1 września 2011

Pasażer

Niemal spóźniła się na pociąg. Kluczyła wśród podchodzących jej pod nogi ludzi, czując rwący ból w łydkach, który towarzyszył jej zawsze, gdy zbytnio przyspieszała. Reklamówka z książkami i grafitowy garnitur ciążyły, bluzka lepiła się do rozgrzanego słońcem ciała, a cienkie pasma włosów uporczywie wsuwały się pod przyciemnione okulary, łaskocząc nieprzyjemnie w nos i policzki. Niecierpliwym ruchem, nie zwalniając kroku i unosząc ku twarzy to jedną reklamówkę to drugą, próbowała odgarnąć kosmyki, a wtedy ból w łydkach rozlewał się na kostki. Już miała machnąć ręką na pociąg, pójść na kawę z mlekiem i croissanta z konfiturą, ale zauważyła okrągły zegar wskazujący zachęcające dwadzieścia pięć po drugiej i jeszcze przyspieszyła, ignorując bolesne rwanie. Wpadła na dworzec wystarczająco wcześnie, by kupić bilet. Pociąg stał jeszcze dłuższą chwilę, zanim rozległ się beczący sygnał odjazdu. Rzuciła niedbale pakunki, z ulgą zdjęła odparzające stopy sandały, rozparła się z nogami na przeciwległej kanapie i rozrzuconymi na boki ramionami. Powoli odparowywała. Wyjęła książkę, która miała ją porwać, a nudziła raczej i tylko z szacunku dla pisarza brnęła dalej w może i ciekawą historię, opowiedzianą jednak w nieopowiadający jej sposób.

Nie od razu zwróciła na niego uwagę. Siedział po drugiej stronie przejścia wiodącego przez przedziału, nerwowo skubiąc ściskaną w dłoni czarną, sfatygowaną saszetkę. Miał przerzedzone, zaczesane do góry włosy, zmierzwioną brodę i niepewność w oczach. Że też się nie roztopi w tym długim rękawie, pomyślała i wróciła do nużącej lektury. Zmęczone czytaniem i gorącem oczy same jej się zamykały, nie pozwalała sobie jednak na drzemkę w obawie przed przejechaniem stacji. Za oknem migały obsypane soczystą zielenią drzewa, pierzaste obłoki skrzyły się w słońcu, bydło leniwie się pasło, zboże kołysało się delikatnie smagane wietrzykiem.

Donośny głos konduktora wyrwał ją z odrętwienia. Chyba jednak na chwilę usnęła. Mechanicznie podała mu bilet i powróciła do studiowania monotonnego krajobrazu za oknem. Ale musi pan mieć bilet, usłyszała, jak kontroler niecierpliwie podnosi głos, co mi pan tu w ogóle pokazuje? Brodaty pasażer w popłochu potrząsał zapisaną maczkiem kartką, konduktor jednak nie zamierzał czytać, uparcie żądał biletu i groził koniecznością wypisania mandatu kredytowego. Widziała, jak kontrolowany wciska się głębiej w kąt i rozdygotanymi rękoma wertuje plik dokumentów wyrzuconych z saszetki. Szkoda faceta, taki zagubiony, pomyślała i głośno zapytała o cenę biletu do stacji docelowej. Nie wyszło dużo, zaoferowała więc, że zapłaci, bo po co pasażer ma wysupływać dziesięciokrotność ceny przejazdu. I tak już wyglądał jak kupka nieszczęścia. Bilet wypisano, już podawała konduktorowi pieniądze, kiedy jej towarzysz podróży wyciągnął dwudziestozłotowy banknot. No i co pan nie mówi, że ma pan pieniądze?

Przestała zwracać uwagę na to, co się dzieje za oknem, kątem oka obserwowała pasażera po drugiej stronie, pisząc w głowie historię jego życia, zastanawiając się, co go skłoniło do podróży, dlaczego stał się taki wycofany, i wreszcie, co za papier tak kurczowo ściskał w drżącej dłoni. Z rozmysłem przejechała stację, na której miała wysiąść. W mieście szła za nim pewnym krokiem, nawet nie starając się, by jej nie dostrzegł, był tak zanurzony w swoim świecie, że nie widział ludzi wokół. Przechodnie trącali go ramionami, raz krzyknęła ostrzegawczo, kiedy jakby zamroczony przechodził przez ulicę, nie zareagował jednak i tylko refleks szpetnie klnącego kierowcy uratował mu życie. Szedł prosto do celu, do niepozornego domku tuż za kolejowym wiaduktem. Odnosiła wrażenie, że gdy tylko budynek znalazł się w zasięgu wzroku, jego kroki stały się żwawsze, a spojrzenie mniej rozbiegane. Energicznie zapukał, drzwi otworzono niemal natychmiast, równie szybko się za nim zamknęły.

Stanęła niezdecydowana. Co właściwie miała zrobić? Zapukać do obcych drzwi i spytać, co gnębi napotkanego w pociągu mężczyznę? Nie należała do tych wścibskich, którzy nie mieli żadnego problemu z zadawaniem najbardziej intymnych pytań, szanowała przestrzeń innych, wymagała poszanowania dla swojego kawałka prywatności. Tym razem jednak zżerała ją ciekawość. Odtworzyła w pamięci mapę tego wycinka miasta, miała pewność, że tego domku tutaj wcześniej nie było. Nie mogła go przeoczyć, mimo nierzucającego się w oczy wyglądu, prawie wchodził na ulicę, którą przez siedem lat przemierzała trzęsącym się autobusem do szkoły i ze szkoły. Nie wyglądał na nowo wybudowany, raczej przeniesiony z innego miejsca. Tak, olśniło ją, jakby pojawił się tutaj specjalnie dla niego. Bez namysłu ruszyła ku matowiejącym w zachodzącym słońcu drzwiom.

15 komentarzy:

  1. Niesamowite! Zaintrygowałaś mnie:) Czekam na ciąg dalszy, mam nadzieję, że będzie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm, przyznam, że nie lubię ciągów dalszych, ale może...
    W takim razie nie zdradzę, przynajmniej na razie, co mi po głowie chodziło.
    Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. obstawiam, że Pan był głuchoniemy i to miał napisane na kartce :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Pudło, Polluśka - wydusił z siebie, dokąd jedzie. Sytuacja w pociągu jest autentyczna :)

    OdpowiedzUsuń
  5. aaaaaaaaaa to nie trafiłam ;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale każda interpretacja dobra - dlatego zresztą nie ma zakończenia :)
    Swoją drogą, głuchoniemi to chyba nie mają karteluszek zapisanych maczkiem, a jedno czy dwa zdania sporymi literami - tak, żeby się nie musieć wczytywać, a widzieć od razu, o co biega, nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja bym postawiła na jakiś szpital... ale czekam na ciąg dalszy:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ci którzy przychodzą do mnie do pracy mają duże kartki i mocno zapisane :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Nikki, może być niejaki problem z tym ciągiem dalszym, ale kto wie...

    Polly, no widzisz, jakie różne doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie lubie tego, zeobie za marude... ale mam wrazenie, ze ta koncowka jest taka dopisana na sile, jakby doklejona?

    OdpowiedzUsuń
  11. I dobrze! Po co mi tak słodzić cały czas? Wszak to tylko amatorskie bajdurzenie :)
    Poza tym, wyczułaś mnie świetnie - po prawdzie nie bardzo wiedziałam, na które zakończenie się zdecydować, pewnie stąd to wrażenie doklejenia. To wahanie zaważyło na braku naturalności.

    OdpowiedzUsuń
  12. No i teraz czekam na ciąg dalszy. Bo chyba nie chcesz nas tak zostawić? :)))

    OdpowiedzUsuń
  13. No, kurczę, właśnie chcę. Bo w sumie to jest całość. Wprawdzie miałam myśl, by pociągnąć, ale...
    Na Onecie pod notką zaprosiłam do zabawy: może ktoś skończy za mnie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Czasu na czytanie książek totalnie brak, jak dobrze że można pobudzić swoją wyobraźnię na zaprzyjaźnionych blogach :) Serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  15. No tak, książki zwykle mają jakieś zakończenia, a tu takie wyzwanie ;))

    OdpowiedzUsuń