4 października 2011

Przedwyborcza sieczka w głowie..

Od ponad tygodnia mam sieczkę w głowie (wbrew tytułowi i temu, co poniżej, marginalnie polityczną), co skutkuje pustką tutaj i ciszą u Was, ale wczorajszy test znaleziony TUTAJ i czym prędzej dla śmiechu zrobiony, dał mi kapkę do myślenia. Co więcej, potestowe moje myśli wędrują dokładnie tym samym tropem, którymi podążały po obejrzeniu telewizyjnej dyskusji poświęconej kulturze, która sieczką była jeszcze intensywniejszą niż bajzel w mojej głowie, i która do wniosków nie prowadziła żadnych, bo wszystko i tak rozbija się o pieniądze albo o rozbieżność w definiowaniu kultury przez wielkie K, którą to, jak trafnie zauważył jeden z dyskutantów, przekuwa się z kultury wysokiej na kulturą pokazową, czyli tą z wielką pompą i wieloma gośćmi, którym wypada się pokazać, czyli tropem myśli jednego z polityków, z którym nadzwyczaj często się zgadzam. Być może głównie dlatego, że formułuje on myśli bezpośrednio, nie owijając ich w poprawną politycznie bawełnę, ta bowiem mi już bokiem wychodzi na własnym podwórku, jestem więc kawy na ławie złakniona niczym kania dżdżu. Wiadomo, polityk zawsze pozostanie politykiem i bezpośredniość tego pana może być chwytem wyborczym równie sprytnym jak spacery od domu do domu i mówienie słuchaczom wszystkiego, co słuchacze chcieliby usłyszeć w wykonaniu lokalnych polityczków, jednak na dzisiaj tego pana słuchać lubię. Jednocześnie na lubieniu skończyć się może.

Ten sam pan wygrał nasze szkolne, uczniowskie wybory, co mnie w ogóle nie zdziwiło - ba, tego właśnie się spodziewałam, - a co rzekomą głupotą oburzyło kilka osób z grona nauczycielskiego. Zupełnie tego oburzenia nie rozumiem: skoro dajemy młodzieży szansę wyrażenia własnych politycznych przekonań, powinniśmy je uszanować, nawet jeśli wiemy, że część oddanych głosów była jajcarską zagrywką. Zawsze istnieją młodzi ludzie, którzy świadomie dokonują swoich wyborów, interesując się polityką dużo bardziej niż, na przykład, ja sama i gdybym w polityczną dyskusję się z nimi wdała, pewnie znaleźliby masę argumentów nawet jeśli nieprzekonujących mnie do konkretnego wyboru, ale zmuszającego mnie do uszanowania inności. Zresztą, w polityce ciężko w ogóle szacować przed faktem, który wybór jest dobry, a który nie najlepszy: najwięcej wychodzi w praniu. Kolejne zresztą, ciekawi mnie, czy gdybym ja zagłosowała na wyżej opisanego pana, niektórzy moi koledzy z pracy równie głupim by mój wybór nazwali?

Jak wspomniałam wyżej, w związku z owym panem niczego przesądzać nie zamierzam i pewnie decyzję podejmę przy urnie, odkąd jednak uzyskałam prawa wyborcze, jestem wierna jednemu ugrupowaniu. Wierność ta niejeden raz wywołała rozdźwięk w rodzinie, bowiem (pseudo)politycznym sercem stoję po przeciwnej stronie barykady niż moi rodzice. Zresztą, i im do siebie dalej niż bliżej, choć teoretycznie tą samą stronę politycznie obstawiają. Nic to, niezależnie od tego, czy moja wierność się pokusom oprze, czy runą jej ostatnie bastiony, na głosowanie pójdę. Tak jak za, bodajże, drugim razem, kiedy musiałam specjalnie do rodzinnej pipidówki (innej niż obecna) dotrzeć, a to niełatwa była sprawa w czasach niekomórkowych i w sytuacji, kiedy (identycznie jest dziś) stacja kolejowa od miejscowości oddalona jest o sześć kilometrów, a żaden inny środek transportu nie łączył moich dwóch pipidówek. I tak jak całkiem niedawno, kiedy się z zajęć musiałam zwolnić, by na wybory zdążyć. I jeszcze jak w połowie drogi zastał mnie deszcz tak intensywny, że do lokalu wkroczyłam niczym zmokła kura. Mówię sobie, że w większości przypadków głosować warto, choćby z najprostszego z powodów: bym miała prawo narzekać, a jako rasowa Polka, narzekać nad wyraz lubię.

Nie do końca wiedząc, na kogo zagłosuję, wiem świetnie, na kogo głosowała nie będę. Na pewno z miejsca wyeliminuję konkretną kandydatkę, która i tak szanse ma małe, będę jednak miała satysfakcję, że dzięki mnie się jeszcze choć odrobinę zmniejszą. Panią tą bowiem "złapałam" na tłumaczeniu się, że startuje z jednej z partii tylko dlatego, że z którejś listy startować trzeba, a tak naprawdę to ona się z programem tej partii nie zgadza jakoś szczególnie. Zupełnie nie interesują mnie polityczne zapatrywania owej pani, jednak podobne wyznania są dla mnie ewidentnym dowodem, że najważniejsze w tym całym zamieszaniu jest złapanie swojego kawałka tortu, bez względu na sposób dotarcia do celu. W tym miejscu dodam też, że, chodząc na wybory sumiennie, świadomie zrezygnowałam z uczestniczenia w nich, kiedy przyszło mi wybierać między mniejszym a większym złem. Niektórzy widzą sens w takich wyborach - ja nie. W życiu człowiek nie ma wyjścia, w politycznej ruletce można sobie czasem pozwolić na wagary.

13 komentarzy:

  1. Sieczke w głowie to czasem mi robią Twoje teksty - skomplikowanie piszesz:) ALbo może mój mózg zsiekany jest już robieniem obrazków od rana... kto wie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też mam sieczkę... I to mnie najbardziej denerwuje, ludzie myślący, niezależnie od tego na kogo oddają głos, zwykle w kampanii mają sieczkę z mózgu.
    Ja też zwykle szłam głosować inaczej, niż Rodzina:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zielona, chodzi o pana Palikota. Ja myślę, że mieszkający tu na miejscu i co nieco babrający się w polityce, domyślili się bez trudu. W sumie to mam nadzieję, że Ty jesteś od niej równie daleko jak ja - polityka to brud i tyle.

    Liv, ja Ci w sumie powiem, że często myślę, iż oni wszyscy po jednych pieniądzach, ale na kogoś trzeba głosować.
    Ciekawostkę Ci jeszcze powiem: kiedy mnie coraz bliżej, przynajmniej poglądami do tego pana, Duński zbliża się do tych, na których ja zawsze głosowałam. Bądź tu mądry i pisz wiersze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja do niedawna myślałam, że mam konkretne poglądy polityczne. Ha! teraz mam stanowcze! i dlatego stanowczo twierdzę, że zrobił się misz-masz i ja tego już nie ogarniam.

    OdpowiedzUsuń
  5. No wiesz... MMŻ idzie na wybory wyłącznie w ramach prezentu dla mnie /w końcu 9 stuknie nam osiemnastka/... Tu prędzej napiszesz dobry wiersz /to o Tobie, bo ja to raczej nie/ niż będziesz mądra w poglądach najbliższych Osób na głosowanie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sprawdziłam swoje poglądy polityczne w programie "Latarnik" i wyszło mi, że najbardziej zbliżone są do programu Twojego pana. Zdziwiło mnie to, przyznam.

    Pomyślało mi się, że nie głosowałam tyyyyle razy. Olewałam każde jedne wybory, aż do ostatnich prezydenckich, kiedy poczułam się zmobilizowana, żeby wybrać owo mniejsze zło. Dla mnie dobrze jest wtedy, kiedy się polityką zupełnie nie interesuję, a wtedy nawet ja zaczęłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tanuś, zrobiłam sobie żartem ten test i się załamałam - wyszło mi, że powinnam głosować na partię, na którą na pewno nie zagłosuję...

    OdpowiedzUsuń
  8. Tanyu, dla mnie nie ma jednej dobrej partii, na którą zagłosowałabym bez wahania. Mój głos oddam na jedną z partii, tylko dlatego, że nie chcę, aby inna doszła do władzy wraz ze swoim kłótliwym przywódcą. Po prostu.

    Buziaki

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  9. Aguśka, ja nie ogarniam, bo ogarniać nie mam ochoty, choć pewnie gdybym ochotę znalazła i tak bym nie ogarnęła, bo, kurczę, w tej kwestii wciąż jestem za wielką idealistką.

    Liv, ależ prezent na osiemnastkę :)))
    Z tym wierszem przeze mnie napisanym to gruba przesada: publicznie popełniłam dwa. Niepubliczne może ze cztery.
    A test potraktuj na wesoło. Mnie on zastanowił, bo wyszedł zgodnie z moimi ostatnimi przemyśleniami, o ile myśli, które poświęcam polityce można tak w ogóle nazwać.

    Kendżi, o widzisz, a ja właśnie w ostatnich prezydenckich (i w przedostatnich też) w drugich turach nie brałam udziału. Nie dla mnie wybór mniejszego zła - zło to zło. Jakoś w kwestii polityki jestem najmocniej czarno-biała.

    Ado, w sumie się zgadzam: dla mnie niemal wszyscy politycy są siebie warci, niezależnie od szczebla. A czasem nawet myślę, że im niższy szczebel, tym wyżej noszony nos. Głosowała jednak będę "za", a nie "przeciw" - to na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zło to zło, ale może być zło złe i źlejsze ;)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Może, ale... jak sobie popatrzę na niektórych, to nie bardzo rozróżniam złe od źlejszego, no.

    OdpowiedzUsuń
  12. Polecam "Autobiografię Witkacego" na tę okoliczność... Dobre podsumowanie. Idealne w wykonaniu Jacka Bończyka na Youtube.

    OdpowiedzUsuń