15 sierpnia 2012

Gimnastyka silnej woli..

Jeden z gatunków skorpiona może przeżyć cały rok o jednym robaku, a ja się nad sobą użalam, że od dwóch tygodni żyję od posiłku do posiłku, czując niemal notoryczny głód. Zmobilizowana metamorfozą koleżanki, która z mało kształtnego pulpeta zmieniła się w smukłą kobietkę, przeszłam na opcję "jeść mniej, regularniej i wyrzec się słodyczy". Jestem zaskoczona własną samodyscypliną, zwykle hedonistycznie folguję zachciewajkom, hołdując zasadzie, że umrę gruba, ale szczęśliwie najedzona. Tymczasem poziom mojego szczęścia wcale nie spadł, choć odliczam minuty do wyznaczonych pór. Przeciwnie, czuję się niemal jak w idyllicznej reklamie pewnego jogurtu: choć fokowata, to lekka jak piórko. I tylko jedna kwestia spędza mi z powiek sen: co ja na siebie założę, kiedy już odmłodnieję o te dziesięć kilo? W odpływie sentymentu opróżniłam szafę z każdego ciucha, który wpędzał mnie w kompleksy i wypominał szczuplejsze dni. O tym jednak pomyślę jutro, kiedy uda mi się wrócić z większego miasta oparta pokusom.

67 komentarzy:

  1. Tanya, w przeciwieństwie do Ciebie uwielbiam słodycze, kocham jeść tylko... nie zawsze na to mam. Moim szczęściem jest lekkie przytycie i "odtycie" w kilka dni. Taki ze mnie gatunek tej epoki :-)). Jeśli będziesz jadła regularnie i w małych ilościach, np. 5-6 razy dziennie i nisko kaloryczne (a najważniejsze nie podjadać w nocy) jest szansa, że w parę miesięcy męki spadnie Ci z wagi czego serdecznie życzę:-). Oczywiście musisz duuużo chodzić (spalanie kalorii)... jak ja:-)). Buziole i pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mayu, ależ ja nie napisałam, że słodyczy nie uwielbiam. Właśnie w tym problem, że lubię je za bardzo.
      Użyciem słowa "męka" mnie wprawdzie nie zachęcasz, ale w sumie i tak już wiem, że "jeść mniej" to żaden raj. Chodziłam zawsze dużo, bo nie jestem zmotoryzowana. Teraz jeżdżę na rowerze, nie tylko z musu, również dla przyjemności, czyli bez celu.

      Usuń
    2. Przepraszam za moje gapiostwo:-). Za bardzo się wymadrzałam jakbym rozumy pozjadała:-)). Wybacz. Buziolek.

      Usuń
    3. Kurczaki... byłam i zniknęłam:(

      Usuń
    4. Ależ wymądrzaj się do woli, w tej kwestii każda rada wspomagająca moje wytrwanie jest cenna.
      Niestety, znów wylądowałaś w spamie, ale odkąd pojawiły się problemy z komentarzami do spamu zaglądam regularnie, nic mi więc nie umknie.

      Usuń
    5. Tak myślałam i z innego adresu. Gdzie indziej nie wywalają, ki diabeł tu siedzi. Tanya, dzięki za zrozumienie:-). Czy tylko mnie wyrzucają? A może nie jestem wyjątkiem?

      Usuń
    6. Jeszcze jedną blogowiczkę wyrzucało. Ona jednak tak się zniechęciła, że tymczasowo nie pisze. Znaczy mam nadzieję, że tymczasowo.

      Usuń
    7. Nie dziwię się jej:-)

      Usuń
    8. Witaj:-). Sprawdzam czy mnie nie wywalą czasem. Pozdrawiam:-)

      Usuń
  2. ja juz kilka razy bralam sie w garsc ale szybko obrastam w piorka
    wystarczy jeden niewinny komplement ze strony znajomych (blizszych badz dalszych) ze dobrze wygladam czy schudlam i wtedy sadze ze moge pozwolic sobie na wiecej ale zle sie to dla mnie konczy
    tak tez teraz schowalam wage bardzo gleboko i wole tej szklanej diablicy unikac
    czego oczy nie widza tego sercu nie zal :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja, dla odmiany, zakupiłam wagę, bo stara mnie oszukiwała. Przyznać się, że nowa oszukuje jeszcze bardziej? ;p

      Usuń
  3. powiem szczerze, ze ja jem jak chce oczywiscie w racjonalnych ilosciach i w zasadzie baaardzo czest O:D moj sie ze mnie smieje, ze w ogole nie tyje a apetyt mam czasami za dwoje, przez sterydy na astme :D moze z pol kilo przytylam do 1kg i to jest maks. Od kilku ladnych lat trzymam wage mimo ze slodyczy sporo jadlam :D teraz sie przerzucilam na warzywka i owoce, ale z jednego nie moge zrezygnowac - coli. sa takie dni, ze musze sie jej napis i koniec. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic tylko Ci zazdrościć. Życie w ogóle nie jest sprawiedliwe, no. Ja jak się urodziłam byłam długa i chuda, a teraz...
      Ja się jakoś wyzwoliłam od coli, zobaczymy, co będzie, jak wrócę do pracy - tam mam koło siebie kilku coloholików i mnie kusić będą.

      Usuń
  4. A trzeba było nie wyrzucać ciuchów sprzed 10 kg. Na pocieszenie zostały te sprzed 5 ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrzuciłam, oddałam. Jest więc nadzieja, że do mnie wrócą ;)

      Usuń
  5. Tanyu, wydaje mi się, że te ciuszki, które kiedyś były na Ciebie w sam raz, już są niemodne. Gdy otwieram swoją szafę zapełnioną "szczupłymi" ubraniami, których szkoda mi wyrzucić, zawsze mam silne postanowienie, że się odchudzę. Jednak brak mi wystarczająco silnej woli, choć już od dwóch tygodni nie brałam do ust niczego słodkiego. Fakt, że spadło mi pół kilograma, co jest zachętą do wytrwania w swym postanowieniu. Wiesz, że przed operacją pęcherzyka żółciowego schudłam 5 kilogramów, bo z bólu prawie oduczyłam się jeść. Jednak Tobie tego nie życzę.
    Buziaczki szczuplutkie tylko w marzeniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciwnie, Aniu. Ja ciuszki mam raczej klasycznie, nie podążam za zmieniającą się modą, więc mogłabym swobodnie chodzić w czymś, co pasowało na mnie kilkanaście nawet lat temu. Ale...
      Chudnięcia w związku z chorobą nikomu nie życzymy.
      Buziaczki w planach szczuplutkie. Powiedzmy.

      Usuń
    2. Ja też nie kupuję niczego wymyślnego, choć czasami mi się zdarzy, nawet w tej chwili mam na sobie spódniczkę sprzed wielu lat, ale tylko dlatego, że jest na szerokiej gumce, bo na pasku na pewno by się na mnie nie zmieściła.
      Moje pół kilograma gdzieś przepadło:( Może wróci?
      Buziaczki rozgoryczone.

      Usuń
    3. Klasyka jest wiecznie modna. Moda sezonowa za to często tak dziwna, że w ogóle mi się nie podoba.
      Ponoć po to należy pić dużo wody, żeby nie mieć złudzeń, że, kiedy się zacznie mniej jeść, od razu człowieka ubywa. Bo nie ubywa. A pół kilo to niewiele, więc na pewno wróci.
      Buziaczki pocieszające.

      Usuń
  6. Ech... Jakbyśmy obie były szczęśliwe, gdyby się dało przekazywać kilogramy innym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domyślam się, że wtedy na świecie byłyby same szczęśliwe kobiety ;))

      Usuń
  7. uuuuuuuuu no to czekam na efekty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem tylko, czy się doczekamy...

      Usuń
    2. no nie bądź pesymistką ;D

      Usuń
    3. Nie pesymistką, realistką ;p

      Usuń
    4. tja ... ja tam myślę, że jakieś co najmniej 2 kilosy się zgubią ;D

      Usuń
    5. Dobre by były i dwa :)

      Usuń
  8. "jeść mniej" - to skuteczne?? :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję silnej woli :) Ja sobie mówię, że jak lepiej się poczuję to wtedy będę się odchudzać :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze nie ma czego gratulować, jeszcze za wcześnie. Zresztą, raz czy dwa oszukałam podjadając gorzką czekoladę. Ups.

      Usuń
  10. pozostaje mi tylko 3m,ac kciuki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Tanuśka, toś Ty dopiero teraz za małe ciuchy wywaliła? Mnie by pewnie szlag trafiał codziennie rano od patrzenia na "idealną przeszłość". Mobilizacja to żadna, a ile argumentów dla rozwijających się wrzodów...
    Nigdy nie stosowałam diety w pojęciu uwalniającycm od kilogramów(chociaż dietą nazywa się sposób odżywiania, więc każdy ją stosuje chcąc czy nie chcąc), ale słyszałam, że skupianie się na jedzeniu to normalne zjawisko, ale trzeba sobie z nim poradzić, bo inaczej kaszana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leżały na dnie szafki i w oczy nie gryzły. Już dawno doszłam do wniosku, że ciuchów mam tyle, że się drzwiczki nie domykają, a ciągle chodzę w tych samych, ulubionych, i w rozmiarach niestresujących. Te stare nie są mobilizacją żadną, to jednak poświadczam własnym przykładem.
      Ja myślę, że moje skupianie się na jedzeniu bierze się również stad, że siedzę w domu, więc z nudów myślę o kolejnym i kolejnym posiłku. Dziś w mieście jakoś pozbyłam się obsesji.

      Usuń
  12. szczęściara... możesz się martwić lub szczęścić się że możesz się odchudzić. a ja - od trzydziestu lat próbuje przytyć i nic. chuda jestem i ciągle głodna. i jak jem - to nic mi nie przybywa, jak nie jem - to może schudnę jakiś kilogram. mam zupełnie inne problemy i marzę o tym żeby chociaż z 10 kilo przytyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale Ci nie zazdroszczę, bo jednak wolę być jaka jestem niż być za chuda. Nigdy nie chciałam być typem Kate Moss czy innej Calisty Flockhart. Życzę Ci więc diety cud w drugą stronę.

      Usuń
    2. właśnie... ja bardzo chciałam być chociaż trochę "inteligentna i oczytana" a ja wyglądam jak chudy wysoki chłopiec. kiedyś się wezmę i napiszę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości bo to dyskryminacja chudych ludzi. bo we wszystkich gazetach i telewizjach jest o dietach na schudnięcie a na przytycie nie ma żadnej;)

      Usuń
    3. Prawda, o tym jak przytyć nie ma nic. Przynajmniej ja nie widziałam, a pewnie bym zwróciła uwagę, bo to nietypowy temat.
      A wysoki, chudy chłopiec nie może wyglądać na oczytanego i inteligentnego? Przecież na pewno może :)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Żadna z wielką nazwą. Zwyczajnie jem mniej, w miarę regularnie i staram się stosować do bardzo ogólnych zaleceń dietetyczki.

      Usuń
  14. Bez słodyczy świat się dla mnie kończy, dlatego szczerze podziwiam i trzymam kciuki za powodzenie przedsięwzięcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę oszukuję gorzką czekoladą, ale staram się grzeszyć jak najmniej.

      Usuń
  15. Pożycz trochę tego samozaparcia :D bo we mnie nie ma go nawet odrobinki ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łap, na tę chwilę mam go tyle, że się mogę podzielić :)

      Usuń
  16. Ja na odwrót - chodzę i się obżeram. Wszystko przez teściową, która na każdą porę obiadową szykowała furę jedzenia. W efekcie - po powrocie - jestem głodna co 2 godziny a o 18 po prostu muszę zjeść kolację! No i cicho liczę, że może dzięki temu przytyję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja teściowa, jak widzę, jest aniołem nie kobietą: w ogóle nie dba o to, czy jemy. Mamy dwie łapki, możemy się obsłużyć. Zresztą, ona po diecie ścisłej jest, więc rozumiała, że można nie chcieć jeść.
      A wiesz, że ta koleżanki dietetyczna twierdzi, że wcale nie jest prawdą, że powinno się jeść najpóźniej o 18ej czy nawet 17ej, a dwie-trzy godziny przed snem, więc to kwestia indywidualna.

      Usuń
  17. Fakt, to może być problem;-) Może wykorzystasz tę kasę, co ją na niejedzeniu słodyczy zaoszczędzisz? Kiedyś odkryłam, że to one z wszelkiego jadła kosztują mnie najwięcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i to jest myśl: myślę, że to mnie może zmobilizować.

      Usuń
  18. Ja tez trzymam kciuki przy tej gimnastyce silnej woli,wiem po sobie,ze jak pare kilo mniej w ciele, to czlowiekowi jakos lzej i weselej..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, w jednym takich spodniach blisko ciała jakoś lżej mi kucać, co poprawia mi humor, więc sobie kucam do woli ;)

      Usuń
  19. zapraszam cię do zabawy
    http://serce-kontra-rozum.blogspot.com/2012/08/takie-tam-zabawy.html

    OdpowiedzUsuń
  20. Po 3 tygodniach zmieny diety, nie czuje się już że możliwe było inne jedzenie - tak na pocieszenie.

    Rozwód ze słodyczami...ehhh...;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to niekoniecznie mi brakuje tego, co jadłam. Bardziej odczuwam brak ilości, ale da się przeżyć. No i te słodycze, ech. Pisałam już wyżej, że troszkę oszukuję ciemną czekoladą, której wcześniej nie lubiłam notabene.

      Usuń
  21. Oj znam ból diety. Polecam się czymś zająć. Jak maa się dużo na głowie to człowiek sam zapomina o posiłkach. Nie wiem na jakim etapie jesteś życia ale mnie osobiście w wakacje mobilizować się trudno ;P

    Mam nadzieję, że Ci się uda ;P
    tanatoza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja właśnie jestem na tym najgorszym etapie, czyli na wakacjach. Domyślam się, że kiedy zacznie się praca będzie mi o wiele łatwiej skoncentrować się na czymś poza jedzeniem.
      I dzięki :)

      Usuń
  22. O widzę, że nie tylko ja postanowiłam zmienić swoją figurę na lekko mniejszą ;) Powodzenia więc w postanowieniu i szybkich efektów :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Zazdroszczę silnej woli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jeszcze nie ma czego zazdrościć, to dopiero rozgrzewka.

      Usuń
  24. Cóż za temat na czasie, jak dla mnie. :) Mam już za sobą odchudzanie, kiedy to zgubiłam 10 kg. Obecnie nieco mi się znów przytyło - ale nie żałowałam sobie przez rok niczego. Od dwóch tygodni znów uważam na siebie i ćwiczę. Jest 3 kg. mniej. :) Mogłabym w zasadzie na tym poprzestać, ale może uda się jeszcze troszkę. Do kościotrupów nie należę, zatem mi nie zaszkodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niedawno też słyszałam o tym skorpionie, co to na jednym robaczku może przeżyć przez rok... Hmm... Słyszałam to chyba w programie o surykatkach ostatnimi czasy.

      Podzielę się taką dygresją, może niezbyt interesującą, ale tak to już jest jak się oddaje komentarze do dyspozycji czytelników. :D
      Zawsze mam tak, że jak usłyszę jakiś nowy fakt, który zrobi na mnie wrażenie, nowe słowo, którego znaczenia nie znałam lub znałam, ale go nikt nie używa w moim kręgu, nagle zewsząd docierają do mnie te same fakty, te same słowa... Jak to możliwe, że akurat teraz, a wcześniej nawet nie miałam o tym pojęcia? ^^ Masz tak samo? Fakt ze skorpionem, o którym słyszałam w programie, a teraz Ty o nim wspomniałaś jest właśnie jedną z tych informacji, o których nie wiedziałam, a teraz w ciągu tygodnia znów o tym czytam. :)

      Usuń
    2. Dziesięć kilo - taki moje duże marzenie, ale nie wiem, czy mi się uda, bo chyba aż tyle samozaparcia w sobie nie mam. Koleżanka, która mnie mobilizowała, sama ostatnio podjada za dużo, więc straciłam autorytet, ech. Ćwiczyć też by mi się przydało, ale mi się nie chce. Trochę jeżdżę na rowerze. I tańczę. Przed telewizorem :)
      Tak, możliwe, że o skorpionie słyszałam w programie o surykatkach. Na pewno taki oglądałam, czy też raczej słuchała. Bo ja siedzę na FB i gram w durne gry, a w tle słucham telewizora. Sama jestem, ciszę zabija. Co do Twojej "przypadłości" zaś... hmm, nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Może i coś w tym jest. Postaram się zwrócić uwagę, bo to ciekawe zjawisko może być.

      Usuń
  25. Oj jak ja bym chciała wrócić do mojej dawnej wagi - tj. 47kg... Tymczasem 67 i stoi w miejscu, a dieta MŻ sprawia jedynie, że chce mi się jeść 24h na dobę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie jestem głodna między posiłkami, a jem pięć razy dziennie, jeno zdecydowanie mniej. Jednocześnie schudłam ze trzy kilo i stoję.
      Swoją drogą ważymy tyle samo i o tej samej wadze marzymy :)

      Usuń