Poszłabym do wiedźmy z kurzajką na nosie, z włosem matowym i potarganym, z czarnym kotem na zapiecku, z bulgocącym kociołkiem na palenisku w centrum rachitycznej chatki. Bynajmniej nie interesuje mnie tajemna wiedza o moich przyszłych wzlotach i upadkach, tego bym wiedzieć nie chciała, wolę zostawić wolne pole dla losowych niespodzianek. Chciałabym jednak poczuć ucisk w żołądku i łaskotanie z tyłu głowy. Pozwoliłabym się napoić wywarem z trzech rogatych ślimaków i odpłynęłabym w światy niezbadane. Teoretycznie nie wierzę w żadne wróżebne abrakadabra, po prostu mam ochotę znaleźć się w centrum wydarzenia, które wybuchnie w mojej głowie milionem pytań, w pył rozbije mój racjonalizm, zaspokoi atawistyczną potrzebę posmakowania czegoś niewytłumaczalnego. Wprawdzie na co dzień nie brakuje mi irracjonalnych doznań, istnieje jednak kolosalna różnica między magią a paranoją.
jedno i drugie blisko siebie bardzo są...
OdpowiedzUsuńTak, i blisko, i daleko. Magia bowiem potrafi być pozytywna, paranoja zawsze negatywem trąci.
Usuńtak mi sie jakos skojarzylo... zeby posmakowac czegos nie wytlumaczalnego wole isc do kosciola niz do wiedzm;-)
OdpowiedzUsuńA paranoi ostatnio mam duzo za duzo. Pewnie to istota tego zjawiska...
W kościele nie ogarnia mnie żaden nastrój, prócz podziwu dla dzieła rąk ludzkich. Wybieram więc wiedźmę :)
Usuńja mam w pracy od 1,5 roku taką jedną paranoję, że nie potrzeba mi dodatkowych doznań. Wystarczy, że mam kontakt z nie leczonym schizofrenikiem w stanie sporego pobudzenia ;]
OdpowiedzUsuńU nas paranoja zaczęła się jakieś pięć lat temu i jeszcze ze trzy, w najlepszym razie, potrwa. U mnie niby wszyscy zdrowi, ale intrygantów nie brak, a to gorsze niż choroba.
Usuńw sumie masz rację nie wiadomo co gorsze wariaci czy intryganci ;] dopiero co dziś w TV śniadaniowej mówili, że tylko kobiety potrafią snuć intrygi i być bardzo agresywne.
UsuńPS. zmieniłaś obrazeczek widzę ... wyrzuciłaś rudzielca ... ;]
Oj, się chyba pomylili: mam w pracy kolegę, który taką sieć intryg usnuć potrafi, że niejedna kobietka mu do pięt nie dorasta. Może miał być dziewczynką ;]
UsuńInna rzecz, że na niego akurat i jego gierki w ogóle nie zwracam uwagi, męczy mnie za to babskie knucie. Knucie konkretnej baby.
P.S. Rudzielec mi się znudził. Na obrazku, bo tego leżącego na łóżku wciąż kocham miłością niezmienną :)
Niby nie wierzę w czary, ale wizyty u wróżki bym się bała. kto wie czy to nie jakaś genialna manipulantka, która zdominowałaby moją psychikę?
OdpowiedzUsuńU Ciebie jak widać coś ostatnio niespokojnie. Życzę, aby wszystko wróciło do normy - cokolwiek to dla Ciebie znaczy. :)
Chyba dokładnie z tego samego powodu bym nie poszła: niby nie wierzę, ale pewnie jakaś jej przepowiednia (zwłaszcza niemiła) nie mogłaby się ode mnie odczepić i zarywałabym noce. A spać lubię okropnie.
UsuńDzięki. Chyba jest nie mniej niespokojnie niż dwa miesiące temu. Ba, może nawet jest mi spokojniej. Ale i zima, i duszenie się niektórymi pipidówkowymi wydarzeniami robią swoje.
No motywem bloga są zdjęcia zrobione telefonem komórkowym, które przedstawiają coś ciekawego, nietypowego lub zabawnego :)
OdpowiedzUsuńA telefonem. To ja odpadam, w ogóle nie pstrykam zdjęć telefonem. Za marny mam.
UsuńPrawdziwe czarownice? Tylko w książkach fantasy! Dawno nie czytałam coś z tego gatunku, ale wybieram się na Hobbita za tydzień. Pozdrawiam. :)
OdpowiedzUsuńNiestety, muszę się z Tobą zgodzić. Niestety, bo znaczy to, że nici z wiedźm na mojej drodze.
UsuńMoże to i lepiej? :)
UsuńMożliwe.
UsuńTak myślę. Nie rozumiem natomiast, czemu niektórzy ludzie swój los i swoje intymne sprawy chcą powierzyć takim pseudo specjalistom.
UsuńTeż nie wiem. Niezależnie od mojej chęci spotkania wiedźmy, chciałabym być świadkiem czegoś dalekiego od codzienności, absolutnie za to nie dałabym sobie powróżyć. Nie ufam kartom, kulom i liniom rąk.
UsuńA jednak coś w tym jest.** W każdej plotce jest garstka prawdy.
OdpowiedzUsuńAle że we wróżbach wróżek? Może i jest, zaprzeczać nie będę, ale wybieram niewiarę.
UsuńLubię wszelkiego rodzaju drżenia , ale świadomość , że piję wywar z mieczaków... Brrrr Never...
OdpowiedzUsuńOj tam, poświęciłabym się dla marzenia :)))
UsuńTo ja polecę racjonalnie: zmiana otoczenia?;-)
OdpowiedzUsuńSwoją drogą - dobrze napisane, na wyobraźnię działa, bardzo. Aż za, kiedy się dojdzie do ślimaków;-)
Zawsze mogłam napisać o wywarze z pokrzywy, ale co w nim magicznego? Mogę go sobie sama upichcić, uprzednio zebrawszy zielsko z podwórka ;)
UsuńZmieniam otoczenie, kiedy tylko się da. To mnie trzyma na powierzchni.
Nie chciałabym wiedzieć, co mnie czeka, bo jeszcze bym w to wszystko uwierzyła i realizowała scenariusz, który być może jest nie dla mnie? A do mojej paranoi już się przyzwyczaiłam, czasem, jak cichnie, to tracę rezon ;)
OdpowiedzUsuńWłaśnie, mam podobne obawy. Bo póki nie byłam, nie wierzę, ale nie wiem, w co uwierzyłabym po wizycie. Człowiek czasem wierzy w takie brednie, że hej.
UsuńMówisz, że jakby paranoja zniknęła, mogłabym się poczuć nieswojo? Jest to jakiś tok myślenia, od którego mogłabym się poczuć lepiej :)
czasami takie abrakadabra nawet jak niewiele ma wspolnego z prawda to potrafi poprawic humor
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że nie lubię, jak mi zbytnio mydlą oczy.
UsuńWiesz, że ja też bym poszła? Tyle, że wszystkie 'baby Jagi', z jakimi się zetknęłam, okazywały się w praktyce miłymi staruszkami, kot ocierał się o moje nogi, a na piecu bulgotała smaczna zupa.
OdpowiedzUsuńMoże wycieczka do skansenu i zobaczenie starej chaty mi wystarczy? Przecież ja jestem o wiele mniej racjonalna od Ciebie:)
Jedna Baba Jaga, jaką pamiętam, mieszkała w chatce na mokradłach za domem mojego dzieciństwa. Niestety, mogłam sobie ją tylko wyobrażać, bo nigdy w życiu jej nie widziałam :)
UsuńTo prawda, Liv: może Tobie wystarczyłby widok tej chatki. Jak wystarczał kiedyś mnie. Teraz się zrobiłam jakaś bez wyobraźni, ech...
Ja jestem starsza, jeździłam na różne wsie w dzieciństwie i wczesnej młodości:) Wtedy w każdej wsi była jakaś 'babyjaga' jak ją nazywano. Wiesz, starsze, samotne panie, często jeszcze w domkach pod strzechą i bez elektryczności... Na tle reszty wsi 'babyjaga':)
UsuńTanya'u - nie zrobiłaś się bez wyobraźni /nie pisałabyś takich postów/, ale może gdzieś zgubiłaś tanay'ę, tak, jak ja zgubiłam Liv?
Znajdziemy je, zobaczysz:)
Teraz baby jagi mieszkają w wypasionych mieszkankach i mają skóry, fury i komóry :)
UsuńTak, trochę chciałabym wrócić do spaczonych słowotokiem notek o krasnoludkach na strychu. Tymczasem moje myśli wiją się głównie wokół pracy - nie wychodzi mi to na zdrowie. I Wam też nie, bo tutaj głównie zostawiam żółć; poza blogiem, w szkolnym tłumie rzadko daję po sobie znać, że się duszę.
Czyż nie po to /między innymi/ mamy blogi? Jeśli rzeczywiście jest mi ciężko czytać takie posty, to tylko dlatego, że czuję, iż się dusisz... Że jest ci źle.
UsuńAle i ja jeszcze napiszę 'pochwałę codzienności' i Ty 'spaczone słowotokiem' /co za niesprawiedliwe określenie/ notki:)
Po to, jak najbardziej po to: sama to powtarzam tym, którzy nie chcą tutaj wylewać żalów. Jednocześnie mnie samą męczy wałkowanie tutaj tego samego tematu wciąż i wciąż. Stąd zresztą była przerwa.
UsuńWiesz, ktoś mi kiedyś napisał, że jestem mistrzynią w pisaniu dużo o niczym. I wzięłam to za komplement :)
Bo to jest komplement, taka piękna zabawa słowami:) Ale, na litość, nie 'spaczenie słowotokiem':P
UsuńDlaczego nie? Niektórych na pewno wkurzają moje słowotoki :))
UsuńOj, tanyu, ale masz zachcianki- wywar z trzech rogatych ślimaków- fuj!!!! Lepiej pojadłabyś pierniczków z tej rachitycznej chatki, smaczniejsze.
OdpowiedzUsuńJa Ci mogę powróżyć i trzymać w niepewności, co obrączka mi powiedziała.
Buziaczki wróżebne.
Pierniczki są takie niemagiczne, to raz. A dwa, cóż to za wiedźma niepoważna, co to w chatce z piernika mieszka? ;)
UsuńA wiesz, że ostatnio pomyślałam, że wzięłabym udział w jakichś andrzejkowych wróżbach: pewnie, że bym w nie nie uwierzyła, ale zabawa na pewno byłaby przednia.
Buziaczki niezmiennie skostniałe.
pierniczki są niemagiczne ??? no wiesz co ???? normalnie bluźnisz :))) są magiczne bo wprowadzają w Świąteczny nastrój a jeszcze jak się je robi a w tle lecą świątecznie piosenki to już w ogóle :)
UsuńOk, ok, ale w kontekście wiedźm i syczących kociołków niekoniecznie komponują się w nastrój :))
UsuńJuż po andrzejkach i zaprzepaściłaś okazję na niewierzenie we wróżby. Moje wróżby spełniają się co najmniej w 75 procentach, pamiętaj o tym na wszelki wypadek.
UsuńBuziaczki pierniczkowe!
W przyszłym roku jadę po wróżbę do Ciebie. Szyku klimat :)
UsuńBuziaczki zupełnie nie wróżebne.
Witaj
OdpowiedzUsuńCzary, magia korca wielu. Jedni wierzą, inni sceptycznie nastawieni.
Ilu ludzi, tyle zdań, ale gdzie tkwi tajemnica- nie wie nikt.
Pozdrawiam gorąco w mroźny czas :)
Tak, to jedna z tych rzeczy, które bierze się na wiarę. Choć w sumie większość z tych czarownych wywarów opierała się na (nad)zwyczajnej znajomości ziół.
Usuńmnie zawsze pasjonowały te Trzy Wiedźmy z Makbetha... ale ja też nie chcę znać przyszłości - będzie co ma być
OdpowiedzUsuńW Makbecie to w ogóle wiele kwestii jest fascynujących: Szekspir był genialnym obserwatorem życia. Jednocześnie szkoda, że nie pisał prozą. Wiesz już pewnie, że wierszowane utwory nie są dla mnie.
Usuńwiem że nie przepadasz za poezją ale wiem też że lubisz Szekspira. mówią że wcale nie Szekspir napisał wszystkie dramaty ale ja tak sobie myślę - i co z tego. Szekspir to już instytucja. i mnie pasjomuje Lady Macbeth - tak samo jak Balladyna - one są pełne sprzeczności. i to patrzenie na ręce w wyobraźnni Macbeth skąpane we krwi. i Balladyna która próbuje wytrzeć krew z czoła... wolę prozę ale myślę sobie że poezja i dramat są dla mnie czasami trudne do ogarnięcia. i widzisz - znowu te moje dygresje.
UsuńBalladynę też uwielbiam. Ma wszystko, czego w historii szukam. Podczas w moim życiu mistycyzm równy jest zeru, lubię opowieści z pogranicza prawdopodobieństwa i szaleństwa.
UsuńCoś w tym jest, ale wolę rzeczywistość...
OdpowiedzUsuńTeż na co dzień wolę, ale chce mi się odskoczni. Im dziwniejszej, tym lepiej.
UsuńMożemy razem , nie wierze, ale posłucham sobie o osobie:))
OdpowiedzUsuńTo jesteśmy umówione :)
UsuńNie chcę znać przyszłości, choć ta jak najbardziej mnie interesuje. Niewiadoma ma w sobie magię odkrywania, niespodzianki, a w nas samych jest wystarczająco mocy by kreować rzeczywistość. Choć czasem przydałoby sie ot, tak na pstryknięcie palca...Z wiedźmą zagrałabym w karty w jej magicznym anturażu, bez picia czegokolwiek, bo nie lubię żadnych dziwnych mikstur ;) Zapach by mi wystarczył ;)
OdpowiedzUsuńNiewiedza potrafi być dużo milsza...
Zgadzam się: w tej kwestii niewiedza wcale nie jest taka zła. Zresztą, bałabym się, że mogłabym trafić na wiedźmę - partaczkę, która przepowiedziałaby bzdurę, a ja bym spać nie mogła, przejmując się.
UsuńJa myślę, że sztachnięcie się zamiast picia też by mogło być ;))
Może potrzebny Ci jest na przykład weekend relaksu? :) Co powiesz na spędzenie weekendu w salonie spa? :D Oj uwierz, że na pewno poczułabyś się lepiej :D
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy weekend dałby radę. Z rok by się przydał. Widać muszę iść na zdrowotny póki jeszcze dają.
Usuńchyba jednak bym nie zaryzykowała :) jakoś trudno byłoby mi w to uwierzyć
OdpowiedzUsuńTeż bym nie zaryzykowała wróżby, chciałabym raczej uczestniczyć w czymś niecodziennie mistycznym. Wiesz, jakaś podróż poza ciałem czy coś :)
UsuńCzasem lepiej nie wiedzieć, nie nastawiać się na nic. To może wyjść na zło.
OdpowiedzUsuńDlatego też napisałam, że nie chcę iść po wróżbę.
UsuńMi ostatnimi czasy przeżycia metafizyczne zastępują metafizyczne rozmowy. Pisze tylko do szuflady, ale mimo to nieskromnie uważam siebie za pewien rodzaj artystki. I chociaż na co dzień uczę się, sprzątam, rozprawiam o historii, itp., to zdarzają się w moim życiu takie wieczory ze starymi znajomymi lub dopiero co poznanymi ludźmi, kiedy w pokoju czujemy tylko mdły zapach kadzidełek, pijemy czerwone wino, niektórzy palą tworząc dodatkową osłonę w, i tak już ogarniętym półmrokiem, pomieszczeniu i zaczynamy rozprawianie od literatury pięknej, po życie, przez odczytywanie wierszy do sięgania w głąb ludzkiej świadomości.
OdpowiedzUsuńTo jest taka moja forma magii. Przykro mi tylko, że może zdarzać się naprawdę bardzo rzadko. Chociaż może to właśnie jej urok? Czasami próbuję się pocieszyć magią osobistą, gdy w podobnej atmosferze zasiadam do czytania lub (co jeszcze lepsze) tworzenia. Wtedy jednak nie sięgnę tak daleko, jak mogę robiąc to z innymi ludźmi.
U mnie nawet rozmowy zeszły na tematy codziennej papki, spod której się nie mogę wygrzebać. Może potrzebny mi wstrząs?
UsuńI, co sprawia mi wielką przykrość, zgubiłam gdzieś umiejętność płynięcia ze słowami.
może lepiej nie kusić az tak ekstremalnych doznań :P ?
OdpowiedzUsuńI tak się nie przydarzą, więc kuszę do bólu :))
Usuń