Jeden z gatunków skorpiona może przeżyć cały rok o jednym robaku, a ja się nad sobą użalam, że od dwóch tygodni żyję od posiłku do posiłku, czując niemal notoryczny głód. Zmobilizowana metamorfozą koleżanki, która z mało kształtnego pulpeta zmieniła się w smukłą kobietkę, przeszłam na opcję "jeść mniej, regularniej i wyrzec się słodyczy". Jestem zaskoczona własną samodyscypliną, zwykle hedonistycznie folguję zachciewajkom, hołdując zasadzie, że umrę gruba, ale szczęśliwie najedzona. Tymczasem poziom mojego szczęścia wcale nie spadł, choć odliczam minuty do wyznaczonych pór. Przeciwnie, czuję się niemal jak w idyllicznej reklamie pewnego jogurtu: choć fokowata, to lekka jak piórko. I tylko jedna kwestia spędza mi z powiek sen: co ja na siebie założę, kiedy już odmłodnieję o te dziesięć kilo? W odpływie sentymentu opróżniłam szafę z każdego ciucha, który wpędzał mnie w kompleksy i wypominał szczuplejsze dni. O tym jednak pomyślę jutro, kiedy uda mi się wrócić z większego miasta oparta pokusom.
Tanya, w przeciwieństwie do Ciebie uwielbiam słodycze, kocham jeść tylko... nie zawsze na to mam. Moim szczęściem jest lekkie przytycie i "odtycie" w kilka dni. Taki ze mnie gatunek tej epoki :-)). Jeśli będziesz jadła regularnie i w małych ilościach, np. 5-6 razy dziennie i nisko kaloryczne (a najważniejsze nie podjadać w nocy) jest szansa, że w parę miesięcy męki spadnie Ci z wagi czego serdecznie życzę:-). Oczywiście musisz duuużo chodzić (spalanie kalorii)... jak ja:-)). Buziole i pozdrawiam:-)
OdpowiedzUsuńMayu, ależ ja nie napisałam, że słodyczy nie uwielbiam. Właśnie w tym problem, że lubię je za bardzo.
UsuńUżyciem słowa "męka" mnie wprawdzie nie zachęcasz, ale w sumie i tak już wiem, że "jeść mniej" to żaden raj. Chodziłam zawsze dużo, bo nie jestem zmotoryzowana. Teraz jeżdżę na rowerze, nie tylko z musu, również dla przyjemności, czyli bez celu.
Przepraszam za moje gapiostwo:-). Za bardzo się wymadrzałam jakbym rozumy pozjadała:-)). Wybacz. Buziolek.
UsuńKurczaki... byłam i zniknęłam:(
UsuńAleż wymądrzaj się do woli, w tej kwestii każda rada wspomagająca moje wytrwanie jest cenna.
UsuńNiestety, znów wylądowałaś w spamie, ale odkąd pojawiły się problemy z komentarzami do spamu zaglądam regularnie, nic mi więc nie umknie.
Tak myślałam i z innego adresu. Gdzie indziej nie wywalają, ki diabeł tu siedzi. Tanya, dzięki za zrozumienie:-). Czy tylko mnie wyrzucają? A może nie jestem wyjątkiem?
UsuńJeszcze jedną blogowiczkę wyrzucało. Ona jednak tak się zniechęciła, że tymczasowo nie pisze. Znaczy mam nadzieję, że tymczasowo.
UsuńNie dziwię się jej:-)
UsuńWitaj:-). Sprawdzam czy mnie nie wywalą czasem. Pozdrawiam:-)
Usuńja juz kilka razy bralam sie w garsc ale szybko obrastam w piorka
OdpowiedzUsuńwystarczy jeden niewinny komplement ze strony znajomych (blizszych badz dalszych) ze dobrze wygladam czy schudlam i wtedy sadze ze moge pozwolic sobie na wiecej ale zle sie to dla mnie konczy
tak tez teraz schowalam wage bardzo gleboko i wole tej szklanej diablicy unikac
czego oczy nie widza tego sercu nie zal :P
A ja, dla odmiany, zakupiłam wagę, bo stara mnie oszukiwała. Przyznać się, że nowa oszukuje jeszcze bardziej? ;p
Usuńpowiem szczerze, ze ja jem jak chce oczywiscie w racjonalnych ilosciach i w zasadzie baaardzo czest O:D moj sie ze mnie smieje, ze w ogole nie tyje a apetyt mam czasami za dwoje, przez sterydy na astme :D moze z pol kilo przytylam do 1kg i to jest maks. Od kilku ladnych lat trzymam wage mimo ze slodyczy sporo jadlam :D teraz sie przerzucilam na warzywka i owoce, ale z jednego nie moge zrezygnowac - coli. sa takie dni, ze musze sie jej napis i koniec. :D
OdpowiedzUsuńNic tylko Ci zazdrościć. Życie w ogóle nie jest sprawiedliwe, no. Ja jak się urodziłam byłam długa i chuda, a teraz...
UsuńJa się jakoś wyzwoliłam od coli, zobaczymy, co będzie, jak wrócę do pracy - tam mam koło siebie kilku coloholików i mnie kusić będą.
A trzeba było nie wyrzucać ciuchów sprzed 10 kg. Na pocieszenie zostały te sprzed 5 ;))
OdpowiedzUsuńNie wyrzuciłam, oddałam. Jest więc nadzieja, że do mnie wrócą ;)
UsuńTanyu, wydaje mi się, że te ciuszki, które kiedyś były na Ciebie w sam raz, już są niemodne. Gdy otwieram swoją szafę zapełnioną "szczupłymi" ubraniami, których szkoda mi wyrzucić, zawsze mam silne postanowienie, że się odchudzę. Jednak brak mi wystarczająco silnej woli, choć już od dwóch tygodni nie brałam do ust niczego słodkiego. Fakt, że spadło mi pół kilograma, co jest zachętą do wytrwania w swym postanowieniu. Wiesz, że przed operacją pęcherzyka żółciowego schudłam 5 kilogramów, bo z bólu prawie oduczyłam się jeść. Jednak Tobie tego nie życzę.
OdpowiedzUsuńBuziaczki szczuplutkie tylko w marzeniach.
Przeciwnie, Aniu. Ja ciuszki mam raczej klasycznie, nie podążam za zmieniającą się modą, więc mogłabym swobodnie chodzić w czymś, co pasowało na mnie kilkanaście nawet lat temu. Ale...
UsuńChudnięcia w związku z chorobą nikomu nie życzymy.
Buziaczki w planach szczuplutkie. Powiedzmy.
Ja też nie kupuję niczego wymyślnego, choć czasami mi się zdarzy, nawet w tej chwili mam na sobie spódniczkę sprzed wielu lat, ale tylko dlatego, że jest na szerokiej gumce, bo na pasku na pewno by się na mnie nie zmieściła.
UsuńMoje pół kilograma gdzieś przepadło:( Może wróci?
Buziaczki rozgoryczone.
Klasyka jest wiecznie modna. Moda sezonowa za to często tak dziwna, że w ogóle mi się nie podoba.
UsuńPonoć po to należy pić dużo wody, żeby nie mieć złudzeń, że, kiedy się zacznie mniej jeść, od razu człowieka ubywa. Bo nie ubywa. A pół kilo to niewiele, więc na pewno wróci.
Buziaczki pocieszające.
Ech... Jakbyśmy obie były szczęśliwe, gdyby się dało przekazywać kilogramy innym.
OdpowiedzUsuńDomyślam się, że wtedy na świecie byłyby same szczęśliwe kobiety ;))
Usuńuuuuuuuuu no to czekam na efekty :)
OdpowiedzUsuńNie wiem tylko, czy się doczekamy...
Usuńno nie bądź pesymistką ;D
UsuńNie pesymistką, realistką ;p
Usuńtja ... ja tam myślę, że jakieś co najmniej 2 kilosy się zgubią ;D
UsuńDobre by były i dwa :)
Usuń"jeść mniej" - to skuteczne?? :)
OdpowiedzUsuńPo dwóch tygodniach ciężko orzec.
UsuńGratuluję silnej woli :) Ja sobie mówię, że jak lepiej się poczuję to wtedy będę się odchudzać :)))
OdpowiedzUsuńJeszcze nie ma czego gratulować, jeszcze za wcześnie. Zresztą, raz czy dwa oszukałam podjadając gorzką czekoladę. Ups.
Usuńpozostaje mi tylko 3m,ac kciuki:)
OdpowiedzUsuńPrzydadzą się, nie przeczę.
UsuńTanuśka, toś Ty dopiero teraz za małe ciuchy wywaliła? Mnie by pewnie szlag trafiał codziennie rano od patrzenia na "idealną przeszłość". Mobilizacja to żadna, a ile argumentów dla rozwijających się wrzodów...
OdpowiedzUsuńNigdy nie stosowałam diety w pojęciu uwalniającycm od kilogramów(chociaż dietą nazywa się sposób odżywiania, więc każdy ją stosuje chcąc czy nie chcąc), ale słyszałam, że skupianie się na jedzeniu to normalne zjawisko, ale trzeba sobie z nim poradzić, bo inaczej kaszana
Leżały na dnie szafki i w oczy nie gryzły. Już dawno doszłam do wniosku, że ciuchów mam tyle, że się drzwiczki nie domykają, a ciągle chodzę w tych samych, ulubionych, i w rozmiarach niestresujących. Te stare nie są mobilizacją żadną, to jednak poświadczam własnym przykładem.
UsuńJa myślę, że moje skupianie się na jedzeniu bierze się również stad, że siedzę w domu, więc z nudów myślę o kolejnym i kolejnym posiłku. Dziś w mieście jakoś pozbyłam się obsesji.
szczęściara... możesz się martwić lub szczęścić się że możesz się odchudzić. a ja - od trzydziestu lat próbuje przytyć i nic. chuda jestem i ciągle głodna. i jak jem - to nic mi nie przybywa, jak nie jem - to może schudnę jakiś kilogram. mam zupełnie inne problemy i marzę o tym żeby chociaż z 10 kilo przytyć
OdpowiedzUsuńWcale Ci nie zazdroszczę, bo jednak wolę być jaka jestem niż być za chuda. Nigdy nie chciałam być typem Kate Moss czy innej Calisty Flockhart. Życzę Ci więc diety cud w drugą stronę.
Usuńwłaśnie... ja bardzo chciałam być chociaż trochę "inteligentna i oczytana" a ja wyglądam jak chudy wysoki chłopiec. kiedyś się wezmę i napiszę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości bo to dyskryminacja chudych ludzi. bo we wszystkich gazetach i telewizjach jest o dietach na schudnięcie a na przytycie nie ma żadnej;)
UsuńPrawda, o tym jak przytyć nie ma nic. Przynajmniej ja nie widziałam, a pewnie bym zwróciła uwagę, bo to nietypowy temat.
UsuńA wysoki, chudy chłopiec nie może wyglądać na oczytanego i inteligentnego? Przecież na pewno może :)
A jaka to dieta?
OdpowiedzUsuńŻadna z wielką nazwą. Zwyczajnie jem mniej, w miarę regularnie i staram się stosować do bardzo ogólnych zaleceń dietetyczki.
UsuńBez słodyczy świat się dla mnie kończy, dlatego szczerze podziwiam i trzymam kciuki za powodzenie przedsięwzięcia :)
OdpowiedzUsuńTrochę oszukuję gorzką czekoladą, ale staram się grzeszyć jak najmniej.
UsuńPożycz trochę tego samozaparcia :D bo we mnie nie ma go nawet odrobinki ;P
OdpowiedzUsuńŁap, na tę chwilę mam go tyle, że się mogę podzielić :)
UsuńJa na odwrót - chodzę i się obżeram. Wszystko przez teściową, która na każdą porę obiadową szykowała furę jedzenia. W efekcie - po powrocie - jestem głodna co 2 godziny a o 18 po prostu muszę zjeść kolację! No i cicho liczę, że może dzięki temu przytyję ;)
OdpowiedzUsuńMoja teściowa, jak widzę, jest aniołem nie kobietą: w ogóle nie dba o to, czy jemy. Mamy dwie łapki, możemy się obsłużyć. Zresztą, ona po diecie ścisłej jest, więc rozumiała, że można nie chcieć jeść.
UsuńA wiesz, że ta koleżanki dietetyczna twierdzi, że wcale nie jest prawdą, że powinno się jeść najpóźniej o 18ej czy nawet 17ej, a dwie-trzy godziny przed snem, więc to kwestia indywidualna.
Fakt, to może być problem;-) Może wykorzystasz tę kasę, co ją na niejedzeniu słodyczy zaoszczędzisz? Kiedyś odkryłam, że to one z wszelkiego jadła kosztują mnie najwięcej.
OdpowiedzUsuńO, i to jest myśl: myślę, że to mnie może zmobilizować.
UsuńJa tez trzymam kciuki przy tej gimnastyce silnej woli,wiem po sobie,ze jak pare kilo mniej w ciele, to czlowiekowi jakos lzej i weselej..
OdpowiedzUsuńFakt, w jednym takich spodniach blisko ciała jakoś lżej mi kucać, co poprawia mi humor, więc sobie kucam do woli ;)
Usuńzapraszam cię do zabawy
OdpowiedzUsuńhttp://serce-kontra-rozum.blogspot.com/2012/08/takie-tam-zabawy.html
Zaraz lecę zobaczyć, coś wymyśliła :)
UsuńPo 3 tygodniach zmieny diety, nie czuje się już że możliwe było inne jedzenie - tak na pocieszenie.
OdpowiedzUsuńRozwód ze słodyczami...ehhh...;/
W sumie to niekoniecznie mi brakuje tego, co jadłam. Bardziej odczuwam brak ilości, ale da się przeżyć. No i te słodycze, ech. Pisałam już wyżej, że troszkę oszukuję ciemną czekoladą, której wcześniej nie lubiłam notabene.
UsuńOj znam ból diety. Polecam się czymś zająć. Jak maa się dużo na głowie to człowiek sam zapomina o posiłkach. Nie wiem na jakim etapie jesteś życia ale mnie osobiście w wakacje mobilizować się trudno ;P
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że Ci się uda ;P
tanatoza.blogspot.com
To ja właśnie jestem na tym najgorszym etapie, czyli na wakacjach. Domyślam się, że kiedy zacznie się praca będzie mi o wiele łatwiej skoncentrować się na czymś poza jedzeniem.
UsuńI dzięki :)
O widzę, że nie tylko ja postanowiłam zmienić swoją figurę na lekko mniejszą ;) Powodzenia więc w postanowieniu i szybkich efektów :)
OdpowiedzUsuńW takim razie wzajemnie :)
UsuńZazdroszczę silnej woli!
OdpowiedzUsuńNa razie jeszcze nie ma czego zazdrościć, to dopiero rozgrzewka.
UsuńCóż za temat na czasie, jak dla mnie. :) Mam już za sobą odchudzanie, kiedy to zgubiłam 10 kg. Obecnie nieco mi się znów przytyło - ale nie żałowałam sobie przez rok niczego. Od dwóch tygodni znów uważam na siebie i ćwiczę. Jest 3 kg. mniej. :) Mogłabym w zasadzie na tym poprzestać, ale może uda się jeszcze troszkę. Do kościotrupów nie należę, zatem mi nie zaszkodzi. :)
OdpowiedzUsuńNiedawno też słyszałam o tym skorpionie, co to na jednym robaczku może przeżyć przez rok... Hmm... Słyszałam to chyba w programie o surykatkach ostatnimi czasy.
UsuńPodzielę się taką dygresją, może niezbyt interesującą, ale tak to już jest jak się oddaje komentarze do dyspozycji czytelników. :D
Zawsze mam tak, że jak usłyszę jakiś nowy fakt, który zrobi na mnie wrażenie, nowe słowo, którego znaczenia nie znałam lub znałam, ale go nikt nie używa w moim kręgu, nagle zewsząd docierają do mnie te same fakty, te same słowa... Jak to możliwe, że akurat teraz, a wcześniej nawet nie miałam o tym pojęcia? ^^ Masz tak samo? Fakt ze skorpionem, o którym słyszałam w programie, a teraz Ty o nim wspomniałaś jest właśnie jedną z tych informacji, o których nie wiedziałam, a teraz w ciągu tygodnia znów o tym czytam. :)
Dziesięć kilo - taki moje duże marzenie, ale nie wiem, czy mi się uda, bo chyba aż tyle samozaparcia w sobie nie mam. Koleżanka, która mnie mobilizowała, sama ostatnio podjada za dużo, więc straciłam autorytet, ech. Ćwiczyć też by mi się przydało, ale mi się nie chce. Trochę jeżdżę na rowerze. I tańczę. Przed telewizorem :)
UsuńTak, możliwe, że o skorpionie słyszałam w programie o surykatkach. Na pewno taki oglądałam, czy też raczej słuchała. Bo ja siedzę na FB i gram w durne gry, a w tle słucham telewizora. Sama jestem, ciszę zabija. Co do Twojej "przypadłości" zaś... hmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Może i coś w tym jest. Postaram się zwrócić uwagę, bo to ciekawe zjawisko może być.
życzę powodzenia!
OdpowiedzUsuńOj jak ja bym chciała wrócić do mojej dawnej wagi - tj. 47kg... Tymczasem 67 i stoi w miejscu, a dieta MŻ sprawia jedynie, że chce mi się jeść 24h na dobę...
OdpowiedzUsuńJa już nie jestem głodna między posiłkami, a jem pięć razy dziennie, jeno zdecydowanie mniej. Jednocześnie schudłam ze trzy kilo i stoję.
UsuńSwoją drogą ważymy tyle samo i o tej samej wadze marzymy :)