Burza majaczyła na horyzoncie. Jej dudnienie głuchym echem odbijało się od budynków, potęgując jej wielkość i wpędzając sunących ulicami ludzi w swoisty rodzaj przeddeszczowej paniki. Ukradkowe spojrzenia w niebo, przyspieszony krok, byle zdążyć zanim lunie i nie skazić wyglądu. Tysiącletni staruszek siedział na parapecie i majtał nogami nad przepaścią ulicy. Trzymał się krzepko. Może włosy miał nieco rzadsze, może zmarszczki trochę głębsze, ale w nietrzęsących się dłoniach zdecydowanie ściskał niepozorne coś. Zdawał się tak siedzieć niezauważony, choć każdy przechodzień z niepokojem zadzierał głowę do góry, wypatrując pierwszych kropli deszczu. Pewnie ten i ów kątem oka dostrzegł zarys ludzkiej sylwetki, pewnie niejeden zawiesił na chwilę na niej wzrok, zastanawiając się, co też kluje się w głowie siedzącego gdzieś na dziesiątym piętrze człowieka, pewnie ktoś nawet sięgnął po telefon, żeby powiadomić policję o planującym samobójczy skok szaleńcu, wszyscy jednak odnieśli graniczące z pewnością wrażenie, że to tylko oczy płatają im niesmaczne figle. Staruszek spojrzał pobłażliwie na świat, zerknął na nadbiegające chmury i metodycznie rozpakował niewielkie pudełeczko. Ostrożnie, by nie upuścić urządzenia, przełączył wystający wihajster i coś, co wyglądało jak miniaturowa suszarka do włosów, zaczęło jednostajnie buczeć, z początku cichutko, ledwie słyszalnie, potem irytująco. Zaskoczeni ludzie wpatrywali się w pędzące po niebie chmury, niczego jednak nie dostrzegłszy przyspieszali, by uniknąć dziwnej burzy. Staruszek nie wydawał się zdeprymowany wywołanym przez siebie szumem, stopniowo zwiększał natężenie dźwięku, aż buczenie zaczęło wtapiać się w powietrze, aż przestało być słyszalne. Wtedy, spośród trzasków i wyładowań, wystrzeliła tęcza barw. Kolory wiły się po niebie, układając się w wyraziste łuki. Jedna tęcza ustawiała się obok drugiej, piątej, dwudziestej. Ciężkie, wiszące nad miastem chmury znikły pod szeregiem mieniących się tęcz. Ludzie zatrzymali się w niemym zachwycie.
Miesiąc później niebo spowszedniało.
Miesiąc później niebo spowszedniało.
Wizja przecudnej urody, jeno czemuż te tęcze miałyby miesiąc trwać?
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Ależ nie napisałam, że trwały jedynie miesiąc :)
UsuńPrawda...:)
Usuńsuper opis :) ten staruszek całkiem jak skrzat co siedzi na końcu tęczy z garnkiem złotych monet ;D
OdpowiedzUsuńO, a wiesz, że zupełnie o nim nie myślałam pisząc powyższe. Przyznaję jednak, że się inspirowałam: opisem faceta, który miał urządzenie do wytwarzania tęcz, ale go nie wykorzystał w książce pt. "Żony mojego ojca".
Usuńno proszę a mnie się od razu skojarzyło :D
UsuńMnie też powinno, bo jak gram w durne dry na facebook'u, to zawsze jest z nim motyw w okolicach św. Patryka.
UsuńU nas też ktos produkuje tęcze. paczucha
OdpowiedzUsuńU nas, niestety, nie.
UsuńSzkoda, ze to teczowe niebo tak szybko tym ludziom z opowiesci spowszednialo...samo zycie, bo z nami czesto jest taka samo, nie widzimy tego co piekne wokol, co trwa latami, a wypatrujemy...no wlasnie...?!
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Dokładnie odczytałaś moje intencje.
UsuńPozdrawiam :)
To był chyba sam Pan Bóg. Kiedyś sfotografowałam dwie tęcze obok siebie.
OdpowiedzUsuńTęczowe buziaczki.
Może Pan Bóg, może jakiś inny bóg, a może wcale nie bóg.
UsuńA dwie tęcze też gdzieś mam. Więcej niż dwóch jednak pewnie nigdy nie zobaczę, ale zawsze sobie mogę w programie do obróbki powielić.
Buziaczki deszczowe, może pojawi się tęcza.
Tanyu, Pan Bóg jest na tyle dowcipny, że też może sobie pomajtać nogami nad ulicą. To tylko średniowieczny Bóg był okrutny i mściwy, teraz to dobroduszny staruszek.
UsuńPowielanie tęczy to już nie to, co prawdziwa.
Buziaczki bez pomysłu.
Aniu, no ja się domyślam, że Pan Bóg musi mieć niemałe poczucie humoru patrząc na ten świat, nie grzmiąc i jeszcze tęcze fundując. Inna rzecz, że wersja mojej miniaturki bez mieszania Pana Boga bardziej mi odpowiada, jakaś bardziej magiczna jest.
UsuńBuziaczki znad ciemnego kubka z zieloną herbatą, z jasnych kubków zielona mi nie smakuje.
dziadka biore ;-) tecza cieszy mnie za kazdym razem kiedy ja widze. a czesto ja widza, moze dlatego , ze jej szukam ;-)))))) utrata u czlowieka radosci z rzeczy codziennych itp to smutne, nasza radosc, to nasza nadzieja na lepsze - pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTeż lubię jak jest tęczowo na niebie, rzucam wszystko i się gapię. Inna rzecz, że gdyby niebo było wiecznie całe tęczowe... nie wiem, czy bym chciała: zmienność nieba jest fascynująca.
UsuńLudzie już od dawna przestali doceniać to, co w świecie najpiękniejsze. Dziś nocą miał miejsce deszcz meteorytów - powiadamiano o tym w wiadomościach telewizyjnych. Kiedy z bratem około północy wyszłam na zewnątrz, aby pooglądać - nawet na balkonach nie było nikogo... A przecież rano niedziela - niewiele osób pracuje (choć mój brat był ze mną, choć teraz jest w pracy). Nikt przechodzący też nie patrzył w górę. Na godzinę można było ich zaobserwować około setki.
OdpowiedzUsuńWięc nie dziwię się, że i dwadzieścia tęcz również przestałoby człowieka zadziwiać.
O, nie widziałam. Czasem moje motto, że "człowiek niedoinformowany jest człowiekiem szczęśliwszym" ponosi porażkę, bo taki deszcz meteorytów bardzo chętnie bym zobaczyła.
UsuńCzłowieka, nie generalizując, coraz mniej zachwyca natura, a coraz bardziej technika, zwłaszcza gadżety.
Właśnie doczytałam, że dziś też można oglądać i meteory będą widoczne z takim samym natężeniem jak dzisiejszej nocy! Jak tylko się dowiedziałam, pomyślałam, że muszę Ci o tym napisać. :) Mam nadzieję, że jeszcze tu zajrzysz i zdążysz odczytać. :)
UsuńDzięki, odczytałam :)
UsuńI czekałam, ale niebo było całkowicie zachmurzone, więc poszłam spać. Jak na złość, z rana powitało mnie słoneczko i przejrzyste niebo. Teraz znów mam nad sobą całą masę chmur.
A u mnie było pięknie widać. Choć przyznam, że sądziłam, iż efekt będzie bardziej spektakularny. Mimo to fajnie było czekać i wiedzieć, że jednak coś się zobaczy. Patrzyłam w niebo przez niecałe pół godziny, bo potem już szyja bolała, a na kocyk było za zimno. Widziałam tylko sześć "spadających gwiazdek".
UsuńMożesz pooglądać za rok w tych samych dniach sierpnia, bo to wydarzenie cykliczne. :) Ja już ustawiłam przypomnienie w telefonie. ;)
Sześć spadających gwiazdek to w końcu sześć spełnionych marzeń, więc nie jest źle :))
UsuńI ja ustawię przypominacz.
Mi by się tęcza nigdy nie znudziła...
OdpowiedzUsuńNawet gdyby niezmiennie zasnuwała niebo, monotonna, codziennie taka sama?
UsuńTęcza nie bierze się z niczego. Do tego muszą być spełnione określone warunki: musi pojawić się i deszcz (kropelki wody) i promienie słoneczne. A przed tym może być burza, może noc, czy huragan... Kto wie co jeszcze? Czyli żadnej monotonni raczej nie ma. Akceptuję, ale nie przepadam za chłodem i zimą, ciepły i wilgotny klimat bardziej mi sprzyja. Tęcze często są widywane przy wodospadach. Nie słyszałam, żeby komuś znudziła się tak charakterystyczna tęcza nad wodospadem Niagara. Za każdym razem jest piękna. :D
UsuńDzięki za wykład, ale... nie pisałam o rzeczywistości, a o sytuacji z mojej miniaturki, kiedy całe niebo zasnuwa rząd niezmieniających się ani na jotę barwnych tęcz.
UsuńNo faktycznie masz wielki problem! Biedna tanya... :)))
UsuńO, i tyle mam z odpowiedzi na moje pytanie.
UsuńI nie taka biedna, skoro ma tylko takie problemy ;)
Chętnie bym zobaczyła całe tęczowe niebo :)
OdpowiedzUsuńA ja wczoraj robiłam zdjęcia tęczy, ale u mnie jest to bardzo rzadkie zjawisko, nie wiem czego to kwestia, miejsca zamieszkania?
OdpowiedzUsuńNie wydaje mi się, że to kwestia zamieszkania, choć... Może po prostu jakoś się przed Wami chowa. Zresztą, u mnie też nie pojawia się co chwila.
UsuńNa szczęście tęcza na niebie tylko bywa...Mnie fascynuje niebo, często wzrokiem je ogarniam i zawsze w zachwycie, bo najbardziej fascynujące jest to, że jest takie zmienne...tajemnicze...Niebo całe w tęczy- to tylko szaleństwo barw, piękna kolorystyka, ale w perspektywie czasu- nudna.
OdpowiedzUsuńZgadzam się z Tobą: też lubię zmienne niebo, jest fascynujące. I, na przykład, choć nie lubię zimna, zimne niebo piękne jest kolorami i kształtami.
UsuńUwielbiam tęczę, ale nienawidzę burzy. Ostatnio nie błyskło się, nie padało, a piorun ni stąd ni zowąd uderzył w dach stodoły sąsiada :/
OdpowiedzUsuńA ja lubię burze. Niestety, nie lubię towarzyszącego im wiatru.
UsuńMnie się też skojarzył od razu ten skrzat, co siedzi na końcu tęczy (wyczytałam to w którymś z wyższych komentarzy).
OdpowiedzUsuńLudzie gonią jak szaleni i nie zwracają uwagi na świat wokół siebie. A szkoda... Nie wiem czy szybko by mi to spowszedniało, ale zobaczyć taki piękny widok bym chciała :)))
Zobaczyć takie niebo i ja bym chciała, bo w końcu czemu nie. A nad problemem spowszednienia zastanawiałabym się później :)
UsuńEch, żeby w normalnym życiu zaistniała ta bajka byłoby wspaniałe i wieczne, ale rzeczywistość bywa okrutna. Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńNo właśnie nie wiem, czy tak cudnie by było. Nie lubisz jak się niebo zmienia?
UsuńNie bardzo. Wolałabym wciąż niebieskie, bez tęcz i ciemnych chmur. Tanya, tym razem loguję się z bloog.pl bo mam dość znajdowania się w śmieciach. Buziolki i pozdrawiam:-)
UsuńNie będziesz musiała juz mnie wyłapywać (oprócz ostatnich przed tym postem). Logowanie poprzez bloog. /Maya/
UsuńA dla mnie chmury są fascynujące :)
UsuńW takim razie czekam na Ciebie z blooga.
Ja lubię chmurki, ale nie chmurzyska i nie czarne. Tanya, bloog jest tylko zastępstwem tutaj, to znaczy jego adres:-). Buziak. Tym razem ląduję z innej stronki;-)
UsuńO matko, no mam nadzieję, że znajdziesz szybko swoje miejsce.
UsuńHehe, Taniu... moje miejsce się znajdzie tam, na chmurce:/ O ile się znajdzie, he he..
UsuńNa chmurce wciąż siedzę ja, nie wiem, czy się posunę ;p
UsuńTy na chmurce??? Nie może być :-))
UsuńJak nie może? Pisałam kilka notek temu, że siedzę ;p
UsuńWiększość moich znajomych dodałaby: "A później wytrzeźwiałem/am":)
OdpowiedzUsuńJa tam wierzę w skrzaty więc nie mam tego problemu:)
Też wierzę, w końcu mam je na strychu :)
Usuńludzie szybko przyzwyczajaja sie do tego co jest wokol nich
OdpowiedzUsuńi ciagle narzekaja a czasami wystarczy spojrzec do gory w niebo i swiat robi sie piekniejszy
i nic nigdy nie jest dwa razy takie samo
zawsze czyms sie minimalnie rozni
tak tez i ta tecza codziennie jest nieco inna tylko trzeba sie przyjrzec i to zauwazyc
Masz rację, tęcza pojawiająca się nawet codziennie ma w sobie wystarczająco magii, by się nie znudzić. Lubię tęcze, mogę się w nie gapić godzinami. W ogóle lubię niebo, w każdej postaci. Może najmniej to, które daje mi wymarzoną pogodę, czyli bezchmurnie niebieściutkie. Taki paradoksik.
Usuńzachmurzone tez ma swoj urok
Usuńtakie gdy chmury wrecz tancza
Tak. Tak!
UsuńByłam, widziałam! Biało-rude stworzenie jest niesamowite! Aż pozwoliłabym mu zostawić sierść na kanapie!:)
OdpowiedzUsuńA co Ty, rude jest bardziej niesamowite. Biało - rude jest upierdliwe, właśnie mi leży przed klawiaturą i krzywo na mnie patrzy, że rękoma ruszam :)
UsuńCieszę się, że ludzie zatrzymali się w niemym zachwycie a nie pędzili dalej przed siebie :)
OdpowiedzUsuńWiesz, całkowicie zasnute tęczami niebo to jest jednak coś :)
UsuńOj ten wysccig szczurow i ped przed siebie jest niemozliwy . . . Ludzie nie potrafia dostrzec tego co piekne i tego co tak bliskie sercu . . .
OdpowiedzUsuńNie mogę się z Tobą nie zgodzić.
Usuń