Wiosna kojarzy się z zielenią: nieśmiałą młodych klonów porastających skraj lasu, soczystą drapiących chmury brzóz, ciemną buchających zapachem ciepła bzów. Nie lubię zieleni na mnie, lubię ją we mnie i wokół mnie. Jednocześnie moją kwintesencją wiosny jest żółć. Obserwuję grę bladożółtego światła poranku na ścianie, widzę przekorę w bursztynowych oczach Kitajca, przebiegam palcami płonące płatki mniszka. Nasłoneczniam się. Wdycham moją wiosnę.
czarny
KLIK*
Hebanowe wokalistki intonują cichutkie murmurando. Dźwięki wibrują w powietrzu, wbijają się w duszę, wkręcają mnie w wir historii czarnej niczym rozpacz, zroszonej potem, łzami, tęsknotą. Głosy wzmagają się, wybijają rytm, spowijają serce całunem przepełnionej nadzieją, wiarą, siłą czarnej muzyki, myśli wypełnia euforia. Ja, nieposiadająca za grosz muzycznej inteligencji, daję się porwać głosom jedwabistym jak nocne, letnie niebo. Nie otwieram oczu. Wokół mnie gładka czerń.
bordowy
KLIK*
Zaczyna się podobnie. Mężczyźni w bordowych strojach mruczą gruzińską pieśń. Cichutko, delikatnie, zupełnie jak nie dziesięciu okazałych mężczyzn. Drugi utwór, trzeci, piąty. Wieje nudą. Studiuję bordowe kozaczki koleżanki, zastanawiam się, czy kobieta nieco po lewej nie marznie w bordowym kostiumie. Koleżanka szeptem pyta, czy zaśpiewają coś innego, a ja wyłączam zmysły, starając się powstrzymać od śmiechu. Dziesiąty utwór. Coś drgnęło, panowie pokazują, że drzemią w nich głosy na schwał. Zamykam oczy i w bordowej sukni biegnę labiryntem kościelnych korytarzy, nade mną wiruje kanonada męskich głosów. Śmiech odszedł, zachwyt się jednak nie pojawił.
*byłam na 21. Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Sakralnej "Gaude Mater"
czarny
KLIK*
Hebanowe wokalistki intonują cichutkie murmurando. Dźwięki wibrują w powietrzu, wbijają się w duszę, wkręcają mnie w wir historii czarnej niczym rozpacz, zroszonej potem, łzami, tęsknotą. Głosy wzmagają się, wybijają rytm, spowijają serce całunem przepełnionej nadzieją, wiarą, siłą czarnej muzyki, myśli wypełnia euforia. Ja, nieposiadająca za grosz muzycznej inteligencji, daję się porwać głosom jedwabistym jak nocne, letnie niebo. Nie otwieram oczu. Wokół mnie gładka czerń.
bordowy
KLIK*
Zaczyna się podobnie. Mężczyźni w bordowych strojach mruczą gruzińską pieśń. Cichutko, delikatnie, zupełnie jak nie dziesięciu okazałych mężczyzn. Drugi utwór, trzeci, piąty. Wieje nudą. Studiuję bordowe kozaczki koleżanki, zastanawiam się, czy kobieta nieco po lewej nie marznie w bordowym kostiumie. Koleżanka szeptem pyta, czy zaśpiewają coś innego, a ja wyłączam zmysły, starając się powstrzymać od śmiechu. Dziesiąty utwór. Coś drgnęło, panowie pokazują, że drzemią w nich głosy na schwał. Zamykam oczy i w bordowej sukni biegnę labiryntem kościelnych korytarzy, nade mną wiruje kanonada męskich głosów. Śmiech odszedł, zachwyt się jednak nie pojawił.
*byłam na 21. Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Sakralnej "Gaude Mater"
Niezłe wrażenia , warto było być ? Nie sądzę , Ty słuchasz tylko kociej muzyki z upodobaniem !!!
OdpowiedzUsuńWiosenno-zimowe kaczeńce przesyłam *
Pewnie jeszcze mogłabyś nieco dołożyć do tej listy kolorów. Bordowy chyba lubisz co?:D
OdpowiedzUsuńI pasuje dotejmuzyki sakralnej - taki dostojny:)
u mnie też żółto i zielono tylko rudego kota brakuje ale za to jest brązowa Tola ;D
OdpowiedzUsuńAir, a właśnie, że warto. Na pierwszym koncercie zdecydowanie, wbrew pozorom lubię gospel. Gruziński chór zaś - cóż, przyznaję, że to dla mnie kultura za wysoka.
OdpowiedzUsuńA kocia muzyka jest fajna, co chcesz? :)
Zielona, lubię i to bardzo. Razem z brązem i rudościami. I jeszcze z żółcią i czernią :)
Polluśka, jak się Tolluśkę odpowiednio zdjęciem ujmie, też stanie się żółtawa ;)
mówisz ??? a jak się ją odpowiednio ujmie to będzie szczuplejsza ???
OdpowiedzUsuńPewnie! A jak ujęciem nie da rady, zawsze zostaje Photoshop ;p
OdpowiedzUsuńNie wiem czemu, ale takie zawodzenia zawsze wywołują u mnie taką samą reakcję: zawias. Odlatuję, nie myślę o niczym, a jednocześnie o... hm, bezkresnych równinach? szerokich przestrzeniach, których nie ogarnie się umysłem? Sama nie wiem.
OdpowiedzUsuńA ja się jakoś wczuć nie mogłam: i półmrok był, i cerkiew, i to zawodzenie, a tu nic, zero reakcji. Może dlatego, że cerkiew nowa, a wokół tłum ludzi, więc jak tu cokolwiek mistycznego czuć?
OdpowiedzUsuńJejku, jakie ładne kocisko!
OdpowiedzUsuńNajładniejszy jest w rodzinie, mnie i Duńskiego wliczając ;)
OdpowiedzUsuń