29 stycznia 2011

Lalki o syreniej duszy..

Nigdy nie lubiłam lalek, nawet jako najmniejsza dziewczynka. Wtedy bowiem, jak już kiedyś wspominałam, wolałam być chłopcem i od Mikołaja dostawać wypasione wozy strażackie, jakie dostawał mój młodszy brat. Nic z tego, dostałam wtedy wielką lalę, płaczącą i wołającą mamę, której nigdzie nie było. Nie przypominam sobie, bym się nią bawiła, pewnie rzuciłam w kąt, a ponieważ rzucałam roniąc krokodyle łzy za strażackim wozem, nie pamiętam w który. Pamiętam za to świetnie żal, który czułam do rodziców, kiedy wyprowadzaliśmy się z miejsca, gdzie za domem stała chatka na kurzej łapce i gdzie czarna wołga dzień w dzień porywała jakieś dziecko, grzeczne czy niegrzeczne, nie sprawiało kierowcy różnicy. Żal na pewno po części wywołany był opuszczeniem magicznego miejsca dzieciństwa, jednak zawód był tym większy, kiedy po przyjeździe do babcinego domku - do którego zresztą wróciłam po latach i wciąż tu jestem - okazało się, że w starym miejscu został mój ukochany miś, być może leżący gdzieś w kącie, być może zakurzony, z jeszcze smutniejszymi oczyma niż codzienne (bo mój miś miał najsmutniejsze oczy świata, za co kochałam go bezgranicznie), a być może - nie daj Boże! - spalony bezlitośnie w wielkim piecu, który musiał ogrzać dwa przyległe domki, nasz były i sąsiadów, których w ogóle nie pamiętam, choć bywali u nas często i gęsto. Z nowymi sąsiadkami w babcinym miejscu bawiłam się w sklep, w podchody, w łażenie po miejscach niebezpiecznych, gdzie ścinano drzewa sięgające chmur, by zrobić prześwit na nową drogę, nie bawiłam się wcale lalkami. Ale w pokoju babci, do którego dzieciaki wstęp miały rzadki, żeby tam pobojowiska nie zostawić, była lalka. Miała czarne włosy, krzykliwie namalowany ręką ciotki makijaż, ostro zarysowane brwi, krwiste usta, ubrana w czarny komplet, spodnie i bluzkę, i niebieską pelerynę. Tajemnicza, dorosła, niegumowa, nieszmaciana, a z jakiegoś tworzywa sztywnego i nieprzyjemnego w dotyku, bo nie uginało się, nie dało się przytulić. A może, zasugerował Duński, z porcelany była. Nieistotne w tej chwili. Ważniejsze, że chyba się jej bałam, tych nieprzyjaznych oczu, sztywności w postawie i fakturze. I ta lalka jednak, druga i ostatnia w moim życiu, się gdzieś zapodziała. Może leży zapomniana w szafie, w której poskładałam babcine klamoty, bo wyrzucić ich nie mam serca.

Skąd pomysł na powyższe wynurzenia? Wczoraj natknęłam się na lalki tworzone przez panią Lidię Snul. Przypominają mi tą babciną, choć ona była dystyngowana, nieruchomo siedząca, gładka, wymuskana wręcz, one zaś są powykrzywiane, mają poskręcane ciała, zranione spojrzenia, mają dusze syren, bo intrygują, przerażają i noszą w sobie tajemnicę - tak mówi sama artystka. Nie są dla dzieci, też bym ich pewnie w dzieciństwie nie lubiła, wtedy lubi się zwykle rzeczy śliczne. Teraz mnie zachwycają swoją w gruncie rzeczy brzydotą, innością, są bowiem dla dużych już dziewczynek, w których wywołują niesprecyzowane wspomnienia twarzy, które gdzieś na drodze życia mignęły, wtarły się w świadomość i pożeglowały w swoją stronę. Wiem, że ich twarze już widziałam. Nie pamiętam, gdzie, ale ten urywek wspomnienia sprawia, że są mi bliskie. Moja znajomość z nimi dziwić jednak nie powinna, inspiracją dla pani Lidii były głównie, ale nie tylko, rosyjskie baśnie, bajki i legendy.

Kto chce obejrzeć kolekcję, klika TUTAJ lub TUTAJ.


Lalka stworzona przez panią Snul
--
and HERE is a riddle for you to solve

15 komentarzy:

  1. Okropne, ale przepiękne w swojej brzydocie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie, mam dokładnie takie samo odczucie. Ja w ogóle lubię brzydkie rzeczy. Zresztą, czym jest brzydota? Przecież jest odczuciem bardzo subiektywnym, podobnie jak piękno. Mimo istnienia kanonów.

    OdpowiedzUsuń
  3. straszne, ale faktycznie jest w nich coś magnetycznego.

    OdpowiedzUsuń
  4. zerknęłam na te lalki i mnie przeraziły ... straszne są.

    OdpowiedzUsuń
  5. Natalio, mnie przyciągają rzeczywiście jak magnesy.

    Polly, straszne, ale w moim klimacie. Jak pisałam powyżej, lubię brzydotę. Choć lalka za zdjęcia jest przepiękna, dla mnie. Chyba przez ten kolor włosów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Oryginalne , ale inspirowane chyba tylko jedną bajką . Mają podobne oczy , odbieram je jako piękne .

    OdpowiedzUsuń
  7. Podobne może, ale nie takie same. Choć w sumie w każdej jest coś z tej syreny, której człowiek nie widział, a o której myśli, że musi mieć wielką w oczach tęsknotę za.. za sama nie wiem czym.
    One może są obiektywnie brzydkie, ale i ja odbieram je jako piękne.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chyba mało kogo nie pociągają...

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne. I wcale nie mam odczuć, że okropne. Mają czar i urok, patrzą nam głęboko w oczy, wwiercają się w umysł, jakby chciały nam co przekazać. Jestem chyba dziwna, ponieważ często dla mnie piękne jest to, co innych brzydzi

    OdpowiedzUsuń
  10. prawdziwe baśniowe lalki!!! jedne dla mnie piękne, inne brzydkie, ale od razu wiem, że widywałam takie Osohy w bajkach...
    dzięki Tanyu

    OdpowiedzUsuń
  11. A jednak się zdarza, Natalio. Dwie osoby stwierdziły kategorycznie, że są okropne.

    Dosia, właśnie, piękne są, bo inne, bo nie w kanonie.
    Pisałam już wyżej, że mam podobnie: brzydota ogólnie pojęta jest dla mnie zwykle piękna, bo coś w sobie ma. Stąd czytam o brzydkich rzeczach, o nich czasem piszę używając brzydkich słów, lubię na brzydkie rzeczy/ludzi patrzeć. Zresztą, czy rzeczywiście są brzydcy/brzydkie?

    Signe, widziałam jakoś, że Ci się spodobają. Naprawdę :)
    I prawda, że się ma wrażenie, iż są takie.. swoje?

    OdpowiedzUsuń
  12. Są różne gusta i każdy ma prawo do wyrażania swojej opinii - inaczej świat byłby nudny;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj, chyba jednak nie w moim guście! Aczkolwiek trzeba mieć pomysł, żeby tworzyć coś takiego!

    OdpowiedzUsuń
  14. Jak najbardziej, Natalio.

    Nikki, ponieważ o gustach się nie dyskutuje, nie przekuje, że są.. no, może nie cudne, ale fascynujące :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Fascynujące są na pewno.. .

    OdpowiedzUsuń