułu najbardziej pożądanego przeze mnie gadżetu. Duński został na drugim końcu kraju, a pod ręką nie ma nikogo, kto mógłby zdrapać ze mnie patriotyczną, umiejscowioną w najbardziej wrednie położonych rejonach pleców opaleniznę. Wystarczył jeden prażący dzień, żebym spiekła się na raka, choć na samej plaży skwierczałam maksymalnie godzinę, uprzednio wypsikawszy się obficie zapobiegającym oparzenia specyfikiem. Nie pomógł. Nic by również nie pomogło temu prognostykowi pogody, który przewidział na poniedziałek deszcz, przez co zdecydowałam się porzucić moje plany utknięcia w Szczecinie i co sprawiło, że pobyt w Kołobrzegu delikatnie zaczął mi się dłużyć. Nie jestem wielką fanką morza w upalne dni.

58 komentarzy:

  1. Hm... Faktycznie nieco lakoniczna relacja :))) Ale przynajmniej na F. można pooglądać sobie całą masę zdjęć :)))

    No i jak nie jestem ogólnie fanką upałów, to jednak upał nad morzem chyba bym polubiła. Tym bardziej, że jestem tak strasznie morza głodna :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś średnio lubię opisywać wydarzenia chwila po chwili. Zresztą, o czym tu pisać? Plaża, wiejski festyn i fura zdjęć, przez które się spaliłam, bo latałam niemal rozebrana po plaży, falochronie i koło latarni, i wydawało mi się, że jakoś mniej smaży niż na piasku.
      Ja upały uwielbiam, to już tu powszechnie wiadomo, ale nie, kiedy wymaga się ode mnie leżenia plackiem. A ileż można biegać po malutkim i znanym zabytkowym Kołobrzegu?

      Usuń
  2. W sierpniu opalenizna patriotyczna jak znalazł. Na 1 czy 15 sierpnia zamiast flagi świeżutka opalenizna w barwach narodowych ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wtedy musiałabym biegać po pipidówce roznegliżowana, a nie wiem, czy lokalni prawdziwi patrioci by to znieśli ;p

      Usuń
  3. Piszę na próbę, bo i tak zniknie. Jeśli nie, wrócę i dodam swoje "mondre trzy grosze":))) Pozdrówka... Ale, mogę chociaż czytać, wow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mam Cię! Teraz proszę o Twoje mądre trzy grosze :)

      Usuń
    2. Wow! Ale fota! Jezderkusie:)))) Ja tu po bajorach, a Tanya proszę - na pełnej fali:))) Mam ponton w szafie, mogę dołączyć? Ostatnio spacerowałam, coś tam grillowałam, stópki wymoczyłam, a teraz się drapię, bo mi jakaś wysypka wyskoczyła od słońca. Może zbrązowieję do października, jak już będę wkładać golfy:) Uważaj na rekiny, bo im podobno nawigacja szwankuje:)))) Pozdrówka ze spamu:)))

      Usuń
    3. A dziękuję. Fal jednak, niestety, prawie nie było, nad czym strasznie ubolewam, bo morze w czasie sztormu dopiero byłoby fantastyczne. Kiedy się zebrało na troszkę burzy akurat siedziałam w domu na podkołobrzeskiej wsi.
      Może jesień będzie wyjątkowo ciepła, to będziesz opalenizną świecić :))

      Usuń
  4. Witaj
    Ani morze, ani plaża, ani skwar- nie dla mnie :(
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Morze jak najbardziej dla mnie i plaża też, ale w ponure dni. Wtedy jest klimacik.

      Usuń
  5. ale w upały chyba lepsze morze niż góry :) ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne. Po warunkiem, że się siedzi po szyję w wodzie :)

      Usuń
  6. nie pamiętam kiedy ostatnio złaziła mi skóra po oparzeniu ... hmmmm :))) no ale ja się nad wodą już od wieków nie opalam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie już w tym roku schodziła po krakowskiej szwendaczce. Po mamie odziedziczyłam skórę niemal młynarską i są tego efekty. Na szczęście, jeszcze nie jestem taka biała jak brat.

      Usuń
  7. miałam kiedyś taką drapaczkę. Ktoś mi znad morza przywiózł, ale już nie pamiętam kto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szukaj, szukaj! Bo coś mi się widzi, że do Ciebie mam bliżej niż nad morze ;)

      Usuń
    2. :D tylko, że ja już jej nie mam :(

      Usuń
    3. To może M-ka mi coś wystruga?

      Usuń
    4. Nie wiem, czy wiesz, ale ostatnio M-ka jest wróżką. także jeśli nie wyczaruje, nie wystruga, to jej różdżka spokojnie funkcję drapaczki może spełnić (sprawdziłam)Także, czekamy :)

      Usuń
    5. Tylko czy M-ka bez protestów odda swoją różdżkę? Z tego co widzę dość jest napalona na bycie wróżką. Poczekam aż się nauczy czarować :)

      Usuń
  8. A ja marzę o pobycie nad morzem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam teściów szalenie gościnnych, więc jest nadzieja :)

      Usuń
  9. To trochę niezwykłe, że nad polskim morzem jest tak ciepło. http://www.youtube.com/watch?v=SUFSB2plwzM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego? Nie pierwszy raz trafiłam na nadmorski upał. Choć przyznaję, że u mnie w głębi lądu jest parniej.

      Usuń
    2. Czyżbyś tęskniła za domem?

      Usuń
    3. Nie muszę tęsknić, już w domu jestem. U teściów remont, ciężko się wprosić na dłużej niż kilka dni.

      Usuń
  10. Rozumiem, że jesteś fanką morza w deszczu. Stwierdziłam, że nie potrafisz liczyć do trzech, ale co się dziwić nauczycielce angielskiego.
    A propos Twoich "trzech zdań" to Andrzejewski w dwóch zdaniach napisał "Bramy raju". Ależ się ciężko czytało! Na dodatek drugie zdanie było czterowyrazowe.
    Chciałabym Cię zobaczyć sprzedającą jakieś drapaczki;))))
    Buziaczki podwójne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepiej w czasie sztormu. Ależ wtedy byłyby zdjęcia!
      O moich kłopotach z liczeniem wiadomo od dawna, w ogóle mnie to nie stresuje, po coś człowiek wynalazł kalkulator, czyż nie? Skoro jednak żadnego nie miałam pod ręką, wyszło jak wyszło.
      Niczego ciekawego w mnie sprzedającej byś nie zobaczyła. Po prostu stałam i reagowałam o coś jak poproszono. W życiu bym nie wcisnęła nikomu niczego.
      Buziaczki zupełnie niekupieckie.

      Usuń
    2. Mam nadzieję, że znajdowałabyś się daleko od fal, bo szkoda byłoby Ciebie i aparatu. Niech Ci będzie, że nie potrafisz zliczyć do trzech, już nie będę się tego czepiać.
      Potrafię sprzedawać, bo gdy moja mama pracowała w kiosku Ruchu, to ją zmieniałam po przyjeździe ze szkoły (kalkulatorów jeszcze wtedy nie było)
      Buziaczki olimpijskie, bo akurat jednym okiem zerkam na ekran telewizora.

      Usuń
    3. Zwłaszcza aparatu :)
      Też sprzedawać potrafię, tak myślę. Będąc teraz w Kołobrzegu znów się sprawdziłam w tej roli: na wsi, gdzie mieszkają rodzice Duńskiego był festyn, zbierano na rzutnik dla dzieci i byłam kasjerką przy grillu. Nikt nie przyszedł z finansową reklamacją, więc nie było tak źle. I nawet nie skorzystałam z kalkulatora w telefonie.
      Buziaczki z kotem na klawiaturze.

      Usuń
    4. Rozumiem, że sprzedawałaś kiełbaski i inne grillowe delicje. A było do tego piwo?
      Buziaczki bez kota ani innego stwora na klawiaturze, choć w pobliżu lata jakiś komar.

      Usuń
    5. Dokładnie. Kiełbaski, szaszłyki, kaszankę, karkówkę, golonkę (nie z grilla) i chyba wszystko. Piwo też było, ale na innym stoisku. Bardzo dobre zresztą, lubię ciemne.
      Buziaczki tym razem ze zgonionym z klawiatury kotem.

      Usuń
  11. A mnie to morze się marzy!

    OdpowiedzUsuń
  12. Pourlopowałaś sobie? Musiało być bajecznie, choć szkoda tego Szczecina...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczecina bardzo szkoda, wymarzyłam go sobie.

      Usuń
  13. pamiętam molo i łabędzie i tyle wczasowiczów snujących się wszędzie i siódme piętro Bałtyku...jantary ustawione w szyku:))) życzę cudownego lata...cyg@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bałtyk aż siedem pięter ma? Nie wygląda.
      Łabędzi w tym roku niemal wcale nie było, w porcie jachtowym widziałam rodzinkę i tyle. Za ta jantarów w budkach z pierdołami cała masa.

      Usuń
  14. Nie byłam nad morzem, ale jesli pojadę to tylko jesienią lub wiosną... dla jodu. Upał, ech... tylko cierpiętnik to wytrzyma. Pozdrawiam i miłego dnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka leżała w pełnym słońcu pół dnia i na cierpiącą nie wyglądała ;)
      Też pojechałabym jesienią, ale wtedy okazji nie ma. I czasu, żeby przejechać czternaście godzin w tamtą, czternaście w tą i jeszcze tam pobyć.

      Usuń
  15. A ja tam uwielbiam upał, zwłaszcza nad morzem, być może dlatego że zawsze raczy mnie ono deszczem i wiatrem. Zazdroszczę szumu fal i piasku:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam upał, może być gdziekolwiek, byle nie kazali mi skwierczeć na piasku :)

      Usuń
  16. Mi wystarczyły dwie odziny nad wodą i plecy zaczęły żyć własnym życiem. Ja kocham morze.:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale opalać się nie znoszę. A przynajmniej nie leżąc plackiem.

      Usuń
  17. Zazdroszczę pogody. :) Mnie chyba deszcz dosłownie prześladuje. Na szczęście jeszcze nie koniec wakacji i może się uda trafić na taki wolny dzień, aby pojechać i nie zmoknąć. Mam o tyle dobrze, że mogę sobie wybrać pogodę i w razie deszczu nie jechać, bo od najbliższej miejscowości nadmorskiej dzieli mnie chyba 45 km. :)

    Co do upału: nad morzem jest o tyle dobrze, że bryza nieraz przyjemnie chłodzi i upału się nie odczuwa. Choć to także zależy od dnia.

    Wspominasz swoją pracę nad morzem pozytywnie? Moja w tamtym roku była świetna - niesamowite przeżycia z racji wspaniałego towarzystwa i ciekawego grafiku (dwa dni pracy, jeden dzień wolny - i tak na zmianę). :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to wielki komfort móc jechać nad morze w każdej chwili. Też tak mogłam mieć, ale się Duński pipidówką zachwycił. Już mu przeszło, ale teraz ciężko się stąd ruszyć, choć wciąż mam nadzieję. Nic to. Jak tak siedziałyśmy z koleżanką na plaży i zazdrościłyśmy tego ciągłego dostępu do morza, doszłyśmy do wniosku, że pewnie na co dzień wcale by nas tak to nie rajcowało: wiesz, człowiek musi iść do pracy, żyć i takie tam, nie zawsze jest energia na nadmorski spacer.
      Ja poprawcowałam kilka dni, w zastępstwie za Duńskiego. Choć można rzec, że pracowałam cały miesiąc, bo i tak tam byłam i pomagałam. Nie było źle, nie narzekam. I finansowo mi się opłacało, bo za te dni dostałam więcej niż zarobiłam wtedy w szkole przez tydzień.
      Aha, to ta bryza sprawiła, że się spaliłam. Nie czułam jak się palę :)

      Usuń
    2. To akurat racja. Bryza, choć chłodzi, potrafi przysporzyć kłopotów. :D

      Mimo że mam blisko nie bywam często nad morzem. W tym roku odwiedziłam wybrzeże tylko raz z tej racji, że nie jestem zmotoryzowana. :D No i pogoda, ale o tym już pisałam.

      Jeśli o moją pracę chodzi to było tak, że płaca może nie była świetna, ale wyszło tak, że miałam wspaniałe wakacje, nocleg za darmo, a do tego jeszcze mi za to dopłacili. Praca wcale, a wcale nie była ciężka. :)

      Usuń
    3. No, czyli potwierdziłaś nasz przypuszczenia.
      A właściwie co robiłaś pracując? Też handelek?

      Usuń
  18. A bo skórkę trzeba przygotowac powoli, z mozołem :))) I nie leżeć, a chodzić, spacerować brzegiem morza:)))))Paczucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paczuś, kochana moja, spacerowałam właśnie, a i tak zaskwierczałam, bo ja się na co dzień w ogóle nie opalam.

      Usuń
  19. więc nie kupiłaś drapaczki... przyjedz do mnie, a właściwie jedz do mojej mamy, ona kupiła właśnie w kołobrzegu jedną z takich drapaczek. jak tam wrażenia z podróży? pozytywne czy mniej pozytywne - nie mówię tu o opalaniu tylko tak ogólnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie kupiłam, bo nas morzem nie swędziało. Zaczęło, kiedy się w pociąg pakowałam. Rozumiem, że mieszkacie daleko od Kołobrzegu, przez co mam do Was zdecydowanie bliżej niż nad morze. Bo ode mnie wszędzie jest bliżej niż nad morze.
      Trochę rozczarowana jestem, powiem Ci. Kołobrzeg już znam, plażowanie nie dla mnie, żałuję, że nie wypalił Szczecin. Ale nie narzekam, wyrwałam się i to się najbardziej liczy.

      Usuń
    2. ja mieszkam na wsi w mazowieckim ale moja mama mieszka w stolycy i... kocha Kołobrzeg. ja nigdy tam nie byłam, w Kołobrzegu ale jeszcze jestem młoda i może pojadę. choć zdecydowanie wolę góry. i zgadzamsię z Tobą - wytwałaś się i to się liczy. zmienić otoczenie chociaż na weekend, na tydzień - zobaczyć i pozwiedzać - to lubię.

      Usuń
    3. Pewnie, że jeszcze wszystko przed Tobą. A wyrwać się jeszcze zamierzam do Wrocławia, mam nadzieję, że się uda. Do tego właśnie rozmawiałam z moją Vice, która jest w Kazimierzu na festiwalu filmowym i już mam zaklepane, że w przyszłym roku będę tam z nią.

      Usuń
  20. Nad morzem byłam zaledwie dwa razy w życiu. Gdybym jednak miała wybrać morze jako miejsce odpoczynku, to zdecydowanie całymi dniami kąpałabym się. Dla mnie katorgą jest leżenie na plaży w pełnym słońcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też preferuję opcję pławienia się po same uszy, choćby przez całe dnie. Leżenie na plaży jest dla mnie równie katorżnicze. Stąd spacery, które okazały się nie mniejszą męką.

      Usuń
  21. Bo w takie upalne dni, to się na plażę idzie rano i wieczorem, a w ciągu dnia zalega sie gdzieś na trawce pod jakimś drzewem na dowolnym boku ;P Morze w upał jest zdradliwe, bo najczęściej nie czuć gorąca, woda zimna, wiatr wieje- łatwo spiec raczka lub być sezonową czekoladką. No, ale dziewczyny lubią brąz ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było aż tak upalnie, choć wystarczyło, żeby moja w niektórych miejscach bardzo młynarska skóra cierpiała :)

      Usuń