Siadam w fotelu, gasną światła, przemijają reklamy, wyłącza się zewnętrzny świat. Zostaję sam na sam z historią dziejącą się w innym wymiarze. Wymiarze, który mnie wsysa i tam niemo świadkuję wydarzeniom generującym skrajne emocje. Lubię kino, zawsze lubiłam. Lubię być w kinie sama, nie słyszę wtedy szelestu papierków, zgrzytu popcornu, chlupotu coli. Lubię być w kinie, tam nie rozpraszają mnie nagłe telefony, niepodziewane pukanie do drzwi, kocie miauki, potrzeba wypicia kawy, rozwiązania sudoku, przeczytania dwóch zdań w leżącej obok gazecie. Nie da się włączyć pauzy, trzeba tkwić w opowieści od A do Z.
Nie wybieram filmów dla aktora, wybieram tytuł, historię, czasem reżysera, zacznę jednak chodzić do kina na Gierszała. Przekonuje mnie swoimi metamorfozami, nie z filmu na film, ale ze sceny na scenę. Potrafi zajumać całą moją uwagę tak, że z trudem dostrzegam inne postaci. Umie sprawić, że żal mi jego bohatera tak, jakby był tuż obok mnie, znany, emocjonalnie bliski. I sprawić, że odczuwam do jego bohatera niechęć nieprzezwyciężoną, skoncentrowaną we mnie na długie godziny. Wychodzę z kina, on wychodzi ze mną. I znów mam wiarę w polski film.
Cieszy, że wśród humoresek na poziomie jaskiniowca, romantycznych wyciskaczy łez i Wajdy filmującego monument za monumentem, powstają w kraju obrazy, które nie uciekają od prowokacji, historii niejednoznacznych, nieczarnych i niebiałych, od scenariuszy brudnych, brzydkich i trudnych, od przeszłości skazanej na zapomnienie, od niewzbudzających sympatii, nierozgrzeszanych bohaterów, od postaci niespiżowych, skażonych złem i niskimi pobudkami. To te historie świdrują w emocjach dziurę, niezalepioną wyjściem z kina.
Nie wybieram filmów dla aktora, wybieram tytuł, historię, czasem reżysera, zacznę jednak chodzić do kina na Gierszała. Przekonuje mnie swoimi metamorfozami, nie z filmu na film, ale ze sceny na scenę. Potrafi zajumać całą moją uwagę tak, że z trudem dostrzegam inne postaci. Umie sprawić, że żal mi jego bohatera tak, jakby był tuż obok mnie, znany, emocjonalnie bliski. I sprawić, że odczuwam do jego bohatera niechęć nieprzezwyciężoną, skoncentrowaną we mnie na długie godziny. Wychodzę z kina, on wychodzi ze mną. I znów mam wiarę w polski film.
Cieszy, że wśród humoresek na poziomie jaskiniowca, romantycznych wyciskaczy łez i Wajdy filmującego monument za monumentem, powstają w kraju obrazy, które nie uciekają od prowokacji, historii niejednoznacznych, nieczarnych i niebiałych, od scenariuszy brudnych, brzydkich i trudnych, od przeszłości skazanej na zapomnienie, od niewzbudzających sympatii, nierozgrzeszanych bohaterów, od postaci niespiżowych, skażonych złem i niskimi pobudkami. To te historie świdrują w emocjach dziurę, niezalepioną wyjściem z kina.
ja uwielbiam kino,ale właśnie coraz częsciej robi się z tego piknik;/
OdpowiedzUsuńA ja mam szczęście: zwykle trafiam na niemal puste sale.
Usuńzazdroszczę! u nas to się rzadko zdarza;/
UsuńPewnie to też kwestia wyboru godziny seansu (zwykle idę do południa) i samego filmu. Duński chodzi na takie, gdzie zawsze jest tłum, a przynajmniej tłumek. Z colą i popcornem, oczywiście.
UsuńA ja mam z Yumą problem. Bo światopoglądowo jest ok, ale poza tym... Może to przez tłum na sali? Z zasady nie chodzę na premiery, też kocham puste sale i filmy, które mówią, oddychają, pozwalają pomyśleć, ale tym razem postanowiłam skorzystać z chwili wolności od rodziny i nie wyszło mi to najlepiej
OdpowiedzUsuńAle poza tym? Wolę się nie domyślać.
UsuńPełna sala potrafi przeszkodzić w odbiorze najlepszego filmu. Nie lubię przeżywać w tłumie. "Yuma" zaś sama w sobie mnie nie zawojowała tak, jak zrobił to Gierszał; wydaje mi się, że inny Zyga mógłby mnie nie przekonać. I nie tylko on zresztą, w ogóle podobała mi się gra aktorska. Jednocześnie uważam, że to kolejny dobry polski film.
no ale nie napisałaś jaki to tytuł filmu ? ;] ja to nawet powiem szczerze tego reżysera nie znam ale jakoś polskie kino to nie moja bajka ...
OdpowiedzUsuńNapisałam, w jakimś sensie :)
UsuńByłam na "Yumie", a Gierszał to aktor.
Polskie kino zaś do pewnego czasu i moją bajką nie było, ale od jakichś dwóch czy trzech lat zaczynam się przekonywać.
o matko jak ja to czytałam ... zaraz zerkam zobaczyć co to za aktor bo nie znam. Chyba tak myślę już o urlopie, że zaprzestałam czytania ze zrozumieniem ;O
UsuńKomu się nie zdarza? Mnie też czasem napada jakiś wtórny analfabetyzm jak blogi czytam: chcę dużo i szybko :)
Usuńsprawdziłam tego Jakuba i nie znam ale jak byłam ostatnio w kinie to reklamowali z nim jakiś film ;]
UsuńPewnie "Yumę" właśnie. W telewizji też non stop to reklamują. A Jakub to młokos jeszcze, więc niewiele grał, jak pewnie widziałaś.
Usuńfaktycznie mogła to być Yuma :) ale średnio zwróciłam uwagę bo byłam na filmie o męskim striptizie ;D
UsuńNooo, w takiej sytuacji ciężko zwrócić uwagę na cokolwiek innego ;p
UsuńJa zawsze zwracam uwagę na zwiastuny, można coś ciekawego wypatrzeć.
Zastanawiam się już kilka dni czy wybrać się na Yumę. Teraz wiem, że się wybiorę na pewno :)
OdpowiedzUsuńObym się nie okazała złym recenzentem :)
UsuńUfam Ci nie tylko dlatego, że Sala Samobójców i dla mnie filmem była genialnym :)
UsuńO, a dlaczego jeszcze? ;)
UsuńPrzyznam - nie kojarzę. Ale zacznę, bo mnie zaciekawiłaś.
OdpowiedzUsuń"Sala samobójców" - ok. "Yumy" nie widziałam jeszcze, ale zwrócę na niego uwagę, sądzę, że warto.
Usuń"Sala samobójców" dla mnie była genialnym filmem. Choć znów... nie wiem, czy genialny był sam film, czy Gierszał właśnie, a bez niego byłby to film zwyczajny.
UsuńA ja przyznam, że ciekawi mnie ten film, mimo że nie przepadam za polskim kinem współczesnym. Może się skuszę, choć na pewno nie w kinie.
OdpowiedzUsuńJa lubię przedwojenne, a potem właściwie współczesne właśnie. Bardzo współczesne, takie od dwóch czy trzech lat. Z małymi wyjątkami po drodze.
UsuńMam ogromną ochotę na Yumę.
OdpowiedzUsuńWarto, uważam. Teraz czekam na "Bez wstydu" i "W drodze".
UsuńPrzeczytałam recenzję. Aktor grający główną rolę zwrócił moją uwagę już wcześniej. :D
OdpowiedzUsuńMoją też, ale wtedy się na blogu rozpływałam nad filmem :)
Usuńkinomanem byłam, dzisiaj nie jestem...ale recenzja zachęca:)))pozdrawiam cyg@
OdpowiedzUsuńJa byłam, potem mi przeszło, teraz znów jestem :)
Usuńw kinie nie byłam wieki całe...do kina pewnie jest z 80 kilometrów. a polskie filmy omijam szerokim łukiem i chyba nic mnie nie przekona, że mogą być dobre. ja się od razu "nastawiam". pozdrowienia
OdpowiedzUsuńFaktycznie, daleko, a to zniechęca.
UsuńPolskie filmy sama do niedawna omijałam szerokim łukiem ale kilka ostatnich lat przyniosło kilka rewelacyjnych produkcji, więc się przekonałam, że warto dać im szansę.
Tanya, czy nie było to kino domowe? Cisza, spokój, nikt nie szeleści... Tak zrozumiałam i cisza taka tylko w domu. Pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńNie, nie, to było w kinie. W domu mnie właśnie wszystko rozprasza. Ale wiesz, ja w kinie mam szczęście wybierać filmy, albo seanse, na których jest garstka widzów.
UsuńWiesz, że lubię jak prawie nikogo nie ma:-). Dawno w nim nie byłam... Takie życie moje. Buziaki.
UsuńTeż nie chodziłam przez jakiś czas, ale teraz się zawzięłam.
UsuńNo to teraz i na mnie przyjdzie pora:-))
Usuń:)
Usuńoj, moja mama też nie lubi tego siorbania i mlaskania. i dlatego chodzimy do Domu Kultury na filmy bo tam nie ma prażonej kukurydzy. a Gierszała chyba lubię. dlaczego chyba - bo lubię w "Wszystko co kocham" a w "Sali samobójców" inne, mocniejsze charaktery.
OdpowiedzUsuńFakt, w "Sali samobójców" wielu grało świetnie. Nawet Pieczyński, którego raczej nie lubię, bo dla mnie jest zbyt rozmemłany. Czytałam jego opowiadania, równie rozmemłane jak on. A tu taka niespodzianka. Zresztą, w "Yumie" też grają świetnie, a jednak... a jednak wyszłam zakochana w Gierszale.
UsuńU mnie w domu kultury (erm...) dawno już nie grano nic.
a ja przeciwnie, bardzo lubię Pieczyńskiego i szkoda mi że tak mało go widać na ekranie. ale ile aktorów tyle sympatii;) u mnie w ogóle nie ma Domu Kultury bo mieszkam na wsi ale jeżdzę do miasta i tam jest takie fajne, ciekawy Dom bo jest i kino, i występy kabaretów, i różne kółka zainteresowań
UsuńDokładnie. Ja, na przykład, przepadam za Clintem Eastwoodem i dla niego jestem w stanie obejrzeć nawet western, których generalnie nie znoszę, i wszelkiego rodzaju inne "magnumy".
UsuńW moim większych mieście jest kino studyjne, ale jeszcze nie byłam. Może kiedyś.
Tydzień temu obejrzałam "Salę samobójców". I też doszłam do wniosku, że Gierszała warto oglądać. Zapamiętałam jego kreację z "Wszystko, co kocham" lepiej niż głównych bohaterów. I masz rację - te przemiany! Na "Yumę" teraz to już na pewno się wybiorę :)
OdpowiedzUsuń"Wszytko, co kocham" dopiero przede mną. Obejrzę na pewno, choćby dla Gierszała. Na "Sali samobójców" ryczałam jak bóbr, ale wtedy jeszcze bardziej mnie ruszył film jako całość niż sam Jakub.
Usuńzainteresowalas mnie ;-))) nie jestem na biezaco i kazda zaufana recenzja pomaga mi na "sukces" zobaczenia dobrego filmu, aktora, lub przeczytania dobrej ksiazki - swietnie ;-)
OdpowiedzUsuńTeraz właśnie czytam książkę z blogowego polecenia: "Jest noc" Ludmiły Pietruszewskiej. I zdecydować się nie mogę, czy mi się podoba, czy nie, choć już tylko kilka stron zostało. Narratorki po prostu znieść nie mogę.
UsuńZ zainteresowanie przeczytałam Twój post.Lubie dobre kino ale nie cierpię kiedy ktoś obok siorbie, mlaska i przeszkadza oglądać film.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Dokładnie, w takich warunkach nie da się skoncentrować na tym, co ważne.
UsuńTakże kocham kino, ale przyznaję: często sugeruję się aktorem. Po prostu uwielbiam Toma Hanksa i jeśli wiem, że gra on w danym filmie, to będzie to prawdziwa gratka. Reżyserów nie znam, może to i źle, bo w końcu to od nich zależy sposób w jaki historia zostaje przedstawiona. Jednak reżyserów nie znam.
OdpowiedzUsuńLubię filmy trudne. Na płytkie badziewie szkoda mi czasu.
Ostatnio rozkojarzona jestem i zapominam o tym, co jeszcze chcę dodać. :)
UsuńPolskie kino faktycznie ostatnio zaczyna mnie znów zaskakiwać. Nareszcie wśród odmózdżaczy są jeszcze tytuły warte zobaczenia.
Badziewne filmy czasem oglądam w telewizji z braku laku. Te w kinie wybieram ostrożnie, na płyciznę szkoda mi kasy.
UsuńHanksa lubię w "Forreście Gumpie", co w sumie chyba mało dziwi. Za to pewnie niespodzianką trochę jest, że nie lubię "Filadelfii". Wydaje mi się, że głównie dlatego, że zwyciężyła w biegu do Oscara z filmem pt. "W imię ojca", który dla mnie był o niebo lepszy. Aj, wtedy się jeszcze pasjonowałam Oscarami; teraz mnie nie obchodzą ani trochę.
Tak, polskie kino powstaje. Mam nadzieję, że na długo.
Uwielbiam Hanksa w "Filadelfii". Dla mnie wyznacznikiem stało się to, że kiedy widziałam ten film po raz pierwszy Banderas na zawsze pozostaje w mojej pamięci jak homoseksualista... W każdej roli to widzę... Tom - nie. Uważam to między innymi za jego wielkość, że potrafi się zmierzyć z taką rolą bez przyczepienia łatki. :D
UsuńDla mnie Banderas w tym filmie był na tyle bezbarwny, że zupełnie go nie pamiętam, więc i nie ma u mnie łatki. Ale też nie jestem Banderasem zachwycona szczególnie jakoś tak ogólnie mówiąc. Hanks zaś, jak dla mnie, za dużo się angażuje w filmy, których bym nie chciała oglądać: jakieś romantyczne komedie czy inne kody da Vinci. Myślę, że gdybym miała wybierać aktora, którego obejrzałabym w czymkolwiek, byłby to Clint Eastwood.
Usuńja jestem skapa
OdpowiedzUsuńszkoda mi kasy na kino
Mnie kasy może być szkoda na wiele rzeczy, ale nigdy na książki, kino i wyjazdy.
Usuńkino ma jednak swój urok, oglądanie filmu na małym ekranie (albo niedajboże na komputerze!) to nie to samo...
OdpowiedzUsuńDokładnie tak samo myślę :)
UsuńSugeruję się recenzjami, oraz reżyserem. Pozdrawiam serdecznie.Paczucha
OdpowiedzUsuńJa za to recenzji właściwie nigdy nie czytam.
UsuńNigdy nie byłam sama w kinie :)
OdpowiedzUsuńSam w sensie, że bez znajomych byłam niejeden raz. Sama na sali - nigdy.
UsuńNie pamiętam, kiedy ostatni raz byłam w kinie. Drażni mnie publiczność i jej zachowanie. Drażnią mnie papierki zostawione pod krzesłami.
OdpowiedzUsuńOstatni akapit Twego postu nadawałby się na dyktando z pisownią partykuły "nie"- rewelacja!
Buziaczki niefilmowe, ale za to ortograficzne.
Też mnie to wszystko drażni, Aniu, ale wydaje mi się, że kiedy się wybiera takie filmy, na jakie chadzam ja, udaje się tego wszystkiego uniknąć. To są filmy, w czasie których jedzenie popcornu jest niemal profanacją. Choć zdarzają się profani, nieliczni na szczęście.
UsuńMoże podrzucę ten akapit polonistce :)
Buziaczki jak najbardziej filmowe.
Właśnie ciekawi mnie Yuma, bo różne opinie słyszę, ale widzę, że polecasz ze względu na Gierszała i ja chyba też obejrzę tylko ze względu na niego. Sala Samobójców - wracam często. Wszystko, co kocham - również. Obiecujący i przekonywujący jest na pewno. Oby takich więcej!:)
OdpowiedzUsuńA kino niczego nie zastąpi. Tylko dlaczego od razu takie drogie?:)
Ja w ogóle nie brałam pod uwagę cudzych opinii. No, może jedną: moja Vice widziała ten film na festiwalu w Kazimierzu, a że gusta mamy dość podobne... Ale i bez jej rekomendacji bym poszła. Ot, choćby dlatego, że przez całe wakacje nic wartego uwagi w kinie nie było, więc nareszcie mogłam coś dla siebie wybrać.
UsuńOj tak, czemu takie drogie?
Mnie ten koleś nie przekonał w "Sali samobójców" i jakoś nie mogę zmusić się do czegoś więcej z nim, ale pewnie jak gdzieś go spotkam na ekranie, to obejrzę i może zrozumiem fenomen.
OdpowiedzUsuńDla jednych fenomen, dla innych nie - nie ma reguły. Dla mnie "Sala samobójców" była filmem genialnym, w "Yumie" Gierszał był genialny, ale dobrze, że są różni ludzi z różnymi gustami. Dzięki temu jest ciekawiej.
UsuńSala samobójców film dobry ale ze wzgledu na historię. Ja straciłam wiarę w polski film po ukazaniu się filmu Killer .... brrrrr
OdpowiedzUsuńPazury unikam jak ognia. Wszędzie gdzie się da.
UsuńFilm niezły, sama historia mnie jakoś szczególnie nie porwała, ale odczucia co do Gierszała mam podobne. Widziałam go w bodajże trzech filmach i w każdym był świetny. Zdolny chłopak. I dobrze że ma w czym pograć, bo to nasze polskie kino średniawe dość bywa.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Tany'u
Dokładnie, Melu: dobrze, że nie marnuje się w marnych pseudokomediach, romantycznych i nie.
Usuńheh filmu jeszcze nie widziałam, Gierszał..hmmmjako - tako - jak dla mnie szału nie ma, chociqaz Sala Samobojców byla OK. ROzwaliło mnie to, ze moj Kochany nie znał znaczenia slowa YUMA( coz moze jest ono znane tylko Pomorzanom?)
OdpowiedzUsuńz polskich folmów polecam ROŻĘ........mnie powaliła na łopatki.
"Różę" widziałam - mocna, dobra, świetne aktorstwo i znów zaskoczyła mnie Kulesza, którą widziałam w odcinku czy dwóch jakiegoś serialu. Ale dla mnie numerem jeden jest "Sala samobójców" właśnie. I jeszcze "Kołysanka" Machulskiego, tak z innego bieguna patrząc.
UsuńHmm, ja znałam słowo "zajumać", choć w sumie go nie używam. Ale ja tak trochę Pomorzanka jestem, bo w dzieciństwie pod Szczecinem mieszkałam. Aż zapytam w szkole.