To przekonanie siedziało we mnie od dłuższego czasu, nieprzyjemnie zaskakujące jest jednak uczucie nabrania pewności, że atmosferę paranoi budujemy sami, choć cała wina skrupia się na dyrekcji. Fakt, ona potrafi być nieprzyjemnie złośliwa, lubi pogniewać się niczym histeryczna małolata, nie znosi podważania swojego zdania, często grając alfę i omegę, sprowadzając nas do poziomu niemających prawa głosu maluczkich, ma swoich pupilków, a tych, którzy raz podpadli niejednokrotnie przez długi czas traktuje jak powietrze i nie docenia, choćby na rzęsach stawali, starając się działać na różnych polach zawodowych, jednak nie jest osobą, której należałoby się panicznie bać. Niestety, część osób, dorosłych i, jakby nie było, wykształconych i ogładzonych, drży na sam jej widok, zniżając głos, zawieszając rozmowę czy tłumiąc zdrowy śmiech, gdy się pojawi. Pozwalamy się tłamsić, w jej obecności niejeden raz przebieramy nóżkami niczym mające coś za uszami uczniaki, malejemy na własne życzenie. Kiedy dyrekcja wchodzi do pokoju, atmosfera staje się podobna panującej w rodzinnym grobie. Odważni stajemy się za jej plecami. Sama dyrekcja zaś, widząc świetnie, że może pozwolić sobie na coraz więcej i więcej, wykorzystuje sprzyjające warunki i narzuca własny, nie zawsze jedynie słuszny, kierunek. My zaś wmawiamy sobie, że to ona nas gnębi, podczas gdy w głównej mierze terroryzujemy się sami. Od wewnątrz.
Mam nieprzyjemne wrażenie, że wiem doskonale o czym piszesz. Pracowałam w SP i Gimnazjum. Kiedy z SP odeszła wspaniała Pani Dyrektor, pojawił się ktoś taki, o kim piszesz...
OdpowiedzUsuńPrzez moment poczułam się przeraźliwie realistycznie: stanęłam w pokoju nauczycielskim, ściskając ostrzegawczo za rękę rozchichotaną Koleżankę i zagryzając wargi ze śmiechu, żeby nie pokazać rozbawienia...
Wróciwszy z tej lodowatej podróży w czasie powędrowałam na n-k, żeby kolejny raz uświadomić sobie, że grono pedagogiczne jest już mi de facto nieznane... Cóż, trudniej zapanować nad zgranym zespołem, jeśli ma się paranoiczne uczucie, że każda podwładna to spiskowiec...
I po raz pierwszy w życiu pożałowałam, że tak wyraziście budujesz emocje, a czar Twojego języka po raz pierwszy spowodował dreszcz - wyjątkowo nie zachwytu...
No właśnie ja się nie przestaję śmiać, nie wyszeptuję słów do ucha, nie zrywam się w poczuciu winy z krzesełka - bez przesady, nasz dyrekcja nie jest jakimś monstrum, choć wielu z nas tak ją widzi. I wiesz, właśnie do pewnego czasu myślałam, że w sumie jej winą jest taka atmosfera, ale po czasie doszłam do wniosku, że sami sobie jesteśmy winni, zachowując się właśnie tak panicznie.
OdpowiedzUsuńTo jak z naszym burmistrzem, przed którym wszyscy radni trzęsą portkami. Kiedy ostatnio kolega, wobec nas radny zresztą większy niż cała armia radnych, powiedział, że burmistrz jest jaki jest, odparłam, że szesnaście lat temu taki nie był, a bezradni radni go rozpieścili. I podobnie jest z naszą dyrekcją: im bardziej my pokazujemy uległość, tym bardziej ona się panoszy. I czyja to wina? Jej się dziwię najmniej, bo każdy lubi mieć rację. No i do tego dochodzi to, o czym napisałaś: że łatwiej jest panować nad niezgranym gronem, więc jej w to graj, a my jej tylko pomagamy.
bardzo trafne spostrzeżenie !!! brawo Tanyu jesteś bardzo mądrą osobą :)))
OdpowiedzUsuń...bo już patrzeć nie mogę na te nasze wystraszone minki i słuchać nie mogę utyskiwań, jaka to dyrekcja strach budząca. Ma swoje humory, których - uważam - pokazywać nie powinna właśnie dlatego, że jest dyrekcją, ale bez przesady z tą paniką wśród nas.
OdpowiedzUsuńja w szkole nie pracuje tylko w administracji ale mogłabym się podpisać pod tym bo odzwierciedla i moją dyrekcję :)
OdpowiedzUsuńPS. Kochana chciałabym Cię też zaprosić do pewnej zabawy. Po szczegóły zapraszam na mojego bloga. Zależy mi byś udział wzięła ;)
Bo chyba zostawiają mózg w domu przed wyruszeniem na lekcje, jeśli tylko w grę wchodzi zapewnienie bytu rodzinie. Ja też nie mogę patrzeć na współpracowników, którzy płaszczą się, smarują języki już nie wazeliną, ale miodem, żeby tylko się za szybko od tyłka szefa nie odkleić. Zero godności, a przede wszystkim brak szacunku do samego siebie
OdpowiedzUsuńU nas to było troszkę inaczej. Niemal z dnia na dzień dowiedzieliśmy się, że nasza Dyrekcja nie będzie już dyrekcją, a drugiego przyniesiono nam nową w teczce. Nikt nas nie pytał o zdanie, ona trafnie odgadła, że jesteśmy zgraną, silną grupą i zaczęła od 'dajcie mi władzę, ja was usadzę'. Na domiar szczęścia vice też nam przynieśli i też nas nikt o nic nie pytam.
OdpowiedzUsuńZ rozkoszą biegłam do gimnazjum, a wcześniej było odwrotnie, z rozkoszą przychodziłam do podstawówki.
Zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że to w dużej mierze nasza wina, ale kiedy szczerze rozmawiałyśmy, każda mówiła mniej więcej to samo: 'boję się, że stracę pracę' - wiesz, niż demograficzny, szkoły do kasacji...
Tanya, też jesteś na blogspocie. Nie wiedziałam :) Ale fajnie. Już nadrabiam zaległości.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie
Ada
Człowieka można spętać fizycznie, można związać mu ręce, zakneblować usta, ale wolnej myśli uwięzić nie sposób jeśli człowiek czuje się wolny. Tak naprawdę każda tyrania zaczyna i konczy się w naszych głowach. Korporacyjna także.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam gorąco!
Lucy (www.kobieta-po-polsku.blog.onet.pl)
ha! ja jestem dumna z siebie, bo sie nie dalam szefowi sterroryzowac do pracy w weekend i to jeszcze po nocy...
OdpowiedzUsuńa co do sytuacji z dyrekcja... moze wystarczy dobry przyklad jak sie z nia obchodzic?;>
Green, bo to przypadłość niejedynie nauczycielska.
OdpowiedzUsuńP.S. Mam nadzieję, że link wystarczy :)
Dosiu, na lekcje to pewnie mózgi biorą: tam są teoretycznie słabsi, bardziej zależni...
Powiem Ci, że samo podlizywanie jeszcze bym przeżyła, gdyby nie to szeptanie o dyrekcji po kątach później, i gdyby nie te próby zarażenia mnie paniką. Tego nie dzierżę.
Liv, rozumiem, że człowiek boi się stracić pracę - w dzisiejszych czasach, kiedy sporo szkół idzie do likwidacji, niełatwo o nową. Z tym, że u nas często potrafią się odezwać ludzie, którzy nie mają stałych umów i niekoniecznie są w korzystnej godzinowo sytuacji, za to ci, których "atom by nie ruszył" milczą.
Inna rzecz, że my teoretycznie wybieramy dyrekcję w demokratycznym konkursie, z tym, że i tak starostwo i kuratorium mają tyle głosów, że tak czy siak przegłosują całą resztę, więc jeśli się umówią co do kandydata, my mamy niewiele do powiedzenia.
Ada, tutaj jest dokładnie to samo, co na Onecie :)
Lucy, to prawda: najgorzej, gdy zniewalamy się sami. Myślę podobnie: że tyrania rzadko rodzi się samoistnie, musimy jej przytaknąć w jakiś sposób, nie sprzeciwić się.
Zielona, brawo! :)
Jak się z nią obchodzić? Powiem sarkastycznie: zostać radnym albo popracować jakiś czas w kuratorium - oj, wtedy człowiek jest szanowany, choćby głupi był jak but.
Ja wiem, że teoretycznie powinno tak być, choćby teoretycznie, jak piszesz... Niestety, nas nikt o nic nie spytał, zwołano Radę, przedstawiono nową panią dyrektor... a nas nikt o nic nie pytał. Zaczęłyśmy troszkę pyskować, ona sobie dobrze zapamiętała, kto pyskował najgłośniej...
OdpowiedzUsuńMy chciałyśmy i miałyśmy poparcie Rodziców, żeby naczelną była vice... Naczelna poszła na wcześniejszą emeryturę, a vice na świetlicę w drugim końcu miasta...
U nas nie było więc takich, których nic i nikt by nie ruszył z pracy. Zastanawiam się tylko, czemu ja byłam taka pokorna? Przecież jako jedna z niewielu miałam gimnazjum /jakieś 2/3 etatu by się znalazło na początek/, miałam swój dochód... Chyba lubiłam tę pracę. Do czasu...
Wydaje mi się, Liv, że łatwiej by było tym bardziej odważnym odezwać się, gdyby wiedzieli, że inni ich poprą. Wiesz, sami nie zaczną, ale choć wyrażą poparcie jakimś słowem czy dwoma, a kiedy ja się wyrwę i trafię na ciszę, to potem mam to wszystko w poważaniu i tyle, bo szkoda moich nerwów. Tym bardziej, że na radzie pedagogicznej nie porusza się spraw moich (te zostawiam na wizytę w gabinecie dyrektorskim), a wspólne.
OdpowiedzUsuńNasz też pamiętliwa i złośliwa, a ludzie tego się boją, bo jednak każdy chce mieć święty spokój. Taka zwykle ludzka natura.
Swoją drogą, mój ojciec, niegdyś burmistrz rzekł mi kiedyś, że taka sytuacja, o jakiej Ty piszesz powinna rozbić się o sąd, ale...