Przemienili mi kota. Patrzę, fizycznie żadnych zmian: te same oczy, uszy, ruda maść, ale z unikającego dotyku ludzkiej ręki zwierza, Kitajec zmienił się w spoufalającą się kupę futra. Ulubioną pieszczotą stało się dziecięce baram baram buc, po którym pluję kocimi kłakami przez kolejne godziny. Wiem, wiem, kotów się nie całuje, ale moja miłość do rudzielca jest większa niż mój rozsądek, więc skończmy dyskusję. Porozmawiam za to chętnie o sposobach na porzucenie image'u pyskatej, wyrywnej choleryczki na rzecz uosobienia łagodności, dyplomacji i tłumienia, pardon, wkurwów w sobie. Nie wydaje mi się, żeby metoda wmówienia sobie zmian pomogła, oczekuję więc sposobów drastycznych, bezlitosnych i, na miłość boską, błyskawicznych. Nie mam czasu na powolne metamorfozy, potrzebuję cudu natychmiastowego przemienienia. Zgoła odmiennie ma się kwestia moich przemian zewnętrznych. Tutaj w miarę sztywno trzymam się wyznaczonych przed miesiącem reguł, pozwalając sobie czasem na drobne szaleństwo i błogosławiąc wrodzone lenistwo, które nie pozwala mi ruszyć tyłka do marketu, gdzie, słodko wygłodzona, bez opamiętania wrzuciłabym do koszyka Marsa, Twixa, czekoladę z orzechami, chałwę i jeszcze ptasie mleczko. A tego byśmy nie chcieli i właśnie słowo "chcieli" jest tutaj kluczowe, bez niego nie zaistniałby mój miniaturowy sukces. Koleżanka, która nieustannie mnie mobilizuje w pogoni za szczupłością, od czasu do czasu próbuje narzucać mi kolejne dietetyczne nakazy i zakazy, a wtedy całe moje puszyste ja staje okoniem i muszę odizolować się od szeregu rad, żeby moje wolne jak żółw przemienianie się nie wzięło w łeb. Prawdopodobnie wyżej wyszczególnione słowo stanowi również wytrych otwierający drzwi do zmian w cholerycznej mentalności, tutaj jednak problemem pozostaje moja niechęć do chcenia. I jak to obejdziemy?
Witaj
OdpowiedzUsuńOdchudzanie teraz wkroczy na salony blogowe, a przecież jesień temu nie sprzyja. Bo ciemność- brak słoneczka, bo nuda, stany przygnębienia, itp.
Nie jadam, nie lubię słodyczy zatem o tym nie pogadam, jak to jest mieć smaki.
Ostatnio zauważyłam, że tylko na kawkę mam zawsze ochotę. Inne smaczki odeszły hen daleko...
Pozdrawiam i życzę wytrwałości w postanowieniu :)
Z Twoich słów wynika, że najlepszym okresem na odchudzanie się jest pełnia lata, tymczasem mnie lato w ogóle w tej kwestii nie służy, mam bowiem wtedy wakacje, czyli często siedzę w domu, a wtedy człowiek ma wiele za wiele czasu na to, by myśleć o tym, że mu się jeść ciągle chce. Odkąd chodzę do szkoły, o jedzeniu, przynajmniej do 14ej - 15ej, myśleć nie mam czasu. A na kawę też mam zawsze ochotę :)
Usuńna całe szczęście,Tanyu, na razie nie mam tych problemów, bo mimo konkretnych latek (60+), postura moja pozostaje przy opcji dobrze rozwiniętego trzynasolatka: 91-78-82/160cm/50kg
OdpowiedzUsuńukłony
Na całe czyje szczęście, Klaterku? ;)
UsuńChoć przyznam, że gdybym miała wyglądać jak obecne trzynastolatki, jednak wolałabym zostać przy mojej puszystości, więc wcale nie zazdroszczę za bardzo.
na moje szczęście, Tanyu! wyobraź sobie korpulentnego kurdupla po sześćdziesiątce! Horror/komedia&soft porno!!!
UsuńNie muszę sobie wyobrażać, wystarczy, że spojrzę w lustro. Tylko wiek mi się jeszcze nie zgadza, ale pewnie zleci jak z bicza strzelił.
UsuńA ja ostatnio pokochałam Crispello :P I chyba sie uzależniłam :) Ale fakt że teraz odchodza się chyba co druga kobieta
OdpowiedzUsuńNawet mi nie mów, bo spojrzałam w sieci, co to i doszłam do wniosku, że też bym się mogła od tego uzależnić, ach!
UsuńSwoją drogą, dziwne może, ale ja się przez całe życie nigdy tak długo nie odchudzałam: zwykle moja dieta trwała dzień, z dopiskiem, że na pewno, choćby nie wiem co, zacznę od jutra :)
ufffff dobrze, że ja się do ślubu odchudzać nie muszę :)))
OdpowiedzUsuńDobrze, że ja do ślubu też nie :)))
UsuńRozumiem tę miłość do rudzielca, sama darzę tak ową miłością pewną rudą kotkę ;) Co do zmian - zwykle wymagają czasu :P
OdpowiedzUsuńNie taką odpowiedź w kwestii zmian chciałam usłyszeć, choć w sumie ciężko się spodziewać innej, ech...
UsuńFutrzane buziaczki ;)
OdpowiedzUsuńYyyy, znaczy zacznę podwójnie kłakami pluć? ;p
UsuńJa wczoraj wpadłam na pewien plan co do mojej diety - być tak zajętą, żeby mieć jak najmniej czasu na myślenie o jedzeniu i na samo jedzenie;)
OdpowiedzUsuńNatalio, masz ten nieszczęsny kod i nie mogę u Ciebie napisać ani słowa...
UsuńZ dietą zaś doszłam do identycznych wniosków: teraz, kiedy mam na głowie szkołę jest mi o wiele łatwiej, bo zajęć jest w bród.
Kurczę wydawało mi się, że go wyłączyłam - popatrzę jeszcze raz w ustawieniach.
UsuńWczoraj u Ciebie udało mi się skomentować - czyżbym pomyliła blogi i to nie u Ciebie był kod? A może wcześniej próbowałam pisać na Twoim drugim blogu? Pogubiłam się.
UsuńJako posiadaczka słabej silnej woli dopinguję Cię z całych sił. Ja zaczynałam walkę milion razy i przy pierwszym kryzysie czytaj wkurwie udawałam się do sklepu po wiaderko lodów. Idzie jesień i zima, w więc robi się niebezpiecznie, bo człowiek pragnie zagłuszyć tęsknotę za słońcem. Nie daj się.
OdpowiedzUsuńAcha, mówią, że dla zwiększenia motywacji dobrze jest kupić sobie ciucha i zachwycić się swoim nowym mniejszym rozmiarem. Podobno działa :)
Jak to dobrze, że Cię tu widzę! Mam nadzieję, ze przyjdziesz i moją odpowiedź przeczytasz, bo ja przez kod weryfikacyjny komentować u Ciebie nie mogę, a i napisać maila nie mam jak.
UsuńCzekaj, czekaj, z tymi ciuchami to jeszcze nie tak szybko, na razie zeszłam trzy kilo. Ale po domu łażę w starych portkach Duńskiego i jak normalnie luźne były tak teraz mi z tyłka spadają, więc postępy niejakie są. I motywacja wraz z nimi.
Latem się może i łatwiej słonecznie zmobilizować, ale latem to ja zajęć niewiele mam, więc o jedzeniu wciąż myślę, przez resztę roku zaś szkoła mi daje zajęcie.
zapraszam Cię, Tanyu, do mego nowego cyrku w budowie pod adresem:
OdpowiedzUsuńklateracje.blogspot.com
ściskam
Art Klater
Jak kapkę odsapnę, przylecę :)
UsuńDzięki.
ale jak to? Czemu kotów nie można całować? Ja swojego całuję :)
OdpowiedzUsuńJak to czemu? Nie dość, że futro to siedlisko wszelkiego rodzaju bakterii, wirusów, robali, roztoczy i czego tylko, to jeszcze kot sam w sobie to siedlisko czystego zła, więc normalnie jakbyśmy diabła całowały. Ale w sumie wolę diabła niż anioła, diabły ciekawsze osobowości mają :)))
UsuńCo się porobiło:-)). Na myśl o kocich kłakach niedobrze mi się robi, ale one zrzucają na zimę by wiosną zabłysnąć w nowszym futerku. Nie całuj kitajca:-)). Buziaczki:-)
OdpowiedzUsuńMasz kota, Maju?
UsuńNieeee, na zimę to one futra nabierają, żeby im w czasie mrozów kuperki nie zmarzły. Szkoda, że ja tak nie mogę i marznę, marznę, marznę.
Mam, ale nie w głowie;-)). Jest rudzielcem. E, chyba odwrotnie... przynajmniej tak mi się wydawało. Mojemu kudły wypadają a ja go nie całuję, tfuj! Okropność. Zmarzluch jesteś? Ja też:-) Buziaki:-)
UsuńW sumie jakby się zastanowić to moim kudły wypadają przez okrągły rok.
UsuńJak to nie masz kota w głowie? Ten kot w głowie najfajniejszy! :)))
Do całowania zaś nie namawiam - wystarczy, że ja całuję za nas dwie.
Też kocham koty, ale mój pies wręcz je uwielbia... rozszarpywać na kawałki. Dlatego z miłości do kotów, trzymam je ode mnie z daleka.
OdpowiedzUsuńJest pewna metoda na szybką naukę opanowania. :) 3 głębokie... wdechy za każdym razem, gdy podniesie Ci się ciśnienie, albo 3 głębokie... z rana na dobry nastrój na cały dzień :D Ale to już bardzo skrajność :D
Twojemu psu się nie dziwię: też kiedyś miałam takiego, który kochał rozszarpywać rozkoszne futrzaki.
UsuńMetoda, powiadasz? Trzy głębokie odpadają, bo nie pijam wódki. Obawiam się też, że trzy głębsze oddechy to za mało, musiałabym notorycznie głęboko oddychać, a to mogłoby grozić hiperwentylacją ;)
Eee tam ;) Spróbuj :P Trzy oddechy to akurat kilka sekund w których zdążysz pomyśleć: spokojnie i fala największej złości odpłynie ;) Uwierz :p
UsuńMówisz? W sumie spróbować nie szkodzi. Póki co jednak nie mam powodów do wściekłości i oby tak dalej.
Usuńwidzę,że nie tylko ja miewam takie zachcianki...i moje wielkie odchudzanie odeszło na dalszy plan. eh :(
OdpowiedzUsuńJa się wciąż trzymam twardo: w poniedziałek słodyczowy głód mi minął.
Usuńbrawo! :) chylę czółko.
UsuńNa razie przyjmuję pokłony, ale za bardzo mnie nie chwal, bo się rozbestwię ;)
UsuńNiechęć do chcenia jest naczelnym motorem autorozwoju-nie zmieniaj tego:)
OdpowiedzUsuńO, i to chciałam usłyszeć :))
UsuńŻeby tak ktoś zmienił mojego kota, to byłabym bardzo, ale to bardzo wdzięczna. :-)
OdpowiedzUsuńChcesz mojego? Choć nie wiem, czy on by Ciebie chciał. Wiesz, to dzikus jest. Ale ElNinę Ci mogę oddać, towarzyska jest :)
UsuńTanyu, bardzo Ci dziękuję za pamięć. Daję znak, że powoli wracam do życia /wirtualnego/ ale nie wiem jeszcze, co będzie.
OdpowiedzUsuńStrasznie miło Cię znów widzieć, Liv :)
UsuńDaj sobie czas. Ja chciałam tylko widzieć, że gdzieś tam jesteś.
a całuj sobie Kitajca - nie ma to jak trochę pieszczot. mój Boruta się wyrywa jak chce go dotchnąć a Rokita ma swoje humory. a co tam u reszty Twoich kotów? co do choleryczności - chyba się nie da tak szybko przemienić furię w oazę spokoju. a co do dietetyczności - człowiek nie pali, nie pije więc jakoś muszę mieć chwilę przyjemności - i od czasu do czasu zjem Twixa lub czekoladę Milkę:)
OdpowiedzUsuńReszta kotów różnie: jeszcze Nikita i ElNina są z gatunku tych upierdliwych, Zuza, Saga i Franc trzymają się na dystans. Nie wiem, co wyrośnie z dwóch maluchów.
UsuńTak, niełatwo radykalnie zmienić siebie, ale ja muszę!, bo mnie choleryczność wykończy.
W sumie to Ci powiem, że nie mam wielkich napadów słodyczowego głodu, trochę się już odzwyczaiłam.
wiesz, że wg mnie człowiek się z charakterem rodzi. są cztery główne rodzaje charakterów - choleryk, sangwinik, melancholik i flegmatyk. ja niestety jestem flegmatyk - że przyjdzie czas, przyjdzie i jedzenie. ale to cholerycy tworzą postęp
UsuńMoże i tworzą, ale ja już nie mam ochoty walić głową w mur. Nikt ze mną nie wali, wszyscy się podporządkowuję, więc czasem zaczynam myśleć, że ja się mylę, że nie jest tak źle, jakby mi się wydawało. A potem słyszę kątowe szepty...
Usuńja znam tylko przemienienie pańskie, a i to tylko z nazwy, bo w sprawach kościelnych nie orientowałam się nigdy
OdpowiedzUsuńGra słów zaczerpniętych z życia religijnego jest oczywiście świadoma: przemienienie pańskie zapewne cudem było, a ja cudu potrzebuje, bo bez niego się, coś czuję, nie obejdzie.
UsuńAleż by Cię zemdliło - nie warto.
OdpowiedzUsuńA nasz kot wciąż jest jeszcze w fazie przejściowej pomiędzy tą , którą opisałaś (bardzo celnie zresztą), a tą, którą opisałaś później;-) Latem zwie się Kajtek, zimą natomiast nie mówię na niego inaczej niż Misiek - tę fazę lubię jednak najbardziej, wyłazi wtedy całe jestestwo kota;-) Wiosna jest pod znakiem kłaków i puchu na twarzy - ima bardziej się czyścisz, tym gorszy efekt, tfu.
Pewnie, że by mnie zemdliło, ale wiesz, jak to jest na głodzie: człowiek nie myśli rozsądnie.
UsuńKitajec wciąż dość sceptycznie podchodzi do miziania na własne życzenie, za to kiedy już go się znienacka dorwie, wtedy poddaje się całym sobą :)
Miałam pytać czemu się nie całuje, ale już wiem. Ale i tak to jest silniejsze ode mnie, a skoro - odpukać! - zdrowa jestem jak koń, co mam sobie odmawiać całowania takiego puchatego łebka? :))) Zwłaszcza, że mojej też się coś ostatnio zmienia i coraz częściej przychodzi na mizianie.
OdpowiedzUsuńOdchudzanie, ech... Na Facebooku wciąż widzę, jak znajome ziomy "lajkują" stronę, na której jest mnóstwo lasek. Niby ładne, niby zgrabne, ale TAK CHUDE!!! że czasem nawet się zbiorę i napiszę, że to chyba przesada. A potem mi piszą, że pewnie zazdroszczę ;D Ta, nie ma to jak zazdrościć wystających żeber i nóg z prześwitem między udami.
Popatrz, tak łagodnie i miło wyglądasz, a tu taka wredota :))) Jakoś mi się to cały czas strasznie kłóci.
Też całuję Kitajca i całą resztę bez opamiętania, i nic mnie nie odstrasza, bo w końcu na coś trzeba umrzeć, równie dobrze można na kota ;)
UsuńKochana moja, mnie zupełnie nie grozi bycie chudą z wystającymi żebrami i prześwitem między udami, więc spokojnie mogę chudnąć (erm...). Zresztą, akurat sylwetki jak powyższa za nic nie chciałabym mieć i wolę być okrąglejsza niż chudziutka.
Co do wredności zaś, ja wredna jestem jedynie wobec tych, którzy mi za skórę zajdą, a dyrekcja zwyczajnie w tej kwestii przechodzi sama siebie. I czasem się tylko zastanawiam czy robi szkole na złość świadomie. Zresztą, największa frajda z bycia wredną jak tą wrednością można zaskoczyć ;p
Witaj Tanyu. A trzeba obejść? Moje chcenie odnośnie wagi i charakterku jest obecnie na poziomie planktonu a jeszcze nie tak dawno osiągały Himalaje.Poddałam się. I to z przyjemnością.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńCześć Haniu. Moje chcenie odnośnie wagi ma się całkiem nieźle, natomiast chcenie zmiany charakteru musi się jakoś pojawić, inaczej, jak to mawia koleżanka, zniszczy mnie kiedyś nadciśnienie. Z drugiej strony, zmiana oznacza poddanie się regułom, których nie akceptuje ani ja, ani wielu wokół mnie.
UsuńJa bym chciała, żeby to jesień przemieniła się na wiosnę. :)
OdpowiedzUsuńTeż bym chciała. Najlepiej niech się tak przemienia rok w rok :)
UsuńU nas wiosną jest najpiękniej. Nie ma upałów, wszystko się budzi do życia. A czy w Polsce jest Złota Polska Jesień, czy jeszcze nie?
UsuńW moim kawałku Polski dziś najpaskudniejsza z jesieni.
Usuńpodobno od czekolady sie nie tyje wiec tabliczka raz na jakis czas nie powinna zaszkodzic
OdpowiedzUsuńa nawet jesli cos przybedzie to o ile czlowiek szczesliwszy :p
a jesli o egipt chodzi to ja zawsze unikam słońca jak diabeł wody święconej, tam jednak mogłam leżeć i leżeć i czułam się doskonale
to nic, że teraz gubię skórę i wyglądam paskudnie
naprodukowałam sobie zapas witaminy D na cały rok
Teraz się lepiej, czyli lżej, czuję, więc na razie goodbye chocolate - trudno. A tyje się od powietrza, przecież to jasne :)
UsuńHmm, może w Egipcie słońce jest jakieś przyjaźniejsze?
Oddaj mi parę zbytecznych kilogramów, a obie będziemy szczęśliwe, bez diet i chcenia.Paczucha
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie, a jakże! Z tym, że chcenie i tak się przyda w innych kwestiach. Niestety.
UsuńNie ma jak to nazwanie wszystkiego po imieniu..
OdpowiedzUsuńStaram się to robić. Zawsze.
UsuńP.S. Masz weryfikację obrazkową przez co nie mogę u Ciebie skomentować.
kota nie całuję, bo i tak kłaki latają po całej chałupie, nie muszą po mojej gębusi. i nie odchudzam się, bo ile razy się odchudzałam tyle razy kończyło się to wrzodami, a to na dwunastnicy, a to na żołądku... teraz słodyczy jem trochę mniej bo bardzo muszę pilnować cholesterolu i machnęłam ręką na odchudzanie, choć przez lato 2 kilo mi przybyło... kurde, nie wiem jakim sposobem. może ja tylko spuchłam???
OdpowiedzUsuńzapraszam tanyu:http://daleko-od-szosy.blogspot.com/
U mnie właśnie ElNina leży mi pod nosem, więc chcę czy nie chcę wdycham kłaczyska.
UsuńOczywiście, że spuchałaś, bo przecież nie przytyłaś. Choć i tak lepsze wytłumaczenie widziałam: tak mądre jesteśmy, że rozum się w głowie nie mieści i na całe ciało się rozkłada. I tego się trzymajmy, o!
matko kochana a co to za znaczek się pojawił przy moim nicku??? aż strach się bać.....
OdpowiedzUsuńHmm, a pierwszy raz taki widzę.
Usuńja też się zbieram żeby pozbyć się parę kilko, ale za bardzo lubię słodycze:(
OdpowiedzUsuńa koty uwielbiam!
Dlatego się zawzięłam, pierwszy raz w życiu.
UsuńTanyu, mnie moje odstąpienie od słodyczy niewiele dało, tylko jeden kilogram mniej po dwóch miesiącach wyrzeczeń. Dlatego skończyłam z wyrzeczeniami, bo psu na budę przyda się moja słodyczowa głodówka. Lepiej zrezygnować z kolacji, wiele lat temu próbowałam i efekty były znakomite. Chyba przez trzy miesiące 10 kilogramów mniej. Polecam.
OdpowiedzUsuńW moich stronach mówiło się "Baran, baran, buc".
Buziaczki czekoladowe.
Mnie na razie ubyło dwa kilo - nie wiem, czy liczę na więcej, ale czuję się lżej, więc będę kontynuowała tą moją dietę - niedietę. Z kolacji na pewno nie zrezygnuję, bo jak wieczorem czegoś nie zjem, to miewam bliżej nocy nieprzezwyciężone napady głodu, więc niech już będzie, jak jest, czyli niewiele, ale jednak.
UsuńBuziaczki zmarznięte deszczem.
A ja całuję kurki, które bardzo kocham :))) Mają bardzo delikatne piórka :))) Uwielbiam je :)))
OdpowiedzUsuńWiem, wiem :)
UsuńWzględem kota pozwolę sobie dopytać, czy i ów ostatniemi czasy żre bez opamiętania? Bo podług tego jak się moje zachowują, to sroga zima idzie i mus im tłuszczu narobić w zapasie...:((
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Hmm, aż muszę zaobserwować. Wydaje mi się, że moje aż tyle nie żrą, ale... A zimę wolałabym jednak łagodniejszą.
Usuń