5 stycznia 2011

Mord w myśli, mowie, wciąż nie uczynku..

KLIK w kota pana Simon'a

Jeśli moje koty dożyją dnia kolejnego, to znaczy, że mam anielską cierpliwość.

Wydaje się, że moje futrzaki są zdolne jedynie pochłaniać, co doprowadza mnie do powolnego bankructwa, wydalać, co zapewnia mi całodobowy etat społecznej babci klozetowej, i szaleć bladym świtem, co procentuje wzmożoną zawartością żądzy mordu w moich myślach, mojej mowie, niedługo uczynku. Jeszcze kilka zarwanych nocy, jeszcze dwa czy trzy półprzytomne dni, a każdy sąd obdarzy mnie łagodnym wymiarem kary, ponieważ bez trudu udowodnię, iż działałam w afekcie.

Koty moje złośliwe są nad wyraz. Przed świętami, kiedy, chcąc nie chcąc, musiałam zrywać się przed wschodem słońca, grzecznie spały razem ze mną, budząc się wraz z brzęczeniem budzika i wtedy dopiero rozpoczynały radosne harce. Wprawdzie fukałam na nie srogo, bo po co miały Duńskiego budzić, gdy nie było takiej potrzeby, ale on wydaje się mieć sen kamienny, z którego nawet wojna nuklearna nie byłaby w stanie go wybudzić.

Wraz z nadejściem świąt, okresu wzmożonego wypoczynku i zwiększonej ilości snu, bestie zaczęły budzić się równocześnie z pierwszymi promieniami słońca, albo raczej wraz z ostatnimi przebłyskami księżyca, urządzając sobie gonitwy z przytupem, miauczeniem, warczeniem i zestawem innych, równie śródnocnie denerwujących, efektów dźwiękowych, skutkiem czego musiałam zwlekać się z łóżka i stosować groźby słowne. Póki srogi mróz nocą trzymał, nie miałam serca wyrzucać słodkich skądinąd diabląt na dwór. Wreszcie jednak moja cierpliwość wkroczyła w stadium terminalne, a wtedy zaczęła się zabawa w kotki i myszkę, tylko role nieco się odwróciły.

Zuza, Tina, Franc i Kitajec, jak przystało na naiwne koty, grzecznie wybiegają za mną na ganek, kuszone kawałkiem czegokolwiek bądź wyobrażeniem, że cokolwiek dla nich niosę. Saga, do której słabość mam na jej szczęście największą, nie daje się tak łatwo wpuszczać w maliny. Przyczajona, bo tchórz z niej większy niż z zająca w szczerym polu, czeka w cieniu aż smakowity kąsek upoluje w kuchni, ani myśląc wychodzić z domu, żeby jej dupka zmarzła. Rzucam jej więc to czy owo dla świętego spokoju i kładę się spać. Oczy już mi się przymykają, już prawie całuję się z Hypnosem, kiedy rozlega się wredne drapanie: to kocica przypomina o swoim istnieniu. I zabawa rozpoczyna się od nowa. Bo Sagi złapać się nie da, kiedy ona nie ma na to ochoty.

Najgorsze w powyższym jest to, że ona tak naprawdę chce wyjść na dwór, w odróżnieniu od wkręconej przeze mnie pozostałej czwórki, tylko śmiałości nie ma przekroczyć progu. Kiedy tylko bowiem uchylę drzwi na korytarz, zaraz chyłkiem drepcze za mną i wzrokiem stara się wypalić w drzwiach wyjściowych dziurę. Uchylam więc wrota do ciemności, ale Saga wyjść nie może, bo w progu od razu pojawiają się inne koty, a przecież niedotykalska księżniczka nie przepchnie się przez motłoch, stoimy więc na korytarzu, czekając na wyjście z impasu.

W międzyczasie ja wybudzam się zupełnie. Po kilkuminutowym przekomarzaniu się, wszystkie zwierzaki są za drzwiami, albo przed drzwiami, zależnie od stężenia mojej empatii, a ja wracam do łóżka. I leżę, i się przekręcam, i myślę o tym czy owym, i tu mnie swędzi, tam uwiera, i liczę barany, i wymyślam niestworzone sposoby w sen zapadnięcia. Rankiem zaś wstaję nieprzytomna i do pracy niezdolna. Idę jednak, bo dyrekcja, zupełnie nie wiem dlaczego, nie chce uwzględnić usprawiedliwienia od mamy.

Podczas pisania notki, w czasie ją poprzedzającym i w czasie po niej następującym żaden kot nie poniósł uszczerbku na zdrowiu ani fizycznym, ani psychicznym. Ewentualnych zacietrzewionych obrońców zwierząt zapewniam, że moje koty są jak pączki w maśle, co widać na załączonym obrazku:

9 komentarzy:

  1. Mój psiak również daje się we znaki, zarywamy noce niczym przy małym dziecku, dziś ledwo patrzę na oczy :( wczoraj po powrocie z pracy ujrzałam cały dom wywrócony do góry nogami a to dopiero szczeniak aż strach pomyśleć co będzie dalej, no i portfel wciąż cierpi bo psina wiecznie wygłodniała jest, ach ale jest taki słodki że nie sposób go nie kochać...serdeczności przesyłam

    OdpowiedzUsuń
  2. czy ja dobrze mnaliczyłam, że tych kotów macie 5 ???????????? o w mordę kota .... toż to cała gromada .... a mój wbrew pozorom TYLKO królik ma podobnie. Cały dzień śpi i siedzi jak mysz pod miotłą a jak zaczynamy wieczorem z Lu oglądać film to ta zaczyna skakać po klatce i się tłuc zagłuszając. Natomiast w nocy jak zaśniemy zaczyna tupać nogami o podłogę klatki co nas każdorazowo budzi bo jest tak głośne. Parę razy wynieśliśmy ją z klatką do łazienki i zamknęliśmy bo tylko tam mamy drzwi ...
    PS, niech żyją zwierzaki ... tja ....

    OdpowiedzUsuń
  3. to Bestia, naprawdę!!! zwierzę!!! pisz o nich cały czas, najwyraźniej wtedy jakoś ciszej siedzą:)
    bardzo eleganckie kolory panują w tym Twoim nowym blogu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Marlenko, wydaje mi się, że potem jednak wyrośnie z aż takich szaleństw: sama wiesz, że im człowiek starszy, tym mniej mu się chce, więc z psem pewnie podobnie.
    Kiedy moje w dzień wariują, nawet nie mrugnę okiem, małe są, niech się wyszaleją, ale w nocy diabły mogłyby spać, tym bardziej, że już przecież było wszystko super, przez te ostatnie dni tam im odbija.

    Polluśka, pięć plus bezimienna podwórkowa, która generalnie na dworze jest, ale na największe mrozy bierzemy ją do domu, bo kocizny szkoda.
    Widzę, że wszystkie zwierzaki po jednych "piniądzach", królik czy kot, takie same wredzielce ;)

    Ech, Signe, sama nie wiem. Właśnie Tina mi tu śmiało ciało wygina na klawiaturze, przez co mogę napisać słowo na minutę ;)
    Dziękuję, kolory jednak nie moje, a blogspotowo dobrane. W ogóle nie wiem, jak się tu zabrać za jakiekolwiek zmiany, prócz dodania obrazka do szablonu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. buuuuuahhhahahhahahhahahhahaaa Tanyuśka!!! opisałaś moje dwie piękne ;)) tyle że moje śpią na mojej głowie, ugniatając mnie przez pół nocy, aż zabiorą mi poduszkę zupełnie, a etat babci klozetowej ma ślubny, któremu właśnie Twoją notkę przeczytałam ;)))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobno właściciele kotów (nawet mimo woli) są bardziej wyczuleni na potrzeby innych, baczniej obserwują świat. Prawda to?
    Bo ja sama kotem jestem, a mój mąż (umówmy się, że właściciel, ale tylko w domyśle), wcale jakoś specjalnych względów w tym temacie nie wykazuje...

    OdpowiedzUsuń
  7. I co, Aguśka, mąż się ze mną czy z nimi solidaryzował?
    Na ich, czy też moje, szczęście żaden potwór nie śpi nocą na łóżku, no może czasem Zuza albo Franc, ale tylko w nogach. Inaczej by po prostu wyleciały. Choć i tak wylatują, bo Duński na śpiąco tak wierzga nogami, że to strefa mało bezpieczna ;p

    Hmm, Dosiu, chyba nie mnie to oceniać. Czytasz, to wiesz. Zaprzeczyć nie mogę, że często rozumiem ludzi, staram się zrozumieć, słuchać, ale czy wychodzi? Pewnie jak każdemu przeciętnemu. Ale.. ja nie z tych kociar, co to do toalety nie pójdą, bo kot na kolanach śpi i zrzucić go nie można.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tanyu przenieś linki do swoich innych blogów .
    W Warszawie słońce pogoda spacerowa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ty, żeby przenieść, a ja się zastanawiam, czy tych nie usunąć - korzystam i tam z czytnika google.
    O 4.14 słońce?

    OdpowiedzUsuń