Choć klasa humanistyczna przefarbowała mi dziś trzy włosy na siwo, bombardując mnie piątkową beztroską jednostki i porannymi głupiutkimi manewrami, które przyniosły więcej stresu dwóm wystraszonym swoim czynem dziewczątkom niż mnie, wydaje mi się, że już ich lubię. Jedna rozmowa wymykająca się ramom wyznaczonym przez medialną sieczkę, za to usiana własnymi teoriami szesnastolatków wystawiających swoje nosy poza skórę, furę i komórę sprawiła, że moja rozchełstana humanistyczna dusza uśmiechnęła się do nich radośnie. A nadmienić tutaj trzeba, że ja za humanistami nie przepadam. Otóż nasi humaniści nie są bujającymi w obłokach, unoszącymi się kilka centymetrów nad ziemią, lewitującymi gdzieś na pograniczu światów poetyckimi duszami, a raczej tworzą zbiorowisko dusz jęczących nad swoją uczniowską niedolą, kiedy ktokolwiek stara się ich wciągnąć w rozmowę na poziomie wyższym niż przyziemnie codzienny, bo przecież oni wcale nie są humanistycznie obdarowani, a zwyczajnie nie chcą trafić do klasy ścisłej. A mnie się marzą, i może się spełnienia marzeń doczekam, rozmowy usiane słownymi figlami, selekcja negatywna i wybory mniejszego zła natomiast przyprawiają mnie o brzydkie myśli i niemiłe skojarzenia. Jeszcze brzydziej reaguję na dorosłych, dla których skóra, fura i komóra stanowią trzon życia. Choć czasem wmawiam sobie, że cynizm bierze we mnie górę nad idealizmem, większość rozmów weryfikuje moje o sobie wyobrażenia, zostawiając mnie niemą w obliczu opinii wyznawanych przecież przez jakiś niesympatyczny świat gdzieś za horyzontem, a nie przez ludzi tuż obok mnie. Wciąż nie umiem się przyzwyczaić do centralnej roli interesowności, do przeliczania każdego czynu na zyski i straty, i pewnie dlatego będę w moich humanistach pielęgnować ich życiową naiwność, niegdyś zwaną wrażliwością na drugiego człowieka. Najchętniej jednak zajęłabym się przy okazji tymi, którym wypadałoby wywiercić dziury w czaszkach i wlać w rozumy nieco humanizmu. I wcale humanistyczna w swoim wierceniu bym nie była.
no właśnie ... czasem humanistami młodzież bywa przypadkiem jak nie ma tak na prawdę klasy takiej jakiej szukają. Tacy co dla nich najważniejszy jest materializm to nigdy mojego zaufania nie wzbudzali ale i na szczęście nigdy się takimi jak ja szarakami nie interesowali. W LO miałam w klasie taką dziewuchę której ojciec trzepał kasiurę na salonie samochodowym, na dobrze prosperującej restauracji i na jubilerze i co ??? i 3,5 roku w jednej klasie a ona na koniec szkoły nawet mojego imienia nie pamiętała buahahaha ...
OdpowiedzUsuńWydaje mi się, że niektórzy nie wiedzą, czego szukają, a po analizie oferty, wychodzą z założenia, że klasa humanistyczna jest zwyczajnie najłatwiejsza. A guzik, moim zdaniem.
UsuńNa takie dziewuszyska i takich chłopaczysków macham ręką: niech się w kasie utopią. Wydaje mi się, że mam w klasie dwie takie księżniczki, ale jeszcze je ustawię: na bycie w klasie, bo życie po szkole ułożą sobie jak chcą. Na księżniczki też mam uczulenie.
pozostając lekko w temacie to nie wiem czy tolerujesz Monię Szwaję ale wymieniłam się w moim "podaj dalej" z Zasadą na jej książkę pt. Jestem nudziarą. Książkę łyknęłam wczoraj i dziś rano bo to typ krótka, łatwa i przyjemna ale do sedna. Otóż już od pierwszych wersów jak tylko zaczęłam ją czytać to nie wiedzieć czemu widziałam wypisz wymaluj Ciebie bo książka jest o polonistce i jej kasie ;D nie wiem czy nie hańbię Twego intelektu w tym momencie bo nie każdy czytuje aż tak lekką i odmóżdżającą lekturę ale pomyślałam sobie, że nim ją wystawię w moim kolejnym podaj dalej to zapytam Cię, czy czasem nie chcesz się ze mną wymienić na jakąś inną odmóżdżającą i nie koniecznie górnych lotów :)))
UsuńNie wiem, czy toleruję panią Szwaję, bo chyba niczego jej nie czytałam. Bynajmniej jednak nie hańbisz mojego intelektu, bo ostatnio dochodzę do wniosku, że on jest ułudą jedynie :)))
UsuńW każdym razie nie wiem, czy posiadam w domu jeszcze jakiś książkowy odmóżdżać, bo wszelkie takie oddaję po przeczytaniu do szkolnej biblioteki, niech i inni skorzystają.
Hmm, choć tą mną u Szwai mnie kusisz, ale jednak podaj ją dalej: mam taki stos gazet i książek do przeczytania, że mi życia zabraknie.
P.S. Wiesz, że nie jestem polonistką?
no może nie jesteś polonistką ale zdawało mi się, że przecie polskiego uczysz :)))
UsuńNie reflektujesz ... no cóż ... dobra jakoś to zniosę
Zniesiesz, zniesiesz: chętnych na pewno nie braknie :)
UsuńA uczę angielskiego. Polskiego za to za nic nie chciałabym uczyć: przez nową maturę i lektury.
a ja Cię czemu jakoś Cię z polskim kojarzę hmmm
UsuńPewnie przez te moje, jak to określiła Anna - polonistka, naszpikowane epitetami notki.
Usuńaaaaaaaaaa już wiem. Ciągle piszesz "moi humaniści" i to mnie chyba zmyliło ;D
UsuńTeż może być :)
Usuńtrafilas w sedno
OdpowiedzUsuńtaka prawda ze wiekszosc osob idzie do klas humanistycznych by ominac klasy scisle
a w zyciu przeczytaly jedynie ulotke z reala
Obawiam się, że większość właśnie tak ma. Zawsze sobie mówię, że na szczęście, dla mnie i dla nich, nie jestem polonistką.
Usuńw sumie masz dużo racji - ja sama nie chciałam wylądować w klasie ścisłej dlatego poszłam na tak zwanego humana. Jednak dużo mi zostało po takiej edukacji i np. obecnie bardzo dużo czytam i dorobiłam się własnej inicjatywy czytelniczej;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że z pobytu w klasie humanistycznej można skorzystać, jeśli się nie zamierza jej przewegetować. Ja skorzystałam z bycia w klasie w sumie ścisłej, bo biologiczno - chemicznej: mimo rozchełstania, jestem konkretna w kluczowych sytuacjach.
UsuńPisałaś u mnie, że kochasz młodych, a szkoły już nie. W dzisiejszych czasach trudno kochac to drugie, a jeśli wszystkiego miec nie można to odnajdujemy radośc do naszej profesji w czym się da i myślę, że Ty ciągle to potrafisz i między wierszami te pracę nadal kochasz:) Nie daj się wypalic nikomu na Twojej drodze!
OdpowiedzUsuńKocham, nie przeczę. W czasie lekcji kocham. W czasie przerw też mi się zdarza czasem, zależnie od tego, z kim w danej chwili przebywam i o czym rozmawiamy. Nie kryję, że z niektórymi mi zupełnie nie po drodze; pewnie im ze mną też. Czy się nie dam? Nie wiem. Był taki moment w zeszłym roku w kwietniu, że gdybym była w innej życiowej sytuacji, złożyłabym wypowiedzenie, najlepiej ze skutkiem natychmiastowym. Boję się, że kolejny kwiecień przede mną.
UsuńPoeci z nich żadni :) ale i tak sympatycznie spędza się z nimi czas? :)
OdpowiedzUsuńPóki będą myśleć jak mądre i mające swoje zdanie dzieciaki, będzie nam razem dobrze. A poetów może jeszcze w nich odkryję, znamy się przecież dopiero dwa tygodnie :)
Usuńw takim razie życzę wytrwałości :) i owocnego odkrywania
UsuńJa byłam w klasie ogólnej, ale human ze mnie pełną gebą :)
OdpowiedzUsuńA ja byłam, uwaga, uwaga, w biologiczno - chemicznej :)
UsuńŻycie płata figle. Szkoła średnia - klasa humanistyczna, studia wręcz przeciwnie.I dobrze mi z tym, bo skorzystałam i tam i tam. Serdeczności.
OdpowiedzUsuńPłata, i owszem. Ja, całą duszą humanistka, skończyłam licealną klasę biologiczno - chemiczną. Potem mam chciała, bym szła na studia ścisłe, ale się nie dałam. Gdybym natomiast teraz miała wybierać, pewnie poszłabym do zawodówki: w pipidówce najłatwiej o pracę po tej szkole właśnie.
UsuńWitaj dziękuje za odwiedziny u mnie , jestem już u Ciebie w obserwowanych kliknij sie u mnie do obserwowanych....szkoła kiedy to było...teraz się uczę z synem dosłownie 6 klasa poziom wysoki...powiem szczerze że mi teraz więcej wchodzi do głowy niż kiedys jak chodziłam do szkoły :) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńKliknę.
UsuńHmm, może dlatego, że teraz uczysz się chętniej, bo w sumie nie musisz. W końcu jak jest przymus, to większość staje okoniem. W tym ja.
humaniści? dzisiaj? gdzie?
OdpowiedzUsuńJak to gdzie? A ja to co? Napis na dropsach? :))
UsuńA NIE, NO TO JASNE:)
UsuńBez zbędnego krygowania się, przyjmuję wymuszony komplement :)
UsuńHumaniści - cudownie , ale jakże trudno będzie im zyć w dzisiejszym komercyjnym swiecie...
OdpowiedzUsuńNa razie żadni z nich humaniści: po dwóch tygodniach nie ważę się postawić takiej diagnozy. Z jednej strony masz rację, z drugiej - mnie jest całkiem nieźle, choć pewnie za chwilę nabawię się nadciśnienia.
UsuńHumaniści z prawdziwego zdarzenia - oby ci Twoi nie wyginęli i pozwolili pielęgnować tę wrażliwość na drugiego człowieka :)
OdpowiedzUsuńNie chwal dnia przed zachodem słońca: na razie to mające swoje zdanie dzieci, a takich cała masa.
UsuńA ja sie przyznam, ze mialam uraz do nauczycielek przedmiotow humanistycznych;-) Zwlaszcza do polonistek;-)
OdpowiedzUsuńWprawdzie bylismy klasa jak najbardziej scisla (mat-fiz-inf), ale lubilismy filozoficzne dyskusje i analizowanie roznych sytuacji z kazdej strony (jak logicvznie myslacy ludzie;-)). Jakos nigdy sie z polonistkami nie dogadywalismy;]
Do mojej licealnej polonistki też nie pałałam wielką miłością: ona jakaś za "ścisła" była. Co nie znaczy, że ścisłowców nie lubię. Przeciwnie, są konkretni i sprowadzają mnie na ziemię, kiedy fruwam. Obie moje poprzednie klasy były matematyczne i myślę, że nie mieliśmy problemu z dogadywaniem się.
UsuńP.S. Mam nadzieję, że przyjdziesz przeczytać moją odpowiedź, bo ja u Ciebie skomentować nic nie mogę: coś się u mnie zepsuło i nie przechodzę kodu weryfikacyjnego, więc jeśli by się go dało wyłączyć, poproszę.
ja nie miałam możliwości wyboru klasy. profil był jeden kiedyś. i szkoda, bo jestem matołkiem matematyczno-fizyczno-chemicznym.i całe 4 lata bałam się przedmiotów ścisłych....ale ja miałam nauczycieli(oczywiście nie wszystkich), prawdziwych humanistów. te nasze wspaniałe dyskusje, czasem na tematy "zakazane"...mało teraz takich, tanyu. powinnaś o tym wiedzieć najlepiej:)
OdpowiedzUsuńTo ja Cię pocieszę: sama się przez całą szkołę uważałam za matematycznego i chemicznego ciołka (fizycznym jestem do dziś bez wątpienia), ale raz wpadłam coś podpisać na maturę ustną z matematyki, kiedy jeszcze była, i się dowartościowałam. Zapraszam więc do mnie.
UsuńWiem, wiem. Podczas gdy ja się zachwycam tym, że mają własne zdanie, większość moich współpracowników cierpnie na samą myśl, że coś kontrowersyjnego na zajęciach wylezie. A szkoda.
Ja miałam cudowne polonistki, a do tego jestem humanistką, której kiedyś się śniło, że przez pomyłkę przepisali ją do mat-fiza (obudziłam się z walącym ze strachu sercem), więc pewnie spokojnie podeszłabym pod tę grupkę, o której piszesz ;)))
OdpowiedzUsuńNieco mnie pocieszyłaś. Dziś wracaliśmy do domu w autobusie pełnym uczniów szkoły średniej i załamałam się. Takie to durne, gópie i płytkie, że tylko siąść jak Kłapouchy w samotności i wzdychać.
Ja polonistki miałam średnie, licealną wręcz beznadziejną. Nie, żeby nas niczego nie uczyła, ale nad ziemią, jak mi się marzyło, nie fruwała. Może taką nam dali, bo byłam w klasie biologiczno - chemicznej (tak, tak), więc taka fruwająca mogłaby mieć problemy z ogarnięciem nas. Czy też właściwie ich, bo prócz mnie chyba wszyscy coś z biologią i chemią pokończyli. Albo przynajmniej nie pokończyli humanistycznie.
UsuńWiesz, taka do końca pocieszona się nie czuj, bo inaczej się rozmawia z wychowawcą na lekcji, a inaczej w autobusie, gdzie hulaj dusza. Ale... to moje dzieci, muszę w nie trochę wierzyć.
No toś mi podcięła skrzydełka ;)))
UsuńPodcięłam, ale nie ucięłam. Szukajmy pozytywów ;)
UsuńJestem humanistką. Zdecydowanie. Żadna inna klasa nie wchodziła w rachubę i to był chyba jedyny rachunek, jaki mi wyszedł ;).
OdpowiedzUsuńPielęgnuj!!
O, a u mnie się dziś okazało, że mój umysł stricte humanistyczny jest i tak o wiele bardziej ścisły niż umysły moich (nie)humanistów. Słowa matematyczki, która mnie zna całe lata, więc chętnie wierzę i popadam w matematyczny samozachwyt.
Usuńoj, tylko trzy siwe włosy co to dla Ciebie. i jednak wlałaś w duszę trochę humanizmu i masz klasę i zobaczysz że po tych trzech latach - nie wszyscy będą humanistami ale większość po maturze, po kilku latach, po kilkadziesiąt latach będą nadal wspominać swoje dyskusje z Tobą. tak jak ja wspominam nasze dysputy z panią od polskiego, biologii, historii...
OdpowiedzUsuńNo bo nie powiedziałam, że to trzy kolejne siwe włosy :)
UsuńNa razie jeszcze nic im nie wlałam, bo za krótko się znamy, ale w poniedziałek na pewno wleję w nich niezbyt miłe słowa, bo od czasu napisania notki jeszcze kilka siwych włosów mi przybyło, a zbieleć przez nich bym nie chciała. Co do dyskusji zaś, to nie wiem, czy moja klasa, ale na pewno niektóre będą mnie pamiętać z dyskusji aż za dobrze, bo Bozia mnie gadulstwem pokarała.
A chciałabyś popisac ze mną listy ????
OdpowiedzUsuńUuuu, nie wiem, czy bym się zmobilizowała. Póki co, ślę w świat kartki.
Usuń...nie wiem dlaczego mam takie wrażenie, nie potrafię uzasadnić, ale po tym wpisie utwierdziłaś mnie w tym, że jesteś niesamowitym nauczycielem. "Pielęgnować ich życiową naiwność, niegdyś zwaną wrażliwością na drugiego człowieka". Amen. :)
OdpowiedzUsuńAj, dziękuję. I proszę o niesłodzenie mi, bo nie wiem, co powiedzieć, no :)
UsuńA serio, nie wydaje mi się, że jestem niesamowita. Po prostu lubię młodzież. Każdą. Czy może prawie każdą.
ehhh gimnazjum i liceum kiedy to bylo :D :D az sie staro poczulam :P:P:P a ja po jezykowej klasie jestem :D tylko studia zupelnie inne :D
OdpowiedzUsuńps. cos cie dlugo nie ma :) jak znajdziesz chwile podaj mi maila to ci zaproszenie wysle, bo zamknelam bloga na cztery spusty :)
UsuńAch, bo rady, wywiadówki i inne takie niepotrzebne rzeczy. Pisz pod tanya_@buziaczek.pl.
UsuńJak mogłaś się poczuć staro? Co ja mam powiedzieć, skoro jestem z pokolenia przedgimnazjalnego? :)
No i ja odwrotnie: klasa niejęzykowa, a studia i owszem.
Teraz bym chciała wrócić do liceum;)
OdpowiedzUsuńA ja nie. Za to chciałabym jeszcze postudiować.
UsuńOj, Tanyu, jesteś chyba ostatnią humanistką wśród nauczycieli.
OdpowiedzUsuńI ostatnią marzycielką. Obyś z tego nie wyrosła!
Uwielbiam Twoją "rozchełstaną humanistyczną duszę".
Buziaczki zapięte pod samą szyję.
Nie załamuj mnie, Aniu, na pewno nie ostatnią! W to wierzyć chcę. Ale powiem Ci, że mocno mnie denerwuje, kiedy polonistki tę moją rozchełstaną duszę i ten mój rozchełstany język do parteru sprowadzają: co w tym złego, że lubię się bawić słowami?
UsuńBuziaczki dziś zakatarzone.
Niestety z każdym dniem, słowo "Humanista" traci swój pierwotny sens i nie jest tym, czym powinno być.
OdpowiedzUsuńWiele takich słów. Przeterminowanych.
UsuńW liceum byłam w klasie humanistycznej. Tyle było w niej humanistów, że rozszerzoną maturę z polskiego pisały dwie osoby. Ja i pewna Agnieszka. Aż wstyd było siedzieć we dwie, przed komisją składającą się z trzech osób...
OdpowiedzUsuńNo właśnie. U nas jest podobnie. I identycznie jest z maturą z historii, też jakieś "ochłapy" zdają, choć pchają się w pierwszym roku do klasy historycznej jak ćmy do lampy.
UsuńI pomimo, że w komuniźmie nie żyłam to coś mi się wydaję, że było tam dużo lepiej. Ludzie nie mieli nic, a zdawało im się że mają wszystko...
OdpowiedzUsuńIm więcej się ma, tym mniej się ma. Ot, taki paradoks w postrzeganiu...
UsuńChyba też lubiłam klasy farbujące mi włosy na siwo;)
OdpowiedzUsuńSama jestem właśnie humanistką, taką od pięciu metrów nad ziemią. I dobrze, że MMŻ mnie czasem na ziemię ściąga... Bo On to robi delikatnie... Inni nie są tak mili:))
A ja jestem humanistką coraz twardziej stąpającą po ziemi. I chyba coraz częściej to ja ściągam niektórych na ziemię. To wcale nie jest dobre, bo przestaję wierzyć w człowieka.
UsuńHumanizm zdecydowanie zaczął się odczłowieczać. I nie wiem, czy jest jakieś remedium na ten postępek pseudo cywilizacyjny.
OdpowiedzUsuńNie ma. Może jestem pesymistką, ale... nie ma.
Usuńano... nie ma...
UsuńNajpierw ja, potem Ty i może by się nam udało, choć w części...
OdpowiedzUsuńTo powodzenia, siostro broni :)
UsuńDrzewiej to humanistą się zwało człeka, co się na wszystkiem rozumiał i równie dobrze co wyrzeźbił, napisał jak i machineryi jakiej zbudował. Dziś to już tylko chyba etykietka więcej gustowna na kogoś, co z matematyki cokolwiek mało pojmujący, z fizyki podobnie a inżynieria to już żywcem czarna magia... Jeśli się względem tych pacholąt mylę, to prawdziwie rad temu będę...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Tak, definicja się zmieniła...
UsuńCo do dzieci zaś... hmm, czasem wydaje mi się, że ci tak zwani ścisłowcy w naszej szkole mają w sobie najwięcej z humanisty.