15 grudnia 2012

O gehennach i przeciwnie..

Pan Igor mówił tak szalenie zajmująco, że zupełnie nie przeszkadzało mi drażniące no nie? na końcu co drugiego zdania. Nie bez znaczenia jest fakt, że identycznie definiujemy pojęcie idioty w kontekście drogowego piractwa, wychodząc z założenia, że jeśli ktoś ma ochotę popełnić samobójstwo, niech się rozpędzi na płycie zamkniętego lotniska i uderzy w betonowy hangar, dzięki czemu nie narazi na szwank mojego życia czy zdrowia. Póki chadzałam chodnikami zamiast poboczem pomykać rowerem, miałam styczność z mniejszą liczbą szaleńców; teraz co chwila stykam się z kierowcami pragnącymi wyminąć mnie na tak zwany styk. Tymczasem jestem względnie bezpieczna, bo aura zupełnie nie sprzyja pedałowaniu. Roztapiający się śnieg wsysa rower w koleiny, co grozi kolejnym wygięciem błotników, które już wystarczająco ocierają się tu i ówdzie, rozstrajając mnie nerwowo i słuchowo. Zupełnie za to nie wyprowadził mnie z pionu wykład o polach magnetycznych i elektrycznych, co wprawiło mnie w stan kompletnego oszołomienia, fizyka bowiem zawsze była dla mnie nudniejsza niż flaki z olejem. Najwidoczniej ekspresyjny profesor, mówiący zupełnie niekosmicznym językiem, znalazł jakąś nieodkrytą szczelinę w skorupie otulającej moją żądzę wiedzy. Jednocześnie we wspomnianą szczelinę totalnie nie trafiło sześć wynikających z siebie wzajemnie opowieści, zakrzywionych wokół zazębionych ze sobą postaci z różnych miejsc i epok. Ponaddwugodzinną gehennę widza można by zgrabnie zmienić w sześć oddzielnych filmów, spośród których chętnie zobaczyłabym uszczegółowioną emocjami historię Roberta Frobishera i Rufusa Sixsmitha. Ba, może nawet skusiłabym się, by przez półtorej godziny patrzeć w oczy Hae-Joo Changa. Cóż, kiedy przeglądam repertuar kin na międzyświąteczny czas i zupełnie nie widzę czegokolwiek, na co mogłabym chcieć iść. Nic to, po raz setny dziś posłucham Amandy.

59 komentarzy:

  1. dlatego ja nie zamierzam robic prawka
    wiem ze nie jestem do tego stworzona i nie chce stanowic zagrozenia ani dla siebie ani dla niewinnych ludzi
    a jak widze co niektorych za kierownica to sobie mowi "boze ty widzisz i nie grzmisz?"
    kobitni lubia jezdzic (jak to mawia moj ojciec) na zajaca
    uczepia sie samochodu przed soba i nie patrza na swiatla
    to nic ze jest czerwone, skoro auto przed nimi przejechalo to one tez
    mam kolezanke ktora w szkole chwalila sie zdjeciem z fotoradaru na ktorym nikt nie trzyma kieronicy bo prawa reke ma zajeta papierosem a lewa komorka
    ale najgorsze sa tiry
    raz wracajac z pracy widze rozpedzonego tira i cos mnie tchnelo by nie wchodzic na pasy mimo ze mam zielone
    dobrze zrobilam bo wielki samochod nie wyhamował w pore i stanal w poprzek pasow
    moglabym przywolac jeszcze kilka takich przykladow ale po co
    jak jest kazdy widzi

    co do jazdy rowerem zimowa pora to moj ojciec twardo pedaluje cala zime
    to jego glowny srodek lokomocji do pracy
    sniegi mu niegrozne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, kierowcy tirów potrafią być nieobliczalni. Niektórzy w ogóle nie mają wyobraźni. Podobnie kierowcy busów, przynajmniej u nas. Ja zimą w ogóle busami nie jeżdżę, wybieram pociągi. Wiadomo, że kierowcy jeżdżą tak, jak im szef wyznaczający rozkład jazdy każe, ale kiedy dzieje się nieszczęście, im sumienie spać nie daje.
      Dla mnie rower zimą odpada, nie produkują takich grubych rękawiczek :)

      Usuń
    2. ojciec zakłada dwie pary, jedne na drugie
      i jeździ w kominiarce przez co często zatrzymywany jest przez policję :P

      Usuń
    3. Nie dziwię się, przecież to oni mają patent na kominiarki ;))))

      Usuń
  2. Fizyka... dla mnie nigdy nie była nudna. Była za to trudniejsza od matematyki, nie mogła dobić się do mojego mózgu (powyższy zamyka się, kiedy tylko widzi/słyszy coś o cyferkach i dziwnych znaczkach), a jedyną piątkę z niej - nie liczę podstawówki - dostałam niechcący ;)))

    Ech, te piękne wspomnienia z liceum...

    Co do kierowców, to ja chętnie poparłabym podwyższenie wieku, w którym można robić prawko i zaostrzyła przepisy. Ponoć coraz trudniej zdać egzamin, a jednak na ulicach coraz więcej kozaków, dla których ulica to dżungla i wygra silniejszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dostałam piątkę już w liceum. Z zadań, wyobraź sobie. Po przeszkoleniu u mojej mamy - matematyczki. Szkoda, że częściej nie chciałam skorzystać z jej pomocy, może byłabym teraz fizykiem jądrowym. Swoją drogą, z organizowanych u nas w szkółce lekcji otwartych właśnie najbardziej wynudziłam się na teoretycznej do bólu fizyce.
      A ja bym może wiek zostawiła, bo ten nie zawsze o czymkolwiek świadczy (moja ciotka jeździła tak, że drżyjcie inni użytkownicy dróg), za to w drastycznych sytuacjach odbierała prawa jazdy dożywotnio i bez litości.

      Usuń
    2. Bez żadnego odwołania.

      Uciekam z miasta na parę dni i przybiegłam się pożegnać. I życzyć Ci dużo spokoju, wypoczynku (odpoczynku od męczących spraw i ludzi), a przede wszystkim zdrowia.

      Pozdrawiam serdecznie i uciekam!

      Usuń
    3. Dzięki. I wzajemnie, dobrych świąt.
      Ja w poniedziałek uciekam z pipidówki do pipidówki :)

      Usuń
  3. Ja się nadaję do prowadzenia samochodu, jak krowa pod siodło, cytując Generalissimusa. A na serio - mnie kierowcy muszą omijać jak lawetę, bo mam rower trójkołowy /na tę pogodę, niestety, nie do użycia/,
    Co do 'no nie'... Mnie swego czasu do szału doprowadzała Koleżanka. W rozmowie była ok, ale kiedy zaczynała coś opowiadać, każde zdanie, ba nawet jego połowę, kończyła irytującym dla mnie 'tak', mające wyraźnie zabarwienie pytające...
    Ja pewnie irytuję ludzi gestykulacją, mam nadzieję, że oszczędną, bo jak dotąd przewróciłam kieliszek z czerwonym winem na biały obrus. Na szczęście było to w domu MMŻ, u Jego Mamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do prowadzenia samochodu zapewne nadaję się podobnie, choć właściwie nie próbowałam, więc może tracę szansę stania się... miałam napisać Kubicą, ale to chyba niekoniecznie szczęśliwe porównanie.
      Wydaje mi się, że jeśli chodzi o denerwujące maniery, najbardziej drażniła mnie zupełnie mi nieznana dziewczyna na jakimś spotkaniu: w każde zdanie wplatała kilkakrotne, wyjątkowo u niej słyszalne, przez co i irytujące "eeee".
      O, sama nie dalej niż wczoraj stwierdziłam, że zdecydowanie za dużo gestykuluję. Wypadałoby mnie związać ;)

      Usuń
  4. Z fizyki opanowałam jedynie dodawanie wektorów, pewnie coś tam jeszcze, ale wymazałam to z pamięci :) A jak widzę rowerzystę na drodze, to zamieram ze strachu, bo bardzo boję się go ominąć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z fizyki opanowałam jedynie wychowawczynię z liceum ;))
      Mnie wciąż jeszcze nie strach wyprzedzać, bo mi ręce wciąż nie trzęsą tak, że jeżdżę zygzakiem.

      Usuń
  5. Jak Cię kopnę, to może w końcu przestaniesz mantyczyć. Duński wrócił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zima jest, kop nie pomoże.
      Nie wrócił, ale to nie ma znaczenia, bo zima jest, Duński nie pomoże :)))

      Usuń
  6. Wyobraź sobie, tanyu, że dziś widziałam aż dwóch rowerzystów i nie byli to żadni wyczynowcy, lecz zwykli użytkownicy drogi.
    Nawet nie wiedziałam, że z Ciebie taka kolarka;)
    Z fizyki też jestem kompletną nogą i chyba nikt mnie niczego by nie nauczył z tej "fascynującej" dziedziny nauki. Już wolę gramatykę polską.
    Buziaczki bez gehenny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie też żaden wyczynowiec, a przynajmniej nie zimą. Zimą to ja ewentualnie, jak dziś, do sklepu szybciutko przemknę i zrobię zapasy na kolejny tydzień.
      Gramatyka polska jest dla mnie pewnie niewiele mniejszym kosmosem niż fizyka: znam ją, mniej więcej, praktycznie, teoretycznie jestem zielona. Swoją drogą, czytając kiedyś na maturze zasady zamieszczone w słowniku ortograficznym, doszłam do wniosku, że gdybym się ich wszystkich nauczyła, w ogóle nie umiałabym pisać.
      Buziaczki znad kubka czekolady.

      Usuń
  7. Ja boję się jeździć autem jako pasażerka, więc lepiej bym nie siadała za kółkiem, bo co to by wtedy było!

    Fizyka.. ach, szczerze mówiąc to piękna nauka, która jest dla mnie tajemnicza, ale bardzo chciałabym się w nią zagłębić. Potwornie prowadzone były lekcje fizyki w liceum i stąd wynika moja wiedza. Wiem, że to jedno ze standardowych tłumaczeń nieuctwa. Tym razem musisz uwierzyć mi na słowo, że te zajęcia faktycznie były potworne. Nie rozumiałam ani słowa.
    Jednak jeszcze tyle życia przede mną (oby), że na pewno zdążę się i w tym podciągnąć.

    A ty uważaj na siebie albo nawet uważaj po dwa razy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj w klubie: i bojących się siedzieć obok rajdujących kierowców, i mających niegdyś strasznie nudne lekcje fizyki. Dlatego też wierzę Ci na słowo. Inna rzecz, że nie mogę całej winy zwalić na liceum, w podstawówce miałam fizykę z panem inspektorem, którego częściej nie było niż był, a kiedy był częściej lekcji nie prowadził niż prowadził. Zaległości z podstawówki plus licealna nuda zrobiły swoje. Ale wszystko przed nami: skoro do mojej zakutej humanistycznie głowy pan profesor dotarł :)
      I uważam. Uważam nawet potrójnie.

      Usuń
  8. a mnie tam się baaaardzo ten film podobał. Jak nie lubię sf tak ten mnie wciągnął od początku do końca bo kombinowałam w międzyczasie kto sie wciela w które role ... fantastyczny :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie właśnie niemal nic w nim nie wciągnęło: historie były spłycone, a miłośniczką efektów specjalnych jestem mizerną.

      Usuń
  9. Autem jeździć umiem choć nie mam prawka:))). Fizyki nie cierpiałam, chemii też...Wiesz co mnie wkurza? Co drugie słowo "tak", "wiesz" i to sławne "no nie?" Ech, machnąć ręką nie w sposób, nie wypada, ale zęby zgrzytają:)). Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja byłam w klasie biologiczno - chemicznej, której przebrnięcie uważam za jeden z najbardziej niepojętych epizodów w moim życiu :))
      Ja chyba nadużywam "okejów".

      Usuń
    2. Napisałam post i szlag trafił. Może i polubiłabym te przedmioty gdyby nie nauczyciele, którzy potrafili walić linijką w łapę albo stosowali inną karę. Pewnie skończyli studia za kury, jaja i gęsi:))). Ty "okejów"? No, ja "choleruję":))

      Usuń
    3. Choleruję też dość często, przyznać muszę.
      Mnie ostatni raz linijką po łapach dali w jakiejś drugiej czy trzeciej klasie podstawówki. Po latach okazało się, że oberwałam od teściowej obecnej kumpla z pracy. Nie znosiłam babska serdecznie, muszę powiedzieć. Za to w liceum u mnie był pan, który na pewno umiałby wtłoczyć mi do głowy fizykę. Cóż, kiedy mnie nie uczył. Ale za to uczyła mnie TA anglistka :)

      Usuń
  10. Ach, rower, jak ja już dawno. A fizyka to wiedza, która mnie ominęła. Albo ja ją.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, nie zawsze wytworzy się pole magnetyczne ;)

      Usuń
  11. Jestem techniczna więc fizycznie z fizyką musiałam się zmagać, ale lepiej szło mi z chemią i z matematyką...
    Są tacy wykładowcy, którzy potrafią tak ciekawie wyłożyć temat nam zupełnie abstrakcyjny, że potrafimy nawet co nieco zrozumieć ;)I nie przeszkadza nam to, ze co chwilę wstawiają drażniące słówka czy też inne artykułowane dźwięki ;)
    Autem jeżdżę długo(1983) i dużo- lubię, to fakt.Nie odczuwam strachu przed innymi użytkownikami, choć bywam świadkiem brawurowej jazdy. Na drodze mentalnie jestem kierowcą, nawet gdy pieszo maszeruję. Dlatego na pasy nigdy nie wbiegam, nie wchodzę bez upewnienia się, ze auto się zatrzyma..Ale gdy wsiadam na rower czasem mam strach w oczach, dlatego unikam główniejszych dróg...Bo ja uwielbiam pędzić i nie oglądać się za siebie. No i muszę przyznać, że przez to jak jadę autem to staram się wymijać rowerzystów jak najszerszym łukiem- w myśl zasady nie czyń drugiemu co tobie niemiłe ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wiem, po kim mam tą niechęć do przedmiotów ścisłych: wszak mama matematyczka i dziadek matematyk. Ojciec wprawdzie wuefista, ale znaczy to, że musiał przez biologię czy chemię jakoś przebrnąć. Pewnie babcia, humanistka z krwi i kości, mnie spaczyła :)
      Ja też jestem na drodze ostrożna - nieważne, czy idę, czy jadę. I tylko czasem się zastanawiam, co zrobiłby taki ekstremalnie wyprzedzający mnie kierowca, gdybym się z jakiegokolwiek powodu zachwiała. Miałby mnie na sumieniu do końca swoich dni.

      Usuń
  12. Bo trzeba na bagażniku bicykla zamontować jakiej rury najmniej dwumetrowej, by wystawała w bok po metrze... I jakby jeszcze miała jakiego zębatego koła na końcu i iglicy, to każdy szoferak by takiego cyklisty z nader daleka omijał...:)
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę o tym niechybnie, Wachmistrzu. Choć obawiam się, że w swojej chęci ekstremalnego wyprzedzania niejeden zahaczyłby o owo ustrojstwo, a wtedy kto miałby gorzej? Niestety ja.

      Usuń
  13. Co do propozycji filmowych zapraszam do swojej niedawnej notki, ale to pewnie już wiesz:) co do głupoty na drodze, książki możnaby pisac. Wpływa to negatywnie na moją kulturę języka, gdy siadam za kółkiem;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam Twoje propozycje i na pewno wybrałabym coś dla siebie, ale... moje kino nie chce ich wyświetlić, ech :)

      Usuń
  14. Witaj
    U mnie miałaś wiele propozycji filmowych do wyboru, może warto coś wypożyczyć.
    Ja przez święta nie lubię oglądać telewizji. Wolę ten czas przeznaczyć rodzinie, wdać się we wspomnienia i pooglądanie albumów ze zdjęciami np :)
    Pozdrawiam mile na dziś i cały tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nie przepadam za oglądaniem filmów w domu, to kino jest dla mnie magią. I tak chcę się wybrać międzyświątecznie, na święta jadę do rodziców, jeśli mi Koleje Śląskie pozwolą.

      Usuń
  15. Przyznam, że jeśli o mnie chodzi, to mogę słychać nawet o tym w jaki sposób zapładnia się in-vitro świnię, pod warunkiem, że wykładowca będzie potrafił o tym opowiadać. W moim życiu (na uczelni) póki co udało się spotkać tylko czworo ludzi, którzy potrafili opowiadać - uwielbiam ich za to, że mogę chłonąć ich słowa i nie muszę się wysilać, aby cokolwiek zapamiętać.

    Już rozumiem, dlaczego czekasz na te rozrywki do lata. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Ostatnio mieliśmy szkolenie na temat odpowiedzialności karnej nauczycieli i nieletnich. Dla mnie prawo to są kolejne flaki z olejem, ale tym razem prowadzący mówił tak, że mogłabym zostać kolejne dwie godziny i słuchać z zapartym tchem. Praktykiem był, nie lubię teoretyków.
      Ja na mojej ostatniej, raczej marnej uczelni też spotkałam kilka takich osób. Dzięki jednej z nich chciałabym teraz studiować antropologię. Dodam jeszcze, że aż przykro było patrzeć, że tak mało osób ma ochotę dowiedzieć się czegoś więcej - wiesz, chcieli przyjść, odhaczyć i mieć z głowy.

      Usuń
    2. Znam to... Sama czasem jestem przerażona tym, jak wiele osób nie dostrzega i nie docenia ogromnej wiedzy oraz wartości jaką mają słowa innego, mądrego człowieka. Wraz z kilkoma osobami chłoniemy słowa jednego profesora. Opowiada tak ciekawie, tak przystępnie, a przy tym posługuje się niesamowitą polszczyzną... Aż żal nie słuchać, kiedy zaś pozostałych kilkadziesiąt osób zapatrzona jest w swoje smartfony czy laptopy wertując strony w Internecie... A ja boję się choćby notować jego myśli, aby mi cokolwiek nie umknęło, bo nie mam tak bardzo podzielnej uwagi.

      Usuń
    3. Nas na jedne z zajęć przychodziła garstka. Profesor wyszedł z założenia, że jak mają mu przeszkadzać, lepiej niech nie chodzą. Szkoda tylko jednego: że dał im zaliczenia. Ale cóż, urok szkoły, za którą się płaci. Nie uogólniając.

      Usuń
  16. niestety samochód i ja wzajemnie się wykluczamy.ą, dlatego nie lubię być kierowcą, dlatego nie jestem. tchórz drogowy ze mnie....
    z fizyką też mi było nie po drodze....
    rower...w obecnej sytuacji tylko treningowy i to bez przesady:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze mnie też tchórz drogowy, jak mniemam na podstawie bycia pasażerem - na pewno stanowiłabym zagrożenie dla innych. Aż dziwne, że jadąc rowerem nie boję się wcale, choć kierowcom nie ufam za grosz. A może właśnie dlatego się nie boję?

      Usuń
  17. ja lubiłam fizykę w podstawówce ale później jakimś cudem wyszczepili mi z głowy talent do matematyki i fizyki. a może to sprawka genów - po mamie mam włosy, oczy i mrukność a po tacie mam nos, uszy, pryszcze, mrukność i talent humanistyczny. a rower - uwielbiam ale że taka pora roku to powiedziałam rowerkowi - do zobaczenia w marcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nigdy miłości do fizyki nie zaszczepiono, choć poznałam kogoś, kto mógłby tego dokonać - niestety, styczność z nim miałam tylko raz przez krótkie czterdzieści pięć minut. Podobnie z matematyką zresztą: szkolna zołza, która nauczała mnie przez pół roku na zastępstwie sprawiła, że matematykę rozumiałam, co równało się zalążkowi uczucia.
      Ja rowerem wciąż jeżdżę w soboty na wielkie zakupy.

      Usuń
    2. ja dzisiaj wybrałam się do babci na rowerze i powiem jedno - oj, przejażdzka to to nie była. więc schowałam rower i do marca będę chodziła albo jeździła środkami komunikacji w której będzie dach;)

      Usuń
    3. U mnie o takie środku komunikacji ciężko, jak to na wsi. Ale na szczęście Koleje Śląskie trochę ruszyły i nie muszę w poniedziałek do rodziców jechać rowerem :)

      Usuń
  18. No właśnie też od dłuższego czasu nie widziałam nic ciekawego w kinach, a szkoda, bo wyjątkowo mam z kim obecnie do tego kina chodzić... :/

    Fizyka jest nawet ciekawa, z tym że niestety trudna, ale dla chcącego nic trudnego (podobno).

    Natomiast co do kierowców, wiecznie zaskoczonych zimą, jak się okazuje, to ja nie będę komentować bo ostatnio jadąc autem miałabym kilka zderzeń wywołanych wcale nie moją bezmyślnością, a zwłaszcza wkurzył mnie komentarz mojej Karoliny, która powiedziała że niepewnie jeżdżę, po czym kilka godzin później, prując na ośnieżonych drogach 80/ godzinę wjechałaby w samochód bo nie zdążyła wyhamować. :/ Brak słów na kogoś kto niepewność myli z ostrożnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj obejrzałam "Wymyk", dziś "Wstyd" i znów wiem, że w domu to zupełnie nie to samo, co w kinie. Ale cóż, kiedy widzę, że wciąż nie mam na co iść.
      Jak to powiedział pan Igor i, jako strachliwiec straszny, zgadzam się z nim co do joty: nie ma czegoś takiego jak bezpieczna szybka jazda.

      Usuń
  19. Rowerem w taką ciapę to niebezpiecznie :/
    A muzyka jest dobra na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ciapę nie jeżdżę, w mróz się czasem zdarza. W taki mróz jak dziś, bez szklanki, bez ciapy.

      Usuń
  20. auto lubie prowadzic sama, lubie miec wszystko pod kontrola, ale na polskich drogach sie boje... wymuszanie, spychanie...siwe wlosy na glowie przybywaja w minutowym takcie ;-)))) sciskam zimowo i przedswiatecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, Ty niby kontrolujesz... siebie, nie innych.

      Usuń
  21. A może kolejny raz "Kewin sam w domu"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w życiu! Nie cierpię tego filmu. Obejrzę lepiej "Szklaną pułapkę" :)

      Usuń
  22. ni rower na śnieżne koleiny...ni film są różne przyczyny...może spacer z głową w chmurach...z myślą o fizycznych dziurach:) miłego pięknego życzę
    cyg@

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spacer, powiadasz? Jak najbardziej. Na wiosnę :))

      Usuń
  23. Fizyka... Jak miałam biofizykę z Włochem, który mieszka osiem lat w Polsce i twierdzi, że jedyną płaszczyzną porozumienia Włochów i Polaków jest wódka, pod warunkiem zachowania umiaru. Stwierdził nawet, że przed zajęciami każdy student powinien dostać kolejkę, ale nie więcej :)
    I tak śmiesznie mówił, że jak się pozbywa wektora nad jakąś siłą to "zdejmuje się jej kapelutek".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam historię Stanów z Ukraińcem, którego mogłam słuchać godzinami bez żadnego znużenia. Pewnie również dlatego, że akcent miał wyraźnie wschodni, a taki uwielbiam.
      A wiesz, że znam Austriaczkę, której mogę słuchać i słuchać, kiedy sobie po niemiecku gada i w ogóle mi nie przeszkadza, że nie rozumiem zupełnie nic :)

      Usuń
  24. Nie wiem, czy będę jeszcze szwendać się po blogach więc już dziś życzę wesołych świąt ;*

    OdpowiedzUsuń
  25. Najbardziej mi się podoba blogowa nić porozumienia, bo w zasadzie post traktuje o czymś zupełnie innym niż komentarze. :) I wcale mi to nie przeszkadza życzyć ci udanych świąt. Takich jak sobie wymarzysz. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, ale taki bloga urok, że każdy go czyta jak chce.
      Również świąt wartych zapamiętania :)

      Usuń