Bazując na teorii, że człowiek z wiekiem tyje bynajmniej nie wskutek tegoż wieku, a dlatego, że nabyty przez lata rozum, nie mieszcząc się w czaszce, spływa w dół, ustaliłam, dlaczego nieubłaganie głupieję. Dziewięć kilogramów w dół oznacza, że rozum cofnął mi się o jakieś dziewięćdziesiąt punktów IQ, kumulując się w obrębie niewielkiej mózgoczaszki. Przy odrobinie szczęścia wciąż jeszcze jestem na plusie, gwarancji jednak nie ma. Znów wokół mnożą się zjawiska, których nie ogarniam moim kurczącym się rozumkiem, a wśród których kluczę nieco na oślep, co rusz z impetem wpadając na nieprzebijalny głową mur. Zupełnie nie radzę sobie z bandą otaczających mnie ideałów-mucha-nie-siada. Gnębią mnie swoim nieskażeniem i przekonaniem, że są bogami; każdy w dziedzinie, w której ja bogiem nie byłam, nie jestem i nie będę, choć nurzam się w niej nieprzerwanie od siedemnastu lat. Znów coraz częściej wywrzaskuję swoją opinie wprost w ich boskie oblicza, nie mogę się jednak wyzbyć wrażenia, że jestem nieustannie ignorowana, a moje słowa giną w czarnej dziurze na linii ja - samozwańczy bóg. W wielu kwestiach różnimy się zbyt mocno, bo znaleźć najcieńszą nić porozumienia, są jednak obszary, w których nasze interesy wydają się być zbieżne. Tymczasem obrona tychże interesów przyjmowana jest zrzędzeniem głównie przez osoby, których interesy w tej sferze są moim jednakie, a moje słowa odbierane są totalnie na opak, choć artykułuję je w sposób zupełnie odmienny od bieżącej notki, czyli jasno i bez ukrytych między wierszami znaczeń. Jakiś czas temu postanowiłam, że w sprawach priorytetowych nie będę siliła się na eufemizmy i dyplomację, bo zbyt wiele razy moje słowa nie trafiały w miejsce przeznaczenia, a tu okazuje się, że sposób przekazu nie ma większego znaczenia, kiedy odbiorca chce usłyszeć z góry założoną treść. W związku z powyższym przekornie sprzeciwiam się ideałom, doszukując się dobrego w grupie nieodrysowanych od linijki, niewyszlifowanych, zadziornych dusz, które przypadły mi w sierpniowym przydziale. Widzę ich w różnych sytuacjach, przystawiam do własnej skali, porównuję z tymi, którzy zawsze wpasowują się w wycyzelowaną wizję i niedzisiejszą misję i myślę sobie, że lepiej mieć do czynienia ze spontanicznymi wariatami niż z autystyczną i snobistyczną nieskazitelnością, która żywcem pcha się do niebios bram.
Oj, na wszelkie sposoby wychylasz się z szablonu i postępowania od-do, żywcem linijką prowadzonego! Nie dziwne, że na takie zachowanie kręcą nosem ci, co przypominają nakręcone kurczaczki - pójdą tam, gdzie się ich pokieruje i będą szli wyłącznie tyle, na ile ich nakręcono. W ich poukładanym światku na coś takiego nie ma miejsca.
OdpowiedzUsuńA co do porzucenia eufemizmów w dyplomacji, popieram. Już nieraz się przekonałam, że lepiej walnąć prosto z mostu, a nawet wybuchnąć niż zawsze grzecznie przytakiwać. Grzecznego głaszcze się po główce i w ogóle z nim nie liczy.
Powiem więcej, grzecznego głaszcze się po główce, dokłada mu obowiązków i wówczas dopiero ignoruje
UsuńNiegrzecznego, jak widać na załączonym obrazku, traktuje się identycznie. Co szef, to obyczaj.
UsuńKendżi, wychylam się, bo mnie roznosi. Bo chciałabym, żeby piorun walnął i w perzynę obrócił to całe towarzystwo przekonane o własnej nieskazitelności i nieomylności. Oni nie wiedzą jednego: że im bardziej kreują się na powyższe, tym mniej we mnie dla nich szacunku. I w ogóle nie interesuje mnie fakt, że szanować powinnam każdego człowieka. Jestem na etapie buntu. Znów. Wciąż.
UsuńZ tym waleniem prosto z mostu jest u nas jeden szkopuł: jak napisałam, z moich słów słyszy się nie to, co chcę powiedzieć, a to, co dana osoba chce usłyszeć. I mogę sobie wrzeszczeć do woli, jak ten dziad do obrazu.
Oj, ja z sił opadłam i zamilkłam. Nie wiem tylko na jak długo. Ale właśnie to walenie z mostu mnie tak osłabiło, bo ktoś uparcie słyszy tylko swój wewnętrzny głos, głuchy na mój, a jeśli już, to i tak interpretuje po swojemu. Idzie się załamać.
OdpowiedzUsuńI tak naprawdę nie mam pomysłu jak dotrzeć. Odpuścić nie potrafię, bo co jakiś czas, wszystko się we mnie wzbiera na nowo...
Ech, czy to szefostwo czy też inne relacje służbowo-prywatne- gdy trafi się na takich co to nieomylni są, i tylko ich racje i prawda do nich przemawia, to można mówić i mówić, a i tak nie słuchają, a co gorsze, słyszą zupełnie inną treść...ech
Gratuluję 9 kilo mniej! i wątpię by przy tej okazji cokolwiek innego Ci ubyło ;)
Też jeszcze z rok temu przechodziłam okres milczenia. Aż się koleżanka jedna dziwowała, że aż tak się wyciszyłam. I powiem Ci, że to był niezły czas, bo miałam wieczory spokojne, nieanalizujące wciąż i wciąż od nowa, czy wart było zabrać głos. Ale potem zaczęło wzbierać...
UsuńChyba jednak mi rozumu ubyło, bo coraz częściej widzę, słyszę i nie pojmuję. Coś więc na rzeczy musi być.
9 kilogramów? Ja bym już posta nie miała siły napisać. :)
OdpowiedzUsuńJeszcze z dziewięć i może mi to grozić, choć... choć kiedy dziewięć lat temu zaczynałam pisać bloga, bez kilogramów pisało mi się całkiem żwawo :)
UsuńDoskonałość na dłuższą metę jest piekielnie nudna... Tym bardziej samozwańcza:) A w początku jest założenie błędne, bo to jeno nadmiar mózgu w dół spływa, zatem skoro nie spłynął, to jest go w sam raz:)) I wielce mię ten koncept uradował, bo to znaczy, że mało jest inteligentniejszych ode mnie:))))
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Zgadzam się: jest nudniejsza niż flaki z olejem!
UsuńI wiesz, Wachmistrzu, jak to jest z tym "w sam raz" w samej czaszce w wielu za wielu przypadkach. Może teraz należę do nich właśnie :)))
Ludzie to tylko ludzie. Niestety nie każdy może to pojąć i wydaje mu się, że jest ponad. W związku z tym po co ma kogoś słuchać, skoro on wie swoje i zanim wypowiesz jakiś argument, i tak już wie, jak wygląda rozwiązanie sprawy?
OdpowiedzUsuńTak poza notką- może ty mi powiesz jak to się robi, by na blogu pojawiało się jakie książki masz na LC ?
Właśnie, po co? Jednocześnie po co w ogóle wszczyna dyskusję i udaje, że zdanie innych jest dla niego ważne, bo chyba ważne jest, skoro o nie pyta. Czegoś nie pojmuję, ale...
UsuńAle teraz o LC. Więc tak: logujesz się na bloga, wybierasz z lewej opcję "układ", a potem "dodaj gadżet". Następnie spośród gadżetów wybierasz opcję "HTML/java script". Logujesz się do LC i z zakładki "biblioteczka" wybierasz "wklejka do bloga", ustawiasz sobie wedle życzenia ilość półek, ilość książek pokazywanych na półce i co tam jeszcze, a potem z dołu strony pobierasz kod do wklejenia. Wracasz na bloga, wklejasz kod, akceptujesz i się wyświetla. Może ewentualnie załapać po chwili. Jakby nie zadziałało, pisz; coś wykombinujemy.
Kozacko, dzięki :)
UsuńCóż, zazwyczaj takie osoby używają tego do manipulacji. Trochę jak z naszym systemem wyborów do sejmu, który jest taki przecież proporcjonalny, etc. Wybierasz kandydata, ale nie masz np. wpływu na to, kto kandyduje. Dlatego ludzie głosują "na partię", więc najczęściej oddaj głos na jeden z pierwszych numerów z listy. I tak wchodzą do parlamentu ludzie niekompetentni, ale lojalni szefowi partii. A społeczeństwo myśli, że wybiera swoich przedstawicieli.
Tak samo jest z taką dyskusją - pogadaj sobie, bo ja już ustaliłem wszystko, ale będziesz miała chociaż poczucie, że miałaś jakiś wpływ na decyzje.
Tak mi się wydaje.
Sorry, że tak nieskładnie, ale piszę na szybko
Założenie na początku błędne:) Powinnam być geniuszem:P A nie jestem:) Powiem więcej: wolę sobie teraz IQ nie sprawdzać:P
OdpowiedzUsuńTanuś, prawdziwych ideałów nie da się strawić, a co dopiero takich samozwańczych. Można oszaleć, wbić zęby w ścianę, zacząć gryźć, walić łbem w mur, a oni ze swą nieskazitelnością i idealnością spojrzą na Ciebie pobłażliwie z piedestału swojej doskonałości - i tyle...
Czasem 'postawienie się' to jedyne wyjście... Żeby nie oszaleć...
Jesteś geniuszem, Liv, jesteś. Choćby geniuszem słowa, a co :)
UsuńJuż chciałam Twoim słowom zaprzeczyć i napisać, że to właśnie postawienie się do szału może doprowadzić, bo człowiek gada, a nie słuchają. I to nawet nie o to chodzi, czy mam wielką rację, czy też rację jeszcze większą mają oni, ale o to, że wysłuchać powinni i argumentami zabić, a nie lekceważeniem. Chciałam więc, ale faktycznie to Ty masz rację: gdyby człowiek wszystko w sobie trzymał, pękłby. Najgorzej, gdyby pękł wewnętrznie.
Zwykle mówię/piszę to, co wiem;P Ale w tych komentarzach wyjątkowo wiem, co piszę:)
UsuńTanuś, przecież ja właśnie 'pękłam wewnętrznie'... I, zdaniem Lekarzy, w bardzo dużej części przyczyniła się do tego moja praca. Mój lęk przed mówieniem tego, co myślę. Nie warto, jak widzisz.
Ciężki los nauczyciela.
OdpowiedzUsuńJak każdy inny. Każdy w pracy może trafić na mur.
UsuńTak, wariaci zdecydowanie lepsi :)
OdpowiedzUsuńpodziwiam Cię że Ty tak potrafisz przeciwstawić się ludziom. wykrzyczeć im w twarz sprawy choć do nich to nie dociera. wiesz że ja jestem oportunistką ale jednak po cichu podziwiam tych, którzy idą pod wiatr. i jeszcze jedno - "która żywcem pcha się do niebios bram" - kurcze, ale to poetycznie zabrzmiało...
OdpowiedzUsuńTe "niebios bramy" skądś wzięłam, na pewno nie są moje, ale współgrały mi z resztą.
UsuńA wiesz, że strasznie mnie drażni, kiedy moi współpracownicy chwalą mnie za tą moją odwagę/bezczelność? Bo ja bym chciała, że ja zacznę, ale ktoś za mną pójdzie, a tu zwykle cisza. I tylko ja się wieczorem zastanawiam, czy warto było.
właśnie, współgrały z resztą a o to w tym wszystkim chodzi. a ludzie - większość się po prostu boi. oni przyklaskują tym którzy idą pod wiatr ale sami nie chcą iść bo albo się boją albo tak im łatwiej.
UsuńMoże sposobem by do nich dotrzeć jest po prostu zrozumienie. Młodzieży jest ciężko bo nikt ich nie rozumie. Spróbuj przez chwilę poczuć się nimi i spróbować ich zrozumieć. Jak to sama napisałaś u mnie: niech zadziała wyobraźnia. :)
OdpowiedzUsuńKochana, ale ja nie młodzież krytykuję, a dorosłych. Uczniów to ja generalnie lubię z całym ich inwentarzem. Denerwują mnie wprawdzie ci kapkę nieposkręcani, ale nie daję im tego odczuć, a już na pewno wrzeszczę na nich w bardzo ekstremalnych sytuacjach. Wszelkie utyskiwania tutaj są utyskiwaniem na dorosłych.
UsuńA, a młodzież z wyobraźnią wręcz kocham :)
ale Ty umiałaś to połączyć tu i teraz. a co do współpracowników - 90% ogółu ludzi na świecie się po prostu boi. boi się cokolwiek zrobić, powiedzieć. te 10% musi robić wszystko. bo inaczej nadal siedzelibyśmy w jaskiniach...
OdpowiedzUsuńmoja gorączka 38 stopni nie pozwala mi na jasność umysłu i zrozumienie tegoż wpisu więc wrócę tu później ...;]
OdpowiedzUsuńTanyu, naprawdę nikt nie zrozumie wszystkich ludzi, którzy się przewijają wokół nas i nawet nie staraj się ich zrozumieć, bo, szczerze mówiąc, po co?!
OdpowiedzUsuńSzkoda zdrowia i nerwów.
Spokojnie i bezstresowo Cię pozdrawiam.
Witaj
OdpowiedzUsuńLudzi takich, jest wszędzie pełno. Niestety, gdy jest to praca- osłabia nas wyjątkowo. Rozumiem, bo sama przez to przeszłam. Czasem tak sobie myślę, że ludzie "om, em" to głupota, a ona nie boli. Żal i tyle.
Uśmiech zostawiam, wbrew wszystkiemu i cieplutko pozdrawiam :)
Ja mam ostatnio wrażenie że nie mam nic w głowie prucz czarnej dziury
OdpowiedzUsuńPozdrawiam milutko:)))
OdpowiedzUsuńAle i tak robisz swoje , a to jest najważniejsze. Pozdrawiam...
OdpowiedzUsuń