Z premedytacją dekapituję ciągle nieprzeterminowane marzenia. Wskutek nadmiernego dopieszczania z przyjaźnie dyndających u sufitu pragnień przepoczwarzyły się bowiem w kłujące niedotykalstwem potwory. Kształtuję je więc na nowo, przyczepiam rozkoszne główki, sztukuję pulchne kończyny, montuję błyszczącą nowością hydraulikę. Niby te same, a jakby inne. Tymczasem wpycham je głęboko w podświadomość, skąd wychyną niespodzianie, kiedy przyjdzie ich czas. Chętnie zaszyłabym się w czeluściach siebie wraz z nimi. Potrzebuję odrobiny samotności, a tu ciągle ktoś z czymś. Wyjątkowo się wokół mnie tłoczno zrobiło. Przekornie, zamiast zamknąć się w czterech ścianach, pojechałam wtapiać się w jasnogórską gawiedź, gdzie z japońską manierą pstrykałam zdjęcia wszystkiemu, co się rusza i co zastygło w bezruchu, sama zatrzymując czas przed Golgotą Dudy - Gracza; ta zawsze wsysa mnie w inny wymiar. Równie przekornie skusiłam się wczoraj na wieczorne pogawędki z od półtora roku widywaną jedynie sporadycznie młodzieżą. Z całą dwunastką mogłabym gadać do bladego świtu, przywołując wspomnienia, których powoli przestaję być świadoma. Ich dekapitacja byłaby mi zupełnie nie na rękę, te trzy lata razem to był dobry czas. I znów uświadomiłam sobie, że miałam szczęście trafiając właśnie na nich, a nie na nieznającego granic szczeniaka ze stolika obok. Wygląda na to, że pod koniec stycznia granicę, i to niejedną, przekroczę również ja: na Łotwie przyjdzie mi wertować tonę papierów, przebijać się przez tryliony pomysłów i świętować okrągłe urodziny. I w ten sposób niespodziewany mail od pana Michała zdekapitował braterskie plany wproszenia się do mnie, by wódkę pić.
Witaj
OdpowiedzUsuńCzy i ja mogę się doń wprosić? :)
Plany, marzenia, warto mieć, snuć- po to one są :)
Spełnienia, tych ważnych i skrytych z serca życzę :)
Wszystkiego dobrego na cały Nowy Rok :)
Pozdrawiam najcieplej ;)
A proszę. Może spełnisz rolę gospodyni i ugościsz brata i bratową, skoro mnie nie będzie :))
UsuńWzajemnie, dobrego nadchodzącego roku.
Bo czasem trzeba zrobić coś dla siebie - wbrew sobie. A marzenia, które się przeterminują, to nie są prawdziwe marzenia;)
OdpowiedzUsuńJa spotkałam się z moimi byłymi wychowankami na 'opłatku', jak co roku. Z różnych roczników to towarzystwo, ale niektórzy mają dzieci niewiele młodsze od Nastki:) Czuję się bardzo młodą... prawie babcią:) Mam prawo, dostawałam od każdej klasy kwiaty na Dzień Matki też:)
Tak sobie pomyślałam, że niewiele ostatnio robię wbrew sobie. Najczęściej w pracy. Tam, wiadomo, nie zawsze mam wybór.
UsuńA wiesz, ja nie lubię klasowych opłatków. Zawsze układałam w głowie ogólne życzenia, a potem konceptu mi brakowało, kiedy ustawiała się indywidualna kolejka. Bo są tacy, którym wiele mogę życzyć od serca, personalnie, ale i są tacy, o których wiem tak mało, a wtedy pozostaje sztampowe "wesołych świąt". Zawsze jednak lubię patrzeć, jak oni się do siebie uśmiechają.
W ogóle bardziej mi po drodze z tymi, którzy już wyszli. Znam ich, przeżyliśmy sporo. Ci, którzy dopiero przyszli... czymże są cztery miesiące?
Tanya, ale to już dawno NIE SĄ moi uczniowie, patrz: Wojtek:P A co roku iluś wychowanków z iluś klas chce się ze mną przełamać opłatkiem... To ładuje akumulatory:)
UsuńWiem, Liv, wiem. Ale jakoś tak mi się nasunęło. Ja generalnie opłatek mało lubię. No chyba, że go zwyczajnie jeść - wyjątkowo mi zawsze smakuje ;)
UsuńTanuśka, z Ciebie to taka statyczna wariatka....
OdpowiedzUsuńLepiej statyczna niż statystyczna, więc dziękuję :))
UsuńJasna Góra!? Również zachowywałam się okropnie bezczelnie pstrykając tam fotografie. A co tam! ;)
OdpowiedzUsuńWspomnienia... Uwielbiam wracać myślami do tych pięknych, zabawnych. Chyba dlatego tak wielkie znaczenie mają dla mnie właśnie zdjęcia. Co do marzeń... Wiele niespełnionych, ale jakoś żalu nie mam, bo przyszły nowe, ciekawsze. ;) Nie mam jednak nic przeciwko ich odkurzaniu.
Przypomniałaś mi, że muszę wyruszyć w odwiedziny do mojej byłej wychowawczyni.
No ja właśnie tylko na zewnątrz, szopkę obfotografowywałam. W środku też bym się nie powstrzymywała, ale akurat msza była, zebrało mi się na skrupuły.
UsuńTak, te marzenia, które powinny się spełnić, stały się kapkę odległe, ale za to ziściły się inne. Ot, choćby ta Łotwa, na którą w ogóle nie liczyłam. No i spotkanie klasowe - chciałam ich już znów zobaczyć i voila :)
Przez te Twoje sześć pierwszych wersów chyba poproszę o gilotynę i się własnoręcznie zdekapituję.
OdpowiedzUsuńJa sobie pstrykałam zwykłym Kodakiem w bazylice św. Piotra, gdy nagle klisza się skończyła i bardzo głośno zaczęła się przewijać. To dopiero był szok!
Pozdrawiam.
Aj, Aniu, wiesz przecież, że czasem lubię drastycznie porównać. Ale z tej krwi rodzi się nowe, lepsze, jak ufam, więc pozytywnie jest.
UsuńJa na Jasnej Górze pstrykałam tylko na zewnątrz, w środku jakoś nie miałam odwagi. Choć Japończyków z krwi i kości była tam cała masa i ci pstrykali wszędzie jak oszalali. Może gdyby akurat nie było mszy.
Buziaczki fotograficznie szalejące.
U mnie u sufitu nie dyndają ani pragnienia, ani marzenia, nawet żyrandol wisi przyzwoicie, tylko muszę zdjąć z niego świąteczny stroik i schować, aby czekał na następne święta.
UsuńW bazylice w Watykanie było mało ludzi i dlatego nikt nie zwracał uwagi na fotografujących. Za to w Luwrze Azjaci pstrykali jak opętani, nawet obraz Mona Lisy. Nawet nie można się było dopchać.
Pozdrawiam sylwestrowo.
wiesz przecież że w kupie raźniej:) ciesz się tym tłumem dookoła - obiecuje Ci że na samotność też przyjdzie czas. razem wspominaliście przeszłość i sądząc po tym co piszesz to były przepiękne wspomnienia. cóż, ja mam szósty zmysł i umiem czytać między wierszami. i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - kiedyś będą;) mówisz że to okrągła rocznica więc nie będę kłamać że życzę Ci 18;)ale na dwadzieścia to może wyglądasz:)
OdpowiedzUsuńTak, to były bardzo dobre wspomnienia. O niektórych wydarzeniach nie miałam pojęcia, co z perspektywy czasu dobre jest, zaoszczędziło mi siwych włosów ;)
UsuńI znów uderzyła mnie myśl, że ja lubię mieć wychowawstwo. Byle papierki za mnie ktoś odwalał. Niestety, ochotników brak.
Dzięki. I dzięki, że nie życzysz mi osiemnastu, bo nie chciałabym ich znów mieć. Naście lat to jakaś trauma jest. Teraz czasem jestem rozedrgana, przeraża mnie wspomnienie rozedrgań sprzed dziestu lat.
Kiedyś mi uczeń rzekł, że wyglądam na czternaście. Komplement to to nie był :))
czyli musisz mieć asystenta, który by wszystkie formalności załawiał a Ty będziesz tylko uczyć i wychowywać:) tego mogę Ci życzyć:)
Usuńja też się cieszę że już nie mam tych naście lat . to było straszne - nastoletnia depresja, hormony, rozedrgania. dziwię się moim rodzicom że ze mną wytrzymali.
Właściwie tak powinno być w szkole: że są asystenci. Ale na nasze warunki to mrzonka jakaś, pewnie nigdy nie do zrealizowania.
UsuńKiedy przed świętami słuchałam, o co poszło dwóm pannom z mojej klasy, nie wiedziałam, czy powinnam się roześmiać, czy rozpłakać. Tak trywialny to był powód, tak niewart rozdmuchania. A jednak zatoczył koło na pipidówkę i okolice.
takie właśnie są nastoletni. ale może jak przez mgłę ale pamiętam moje wybory jak miałam naście lat... wtedy wydawało mi się że to koniec świata. i pewnie te panny myślały tak samo...
UsuńOkrągłe urodziny? Przez wrodzoną grzeczność nie spytam które? ;) Szczęśliwego Nowego Roku tanyu i sto lat! :D
OdpowiedzUsuńMyślę, że się w końcu przyznam (i że większość i tak wie, które), bo lepiej jest mi teraz niż kiedy miałam, dajmy na to, te symboliczne osiemnaście lat.
UsuńI dzięki. Wzajemnie również: dobrego roku :)
O to samo, co wyżej, miałam zapytać:)). Czyżby urodzinki w styczniu? Jak u mnie? Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńW styczniu. 29-go, a Twoje?
UsuńJeszcze raz... Adres... kliknij w moje imię;)
OdpowiedzUsuńCoś mi się błąd pojawia.
UsuńU Ciebie też trochę retrospekcji...
OdpowiedzUsuńTegotygodniowych jednak głównie. Nie mam wielkiej ochoty wracać do tego, co wydarzyło się w tym roku.
UsuńA u mnie nadmiar spokoju, potrzebuję więcej. I więcej. Pozdrawiam z Nowym Godem :)))
OdpowiedzUsuńDaj trochę. Wiesz, ponoć jak się niektórymi rzeczami dzieli, się je mnoży :)
UsuńNajlepszego w nadchodzącym.
też wpadam raz na jakiś czas na Jasną Górę bo nie mam specjalnie daleko a miejsce jest magiczne.
OdpowiedzUsuńMnie nie dotyczą takie spotkania z przeszłością bo nie mam żadnych wychowanków rzucanych w szpony dorosłości od czasu do czasu :)))
Tak, lubię Jasną Górę. A przed Golgotą mogłabym siedzieć godzinami i się wgapiać w każdy obraz po kolei, a potem jeszcze raz, i jeszcze.
UsuńFakt, wychowanków nie masz, ale kolegów z klasy i owszem. Choć takie spotkanie średnio mi się uśmiechają. Zwłaszcza te podstawówkowe, bo z klas I-IV, do których chodziłam w pipidówce, mało kogo pamiętam, a ci właśnie najczęściej mnie zapraszają.
zaskoczę Cię ale nie utrzymuję znajomości z koleżankami czy kolegami z żadnej ze szkół jakie kończyłam. Z pierwszej podstawówki z nikim, z drugiej czasem widuję kilkoro osób na ulicy ale ze 3/4 mnie nie widzi a Ci co widzą jedynie się sobie kłaniamy i nawet nie przystajemy. Nie mam o czym z nimi rozmawiać nie trzymaliśmy się blisko a dziś różnimy się całkowicie. Z liceum utrzymuję kontakt z jedną dziewczyną tylko dlatego, że po wielu latach okazało się, że razem teraz pracujemy a, że jej mąż to również kolega z liceum to i z nim chcąc nie chcąc czasem zamienię słowo. Z kolejnej szkoły moja najlepsza koleżanka wyjechała do Yorku po tym jak jej mąż okazał się dupkiem na maksa i też się musiała rozwieść i czasem rozmawiamy na FB czy skypie. Ze studiów nikogo nie kojarzę i nie wiem nawet skąd Ci wszyscy ludzie byli (uroki studiów zaocznych w wielkim mieście).
UsuńJak widać jestem wola ;D
*wolna !
UsuńPrzyznam, że nie wiem, czy czuję się bardzo zaskoczona, bo mam podobnie. Z pierwszej podstawówki widuję kilka osób, zwykle przypadkowo na ulicy, bo mieszkamy w tej samej dziurze, trudno na siebie nie wpaść. Z drugiej pewnie nie poznałabym nikogo. Z liceum kiedyś, kiedyś miałam kontakt z kilkoma osobami, ale jakoś się naturalnie skończyło. Ze studiów licencjackich jedną koleżankę mam na FB, ale w sumie to taka cicha znajomość. Największy kontakt, z niektórymi niemal codzienny, mam z ludźmi poznanymi kilka lat temu na studiach uzupełniających. Jednak te dorosłe znajomości są dla mnie najcenniejsze.
UsuńMoje marzenia gdzieś poumykały, zaszyły się w kącie i zakurzyły nieco...zastanawiam się czy warto je odkopywać. Obawiam się, że bilans spełnione-niespełnione nie wyszedłby zbyt imponująco. Muszę zatem znaleźć sobie nowe. Zupełnie inaczej ze wspomnieniami - też mam parę takich, których nigdy nie wyrzucę z pamięci i będę je odkurzać regularnie. Pozdrawiam. Szczęśliwego Nowego Trzynastego :)
OdpowiedzUsuńJa myślę, że kiedy przyjdzie ich czas, same się odkopią, dadzą o siebie znów znać. Nic na siłę, przekonałam się w tym roku. Im bardziej się prężyłam, tym bardziej mnie krzyż bolał, a efektów nie było. Może faktycznie tak jest, że nieszukane szczęście prędzej nas znajduje?
UsuńDobrego trzynastego :)
Takie działanie przekorne - od czasu, do czasu - czasem do pionu ustawia i jakoś inaczej się patrzy na wszystko, co obok. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)
OdpowiedzUsuńPion to w życiu ważna rzecz!
UsuńNajlepszego w nadchodzącym, Katie.
Ta Łotwa mnie rozmarza...
OdpowiedzUsuńI mam nadzieję, że jednak nie wszystko trzeba będzie zdekapitować ;))) Może najwyżej nieco przykurzyć i na trochę zapomnieć.
Mnie też. Jak wszystkie postsowieckie i sowieckie rejony...
UsuńWiesz, ciała tych marzeń pozostają takie same: trzeba je było tylko trochę podretuszować, jak to w życiu. Za to inne marzenia, takie, o których mniej świadomie marzyłam, się spełniają. I jest równowaga.
W Nowym 2013 Roku tylko szczęśliwych chwil...
OdpowiedzUsuńw domu i wszędzie, gdzie będziesz...
dużo uśmiechu, siły i wytrwałości
wiary w sercu i światła w mroku
wszystkiego wszystkiego NAJ.... NAJ...cyg@
Wzajemnie, Cyguś :)
Usuńfajnie że masz takie miłe wspomnienia co do tej dwunastki
OdpowiedzUsuńa dobra wódeczka nie jest zła ;)
Nie tylko do dwunastki, do pozostałej dwudziestki też. Z jednym czy dwoma wyjątkami.
UsuńWódeczki nie pijam, więc może Cię z bratem spiknę, hę? :))
hmmm, to może zabierzesz mnie ze sobą, nigdy nie była...
OdpowiedzUsuńTanyu, wszystkiego cudownego w nowy roku!:*
Chodź do walizki, Łotwa jest piękna. Zresztą, cały bliższy nam wschód jest piękny.
UsuńWzajemnie, lepszego roku, kochana :*
__________#’+*.’
OdpowiedzUsuń_________#’+*.
_______(' " " ()
______("( 'o' , )___
______.(")(")(,,)__
______(¨`•.•´¨)
_____`•.¸(¨`•.•´¨) "
________ ×`•.¸.•´×"
________§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§§
________§§___________________§§
__________§§_SZCZESLIWY____§§
___________§§___ Rok_______§§
____________§§____2013___§§
_____________§§ ________§§
________________§§___§§
__________________§§§§
___________________§§
___________________§§
___________________§§
___________________§§
___________________§§
___________________§§
_____________s§§§§§§§§§§§§s
Niech taneczny lekki krok
będzie z Tobą cały rok.
Niech prowadzi Cię bez stresu,
od sukcesu do sukcesu!
____$$$$$$$$_____$$$$$$$$
__$$$$____$$$$___$$__$$$$
__$$$$____$$$$_______$$$$
__________$$$$_______$$$$
__________$$$________$$$$
________$$$__________$$$$
____$$$$$$$$_________$$$$
__________$$$$_______$$$$
__________$$$$$$_____$$$$
$$$$______$$$$$$_____$$$$
$$$$______$$$$$$_____$$$$
__$$$$$$$$$$$$___$$$$$$$$$$$$
________ GRUDNIA _______
________ SYLWESTER ______
NIECH JUŻ WYSTRZELĄ KORKI
S Z A M P A N A !
A TY BAW SIĘ ŚWIETNIE
DO BIAŁEGO RANA !
No, jeszcze mi na blogu nie rysowali ;)
UsuńDziękuję i nawzajem.
Dziękuję za świąteczne życzenia :) I wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
OdpowiedzUsuńWzajemnie :)
Usuńzapiszę sobie blog i będę odwiedzać wszystkiego dobrego i dodałam do obserwacji
OdpowiedzUsuńLifting teraz w modzie, więc marzenia tylko na tym skorzystają :)
OdpowiedzUsuńOby na tej Łotwie papierzyska nie pochłonęły Cię absolutnie, i czas by jej posmakować się znalazł... Jakiś czas temu czytałam dość mroczny kryminał, którego akacja działa się na ulicach Rygi- chętnie bym kraj zwiedziła...
Spełnienia marzeń i wszelkiej pomyślności!
Coś mi się ta Łotwa odsuwa, ale jestem dobrej myśli: jutro będę wiedziała na 100%. I tym bardziej jechać chcę, mimo że w mróz, że właśnie się Ryga znów szykuje, choć myślałam, że z niej nici.
UsuńWszystkiego co Najlepsze w Nowym Roku! Spełnienia marzeń, również tych głęboko ukrytych. Niech ten rok nada życiu nowych smaków, słodyczy pocałunków, pikantnej zabawy. Korzystaj z życia ile tylko starczy tchu!:*
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.
(kiedyś od-nowa.blog.pl)
Tanyuśka!!!!! ściąć głowę planom pana Michała dotyczącym picia wódki to jedno, ale ścięcie głowy marzeniom to straszne!!! Ani mi się waż!! :)
OdpowiedzUsuńAguśka, ścinam i przyprawiam nowe, więc strachu nie ma: jeszcze trochę dam im pożyć :)
UsuńNigdy nie wiem, kiedy marzenie jest tylko moim wybujałym wymysłem, a kiedy pomysłem wartym realizacji :)
OdpowiedzUsuńTeż mam za niedługo okrągłe urodziny, tyle że ja przestaję być nastolatką. Już sama myśl o tym sprawia, że nie czekam na ten dzień.
Wszystkiego dobrego w Nowym Roku
OdpowiedzUsuńCoś zawsze trzeba robić . Na Łotwie może być podwójnie interesująco...Powodzenia...
OdpowiedzUsuńOdnoszę wrażenie, że brakuje Ci takiego potężnego wstrząsu ;) Jakiegoś wydarzenia, które by nagle całkiem pozbawiło Twojego życia rutyny. Albo przynajmniej na chwilę wybiło Cię z rytmu. Myślałaś może nad "L4" i wyjazdem na kilka dni w góry? :D
OdpowiedzUsuńWiem, że myślałaś :P Chodzi mi o to, czy myślałaś o tym poważniej ;)
W góry zimą? Oszalałaś chyba ;))))
UsuńAle z całą resztą masz świętą rację: chciałabym, żeby przez to, co się teraz dzieje przetoczyła się lawina. Lawina świeżości.
Marzenia warto mieć i jeszcze bardziej warto je realizować - prędzej czy później....
OdpowiedzUsuń