8 grudnia 2012

..między magią a paranoją

Poszłabym do wiedźmy z kurzajką na nosie, z włosem matowym i potarganym, z czarnym kotem na zapiecku, z bulgocącym kociołkiem na palenisku w centrum rachitycznej chatki. Bynajmniej nie interesuje mnie tajemna wiedza o moich przyszłych wzlotach i upadkach, tego bym wiedzieć nie chciała, wolę zostawić wolne pole dla losowych niespodzianek. Chciałabym jednak poczuć ucisk w żołądku i łaskotanie z tyłu głowy. Pozwoliłabym się napoić wywarem z trzech rogatych ślimaków i odpłynęłabym w światy niezbadane. Teoretycznie nie wierzę w żadne wróżebne abrakadabra, po prostu mam ochotę znaleźć się w centrum wydarzenia, które wybuchnie w mojej głowie milionem pytań, w pył rozbije mój racjonalizm, zaspokoi atawistyczną potrzebę posmakowania czegoś niewytłumaczalnego. Wprawdzie na co dzień nie brakuje mi irracjonalnych doznań, istnieje jednak kolosalna różnica między magią a paranoją.

64 komentarze:

  1. jedno i drugie blisko siebie bardzo są...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i blisko, i daleko. Magia bowiem potrafi być pozytywna, paranoja zawsze negatywem trąci.

      Usuń
  2. tak mi sie jakos skojarzylo... zeby posmakowac czegos nie wytlumaczalnego wole isc do kosciola niz do wiedzm;-)

    A paranoi ostatnio mam duzo za duzo. Pewnie to istota tego zjawiska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kościele nie ogarnia mnie żaden nastrój, prócz podziwu dla dzieła rąk ludzkich. Wybieram więc wiedźmę :)

      Usuń
  3. ja mam w pracy od 1,5 roku taką jedną paranoję, że nie potrzeba mi dodatkowych doznań. Wystarczy, że mam kontakt z nie leczonym schizofrenikiem w stanie sporego pobudzenia ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas paranoja zaczęła się jakieś pięć lat temu i jeszcze ze trzy, w najlepszym razie, potrwa. U mnie niby wszyscy zdrowi, ale intrygantów nie brak, a to gorsze niż choroba.

      Usuń
    2. w sumie masz rację nie wiadomo co gorsze wariaci czy intryganci ;] dopiero co dziś w TV śniadaniowej mówili, że tylko kobiety potrafią snuć intrygi i być bardzo agresywne.

      PS. zmieniłaś obrazeczek widzę ... wyrzuciłaś rudzielca ... ;]

      Usuń
    3. Oj, się chyba pomylili: mam w pracy kolegę, który taką sieć intryg usnuć potrafi, że niejedna kobietka mu do pięt nie dorasta. Może miał być dziewczynką ;]
      Inna rzecz, że na niego akurat i jego gierki w ogóle nie zwracam uwagi, męczy mnie za to babskie knucie. Knucie konkretnej baby.
      P.S. Rudzielec mi się znudził. Na obrazku, bo tego leżącego na łóżku wciąż kocham miłością niezmienną :)

      Usuń
  4. Niby nie wierzę w czary, ale wizyty u wróżki bym się bała. kto wie czy to nie jakaś genialna manipulantka, która zdominowałaby moją psychikę?

    U Ciebie jak widać coś ostatnio niespokojnie. Życzę, aby wszystko wróciło do normy - cokolwiek to dla Ciebie znaczy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba dokładnie z tego samego powodu bym nie poszła: niby nie wierzę, ale pewnie jakaś jej przepowiednia (zwłaszcza niemiła) nie mogłaby się ode mnie odczepić i zarywałabym noce. A spać lubię okropnie.
      Dzięki. Chyba jest nie mniej niespokojnie niż dwa miesiące temu. Ba, może nawet jest mi spokojniej. Ale i zima, i duszenie się niektórymi pipidówkowymi wydarzeniami robią swoje.

      Usuń
  5. No motywem bloga są zdjęcia zrobione telefonem komórkowym, które przedstawiają coś ciekawego, nietypowego lub zabawnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A telefonem. To ja odpadam, w ogóle nie pstrykam zdjęć telefonem. Za marny mam.

      Usuń
  6. Prawdziwe czarownice? Tylko w książkach fantasy! Dawno nie czytałam coś z tego gatunku, ale wybieram się na Hobbita za tydzień. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, muszę się z Tobą zgodzić. Niestety, bo znaczy to, że nici z wiedźm na mojej drodze.

      Usuń
    2. Może to i lepiej? :)

      Usuń
    3. Tak myślę. Nie rozumiem natomiast, czemu niektórzy ludzie swój los i swoje intymne sprawy chcą powierzyć takim pseudo specjalistom.

      Usuń
    4. Też nie wiem. Niezależnie od mojej chęci spotkania wiedźmy, chciałabym być świadkiem czegoś dalekiego od codzienności, absolutnie za to nie dałabym sobie powróżyć. Nie ufam kartom, kulom i liniom rąk.

      Usuń
  7. A jednak coś w tym jest.** W każdej plotce jest garstka prawdy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że we wróżbach wróżek? Może i jest, zaprzeczać nie będę, ale wybieram niewiarę.

      Usuń
  8. Lubię wszelkiego rodzaju drżenia , ale świadomość , że piję wywar z mieczaków... Brrrr Never...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, poświęciłabym się dla marzenia :)))

      Usuń
  9. To ja polecę racjonalnie: zmiana otoczenia?;-)
    Swoją drogą - dobrze napisane, na wyobraźnię działa, bardzo. Aż za, kiedy się dojdzie do ślimaków;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mogłam napisać o wywarze z pokrzywy, ale co w nim magicznego? Mogę go sobie sama upichcić, uprzednio zebrawszy zielsko z podwórka ;)
      Zmieniam otoczenie, kiedy tylko się da. To mnie trzyma na powierzchni.

      Usuń
  10. Nie chciałabym wiedzieć, co mnie czeka, bo jeszcze bym w to wszystko uwierzyła i realizowała scenariusz, który być może jest nie dla mnie? A do mojej paranoi już się przyzwyczaiłam, czasem, jak cichnie, to tracę rezon ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, mam podobne obawy. Bo póki nie byłam, nie wierzę, ale nie wiem, w co uwierzyłabym po wizycie. Człowiek czasem wierzy w takie brednie, że hej.
      Mówisz, że jakby paranoja zniknęła, mogłabym się poczuć nieswojo? Jest to jakiś tok myślenia, od którego mogłabym się poczuć lepiej :)

      Usuń
  11. czasami takie abrakadabra nawet jak niewiele ma wspolnego z prawda to potrafi poprawic humor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że nie lubię, jak mi zbytnio mydlą oczy.

      Usuń
  12. Wiesz, że ja też bym poszła? Tyle, że wszystkie 'baby Jagi', z jakimi się zetknęłam, okazywały się w praktyce miłymi staruszkami, kot ocierał się o moje nogi, a na piecu bulgotała smaczna zupa.
    Może wycieczka do skansenu i zobaczenie starej chaty mi wystarczy? Przecież ja jestem o wiele mniej racjonalna od Ciebie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna Baba Jaga, jaką pamiętam, mieszkała w chatce na mokradłach za domem mojego dzieciństwa. Niestety, mogłam sobie ją tylko wyobrażać, bo nigdy w życiu jej nie widziałam :)
      To prawda, Liv: może Tobie wystarczyłby widok tej chatki. Jak wystarczał kiedyś mnie. Teraz się zrobiłam jakaś bez wyobraźni, ech...

      Usuń
    2. Ja jestem starsza, jeździłam na różne wsie w dzieciństwie i wczesnej młodości:) Wtedy w każdej wsi była jakaś 'babyjaga' jak ją nazywano. Wiesz, starsze, samotne panie, często jeszcze w domkach pod strzechą i bez elektryczności... Na tle reszty wsi 'babyjaga':)
      Tanya'u - nie zrobiłaś się bez wyobraźni /nie pisałabyś takich postów/, ale może gdzieś zgubiłaś tanay'ę, tak, jak ja zgubiłam Liv?
      Znajdziemy je, zobaczysz:)

      Usuń
    3. Teraz baby jagi mieszkają w wypasionych mieszkankach i mają skóry, fury i komóry :)
      Tak, trochę chciałabym wrócić do spaczonych słowotokiem notek o krasnoludkach na strychu. Tymczasem moje myśli wiją się głównie wokół pracy - nie wychodzi mi to na zdrowie. I Wam też nie, bo tutaj głównie zostawiam żółć; poza blogiem, w szkolnym tłumie rzadko daję po sobie znać, że się duszę.

      Usuń
    4. Czyż nie po to /między innymi/ mamy blogi? Jeśli rzeczywiście jest mi ciężko czytać takie posty, to tylko dlatego, że czuję, iż się dusisz... Że jest ci źle.
      Ale i ja jeszcze napiszę 'pochwałę codzienności' i Ty 'spaczone słowotokiem' /co za niesprawiedliwe określenie/ notki:)

      Usuń
    5. Po to, jak najbardziej po to: sama to powtarzam tym, którzy nie chcą tutaj wylewać żalów. Jednocześnie mnie samą męczy wałkowanie tutaj tego samego tematu wciąż i wciąż. Stąd zresztą była przerwa.
      Wiesz, ktoś mi kiedyś napisał, że jestem mistrzynią w pisaniu dużo o niczym. I wzięłam to za komplement :)

      Usuń
    6. Bo to jest komplement, taka piękna zabawa słowami:) Ale, na litość, nie 'spaczenie słowotokiem':P

      Usuń
    7. Dlaczego nie? Niektórych na pewno wkurzają moje słowotoki :))

      Usuń
  13. Oj, tanyu, ale masz zachcianki- wywar z trzech rogatych ślimaków- fuj!!!! Lepiej pojadłabyś pierniczków z tej rachitycznej chatki, smaczniejsze.
    Ja Ci mogę powróżyć i trzymać w niepewności, co obrączka mi powiedziała.
    Buziaczki wróżebne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierniczki są takie niemagiczne, to raz. A dwa, cóż to za wiedźma niepoważna, co to w chatce z piernika mieszka? ;)
      A wiesz, że ostatnio pomyślałam, że wzięłabym udział w jakichś andrzejkowych wróżbach: pewnie, że bym w nie nie uwierzyła, ale zabawa na pewno byłaby przednia.
      Buziaczki niezmiennie skostniałe.

      Usuń
    2. pierniczki są niemagiczne ??? no wiesz co ???? normalnie bluźnisz :))) są magiczne bo wprowadzają w Świąteczny nastrój a jeszcze jak się je robi a w tle lecą świątecznie piosenki to już w ogóle :)

      Usuń
    3. Ok, ok, ale w kontekście wiedźm i syczących kociołków niekoniecznie komponują się w nastrój :))

      Usuń
    4. Już po andrzejkach i zaprzepaściłaś okazję na niewierzenie we wróżby. Moje wróżby spełniają się co najmniej w 75 procentach, pamiętaj o tym na wszelki wypadek.
      Buziaczki pierniczkowe!

      Usuń
    5. W przyszłym roku jadę po wróżbę do Ciebie. Szyku klimat :)
      Buziaczki zupełnie nie wróżebne.

      Usuń
  14. Witaj
    Czary, magia korca wielu. Jedni wierzą, inni sceptycznie nastawieni.
    Ilu ludzi, tyle zdań, ale gdzie tkwi tajemnica- nie wie nikt.
    Pozdrawiam gorąco w mroźny czas :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jedna z tych rzeczy, które bierze się na wiarę. Choć w sumie większość z tych czarownych wywarów opierała się na (nad)zwyczajnej znajomości ziół.

      Usuń
  15. mnie zawsze pasjonowały te Trzy Wiedźmy z Makbetha... ale ja też nie chcę znać przyszłości - będzie co ma być

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Makbecie to w ogóle wiele kwestii jest fascynujących: Szekspir był genialnym obserwatorem życia. Jednocześnie szkoda, że nie pisał prozą. Wiesz już pewnie, że wierszowane utwory nie są dla mnie.

      Usuń
    2. wiem że nie przepadasz za poezją ale wiem też że lubisz Szekspira. mówią że wcale nie Szekspir napisał wszystkie dramaty ale ja tak sobie myślę - i co z tego. Szekspir to już instytucja. i mnie pasjomuje Lady Macbeth - tak samo jak Balladyna - one są pełne sprzeczności. i to patrzenie na ręce w wyobraźnni Macbeth skąpane we krwi. i Balladyna która próbuje wytrzeć krew z czoła... wolę prozę ale myślę sobie że poezja i dramat są dla mnie czasami trudne do ogarnięcia. i widzisz - znowu te moje dygresje.

      Usuń
    3. Balladynę też uwielbiam. Ma wszystko, czego w historii szukam. Podczas w moim życiu mistycyzm równy jest zeru, lubię opowieści z pogranicza prawdopodobieństwa i szaleństwa.

      Usuń
  16. Odpowiedzi
    1. Też na co dzień wolę, ale chce mi się odskoczni. Im dziwniejszej, tym lepiej.

      Usuń
  17. Możemy razem , nie wierze, ale posłucham sobie o osobie:))

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie chcę znać przyszłości, choć ta jak najbardziej mnie interesuje. Niewiadoma ma w sobie magię odkrywania, niespodzianki, a w nas samych jest wystarczająco mocy by kreować rzeczywistość. Choć czasem przydałoby sie ot, tak na pstryknięcie palca...Z wiedźmą zagrałabym w karty w jej magicznym anturażu, bez picia czegokolwiek, bo nie lubię żadnych dziwnych mikstur ;) Zapach by mi wystarczył ;)

    Niewiedza potrafi być dużo milsza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się: w tej kwestii niewiedza wcale nie jest taka zła. Zresztą, bałabym się, że mogłabym trafić na wiedźmę - partaczkę, która przepowiedziałaby bzdurę, a ja bym spać nie mogła, przejmując się.
      Ja myślę, że sztachnięcie się zamiast picia też by mogło być ;))

      Usuń
  19. Może potrzebny Ci jest na przykład weekend relaksu? :) Co powiesz na spędzenie weekendu w salonie spa? :D Oj uwierz, że na pewno poczułabyś się lepiej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy weekend dałby radę. Z rok by się przydał. Widać muszę iść na zdrowotny póki jeszcze dają.

      Usuń
  20. chyba jednak bym nie zaryzykowała :) jakoś trudno byłoby mi w to uwierzyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bym nie zaryzykowała wróżby, chciałabym raczej uczestniczyć w czymś niecodziennie mistycznym. Wiesz, jakaś podróż poza ciałem czy coś :)

      Usuń
  21. Czasem lepiej nie wiedzieć, nie nastawiać się na nic. To może wyjść na zło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też napisałam, że nie chcę iść po wróżbę.

      Usuń
  22. Mi ostatnimi czasy przeżycia metafizyczne zastępują metafizyczne rozmowy. Pisze tylko do szuflady, ale mimo to nieskromnie uważam siebie za pewien rodzaj artystki. I chociaż na co dzień uczę się, sprzątam, rozprawiam o historii, itp., to zdarzają się w moim życiu takie wieczory ze starymi znajomymi lub dopiero co poznanymi ludźmi, kiedy w pokoju czujemy tylko mdły zapach kadzidełek, pijemy czerwone wino, niektórzy palą tworząc dodatkową osłonę w, i tak już ogarniętym półmrokiem, pomieszczeniu i zaczynamy rozprawianie od literatury pięknej, po życie, przez odczytywanie wierszy do sięgania w głąb ludzkiej świadomości.
    To jest taka moja forma magii. Przykro mi tylko, że może zdarzać się naprawdę bardzo rzadko. Chociaż może to właśnie jej urok? Czasami próbuję się pocieszyć magią osobistą, gdy w podobnej atmosferze zasiadam do czytania lub (co jeszcze lepsze) tworzenia. Wtedy jednak nie sięgnę tak daleko, jak mogę robiąc to z innymi ludźmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie nawet rozmowy zeszły na tematy codziennej papki, spod której się nie mogę wygrzebać. Może potrzebny mi wstrząs?
      I, co sprawia mi wielką przykrość, zgubiłam gdzieś umiejętność płynięcia ze słowami.

      Usuń
  23. może lepiej nie kusić az tak ekstremalnych doznań :P ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak się nie przydarzą, więc kuszę do bólu :))

      Usuń