Zanim ugrzęznę pod wyśnioną w cudzym śnie zasypującą mnie lawiną papierów, zanim wpadnę we wrześniową katatonię nienadążania za wymysłami, zanim zmienię się w wymacującego poranną drogę do szkoły półprzytomnego nauczyciela, jeszcze przez chwilę pobędę wspomnieniami w miejscu, gdzie muzyka, taniec i śpiew wypełniały moją duszę po czubeczki odczuwania. Będąc przeciętnie zagorzałą koneserką folkloru, występy na żywo zawsze oglądam z niekłamaną przyjemnością, kontemplując każdy szczegół choreografii, stroju, dźwięku, nastroju. Bynajmniej nie z punktu widzenia znawcy, a z perspektywy zachwyconego widza, któremu podoba się wszystko: od rodzimego mazura, przez argentyńską chacarera, wenezuelskie joropo, serbskie kolo, czeski furiant, francuskie bourrée i turecki zeybek. Tymczasem jutro przyjdzie mi na dobre otrząsnąć się z rozanielenia i wkroczyć w zorganizowaną codzienność wychowawcy klasy humanistycznej, do której wychowywania wcale nie garnę, ale do którego to wychowawstwa się nadaję, bo "tanya da sobie radę". Podobnie ogarnę jeszcze jedną drażliwą kwestię, żeby dyrekcja mogła spać spokojnie na przełomie czerwca i lipca, co byłoby teoretycznie mało możliwe, gdyby wspomnianym działaniem zajął się ktoś inny; w nieporadność innych w tym temacie zresztą zupełnie nie wierzę: choć ci inni twierdzą, że jestem niezastąpiona, domyślam się, że raczej mają na uwadze swój wolny od nerwów wiosenny czas i wolny od zobowiązań lipiec. Szukam dziury w całym, na zapas czarno widzę. Zamiast pławić się w sosie bycia docenianą, czekam na chwilę, w której przyozdobiona klejnotami komplementów koszula Dejaniry zacznie niedopowiedzeniami wżerać się w ciało i knuciem trawić mi wnętrzności. Aż wiosennie buchnę. Bynajmniej nie kwieciem.

no dla mnie ktoś rzucający takimi nazwami tańców to jednak znawca, bo o ich istnieniu nie miałam pojęcia... ale nie chciałabym, żeby ten komplement stał się broszką na palącej Cię koszuli ;) buchaj tylko optymizmem! a gdy go zabraknie, wybij hołubca!
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Ach, przecież to oczywiste, że nazwy znalazłam metodą prób, błędów, google i youtube :)
UsuńNa razie bucham głównie niewyspaniem i to pochłania lwią część mojego odgrywania nieszczęśliwej z powodu powrotu do szkoły. Gdy zaś optymizmu zabraknie, na pewno warknę, hołubcem mogłabym komuś zrobić krzywdę, a tego jednak bym wolała uniknąć, bo po co się mam po sądach włóczyć.
Zawsze chciałam pisać takie notki :)
OdpowiedzUsuńTo nie takie trudne (czasem): zwyczajnie piszesz, co Ci ślina na język przyniesie, łącząc to jakoś mniej czy bardziej sensownie w jedną całość. To co? Próbujesz?
UsuńHmm gdybym to zrobiła wyszedł by horror
UsuńU mnie za to czasem wychodzi dramat, choć w rzeczywistości wcale tak dramatycznie nie jest. Zwyczajnie podrasowuję nieco słowa. Potem najwyżej w komentarzach wyjaśniam.
UsuńIgnorantka ze mnie straszna, bo z kojarzeniem na mazurze się zatrzymałam ;)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że mam podobnie? jakoś nie umiem czuć się doceniona, tylko czarne szkice w głowie tworzę i wilczych dołów się doszukuję.
Ze mnie ignorantka nie mniejsza: google i youtube poszły w ruch. Kojarzyłam jeszcze taniec pod nazwą kolo, choć nie znałam jego nazwy, bo widziałam coś podobnego w Bułgarii.
UsuńU mnie w tym docenianiem jest różnie: wiem, kto docenia mnie faktycznie, a po kim mogę spodziewać się fałszywego słodzenia; bądź co bądź pracuję z tymi ludźmi już ponad piętnaście lat.
Tez lubie ogladac tance folklorystyczne i muzyke. Choc wzwykle (nie zawsze) ograniczam sie do Europejskiej. Jednak skale dzwiekow uzywane np. w Azji troche zniechecaja do dluzszego sluchania:)
OdpowiedzUsuńTeż raczej rzadko mam okazję oglądać egzotykę, tym razem jednak rybnicki zespół folklorystyczny obchodził czterdziestolecie działania i goście zjechali z wielu stron.
UsuńAż dziw, że sama nie tańczysz. A może jednak? :)
OdpowiedzUsuńTylko we własnym pokoju albo w tłumie, w którym mogę zginąć.
UsuńW czyichś objęciach, czy sama - jak wolisz?
UsuńI tak, i tak. Bez szczególnych preferencji.
UsuńNajfajiej to jest chyba tańczyć z radości. :)
UsuńNiewątpliwie :)
UsuńJuż pierwszy dzwonek, już, już..... Stety czy niestety ???
OdpowiedzUsuńJak zawsze: są plusy dodatnie i plusy ujemne :)
UsuńJa osobiście chciałabym Cię mieć za wychowawcę :)
OdpowiedzUsuńA co jeśli w szkole wychodzi ze mnie Mrs. Hyde?
UsuńJest coś w folklorze od czego aż ciarki przechodzą :P Ja nie jestem aż tak bardzo zainteresowana kulturą, ale jak widzę jak ktoś wkłada w coś całe serce, całą duszę i robi coś z prawdziwą pasją to aż mam uśmiech na twarzy :)
OdpowiedzUsuńMoże rzeczywiście jesteś niezastąpiona? :P Może czas zapytać o podwyżkę? :D
anelise.blog4u.pl
Jest dokładnie jak piszesz. Zespoły ze świata to byli dorośli już w zdecydowanej większości profesjonaliści, ale polskie dzieciaki (już takie trzyletnie szkraby) były takie zaangażowane, że uśmiech sam się pojawiał na ustach, choć ja się generalnie dziećmi zachwycam średnio.
UsuńPodwyżkę? Kochana, w nauczycielstwie podwyżki są ustalone odgórnie, czyli przez ministerstwo, a dodatek motywacyjny nasze starostwo w tym roku ustaliło taki, że może na jeden wyjazd do kina mi starczy, jak o restaurację nie zahaczę.
Uuuu. Miałam na studiach teraz prawo oświatowe i rzeczywiście podwyżka łączy się jedynie z awansem zawodowym i jest zależna od tego w jaki sposób jesteś zatrudniona :) A w jaki jestes? :)
UsuńW taki, że już trudno wyżej. Choć w sumie jeszcze profesora oświaty mogłabym zrobić, ale komu by się chciało, skoro za dużo w nauczycielskim awansie polega na tym, że papier wszystko przyjmie.
UsuńEch, im dłużej uczę się prawa (nawet dowiadując się po prostu fragmentów od Ciebie) tym bardziej żałuję, że w tym kierunku poszłam...
UsuńCiekawa jestem, czy gdybym wiedziała tyle, ile wiem teraz, i gdybym była na początku nauczycielskiej drogi, wybrałabym mimo wszystko znów pracę w szkole. Nie wiem, nie ma co gdybać w sumie, ale nie wiem.
UsuńNo w sumie takie gdybanie nic nie zmieni ale i nic nie zaszkodzi :P Zawsze wydawało mi sie, że lubisz swoją pracę :) tak narzekasz na nią, ale lubisz :)
UsuńLubię. Lubię młodzież. Nie lubię jednak mojej dyrekcji, a właściwie atmosfery, jaką w pracy tworzy, czyli atmosfery knucia i gierek. Nie lubię też stosunku władz do szkoły: nie widzą w szkole kury znoszącej natychmiast złote jaja, więc finansowo jej nie doceniają. I jeszcze nie lubię biurokracji.
UsuńA ja tak nie na temat, ale pomyślałam sobie właśnie, że albo głupieję, albo fałdki mi się prostują niepostrzeżenie, ale czasem mam taki zamot, że przy czytaniu Twoich notek skupiam się na słowach, a nie na zdaniach. Myślę sobie, że byłoby z tego niezłe dyktando, że słowa są staranne, wysublimowane, nieraz zwyczajnie trudne - ogółem, że to zawiła polszczyzna. A potem próbuję się ogarnąć i czytam jeszcze raz.
OdpowiedzUsuńDziwne, nie? :)))
PS. Wychowawstwo... Jedyny plus, jaki mi się nasuwa, to ewentualne kwiatki na Dzień Nauczyciela i może jakiś prezent na koniec roku. Po 10 m-cach męki... Noł tenkju :)))
Erm, no sama nie wiem, czy potraktować to jako komplement, czy przeciwnie, bo w sumie zamotane teksty wcale nie są dobre, a raczej świadczą o tym, że autor gra pseudointelektualistę. Ale że o sobie mam zdanie nad wyraz dobre, o Tobie również, zwalmy to na przesilenie jesienne i Twoje zmęczenie pisaniem tekstów na zamówienie - ja od takich przyjemności zmieniłabym się we wtórną analfabetkę.
UsuńPrezentów unikam jak mogę (chyba, że dostaję płytę Pearl Jam :)...), największą nagrodą zaś jest chwila, w której przychodzi do mnie dziewczę i mówi mi o takich tajemnicach ze swojego życia, że włos mi się jeży.
Moja droga chrzestna byla wiele lat wychowawca klasy gimnazjalnej, dzieciaki ja uwielbialy i uwielbiaja. Ma tylko chetnych do korkow ze zajecia konczy o 21 a nie np 14tej. Podziwiam ja normalnie, tymbardziej ze 2 lata temu przeszla ciezka chemioterapie. Ale sie nie poddala i chyba w tym tkwi sedno sukcesu :)) Nauczyciel tez czlowiek ;-)
OdpowiedzUsuńMatko jedyna, za nic w świecie nie chciałabym mieć tyle korków. Mam godzinę tygodniowo, a i tak myślę, że o godzinę za dużo. Chętnych nie brakuje, nie powiem, ale ja wolę spędzać popołudnia z kawą, siecią i innymi takimi.
UsuńZ klasą zaś na pewno dogadam się dobrze, z tym nie mam problemu. Problem mam z całą furą papierów, potrzebnych (rzadziej) i nie (częściej), które moja dyrekcja uwielbia, a których ja serdecznie nie znoszę. Chciałam się podzielić kasą za wychowawstwo (dawałam nawet ponad 50%, a nie tylko fifty-fifty) za wyręczenie mnie w biurokracji, ale chętnych jakoś nie było, ech.
A że nauczyciel też człowiek to i ja wiem, i moi uczniowie wiedzą. Nie jestem pewna, czy dyrekcja to wie, ale to się wytnie.
chyba nie będzie tak źle. Taniuszka, Ty sobie zawsze ze wszystkim poradzisz. myślę że dzieciaki, to znaczy młodzież Cię lubi.wydobędziesz z nich poczucie że jednak warto chcieć. jesteś nauczycielem z powołania. i nie martw się na zapas - te 10 miesięcy szybko zleci. a to że czasami ktoś będzie chciał Ci wcisnąć dodatkową pracę - coż, są ludzie i taborety...
OdpowiedzUsuńO rany, ależ Ty we mnie wierzysz, kochana :)
UsuńTak, byłam nauczycielem z powołania, ale mi to bycie bokiem wychodzi, bo powołaniem pewnych murów nie przebiję. Dodatkowej pracy się nie boję, mam czas i zwykle wystarczająco zapału, ale chciałabym dostać też jasne wymagania od tej, co rządzi. Lubię wiedzieć na czym stoję i jak mi się opieprz należy, to lubię go zebrać prosto w oczy, tymczasem zwykle ląduje on gdzieś poza mną i przyjmuje formę knucia. I to mnie męczy, dzieciaki zdecydowanie rzadziej.
wiesz dobrze że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. i ci co rządzą widzą tylko liczby i literki a nie żywych ludzi. a Ty się nie martw tylko ucz. dzieciaki są jakie są ale sama twierdzisz że są ważniejsze. też tak uważam.
UsuńWiem, wiem. Mój punkt widzenia też na pewno zależy od tego, gdzie siedzę. Jednocześnie dyrekcja też jest nauczycielem od lat, a nie managerem z przypadku, więc powinna szkołę czuć, a mam wrażenie - nie tylko ja - że czuje jedynie swoje potrzeby i interesy.
Usuńjuż Ci mówiłam że są ludzie z zawodu i z powołania. i tak jest ze wszystkim - dyrektorzy też sąz zawodu i z powołania. i są też biurokraci.
UsuńŻe też musiałam trafić akurat na biurokratkę, ech...
UsuńSwoją drogą, kiedy słyszę słowo "powołanie" w odniesieniu do nauczycielstwa, mam ciarki. Słowo to ma dla mnie obecnie wydźwięk raczej pejoratywny, bo spora część społeczeństwa chciałaby, żeby za powołanie nie płacono.
ale przecież samym powietrzem się nie nakarmię. muszę coś jeść, gdzie spać. ale Cię rozumiem - wg niektórych ludzi poloniści powinni zaczytać się na śmierć, lekarze koczować przy łóżku pacjenta, żołnierze polegać na wojnie itp... niektórzy ludzie myślą że po drogach są supermani.a niestety Superman jest tylko w komiksach, a normalni ludzie muszą jakoś żyć. i romantyczka ze mnie, więc powiem że "z powołania" zawsze będzie mi się optymistycznie kojarzyło
UsuńOtóż to.
UsuńIm jestem starsza, tym mniej we mnie romantyzmu, tym mniej idealizmu. Nawet jeśli niektórzy wciąż widzą we mnie życiowego naiwniaka. Po prostu cynizm wygrywa, kiedy się patrzy na to wszystko.
A nie myślałaś, żeby samej założyć taki tradycyjny strój i pójść w tany? ;)
OdpowiedzUsuńA coś Ty, kondycji nie mam, a tam, jak widzę, potrzebna taka, że szok :))
UsuńNiestety nie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńOd moich codziennych też daleko, i to bardzo, ale czasem lubię.
UsuńNo cóż, każda praca ma swoje wady. Jednak ja o pracy nauczyciela marzę i z chęcią tak bym ponarzekała na to na co i Ty właśnie narzekasz. :) Bo przecież na coś trzeba. :)
OdpowiedzUsuńDasz sobie radę, zawsze dawałaś, co nie? Zresztą dzieciaki to wynagradzają, jak zawsze.
Co do folkloru - lubię czasem popatrzeć, gdy zajmują się tym osoby z pasją, a nie dlatego, że "mama chciała", a dziecku nogi się plączą, zero radości z tańca itd. U mnie w mieście właśnie prezentowana jest ta druga opcja.
Dawałam i dam, wiadomo, papierska mi jednak niemiłe, a nasza dyrekcja makulaturę uwielbia. Podobnie wszelkie inne instytucje oświatowych władz. I przez to coraz mniej lubię być nauczycielem: zamiast uczyć, rozmawiać, być, wypełniam (albo ryzykuję i nie wypełniam) niepotrzebne świstki tylko po to, żeby mieć podkładkę w razie nieprzewidzianych zdarzeń. To zabezpieczanie każdego nauczycielskiego kroku mnie męczy.
UsuńPowodu "bo mama chciała" właściwie nie uznaję w ogóle, bo w ten sposób spełniają się jedynie jakieś zadawnione ambicje rodziców. Moja mama takie miała, jeśli o moje studia chodzi, więc wiem jak to jest. Ale ja się nie dałam.
Z tego co widzę, to faktycznie znajome panie nauczycielki mówią to samo. Więcej pracy po godzinach w papierach, co nijak ma się do nauczania. A można byłoby ten czas wykorzystać na zaplanowanie jakiejś naprawdę fajnej lekcji dla młodzieży. Tyle, że po papierkowej robocie już się może nie chcieć i w zupełności to rozumiem.
UsuńOtóż to.
UsuńU mnie w szkole dochodzi jeszcze niejaki strach przed kontrowersją. Marzy mi się zorganizowanie klubu dyskusyjnego poświęconego filmom. Wiadomo jednak, że nie będziemy omawiać komedii romantycznych a obrazy mocne i stanowiące punkt wyjścia do burzliwych rozmów. Obawiam się jednak, że gdyby dyrekcja wpadła i zobaczyła, że oglądamy jakiś "Sponsoring", pewnie by padła, zapowietrzając się pseudomoralnie. A przecież uczę już niemal dorosłą młodzież.
szkoda, że niestety w 80% przypadków kiedy ktoś nam powierza dodatkowe zadania twierdzi właśnie, że tylko my jesteśmy zdolni je idealnie wykonać nikt inny a tak na prawdę chodzi o to, że inni tego zwyczajnie nie chcą robić ...
OdpowiedzUsuńSmutne ...
Argumentację dyrektorki właściwie rozumiem, bo jestem odpowiedzialna za rekrutację od kilku lat i już wiem co i jak, technicznie jestem nie do zagięcia. Ale ponieważ miałyśmy kilka wcale nie takich krótkich spięć w poprzednim roku, wolałabym być zwyczajnym wołem roboczym i podpowiadać na każdym kroku nowemu szefowi. Słodzenie mi przez niektórych współpracowników odbieram jako "jak dobrze, że nie ja".
UsuńTanyu, zawsze sobie dawałaś radę w szkole, to i teraz sobie dasz. Nie taki z Ciebie znowu Herkules, aby koszula Dejaniry spaliła Twoje ciało. Niech chwalą Cię, ile chcą, a Ty i tak znasz swoją wartość i umiesz oddzielać ziarno od plew.
OdpowiedzUsuńBuziaczki mitologiczne.
Nie chodzi o niedanie sobie rady, Aniu, a o atmosferę, która staje się coraz bardziej nie do zniesienia - o ile to jeszcze możliwe, - przez co w ogóle nie mam ochoty w szkole bywać. Koszula Dejaniry nie spali mojego ciała jednak choćby z jednego powodu: przejmuję się krytyką mądrzejszych ode mnie. Chełpliwie, wiem, ale wiem swoje.
UsuńBuziaczki śpiące strasznie. W szkole mam energię, w domu padam jak kawka.
Marzycielka z Ciebie:-). Buziaczki:-)
OdpowiedzUsuńMarzycielka czasem, nie przeczę. Ale gdzieś Ty to wypatrzyła powyżej? :)
Usuń