Rozumek mi się kurczy w tempie zastraszającym: ostatnio wiecznie czegoś nie rozumiem. Wprawdzie przeszło mi przez myśl, że zwyczajnie wielkie wizje ludzi wokół wcale nie są takie wielkie, a głupie raczej, ale postanowiłam nie zgrywać nadętej i to siebie uznać za niemądrą. Tym bardziej, że pewna sytuacja zmusiła mnie do zastanowienia się nad postrzeganiem cudzej głupoty, wiadomo bowiem, że spoglądamy na ludzi przez bardzo subiektywny pryzmat, ten zaś każe nam stawiać siebie na uprzywilejowanej pozycji. Tak więc głupota innych wcale nie musi być głupotą obiektywnie. W obliczu powyższego, wydaje się, że niezłym doświadczeniem mogłoby być spędzenie tygodnia czy dwóch w ciele zagorzałego wroga albo, jeszcze lepiej, nieprzeciętnego tępaka. Zmieniłoby to wiele perspektyw, nauczyło akceptacji albo przynajmniej tolerancji. Niestety, mogłoby się okazać, że w tej chwili musiałabym się wcielić w zbyt wiele dusz, co skutkowałoby brakiem czasu na bycie sobą, dlatego wciąż z niedowierzaniem obserwuję rozwój steku cudzych wizji, które pozostają w całkowitej niezgodzie z moim pomysłem na najbliższą przyszłość. I znów dochodzimy do niechcianego meritum: nie rozumiejąc cudzych działań, uważam je za głupie. Tymczasem, jak już wyżej ustaliłam, to mój rozumek nieustannie się kurczy.
Do konkretów przechodząc, nie pojmuję, dlaczego moi humaniści nabrzmiewają do rozmiarów klasy za chwilę trzydziestoosobowej, podczas gdy klasa równoległa liczy sobie osób niespełna dwadzieścia. I wcale nie własną wygodą się głównie kieruję, a chęcią przeżycia spokojnego przyszłorocznego lipca, kiedy to któryś rok z kolei będziemy przeżywać gehennę oczekiwania na chętne u nas się kształcić dusze, które wskutek niżu i innych czynników nie pchają się drzwiami i oknami. Głównym innym czynnikiem jest wrześniowe przyjmowanie lipcowo nam niechętnych dusz wedle kryteriów "bierzemy wszystkie i wrzucamy je, gdzie sobie zażyczą, nie gdzie mamy wolne miejsca"; dusze lipcowe zaś wcale niekoniecznie dostają się tam, gdzie by sobie tego życzyły. Wskutek takich działań, lipcowo znów będziemy świecić pustkami, bo we wrześniu dusze bezstresowo zapukają do naszych drzwi i dostaną, czego pragną. Nie ogarniam również referatów, które teoretycznie muszę czytać na zebraniach z rodzicami, a które są plagiatem pochodzącym prosto z sieci i pod którymi tkwi bezwstydny podpis plagiatorki, która winna być najmądrzejszą osobą w szkole, tymczasem jest najgłupszą. I te słowa wypowiadam z pełną premedytacją. Z tą osobą bowiem pewnie się w niedalekiej przyszłości zetrę na ostre słowa, bo zamierza ona zignorować spory odsetek dzieci z rzeczywiście powykrzywianym spojrzeniem na świat, szkołę i siebie, a postanowiła prostować moje niepełnosprawne ruchowo dziecko, któremu spojrzenia na życie można by pozazdrościć. Istnieje nadzieja, że chłopak zagoni chętną do łatwej pomocy dyrektorską faworytkę w kozi róg. Skoro o wilku mowa, nie rozumiem również - a jest to niezrozumienie ciągnące się latami, - jak łatwo samodzielne myślenie może przekształcić się w ślepe podążanie za despotycznymi opiniami osoby u steru i jak nietrudno o zgnojenie człowieka, którego zdania w ogóle się nie słucha, bo od początku wychodzi się z założenia, że głupi jest i na pewno nie ma racji. Oficjalnie, bo nieoficjalnie różnie się po kątach mówi. A we mnie buzuje bunt przeciw wszystkim wyznającym religię "huzia na nielubianego przez szefostwo Józia", bo moim niepokornym zdaniem, Józio mądrzej mówi niż niejeden popierający wielkie wizje.
Obawiam się, że pewne kwestie, z którymi borykam się na co dzień stają się dla mnie bardziej kuriozalne niż rekord Guinnessa w ilości rozwieszanych skarpetek. Jednak w związku z mocnym postanowieniem, że wybieram lepsze z dwojga złego i staram się nie ulegać irytacji z powodu spraw, których nie potrafię ogarnąć przykurczonym rozumkiem, zostawiam jad tutaj, by w poniedziałek pokazać światu nieskażone brzydką myślą oblicze. Z całą premedytacją chciałam jednak dziś nieładnie myśleć o psującej mi odbiór filmu wyniesionej na firmament przez wampirzą sagę gwieździe (erm...), ale w obawie przed moją nieobiektywnością w postrzeganiu aktorskiego talentu tej pani, obraz z ekranów kin zdjęto. Zamiast więc siedzieć w kinie, popycham tutaj głupoty, ubolewając nad moim rozumkiem, który skurczyć się już zdążył do rozmiarów ziarnka maku, skoro nie pojmuje fenomenów uznawanych przez niemal cały świat.
Widzę, że niezrozumienie goni niezrozumienie. Kumulacja? ;)
OdpowiedzUsuńSzkoda, że nie pieniężna, bo mogłabym to rzucić i jechać na te Hawaje, a tak...
Usuńskoro nie pojmujesz fenomenów uznawanych przez "tamten" cały świat, to znaczy, że z twoim rozumkiem jest wszystko cacy:)
OdpowiedzUsuńNo właśnie uznaję za mało możliwe, by tak większość na komendę nagle zgłupiała.
Usuńa jednak....ja też to dostrzegam wokół siebie...
UsuńDobrze, że nie jestem sama.
Usuńno tak, teraz plagiaty na podstawie internetu są tak powszechne, że współczuję nauczycielom bo to musi być rzeczywiście irytujące czytać jedynie mały odsetek prac prawdziwych i samodzielnie napisanych. Rozumiem irytację ... współczuję. Cóż ...
OdpowiedzUsuńA miałaś leżeć i się grzać ;>
Polluśka, na uczniów bym tak nie psioczyła - nie cierpię plagiatów, ale im jakoś łatwiej wybaczyć. Pod referatem podpisała się szkolna pedagog.
UsuńLeżałam, się grzałam, za chwilę znów idę. Ta notka była już wcześniej gotowa, dopisałam ostatni akapit, który chciałam dodać po wizycie w kinie. Cóż, nie pojechałam.
co ???????? pedagog szkolna ?????????? o matko toż to woła o pomstę do nieba ... ja bym chyba wyszukała w necie oryginał i jej podsunęła z pytaniem czy to czasem z niej ktoś plagiatu nie zrobił bo się martwisz .. ciekawe jak by zareagowała.
UsuńMatko do czego to doszło, żeby już nawet nauczyciele na łatwiznę chodzili ...
Noooo, może i to jest pomysł, ale... pewnie nie uwierzy, że ja wierzę, że ona mogłaby coś do sieci wrzucić. Wydaje mi się, że komputerowo najbardziej opanowała kopiuj - wklej.
UsuńJa niedawno robiłam magisterkę: wierz mi, że ten plagiat mnie nie dziwi. Co nie znaczy, że mnie nie wkurza, bo mogła pod spodem podać źródło, zamiast się podpisywać. I byłoby ok, bo są specjaliści, z których pracy należy wręcz czerpać.
i bądź tu mądrym :)
OdpowiedzUsuńBez szans :))
Usuńno nie, deja vu jakieś - czyta się Ciebie jak Chmielewską
OdpowiedzUsuńDziękuję. Bo to komplement jak rozumiem, bo Chmielewskiej nigdy nic nie czytałam.
UsuńO, wreszcie coś rozumiem, swoją drogą ;)
ma się rozumieć, że komplement
Usuńale nie czytaj już, albo czytaj wybiórczo, z polecenia, bo za stara jesteś, żeby docenić koncept ;p
O, i masz! Tyle z komplementu. Za stara. Phi, też mi coś ;p
Usuńpowiem jedno - walcz. walcz o swoje, i o dzieciaki, które chcą chcieć a nie dlatego że są faworytkami dyrekcji. ja to bym walczyła przez oportunizm - mówiłabym jedno a robiła drugie. a Ty walcz. i wiem że Ci się uda. bo jak nie Ty to kto;)
OdpowiedzUsuńP.S. dlatego u Ciebie tyle dzieciaków bo się dowiedziały o takiej wspaniałej nauczycielce.
P.S.1... i to wcale nie mój oportunizm
P.S.2 ... bo znam takich ludzi jak Ty i wiem że oni naprawdę chcą coś zmienić
O swoje walczę, o cudze już mi się nie chce, choć mnie czasem język świerzbi. Ale wiesz, co mnie zniechęca? To, że mnie nikt nie poprze oficjalnie, a potem w kącie mi mówią, że mam rację. Wtedy gryzę.
UsuńNiestety, tyle dzieciaków mam, bo u nas są tylko dwie klasy liceum, a ta druga jest ścisła, miłośników matematyki zaś u nas tylu, co kot napłakał.
I nie słodź mi tu, bo się rozbestwię, a aktualnie pracuję nad złagodzeniem swojego zachowania. Albo po prostu nad posiadaniem wielu rzeczy w dupie.
cóż, oportunizm to moje drugie imię więc lubie ludziom słodzić;) nikt nie poprze Cię oficjalnie - więc masz więcej takich oportunistów u siebie. ja, flegmatyk z urodzenia i zamiłowania mówię Ci jedno - bądź choleryczna bo to urozmaica życie. gdyby wszyscy byliby podobni do mnie to byśmy umarli z nudów
UsuńCholeryczna natura doprowadzi mnie do nadciśnienia, jak mnie ostrzega "Józio" z notki.
UsuńI wiesz, skoro już mnie nie popierają w krytycznych momentach, wolałabym, żeby po wszystkim się ze mną nie zgadzali. Niech sobie wtedy to poparcie wsadzą w cztery litery, bo mnie to jeszcze bardziej rozjusza.
to na obniżenie ciśnienia polecam medytację. wdech, wydech. ale może jesteś jak moja siostra że ja powiem słowo a ona się sama nakręca;) przede wszystkim musisz być oazą spokoju - to naprawdę wkurza ludzi;)
UsuńMedytację? Kochana, kto by miał do tego cierpliwość? :))
UsuńA wiesz, że może jestem jak Twoja siostra. Na pewno nie w stosunku do wszystkich, ale wobec niektórych na pewno jestem uprzedzona. Oazą spokoju mam być, mówisz? Warunki mam niesprzyjające!
ale to naprawdę wkurza ludzi. ja często jestem zrównoważona i czasami ludzi to strasznie wnerwia. a ja sobie płynę i czasami coś sobie stłukę w domu. dla ludzi jestem słodka aż do przesady;)
UsuńWiem, że wkurza, jednak spokoju zwykle zachować nie umiem. A gdyby mi się kiedyś udało, pewnie by pomyśleli, że jestem śmiertelnie chora :))
UsuńTak czytam czytam i wiesz co? wcale nie jestem zdziwiona. A pedagogom i psychologom szkolnym nigdy nie ufalam. To nawiedzeni ludzie[oczywiscie ci ktorych spotkalam, bo nie chce wszystkich wstawiac do jednego wora]. . . ale z tego co czytam nie tylko u Ciebie, niektorzy z nich nigdy nie powinni pracowac na swoim stanowisku. Kiedys trafilam na bloga jednej dziewczyny, ktora sama swojemu przedszkolakowi przygotowywala posilki jak najbardziej naturalne, warzywa owoce zeby dziecko mialo urozmaicone jedzenie. Okazalo sie, ze pani pedagog szkolnej czy psycholog nie pamietam dokladnie to przeszkadzalo stwierdzila ze mamuska jest nawiedzona bo dziecka nie karmi DANONKAMI. Myslalam ze opluje monitor. Matke zatkalo. A ta do niej z tekstem, no co nie oglada pani reklam to nie wie co dla pani dziecka jest dobre. I wez takiego babska nie udus golymi rekami.
OdpowiedzUsuńSkad sie tacy biorą?
Usuńps. Kochana, dostalas ode mnie maila z zaproszeniem? bo cos mi sie wczytac nie chce w bloggera adres.
My do pedagogów nie mamy w ogóle szczęścia. Psycholożki zaś mieliśmy dwie fajne, ale jednak została zadziobana, druga znalazła pracę bliżej miejsca zamieszkania. Gdyby nie to, że uczę w szkole ponadgimnazjalnej, pomyślałabym, że piszesz o naszej pedagog - byłaby do tego zdolna. U nas za to sprawę ze sklepikiem szkolnym załatwiła dyrekcja: w poprzednich latach działał taki z fajnym asortymentem, i owoce, i coś na ciepło, ale z właścicielami dyrektorka w konflikt weszła i się skończyło. Teraz mamy tylko czipsy i słodycze, a do tego wszystko drogie strasznie.
UsuńW sklepikach szkolnych zawsze bylo drogo i niezdrowo, widzisz znalazl sie u was chetny ktory chcial to zmienic. Skoro dyrektorka nie potrafila tego zrozumiec, ze w szkole nie sa potrzebne chipsy i same slodycze tylko bardziej urozmaicone jedzenie no to przepraszam, szkoda ze dzieci na decyzji doroslych najbardziej cierpią. Kazdy im wsadza byle co byle gdzie, za jak najwyzsze pieniadze. Ok, wyslalam juz zaproszenie mozesz usunac adres:)
UsuńDyrektorka się zwyczajnie na poprzedniego właściciela o coś pogniewała, focha strzeliła i umowę wymówiła. Tak to u nas działa. Aż się wstyd przyznać.
UsuńDziś rozmawiałam z byłym uczniem: mówił rzeczy, których wolałabym nie słyszeć. Łudziłam się, że dzieci o tym wszystkim nie wiedzą...
Wiesz, mysle ze nie tylko w twojej szkole tak jest. W kazdej cos by sie znalazlo, gdyby ktos chcial byc "upierdliwy" i grzebac we wszystkich sprawach niczym kret. Nawet jesli pewne rzeczy okazuja sie brutalna prawda, to lepiej moze zeby wiedzialy anizeli zyly w pieknym klamstwie??? Tak sadze.
UsuńTo akurat pewne. Ale sama wiesz, że najbardziej odczuwa się bałagan wśród własnych pieleszy.
UsuńNo niestety to prawda. Tylko ciezko pozniej posprzatac taki balagan narobiony przez kogos.
UsuńWspólnie dalibyśmy radę.
UsuńMoze bierny opór. Nie wiem co prawda co to w efekcie da , ale zawsze zaistnieje...
OdpowiedzUsuńBierny? W sprawie "Józia" zamierzam całkiem czynnie zadziałać na najbliższej radzie. Biernego oporu nikt nie zauważa, za mało toporny jest.
UsuńCiebie jako humanistkę drażnią plagiaty, mnie jako językowca wklejanie wszystko w Google Tłumacz i twierdzenie, że to "moje". Tępię i nie oceniam takich prac, każe wrócic do domu i stworzyc własne kopnięte może zdania, ale oceniam próby.
OdpowiedzUsuńWielu nie podejmuje prób myślenia. Obserwuje to szczególnie na korepetycjach, gdzie nie tyle co języka, co samodzielnego myślenia muszę uczyc, bo a nóz na maturze padnie pytanie "Jakie są przyczyny wojen i jak można im zapobiec? Zastraszająca liczba nastolatków, nie zna odpowiedzi na to pytanie po polsku, a co dopiero po angielsku..
Ciężki nasz ten kaganek oświaty:)
Znam to wszystko, o czym piszesz z autopsji, bo, choć wielu mnie bierze za polonistkę, ja językowcem jestem, anglistką jak Ty. I też wolę zdania czerwone od błędów, toporne, zupełnie nieangielskie niż tłumacza albo "tylko mi koleżanka sprawdziła". Pewnie dlatego coraz rzadziej zadaje pisanie na pracę domową, a poświęcam mu czas na lekcji. I masz rację, na maturze padają pytania, na które dziecię nie potrafi odpowiedzieć po polsku i stąd też porażka w języku, bo jakby mu podpowiedzieć, to może by i jakoś koślawo przetłumaczył.
UsuńDodam jeszcze tylko, że plagiat, o którym mowa w notce, popełniła szkolna pedagog.
Życzę powodzenia w temperowaniu uczniów :) Pozdrawiam cieplutko :*
OdpowiedzUsuńTa notka o pedagogach (w szerokim tego słowa znaczeniu) jest, moja droga.
UsuńNie różnimy się za dużo od zwierzątek (w pewnych sytuacjach). Kury dziobią się wedle hierarchii - ta na górze dziobie wszystkie, a ta na dole jest dziobana przez wszystkie. Niektórzy lubią kogoś kopnąć, kiedy wiedzą, że inni przytakną i nic im za to nie grozi. Powinno się wyrosnąć z tego w podstawówce, ale, jak widać, sporej części ludzi zostaje to na całe życie.
OdpowiedzUsuńZamiłowanie do robienia "tego co wszyscy" połączone z bezwazelinowym włazidupstwem tak mnie wnerwia, że nic tylko podejść i trzasnąć takiego delikwenta na odlew. Właśnie tak, jego, indywidualnie, żeby się girami przykrył.
A mnie by się marzyła sytuacja, w której kura na górze nikogo nie stara się zadziobać, nikogo do dziobania nie zagrzewa, a stwarza atmosferę odpowiednią do pracy. Bo, czego nie napisałam w notce, jej sytuacja prawa jest bardzo podobna do tej kury na dole. No, ale czego nie wolno Tobie, smrodzie...
UsuńHa, wyłgałam się od oberwania od Ciebie ;)))
Są ludzie i ludziska
OdpowiedzUsuńSą. I ze wszystkimi jakoś trzeba żyć.
UsuńUjąłbym to tak: ponieważ i tak w końcu zawsze przyjedzie jakiś walec i wyrówna, to najważniejsze w tym wszystkim widziałbym ocalenie siebie podług zasady "szanujmy się, bo nas mało już rozumnych zostało"...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Nie, nie, nie! Tylko nie "szanujmy się", proszę. To zawsze mówi jedna taka osoba, która nikogo nie szanuje.
UsuńDzisiejszej polska szkoła, Tanyu, toczona jest przez wszelkie choroby, tyle dobrze, że nauczyciel otrzymał wreszcie odpowiednia ochronę prawną! Uczyłem dziatwę przez ponad 20 lat, na szczęście jeszcze przed kretyńską reformą, ustanawiającą gimnazja! Na szczęście moja mniejszościowa płeć jak i zimna logika zazwyczaj potrafiły dać odpór wszelkim kretynizmom!
OdpowiedzUsuńściskam
Otrzymał ochronę prawną, to prawda, nie chroni ona jednak przed, a powiem to, głupotą współpracowników. Choć w sumie teraz pomyślałam sobie, że w części przypadków to nie nierozumność a wyrachowanie.
UsuńO, ja też nie rozumiem, ale tego, co u mnie. I tak pomyślałam, że no cóż: gąska głupiutka jestem i nie pojmę, zwyczajnie nie pojmę więc sobie odpuszczam i robię swoje. Bo tak w zasadzie, to rozumieć nie chcę.
OdpowiedzUsuńP.s. pamiętasz, jak czytałaś kiedyś o tym, co u mnie i napisałaś, że chyba znów chcesz pracować w szkole? ;)
Niestety, pewne wrześniowe decyzje mają wpływ na moją zaczynającą się w marcu czy kwietniu pracę, dlatego walę głową w mur. Cóż, na razie nic nie wskórałam.
UsuńPamiętam, muszę przeczytać jeszcze raz, choć nie wiem, czy to coś da, bo liczba absurdów zgromadzonych na centymetrze kwadratowym u nas rośnie i rośnie.
Nie wiem co napisać więc tylko pozdrowię:-). Buziaczki:-)
OdpowiedzUsuńBuziaczki :)
UsuńJak dobrze mieć bloga.
OdpowiedzUsuńStrasznie dobrze :)
UsuńNo i co mam, tanyiu, Ci napisać. Szkoda, że Polska nie transmitowała paraolimpiady, bo wtedy dyrektorska faworytka może by wiele zrozumiała. A może i nie?
OdpowiedzUsuńKiedyś w obecności pewnego ojca, który o wszystko miał do szkoły pretensje, tak walnęłam pięścią w biurko, że aż skrzywiłam sobie obrączkę od pierścionka. Potem okazało się, że obrączka pękła. Jeśli Tobie kiedyś taka myśl przyjdzie do głowy, to najpierw zdejmij z palca pierścionek, bo szkoda, a delikwenta i tak niczego nie nauczysz.
Buziaczki bose, bez skarpetek.
A może i nie, Aniu. Kompletnie w nią nie wierzę. Rozmawiałam kiedyś z jej wychowawczynią z podstawówki i ta była kompletnie zdziwiona, że to dziewczę, które samo wymagało emocjonalnej pomocy, zostało szkolnym pedagogiem. Na razie ustaliłam z moim uczniem, że na zajęcia z nią pójdzie, sam zobaczy, czy one mu odpowiadają, a jeśli okaże się, że nie, ja zadziałam.
UsuńJa musiałabym walić pięścią na dyrektorkę. W kolejnej notce chyba znów się wyżalę, bo znów nie rozumiem. Kiedyś stracę głowę za to, że próbuję się wychylać ponad pipidówkowszczyznę.
Buziaczki jak najbardziej w skarpetkach, wcale nie najcieńszych.
Czytając Twoją jakże ekspresyjną i jednocześnie bardzo mądrą (albo ja jestem taka głupia, że ciężko mi conieco było pojąć :P) notkę doszłam do dwóch wniosków :P O ile oczywiście w końcu dobrze ją zrozumiałam :P
OdpowiedzUsuń1. Można być albo altruistą i nie mieć czasu by zrobić coś ze swoim życiem, albo egoistą i żyć tylko własnym życiem :D Popadanie ze skrajności w skrajności :D
2. Też mnie zawsze wkurzało i zastanawiało, dlaczego uczniowie czy nawet studenci z zerową frekwencją w ostatecznym rozrachunku wychodzą tak samo jak Ci co chodzą, się uczą i zdają.
Ad. 1. Zmieniłabym altruistę na idealistę - naiwniaka i perfekcyjnie by się zgadzało. Tak, zdaje się, że popadłam w w/w skrajność i muszę się z tego wycofać, bo się do cna rozstroję.
UsuńAd. 2. Fakt, to wkurza strasznie. Tym razem jednak o rekrutację chodzi: w lipcu walczymy o każdego ucznia, każdy na wagę złota, a zamiast skorzystać z tego, że nie każdy się do naszej szkoły w tym roku dostał i przekuć to w jakiś sukces rekrutacyjny za rok, dyrekcja i tak przyjęła wszystkich, którzy się nie dostali, dodatkowo nie narzucając im klas, w których mamy mniej dzieci, a pozwalając wybierać. Więc co nas czeka w przyszłym roku? Eksodus uczniów do Cz., a jak tam się nie uda, to u nas zawsze się znajdzie miejsce, czy to w lipcu, czy we wrześniu, a nawet w kwietniu.
Znów muszę pomóc sobie liczbami xD
Usuń1. No niestety czasem chcę się popisywać znajomością języka polskiego a ta znajomość nie jest najlepsza :P
2. No proszę. Że ja o tym nie wiedziałam jak ja do liceum szłam. :P Wydaje mi się, że tylko dyrekcja i nauczyciele to wiedzą. Bo dzieci to się boją zawsze że się nie dostaną i stresują :P
A więc:
Usuń1. Z Twoją znajomością polskiego wszystko jest w porządku, zwyczajnie inaczej zinterpretowałaś powyższe wywody niż chciałam, by były zinterpretowane, ale to powód do radości jedynie, bo daje inne spojrzenie na wydarzenia.
2. Wiesz, pewne szkoły zapewne nie mają takich problemów, ale nasza lokalna, pipidówkowa ma. Co nie znaczy, że niektóre dzieci się nie stresują, mimo tej wiedzy. Kiedyś matka dziewczęcia mającego 190 punktów po gimnazjum była u mnie chyba ze trzy razy i z kolejne trzy u dyrekcji, żeby się upewnić, że dziecko się do szkoły dostanie.
nie ma "tego i tamtego" świata.
OdpowiedzUsuńZnaczy nie ma tego na blogu i tamtego poza blogiem? Nie dziw się, że nie zrozumiałam: jak widać, to nic nowego.
Usuńto zależy od indywidualnego podejścia, pozy.
UsuńOwszem. I skoro o bloga chodzi to się zgadzam, nie ma jaskrawej granicy między tymi światami. Inaczej blog byłby kłamstwem, a wtedy... po co go mieć? Zwłaszcza w pewnym wieku.
UsuńNiestety na trzeźwo nie zrozumie się rzeczywistości. Czasy w jakich się znajdujemy powodują, że pewne jednostki uważające się za alfy i omegi rzucają na prawo i lewo swoje opinie (wg ich mniemania naj,naj, naj we wszystkich kategoriach), a my niejako jak chłop pańszczyźniany musimy pomysły realizować bez możliwości wyartykułowania swojej koncepcji.
OdpowiedzUsuńO, i kolejna dawno zaginiona :))
UsuńDaj spokój, do alkoholizmu mnie chyba nie namawiasz? A nie byłabyś pierwsza w ostatnich dniach, moja droga ;)
Dziś wyartykułowałam swoją koncepcję, ale nic to nie dało. Jeszcze chwila, a dojdę do wniosku, że lepiej milczeć i mieć w poważaniu - nadciśnienia człowiek uniknie. Albo i czegoś gorszego.
Czasami rzeczywiście jakiś promil krążący po organizmie pozwoli na spojrzenie się na ten sam problem z innego punktu widzenia, co może spowodować, że problem przestaje być problemem.
UsuńNa fejsie któryś ze znajomych polecił obrazek, gdzie nauczyciel przycina myśli dzieciakom na swoją modłę
Niestety, nie sądzę. Bo to nie problem na ten moment, a nabrzmiewająca od roku czy dwóch sytuacja z coraz mniejszą ilością wyjść.
UsuńJa przycięłabym myśli niektórych dorosłych na modłę myśli uczniów, świeższe by się stały. Jednocześnie nie powstrzyma mnie ten pogląd przed wyjściem z siebie i stanięciem obok w poniedziałkowej rozmowie z moimi humanistami, bo czym innym są własne poglądy, a czym innym stawanie na rozpuszczonej głowie.
czesc Tanya
OdpowiedzUsuńdawno mnie nie bylo i chyba pozumiem Twoj wybor. chyba podaze Twoim sladem na blogspot.. pozdrawiam i do uslyszenia
aiisha (loma.blog.onet.pl)
Cześć! Strasznie miło po długim czasie zobaczyć "starą gwardię" :)
UsuńHej,niestety nie da sie wszystkich i wszystkiego zrozumiec,a co wyrabiaja niektorzy ludzie myslacy(lub im sie wydaje ze mysla) to przekracza nasze wszelkie spojrzenia, chocbysmy niewiadomo jak starali sie ich zrozumiec . We mnie rowniez jest taki bunt przeciwko glupocie i niesprawiedliwosci ,bo przeciez po cos mamy rozumy,prawda?
OdpowiedzUsuńNie da się i w ogóle nie mam takich ambicji, ale przeraża mnie aktualnie poziom mojego niezrozumienia, który sięga jakichś szczytów: codziennie czegoś nie ogarniam. I skoro cały świat tak nagle przecież zgłupieć nie mógł, zgłupiałam na pewno ja, nie ma innego wyjścia.
UsuńP.S. Mam nadzieję, że albo u Ciebie nie ma już kodu weryfikacji, albo wreszcie będę mogła go przejść w skomentować.
są rzeczy na świecie, które nie śniły się nawet filozofom... wiem z praktyki :P
OdpowiedzUsuńAż taka tępota własna też mi się nie śniła, ale w sumie żaden ze mnie filozof. No, może kapkę domorosły ;)
UsuńStrasznie to zagmatwane. A węzeł gordyjski, zdaje się, najlepiej jest przeciąć. :)
OdpowiedzUsuńSugerujesz morderstwo czy zwyczajnie, na przykład, zmianę pracy? ;))
UsuńPrzestać narzekać i zobaczyć jakiejś plusy w swojej pracy. :)
UsuńWidzę plusy swojej pracy, aż tak źle nie jest. Jednocześnie pisanie o tychże byłoby straszliwie nudne :)
UsuńTu się z tobą nie zgodzę. Zastuj, brak rozwoju i gderanie jest nudne. :)
UsuńA jednak tu jesteś :)
UsuńRaczej towaryzsko, bo tekst mnie nie kręci. No cóż, miłego wieczoru.
UsuńMasz prawo do każdej opinii, oczywiście. Podobnie do bycia i niebycia.
UsuńDobrej nocy chyba życzyć powinnam :)
Miłego dnia, jeśli już. U mnie 7 godzin trzeba odjąć psorko od angielskiego. :P
UsuńRacja! I dobrze, że nie psorko od geografii, bo dwukrotnie większy obciach by był.
UsuńZnaczy jesteś indywidualistka :))Paczucha
OdpowiedzUsuńZnaczy choleryczka na pewno :)
UsuńNo cóż, o szkolnej niesprawiedliwości mogłabym teraz rozprawiać ile się da, ale też wolę chyba uznać, że za głupia jestem i nie rozumiem, bo gdybanie nad tym, czego zmienić "nie można" to niestety marnotrawienie czasu.
OdpowiedzUsuńZmienić można, tyle że się nie chce, a jako że posiada się swego rodzaju władzę to się od razu uważa, że się jest alfą i omegą.
Uważaj, w sieci nikt nie jest anonimowy, a takie dość ostre wpisy bywają, no wiesz... Niebezpieczne. Jeszcze ktoś przeczyta, nastąpi ogromna obraza majestatu i kto wie jakie mogą być konsekwencje. Chyba, że nie ukrywasz się z tym co myślisz w pracy. :)
Obawiam się, że czasem zmienić nie można - nie w sensie globalnym, ale w jakimś tym jednym konkretnym miejscu. Niestety, u nas dyrekcja rzadko słucha sugestii innych, wcale niekoniecznie jedynie nauczycieli. Nie twierdzę, że mam, czy też mamy, patent na rację, ale jeden coś powie, drugi dopowie, trzeci zmodyfikuje, czwarty zweryfikuje i można zrobić coś fajnego. Ale wiele pomysłów odpada na wstępie, cóż.
UsuńWłaściwie się nie ukrywam z moimi poglądami w pracy. Tutaj je na pewno nieco "literacko" podrasowuję, ale generalnie niewiele w powyższym, zwłaszcza w środkowym akapicie, przesady. Jednocześnie widzisz Ty gdzieś tu jakiś konkret? Nazwisko, miejscowość czy takie tam? Takie incydenty mogą się zdarzyć w każdej szkole, czyż nie? Zresztą, nieprawdy nie piszę. Ale wiem, co masz na myśli.
Danych jak najbardziej nie widzę. Może też trochę przesadziłam. Koleżanka jednak miała już problemy w związku z takim wpisem, ale logowała się na bloga w miejscu pracy, podczas swojej przerwy.
UsuńA mnie właśnie chodzi o "nieglobalność". :) Przecież w małej placówce o wiele łatwiej współpracować. Jakby się naprawdę chciało, to by się dało. Uwierz, byłam w szkole, w której się "da" i chodzi tylko i wyłącznie o dobro dzieci. To co tam zobaczyłam - to była magia. Dosłownie! Nie wierzyłam, dopóki z grupą z roku nie zorganizowaliśmy wyjazdu do tej placówki, w której pani dyrektor ówcześnie nazywana wariatką, że porywa się na niemożliwe, stworzyła szkołę z klimatem. Oj, wiele by opowiadać. :) Jednak ona bez skrupułów wymieniła kadrę na taką, która też wierzy, że się "da". :D
Nigdy się nie zalogowałam na bloga w pracy: wszelkie wolne chwile poświęcam na pogaduszki i szkoda mi czasu na sieć :)
UsuńJa wiem, że się da. Ja bym chciała, by się dało. Ale... ale w naszej dyrekcji nie ma za grosz wariatki, choć ja chciałabym, by była szalona w swoich pomysłach. Mogłaby wprawdzie pozwolić szaleć innym, ale (znów ale) u nas nie ma szans się wychylić: każdego się przycina do poziomu pipidówkowszczyzny. Mała szkoła czy duża szkoła: wielkość ma drugorzędne znaczenie, najważniejsi są "umarli poeci".
plagiaty na podstawie internetu beda chyba zawsze bo polak potrafi i zawsze wymysli jak tu robic by sie nienarobic
OdpowiedzUsuńZgadza się, walczyć z wiatrakami nie zamierzam. Ale skoro kombinować nie ma potrzeby, a tu nie było, wystarczyło podać źródło zamiast podpisywać się własnym nazwiskiem, i już nie byłoby plagiatu. Jestem zdecydowaną przeciwniczką plagiatów niezależnie od sytuacji.
Usuńracja
Usuńale uwierz, że co niektórzy kopiują i nawet nie wiedzą skąd i czy na pewno jest to na temat
grunt to oddać pracę
ciesz się, że ją jakoś podpisali, bo ja w klasie miałam takich agentów co nawet swoim nazwiskiem się nie podpisywali
Kochana, gdyby to zrobił uczeń, nawet bym tu tego nie analizowała: postawiłabym jedynkę i nie ma o czym gadać. Ale podpisany plagiat był dziełem pedagoga szkolnego. Jak ona ma naprawić jakiegokolwiek ucznia, skoro sama robi takie cuda?
UsuńNie jesteś sama. Mój rozumek też się ostatnio skurczył.
OdpowiedzUsuńPocieszające :)
UsuńWiesz Tanyuśka co? Obecna szkołą to szalenie zaklęte rewiry. Ja również nie ogarniam jej. Ale w sumie to z boku już jestem. Chociaż nie ogarniam jej podwójnie - jako rodzic edukowanego drania nie ogarniam jej jeszcze bardziej.
OdpowiedzUsuńDajesz mi wiarę we mnie, Aguśka. Bo czasem mam wrażenie, że sama jestem w swoich widzeniach, i że to nie szkoła, a ja jestem zaklętym rewirem. Ale skoro Ty widzisz podobnie, jest dla mnie nadzieja.
Usuńhahhaahahahaaa albo mamy podobnie spaczone widzenie szkoły ;) w co szczerze wątpię ;))) ciekawa jestem jak bardzo jeszcze zepsują system edukacji w naszym kraju i jak tym samy głęboko zdeprawują młode organizmy, które powinny zostać poddane czystej obróbce merytorycznej tak po prostu i w ogóle...
OdpowiedzUsuńZawsze lepiej mieć świadomość, że ktoś jeszcze jest spaczony, niż w tym spaczeniu jak palec :))
UsuńSystem jeszcze w jakimś stopniu dałoby się oszukać, gdyby nie skostniałe spojrzenie niektórych bardzo blisko mnie. Byłam dziś na filmie, na który nie mogłam pojechać z młodzieżą, bo wyjazd do kina to głupota, uczyć się trzeba.