Przeraża mnie poziom przerażenia. Rozbiegane spojrzenia, skwapliwe przytakiwanie, nadgorliwe nadskakiwanie. Zwyczajne wchodzenie w dupę bez mydła, żeby nie podpaść, zapunktować, zyskać sympatię, mieć święty spokój. Święty spokój to święta rzecz, nie da się zaprzeczyć. Sama go nad wyraz cenię, pewnie dlatego słyszę ostatnio zewsząd, że złagodniałam na starość i nawet awanturuję się w sposób nadzwyczaj delikatny. Niewątpliwie po okresie burzy i naporu, kiedy stawałam w obronie zastraszonych uciśnionych, poklepujących mnie ukradkiem po plecach i zazdroszczących durnej odwagi, niechcących jednak wymienić swoich spokojnych na moje analizatorskie wieczory, nadszedł etap ignorowania cudzych bolączek i zaopiekowania się komfortem tylko moim. Wciąż miewam, to oczywiste, idealistyczne zrywy, kiedy rwie mnie potrzeba ochotniczego wmaszerowania w oko cyklonu, wcześniej jednak robię błyskawiczny bilans zysków i strat, i wycofuję się po angielsku, i puszczam mimo uszu późniejsze uwagi, że ktoś liczył na moje wsparcie tam czy tu. Odchylam się wygodnie w fotelu, sączę jogurt gęsty jak atmosfera wokół, w milczeniu wyszydzam demonizowanie władz, czekam na donos o nieprawidłowym drapaniu się w głowę i z rozbawianiem obserwuję zabawę w mini-CBŚ. Śledczym tymczasem życzliwie donoszę, że najpewniej kobalt ukradł ktoś, kto hobbistycznie zajmuje się wściubianiem nosa w nie swój sos.
się przypadkiem znalazło:
się przypadkiem znalazło:

Dałam się kiedyś tak zastraszyć...Później,jak Ty walczyłam,oczywiście,nie o siebie...Wiesz,czym to się skończyło,więc jak zawsze,przyznaję Ci rację.Jakkolwiek gęsty będzie jogurt-takiej atmosfery nie pokona:)
OdpowiedzUsuńAtmosfera wcale nie byłaby taka gęsta, gdybyśmy jej na własne życzenie demonizowaniem nie zagęszczali. Ale już w tej chwili mnie to rybka: chcą się bać, droga wolna, niech mnie tylko w to nie wciągają, bo jak słyszę, że w dupę powinnam wejść, to cały mój święty spokój szlag trafia.
UsuńMimo wszystko Cię podziwiam.I na ile mój genotyp pozwoli-będę naśladowała;)Czyli-papugowała,możesz się obrazić:))
UsuńSamobójców się nie podziwia, Liv kochana ;)))
UsuńChoć z drugiej strony powoli staję się modelem do naśladowania: jeszcze z dziesięć lat i totalnie idealistycznie skapcanieję, o! A obrazić się nie mam najmniejszego zamiaru: ja się wściekam, nie obrażam. Obrażanie oznacza, że nie mogłabym mówić, a to byłby koniec świata!
Tanya,ale dlaczego?Ja podziwiam...Choć w tym wypadku mam na myśli Twój post o egoizmie doskonałym,który zamierzam(egoizm,nie post)przyswoić sobie również w stopniu doskonałym,więc będę papugowała,a Ty się wściekaj,ale nie milcz,na Boga:))))
UsuńA ja wcale. Ja podziwiam tych, którzy żyją choćby nie wiem co. Mnie jest łatwo, nie spotkały mnie w sumie żadne nieszczęścia...
UsuńEgoizm za to papuguj ile wlezie! Egoizm - niech sobie idealiści mówią, co chcą - jest szalenie ważny, pozwala nam się nie zatracać, o sobie nie zapominać. Ja widzę, że lata, kiedy myślałam głównie nie o sobie, nie były dobrymi latami. Oczywiście, że nie umiem nie myśleć o innych, ale MUSI się w tym myśleniu znaleźć miejsce dla mnie, czasem miejsce pierwsze.
Jakaś afera jest ? :D
OdpowiedzUsuńW pipidówce ukradziono pojemnik z kobaltem i to jest afera na miarę pipidówki. W szkółce zaś standardowo, ale ostatnio mnie rozbawił jeden na mnie donos. Jeszcze człowiek się w tyłek nie podrapie, a już dyrekcja wie, którą ręką.
UsuńW szkole ukradziono? W wiadomościach mówili, że w jakiejś starej fabryce ;) Chyba, że ktoś się autentycznie na kobalt napalił i coś produkuje ;) Z Częstochowy niedługo druga Hiroszima będzie ;)
UsuńNie, nie, ukradziono, jak piszesz, z fabryki. W ogóle o pipidówce trąbią tylko wtedy, gdy coś złego się tu stanie: kiedyś zabili faceta, innym razem zmasakrowali, potem mieliśmy E. coli, a teraz kobalt. I zawsze pokazują pipidówkę od strony najbrzydszej wizualnie, a przecież da się znaleźć ze trzy ładne miejsca, no.
UsuńPolacy wolą narzekać niż się zachwycać ;p Przyznaj, jak często widzisz w wiadomościach jakieś dobre nowiny? Nawet jeśli szczęśliwie okazało się, że ktoś okazał się niewinny to media piszą: "czy aż tak dobrze zatarł ślady?" :/
UsuńZ tego, co pamiętam, to rzadko rzeczywiście. Od maja, czyli za chwilę minie rok, nie mam telewizji i jest mi z tym nad wyraz dobrze. Pewnie, że mogę widzieć te wszechobecne złe wiadomości w Internecie, ale klikam w nie rzadko. Ja się w ogóle łatwo pieklę, kiedy czytam czy słyszę, że znów jakąś duperelą nam głowy suszą, zamiast się zająć rzeczami istotnymi.
UsuńPrzerażające środowisko... Ile razy mi przyjdzie gdzie w styczności z niem mieć czego pospólnego, to nieuchronnie się to jakiem absmakiem kończy... A najgorzej skończyć jako buntu przywódca, któremu armia w międzyczasie odbieżała gdzie na leża, co i mnie parę razy w żywocie spotkało...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
W tym przypadku nie ma mowy o żadnym przywództwie Wachmistrzu, bo nawet komu przewodzić nie ma, niemal wszyscy ogony podkulili. Co innego szemranie po kątach: tutaj bryluje wielu...
Usuńczas najwyższy
OdpowiedzUsuńKuriozalnie się już tak robi, że nic, tylko się śmiać. Jak ze stada Jarząbków.
Usuń:)
OdpowiedzUsuńnie lubie tak... wchodzenia na siłę w tyłek.. bo tak
Ty nie lubisz, ja nie lubię (ani wchodzić, ani żeby mnie wchodzono), ale szefowa zamieszania żyć bez tego nie może, więc pochwala i oczekuje...
Usuńu mnie w pracy też z miesiąca na miesiąc się coraz większe cuda dzieją i chociaż wkurzam się i ciśnienie skacze mi nie raz do 140 chyba to próbuję to olewać bo na jakąkolwiek sprawiedliwość nie ma najmniejszej szansy ...
OdpowiedzUsuńDokładnie. Za leniwa już jestem na walkę z wiatrakami. Mnie jest nieźle, niech się inni o siebie martwią. Drażni mnie, że pozwalają o siebie walczyć, a za chwilę lecę niweczyć moje czy innych donkiszotów starania.
UsuńNadskakiwanie innym nigdy się nie opłaca. Jedyna zdrowa relacja to prośba o pomoc = pomoc ;)
OdpowiedzUsuńPs.Nawiązując do Twojego 'małego' marzenia - pisz! Motywuję Cię, bo doskonale wiem, co czujesz. Mam identyczny cel, chociaż na pewno byłaby to książka ze szczęśliwym zakończeniem. Inne to zawsze jakiś niedosyt.
Nie opłaca się, nawet jeśli na początku wydaje się, że to najbardziej opłacalna z form międzyludzkich relacji. Widzę, że ci, którzy się przymilają w większości wcale nie mają lepiej. Ba, chyba ja mam lepiej od wielu.
UsuńAleż piszę: bloga od prawie dziesięciu lat. Książka z tego by była grubachna :))
ej, nie poznaje:) Tanya - samozwaniec, Mandela w spódnicy, Ordon z Mickiewicza się wycofuje? i tak trzymać. bo ile razy można pomagać, iść pod prąd jak i tak i przeciwnicy i co najgorsze nawet ci, którzy byli po mojej stronie są teraz po drugiej stronie barykady? muszę zrobić dokładnie to samo.
OdpowiedzUsuńDosłownie przed sekundą wyczytałam, że - mniej więcej - jeśli będę się zajmowała tym, o czym myślą głupcy, nie znajdę czasu na dostrzeżenie inteligentnych. Ja bym chętnie wciąż na reducie, ale warunek jest jeden: ja zaczynam, inni za mną. Inaczej mam, za przeproszeniem, w dupie. Co nie znaczy, że nie będę walczyła o swoje. Będę, ale tylko o swoje.
UsuńHa!, podoba mi się ten "samozwaniec" :))
dobrze że chociaż walczysz o swoje. bo ja jestem tak leniwa albo może tak nieprzystosowana że najlepiej jak mi inni coś załawią. a ja lecę po bandzie, z prądem. bo tak łatwiej. ale zawsze podziwia się bohaterów, samozwańców a reszta - ja - to po prostu tchórze.
UsuńJak sobie nie załatwię, to nie mam. A wciąż jeszcze jest kilka kwestii, na których mi w szkółce zależy. Po feriach będę się pewnie wykłócać o wycieczkę dla mojej młodzieży. Od wielu lat u nas nie ma żadnych kilkudniowych wyjazdów, prócz trzy dniowych rekolekcji i szlag mnie trafia, że jest taka nierówność. Wymyśliliśmy więc z kumplem, że zrobimy wycieczkę "szlakiem Jana Pawła II" i weźmiemy ich do Zakopanego. Może się uda. Trzymaj kciuki.
Usuńok, będę trzymać. a mi się marzy wycieczka ostatnio w Sudety bo nigdy tam nie byłam. ale będę. muszę to sobie powtarzać bo wtedy to się spełni. ostatnio jestem zafascynowana pisarką M.Szwają która często w swych powieściach wraca do sudet. oj, i znowu te dygresje. a w tamtym roku moja siostra i szwagier byli w Wadowicach i Krakowie.
UsuńMnie w Wadowicach jeszcze nie było i niespecjalnie mnie ciągnie, ale w imię wycieczki się poświęcę. O ile do niej dojdzie, bo znając życie, zostanę sama w przekonywaniu. Kumpel ma tę nieprzyjemną tendencję do tego, że już prawie autokar zamawia, dzieciaki skrzykuje, a dyrekcji się nie zapyta i potem wszystko bierze w łeb.
UsuńTeż nie byłam w Sudetach. I nie czytałam nic napisanego przez panią Szwaję, choć kiedyś ktoś mi miał coś jej pożyczyć, ale jakoś na planach spełzło.
rzeczywiście to nieprzyjemna tendencja. to tak jakby rezerwować salę i kościół bez poproszenia dziewczyny o rękę;))
UsuńDokładnie tak!
UsuńTrzeba w końcu zadbać o odrobinę własnego świętego spokoju, to prawda. Sama zauważyłam, że niepotrzebnie nakręcam się z różnych powodów, stając w obronie innych, a jednak kiedy to ja potrzebuję pomocy, niekoniecznie pojawia się ktoś kto za mną stanie. Rachunek zysków i strat - muszę wziąć z Ciebie przykład.
OdpowiedzUsuńMówię Ci, gryzienie się w język szalenie dobrze działa na nerwy. Koi. Jak tylko z czymś wyskoczę, potem analizuję to wte i wewte przez kilka wieczorów; jak się nie odezwę, mam luzik.
UsuńTanyu, czasami nie opłaca się bronić "uciśnionych", bo mogą Ci odpłacić nie tak, jak tego by się oczekiwało. Każdy ma gębę i niech też ją czasami otworzy, a nie tylko pokornie wysłuchuje tego, z czym się nie zgadza.
OdpowiedzUsuńBuziaczki spolegliwe.
Wiem, Aniu, dlatego wreszcie od dawanych sobie obietnic przeszłam do czynów. Czasem się wali i pali, a ja milczę jak grób. Słyszę potem wprawdzie, że ktoś na mnie liczył, ale wzruszam ramionami. Popieram jedynie tych, którzy mieli jaja mnie kiedyś poprzeć. Reszta przyznaje mi rację po cichu, czyli jednak nie wojuję dla samego wojowania...
UsuńBuziaczki feryjne.
Tanyu, każdy najchętniej liczyłby na kogoś innego, a to przecież jest świństwo. Stare powiedzenie mówi: "Umiesz liczyć? Licz na siebie!"
UsuńJedyna kobietą, która w Polsce ma jaja, to Elżbieta Bieńkowska, która mi się bardzo podoba. Tylko nie mów, że nie wiesz, kim jest ta pani!
Buziaczki mające w nosie ferie;)
Wiem, wiem. Ale jako jeżdżąca pociągami myślę, że miałaby jeszcze większe jaja, gdyby tam pojechała i w ramach kampanii powiedziała to ludziom prosto w zmarznięte twarze. Domyślam się, że byłaby mniej skora do żartów, siedząc, gdzie oni siedzieli. Inna rzecz, że oczywiście opóźnienia pociągów nie są owej pani winą. Swoją drogą, u kogo to ja czytałam pytanie, jak oni sobie na tej Syberii radzą?
UsuńBuziaczki już znudzone zimą.
Kto o nas zadba, jak nie my sami? Ostatnio staram się ograniczać i panować nad językiem, bo z reguły należę do tych z "ciętym" językiem. Lubię wyskakiwać niepotrzebnie z wieloma słowami, które niestety paść nie powinny. Trening mi się przyda pod tym względem.
OdpowiedzUsuńO, skąd ja to znam? Podpuszczą mnie, ja wyskoczę, a oni milczą. Schemat praktykowany przez lata, ale teraz basta! Po czterdziestce należałoby kapkę zmądrzeć ;)
UsuńCzyli Tanyuśka osiągnęłyśmy ten sam stan umysłu. Z taką różnicą, że ja sączę ulubione zamiast jogurtu. No i po kilku latach obserwacji zaczynam miewać chwile rozbawienia, graniczące z arogancką ignorancją i przeświadczeniem, że niektórzy to nawet głupi nie są.
OdpowiedzUsuńAguśka, to ja Ci powiem, że ja ten jogurt, bo w szkole to nawet o czerwonym pomyśleć nie wolno, a co dopiero je sączyć. Ale w planach mam kupić kilo heroiny. Jak mnie tylko będzie na nią stać ;))
UsuńI weź Ty mi nie mów o głupich i niegłupich, bo jeszcze chwila, a w samozachwyt popadnę. O, zgrozo!
hahahhahahahaaa samozachwyt myślę osiągnęłaś w momencie, kiedy zauważyłaś, że ktoś myśli inaczej (skrajnie niepoprawnie) i się tego nie wstydzi, bo nawet nie zdaje sobie z tego sprawy :) Zastanawiam się tylko po co Ci aż kilogram?
UsuńUstalmy jedno, Aguśka, skrajnie niepoprawnie to myślę ja. Niepoprawnie, nieprawomyślnie, niezgodnie z jedynym słusznym myśleniem. Ale to nie byłby jeszcze taki wielki grzech, gdybym tak jadaczką nie kłapała ;)))
UsuńJak to po co kilogram? Przecież sama nie będę ćpała, naćpam innych, może im przejdzie, no.
O siostro emocjonalna, tak trzymaj jako ja trzymam:))
OdpowiedzUsuńTrzymam. Póki co trzymam pion i to się najbardziej liczy :))
UsuńO kobalcie z TV wiem, skojarzyłam...;)
OdpowiedzUsuńWiększość tych, co im w tyłek wchodzą, nie lubią tego, ale ci wchodzący nie chcą tego nawet zauważyć, tak są skupieni na tym by się wkupić w czyjąś łaskę...A ci pozostali co lubią, to nie docenią, bo uważają, ze to powinność tamtych.
Swojego zdania warto zażarcie bronić, czasem dyplomatycznie ucichnąć, ale nie warto za kogoś karku nastawiać, jeśli ten ktoś nawet słowem nie piśnie...
Znajomy stwierdził, że pewnie już dawno na dnie rzeki leży, koroduje i za ileś tam lar zanieczyści nam Pilicę i pitną wodę. Swoją drogą, ileż mądrości w tym wszystkim: zakład upadł, więc zamiast wszelkie niebezpieczne materiały zabrać gdzieś w odpowiednie miejsce, to tak sobie leżą za rdzewiejącą siatką. Na flogu (z prawej) z 14 stycznia są zdjęcia zakładu.
UsuńMasz rację, Roksanno: ci, którzy lubią mieć lizane tyłki, wcale tego lizania nie doceniają. Świetnie wiem, bo widuję na co dzień.
och, skad ja to znam
OdpowiedzUsuńw pokoju z taka jedna siedze co kierowniczke dupe obgaduje a jak tylko ta znajdzie sie w zasiegu wzroku to tak jej w dupe wchodzi ze wazelina zbyteczna
po katach to kazdy umie pieprzyc glupoty ale jak ktos ma glos zabrac to jakos chetnych brakuje
niestety obluda jest wszedzie choc w sumie lepiej miec w zyciu przyjaciol niz wrogow i wszystkich mostow za soba nie palic
http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/
E tam, a cóż to za wrogowie, którzy się boją mi prosto w oczy kilku rzeczy powiedzieć, bo się przede mną nie obronią? Ale, już tak serio mówiąc, wbrew pozorom nie mam wielu wrogów, bo wyrażam głośno to, czego oni nie wyrażą, więc w jakiś sposób są mi dłużni. Wiadomo też jednak, że żadni z nich przyjaciele. Inna rzecz, że ja jestem zadowolona z moich dwóch osób, którym mogę zaufać całkowicie. Jedna z nich jest ze szkółki.
Usuńlepiej miec dwie zaufane osoby niz sto falszywych co najchetniej by noz w plecy wbili
UsuńDobrze tak obserwować to z boku, choć lepiej (bardziej komfortowo dla samej siebie) byłoby nie musieć tego oglądać. Czasem sobie myślę, że chciałabym wiedzieć, co tacy ludzie mają w głowie. Co myślą o własnym zachowaniu, czy jakoś to sobie tłumaczą, żeby nie czuć się jak włazidup, czy nawet nie zdają sobie z tego sprawy? To nawet fascynujące z psychologicznego punktu widzenia :)))
OdpowiedzUsuńFakt. Nad jeszcze innym aspektem, technicznym bardziej, się ostatnio zastanawiałyśmy: czy po prostu wchodzą do gabinetu i od razu kawa na ławę, czy zagajają o czymś mało istotnym, a właściwe informacje przekazują jakby przy okazji.
UsuńSwoją drogą, szkolna władza zachowuje się nie mniej uniżenie, więc dobry przykład z góry idzie.
Witaj :)
OdpowiedzUsuńWchodzić "bez mydła?, a w życiu !
Pozdrawiam mile :)
Chodź do mnie na szybki kurs ;)))
Usuńechh, święta prawda. ludzie już tacy są. lubią się lizać i wchodzić... z mydłem czy bez mydła. samo życie. pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńSzkoda tylko, że w międzyczasie gadają po kątach. Wolę zdecydowanie tych, którzy tylko wchodzą, nie grając na dwa fronty.
UsuńOstatnio przestałam zgrywać Matkę Teresę i nadstawiać karku za tych, którym tyłkiem nie chce się ruszyć. Niestety obawiam się, że nie jest to trwała zmiana.
OdpowiedzUsuńJa się trzymam swojego postanowienia od września i całkiem nieźle mi to wychodzi, liczę więc, że tak pozostanie.
UsuńPomagać innym można, nawet trzeba, ale zazwyczaj zasada jest taka, że jeśli sama się o siebie nie zatroszczysz, to nikt inny tego nie zrobi...
OdpowiedzUsuńPomagać... tak, to wielka rzecz, ale nie wtedy, gdy inni pomóc sami sobie nie chcą, a jedynie czyhają na wstawiennictwo.
UsuńMoże to trochę niemądry komentarz i niekoniecznie idealnie pasujący do wpisu, ale twoje notki potwierdzają to, co przyuważyłam na praktykach: że pokój nauczycielski to taka dupa blada. Nauczyciele zachowują się równie idiotycznie i dzielą się na równie beznadziejne "grupki"/stronnictwa i role, co uczniowie w klasie. Tyle tylko, że to uczniowskie prawo młodości. A nauczyciele... no cóż.
OdpowiedzUsuńŚrednio mi pasujesz do blogowo-łańcuszkowych zabaw, ale mimo to pomyślałam, że może uda mi się skłonić ciebie do podzielenia się trochę swoją osobą, więc wybrałam się do LBA: http://histeryczna.blogspot.com/2014/02/105-liebster-ba.html
Usuń:)
Ależ Twój komentarz jest i mądry, i jak najbardziej na temat: bo masz rację w tym, że pokój nauczycielski to takie bagienko. Nie tylko u mnie w szkole. Szczerze zazdroszczę tym, którzy mogą powiedzieć, że się w pokoju przyjaźnią i dobrze czują, ale znam takich niewielu. Niestety, środowisko nauczycielskie to nie zgrana paczka, która stanie za sobą murem, kiedy zajdzie potrzeba. Prędzej już wbije temu obok nóż w plecy.
UsuńA w łańcuszku chętnie wezmę udział: widziałam pytania, ciekawe są. Choć pewnie na mnie się skończy, bo mam nieprzyjemną tendencję niewyznaczania kolejnych uczestników :)
Ja się śmieję, że nawet ci, którzy się ze mną nie zgadzają ile tylko się da, otwarcie nie są przeciwko mnie, bo się boją stanąć przyłbica w przyłbicę. Co innego cichutka krecia robota...
OdpowiedzUsuń