21 stycznia 2011

Pod małą chusteczką..*

Są sytuacje, kiedy bierzemy miotłę i pod dywan wmiatamy sprawy niechciane i naszym oczom nieprzyjemne. Uklepujemy je starannie, przydeptując nogą, podmiatając wystające tu i ówdzie członki. Po jakimś czasie truchło problemu się rozkłada, szkielet zmienia się w proch, milknie gwar nad tym dywanem, sprawa rozchodzi się po kościach i choć smród często jeszcze długo unosi się nad kurhanem niemiłych wspomnień, wietrzymy pomieszczenie aż i on odejdzie w zapomnienie. Są oczywiście uparte trupy, które albo nie chcą się zmieścić pod dywan, co rusz wystawiając którąś z kończyn, albo rozłożyć się nie chcą, choć najmujemy armię robaków, by rozpierwiastkowały upiora. Dywan się wtedy wybrzusza, co rusz potykamy się o wypukłości, czasem nawet padamy na kolana, a dłonie znajdują oparcie na wystającym piszczelu, palce klinują się między żebrami, zapadają w oczodoły. Czaszka trupa szczerzy do nas łyse zębiska, igrając z naszą chęcią zatuszowania tego, co brzydkie.

Zdarza się też, że niepotrzebnie nawinie się świadek naszego zamiatania. Patrzy nam uważnie na ręce, śledzi poczynania, które z założenia mają być zwinne niczym jaszczurki, a pod nieprzychylnym spojrzeniem stają się niezgrabne i ociężałe, i dociera do nas, że coś, co chcieliśmy zachować jedynie dla siebie, stało się tajemnicą poliszynela, roztrząsaną niczym sensacja pierwszej wody, rozkładaną na czynniki pierwsze i obiegającą lokalny świat w tempie, którego pozazdrościć mogą skrupulatne trupie robaki. Wciąż ktoś szepcze za naszymi plecami, ktoś inny nas wzrokiem świdruje na wylot, jeszcze ktoś chodzi za nami krok w krok, czyhając na chwilę, w której uchwyci niefortunny moment wyślizgnięcia się upiornego ścierwa spod dywanu, sprzeda nas żadnemu krwi otoczeniu, a ono rozszarpie nas w drobny mak i zamiecie okruszki pod dywan. O ile wcześniej nie sczeźniemy pod pręgierzem wyrzutów własnego sumienia.

Francuzi zaś przykrywają problemy małą chusteczką. Jakież to subtelne, zupełnie nie kojarzy się z truchłem w szafie, w małą chusteczkę nie da się bowiem trupa zawinąć, wynieść, w ustronnym bagnie utopić. Haftowana, lekka, delikatna miękko otula najbardziej drażliwy fragment problemu, łagodzi jego kanty, wa gdy wypuszczamy zbyt długo zatrzymane w płucach powietrze, chusteczka zsuwa się sprawiając, że musimy stanąć z naszym demonem twarzą w twarz. Jakkolwiek bowiem byśmy nie kombinowali, nie da się malutkim skrawkiem materiału zakryć ogromu i od groma problemów. Ot, jedynie niewielkie smutki zatruwające regularnie egzystencję, zawiedzione nadzieje, rozwiewające się w miarę upływu lat nadzieje (Joanna Orzechowska w Filmie). Tak niewiele, a jakby cały nasz świat.
--
*inspirowane filmem Guillaume Canet'a pt. Małe chusteczki

20 komentarzy:

  1. ufff ... tyle przenośni, że się pogubiłam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ktoś powiedział, że w pierwszym wierszu wykorzystałam limit na ten rok, a tu taki potencjał jeszcze we mnie drzemie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. E tam, przecież w porównaniu z rodzimą rzeczywistością, moja notka wręcz łagodnością poraża ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. ano drapieżna nie jest ale taka zmuszająca do myślenia ;)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ech, taka chusteczka to by się przydała;]

    OdpowiedzUsuń
  6. Polly, to akurat był komplement, dziękuję więc :)

    B., co się będziemy rozdrabniać? Od razu dywan sobie zafundujmy: zawinie się, wyniesie, dłonie otrzepie i po sprawie ;)
    Ja wiem, że tak nie można, ale kusi, nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. No wlasnie z dywanem to już spora akcja... a z mniejszym sprzętem łatwiej:D
    A tak naprawde to mysle ze bardziej przydalaby się umiejętność utrwalania tego co pozytywne i np. wieszania na ścianach, żeby o tym nie zapomina;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, i takie wieszanie na ścianie pozytywnych wspomnień, emocji pewnie zapobiegłoby niejednemu pod dywan wmiataniu, bo człowiek by sobie spojrzał na swoje dokonania i nabrałby pewności siebie, i stawił problemowi czoła.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy nie lepiej , zamiast zamiatać pod dywan lub przykrywać chusteczką , przewidywać , zapobiegać , nie dopuszczając do powstawania ??? Nie jest to takie trudne jeśli myśli się o realnym życiu a nie karmi się umysł mrzonkami i myśleniem życzeniowych . Wtedy problemy i problemiki się nie pojawiają !

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech, żeby tak wszystko chciało się zmieścić pod chusteczką... Czasem to i perski dywan nie wystarczy ;)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Air, lepiej, pewnie, że lepiej, ale i tak obawiam się, że nie mogę się zgodzić z myślą przewodnią Twojej wypowiedzi: nawet w życiu najtrzeźwiej myślących, kłopoty się pojawiają, życie bez nich jest zwyczajnie niemożliwe. Nie da się wszystkiego zaplanować, przewidzieć, choćby dlatego, że nie jesteśmy na świecie sami i zwyczajnie ktoś obok może nam szyki pokrzyżować. To tak jak na drodze: Ty możesz być świetnym kierowcą, ale nie umiesz czytać w myślach innych: możesz przewidzieć pewne zachowania, ale nie wszystkie.
    Obawiam się, że, moim zdaniem, mrzonką jest Twoja wypowiedź - znasz kogoś, kto jest zupełnie bezproblemowy? Prócz Ciebie samego?

    P.K., czasem nie wystarczy, fakt. Ale też szkoda perskiego dywanu - zaśmierdzi się i będziemy musieli kupować drugi. Może już lepiej przykryć chusteczką i niech niechciane wylezie, pozwoli się zneutralizować, a my odetchniemy z ulgą. Obyśmy tak umiały! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Co racja to racja. Zresztą czy spychologia czegokolwiek pod cokolwiek jest wskazana? Lepiej załatwić, spalić, wywalić i zapomnieć. (Mądra się odezwała, co to nigdy nie spycha)
    Pozdrawiam - pozwolisz, że będę zaglądać częściej?

    OdpowiedzUsuń
  13. Niestety, wskazana nie jest: dręczą nas potem wyrzuty sumienia, bo zawsze gdzieś tam na skraju świadomości problem istnieje, nierozwiązany, wyczekujący.
    W teorii wszystko jest gładkie i łatwe, a potem przychodzi czas na praktykę..
    Będzie mi bardzo miło Cię gościć :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja nauczyłam się nie zamiatać już niczego pod dywan...czasem tylko coś przemycę w chusteczce;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Podeślę Ci taką jedną na korki, chcesz? Zarobisz,a i altruistycznie wiedzą się życiową podzielisz ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. A Hiszpanie mówią: mańana czyli że o problemie pomyślą jutro... :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Hiszpanie mówią, ja czynię ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Tanyu każdą teorię rozumieją i potrafią wprowadzić w życie tylko nieliczne osoby ale prawdą jest że problemy produkujemy sami . Ludzie pierwotni nie mieli naszych wydumanych (wymyślonych) przez cywilizację i dążenie do większego poznania na wszystkich w większości pogarszających warunki życia tzw.nowoczesności . Co dzieje się z jakością żywności ? niedługo będzie to czysta chemia !!!

    OdpowiedzUsuń
  19. No ja myślę, że to co przedstawiłeś wcześniej, jedynie teorią jest, Air, a sam wiesz jak daleko leży praktyka od teorii, choć w słowach wszystko tak łatwo brzmi. Fakt, większość problemów produkujemy sami - ba, kiedy ich nie mamy, produkcja idzie, wydaje się, wzmożonym tempem. Co do cywilizacji zaś, cóż, nie da się od niej odciąć generalnie, kogo bowiem stać na szaleństwo wyjechania gdzieś w głuszę, zaszycia się i posiadania wszystkiego w poważaniu. Zresztą, ja nie wiem, czy uciec tak maksymalnie się da, bo jakiś fiskus czy inny ZUS zaraz nas znajdą - w końcu to najlepsze bura detektywistyczne, jak to mówią.
    Z żywnością ciężko się nie zgodzić..

    OdpowiedzUsuń