Idę ulicą. Nic szczególnego, dzień jak co dzień. Nagle otula mnie muzyka. Nie wiadomo skąd płyną dźwięki "The Importance of Being Idle", a zza rogu wyłania się roztańczony Rhys Ifans. Hipnotyzuje mnie, urzeka chłopięcym urokiem, czaruje nieoczywistą urodą. I przywodzi na myśl historię kobiety i mężczyzny. On piękny oczywistą urodą, młody, inteligentny, oczytany, z przyszłością, pewnie w niej zakochany miłością delikatną, nienachalną, pączkującą dopiero, ale mającą szansę przekształcić się w coś trwałego, dojrzałego, wypełnionego szacunkiem. Ona równie śliczna, podobnie rozkosznie młoda, mądra, wrażliwa, gdzieś jednak zgubiła pewność siebie, myśli więc, że skoro on taki przystojny, ona i szans u niego nie ma, i przelotną zabawką będzie, i przeraża ją, że on mógłby się z nią ożenić, a potem skakać z kwiatka na kwiatek, kiedy ona w domu czekała będzie nieszczęśliwa i taka samotna. On dyskretnie o nią zabiega, adoruje, ona waha się, pomna własnych lęków, otumaniających, oszukujących, podszeptujących czarne scenariusze. Ona, przestraszona wizjami niepowodzenia, wyjeżdża, zostawia za sobą jego, marzenia, przyszłość, miłość do końca życia niespełnioną. On zostaje na swoim końcu świata, nie wiadomo, jak układa sobie życie, jest szczęśliwy czy raczej zapomnieć o niej nie może i w każdej kobiecie stara się odnaleźć jej cząstkę, jej obraz. Ona spotyka kogoś, z kim wiąże się, bo tak wypada, bo najwyższy czas, bo będą razem pracowali, więc mają wspólne zainteresowania, cele i tak będzie im łatwiej przez życie iść.
Gdyby ona w siebie wierzyła, miałabym innego dziadka.
Czy chciałabyś być inną sobą?Czy ja chciałabym być inną mną?Tak sobie głośno myślę...
OdpowiedzUsuńHmm, ciężko rzec, bo wiadomo, że wcale nie jest bardziej różowo z drugiej strony płota...
UsuńPrzez ułamek sekundy pomyślałam sobie jednak, że chciałabym być inną mną urodzoną w Nowym Jorku. Z tym, że tego scenariusz babcinych wyborów nie przewidywał: gdyby babcia została z panem z notki, urodziłabym się pewnie gdzieś na Białorusi. Ciągnie mnie wschód, nie przeczę, ale bardziej turystycznie niż gdybym miała tam mieszkać.
Mnie z racji wybuchowej mieszanki genów ciągnie na wszystkie strony w Europie:)Na wschód najbardziej,fakt.
UsuńNadal nie znam odpowiedzi na to pytanie,ale teraz mam kolejny dylemat:czy inna ja,to jeszcze ja?Wiem,dzielę włos na czworo,ale wolę to od myślenia o realu:)
O rany, chyba się muszę przespać z problemem. Ostatnio śnią mi się takie filozofie, że może i odpowiedź na Twoje dzielenie słowa na czworo mi się przyśni ;))
Usuńojojojojoj jaka historia :))) w mojej rodzinie też krąży podobna. Moja babcia miała narzeczonego chyba z pochodzenia Niemca i on zmarł po wojnie jak wracali do domów w głupim wypadku, tzn, byli w górach i urwała się kolejka i spadł wagonik a w nim ten narzeczony. Tenże przyjaźnił się w czasie wojny z moim dziadkiem który czuł się w obowiązku odszukać moją babcię i powiedzieć jej jak zginął jej narzeczony. Oczywiście znalazł opowiedział i został moim dziadkiem :)
OdpowiedzUsuńMożna powiedzieć, że swoim poczuciem obowiązku Twój dziadek wykuł swój los :))
Usuńnapisałam do Ciebie w księdze twarzy ale pewnie masz to w folderze inne to sobie sprawdź :)
UsuńJak wiesz, już sprawdziłam. Że ten FB głupoty podsyła mi do głównego, a Ciebie wyrzucił do spamu. Co za portal durny! :)
Usuńtak, wiem też, że w obawie przed zdemaskowaniem tak się obie zahasłowałyśmy i poukrywałyśmy że nie możemy zostać znajomymi ha ha hah
UsuńNa to wygląda! Choć ja zaproszenia dostaję hurtem ostatnio i wszystko działa. Hmm, hmm, hmmmmmm ;)))
UsuńTanyu, chyba mi wybaczysz, że nigdy nie słyszałam o tym piosenkarzu. Zajrzałam w Google, aby nie być taka zielona i stwierdziłam, że tacy wyliniali blondyni nie są w moim guście. Posłuchałam też przez chwilę piosenki, ale to nie dla mnie- jestem z innego pokolenia.
OdpowiedzUsuńBuziaczki bez żadnego zrozumienia dla Rhysa Ifansa.
Pozwolisz więc, Aniu, że Cię bardziej jeszcze wyedukuję: Ifans to nie piosenkarz a aktor (muzyk ponoć trochę też, ale chyba niekoniecznie znany jakiś), który jedynie gra w teledysku. Piosenkę wykonuje brytyjska grupa Oasis, którą kocham pasjami.
UsuńW kwestii Rhysa się z Tobą generalnie zgadzam, bo tacy wyliniali blondyni (genialne określenie, w samo sedno!) również nie są w moim guście, ale ja często tak mam, że potrafi mi się spodobać ktoś, kto zupełnie odbiega od wymyślonego w czasach nastoletnich ideału o oliwkowej cerze, czarnych włosach i oczach jak węgielki.
Buziaczki aktualnie i tak najmocniej zakochane w samej sobie.
Ty też lubisz i kochasz Ifansa? nie no, jestem zazdrosna. myślałam że on z taką oryginalną urodą nie każdego zachęca do poznania go ale się niestety pomyliłam. na filmwebie jest wiele wpisów świadczących że nie tylko ja uwielbiam jego urodę i talent.
OdpowiedzUsuńa ja też kiedyś myślałam że gdybym miała innego dziadka i ojca to wszystko byłoby inaczej. czy jabyłabym inna? pewnie tak. ale żyję tu i teraz, w tym ciele. i dobrze mi sama ze sobą.
Ależ nie masz o co być zazdrosna, Antonio kochana, bo ja Rhysa tylko w tym teledysku wielbię. Ale, jak pisałam, lubię nieoczywistą urodę, nie przepadam za pięknymi chłopcami, bo za nimi wszyscy przepadają. Gdybym już miała wybierać, to pewnie zakochałabym się w Peterze O'Toole, młodym czy starym, bez znaczenia.
UsuńTak, nawet jeśli poprzednie pokolenie ma na nas niewielki wpływ wychowaniem (choć ja tam twierdzę, że ma spory), to genami nadrabia, a na nie już wpływu nie mamy :)
uff, jak dobrze. więc jest tylko mój;)
Usuńostatnio uwielbiam Domhnalla Gleesona. niby rudzielec ale poszłabym w tany kiedy by mnie poprosił;))
mam wredny charakter. a kiedy rodzina chce mnie przytępić odpowiadam - cóź, takie geny;))
O, zupełnie nie wiem, kim jest ten drugi pan. Zaraz go w internetach obejrzę.
UsuńJa coraz bardziej widzę, że po mamusi mam charakterek. Ona zawsze mi mówi, żebym się nie wychylała, zwłaszcza w pracy, a sama zwykle była w opozycji i waliła prosto z mostu, co jej na żołądku leżało. Dziedziczne :)
Chyba w każdej kobiecie są takie wątpliwości. Bynajmniej w mojej głowi wręcz roi się od podobnych myśli. Ja jednak wolę spróbować niż właśnie żałować, że nie spróbowałam...
OdpowiedzUsuńWiesz, to się działo przed wojną jeszcze. Wtedy ciężej było spróbować. Moja babcia się dziadkiem męczyła całe życie właściwie, bo ten alkoholikiem był, a nie odeszła, bo co ludzie powiedzą. Teraz takich problemów jakby mniej. Babcia opowiadała, że nawet kiedy już była pełnoletnia, nie mogła ot tak chodzić z kim chciała, bo brat pilnował, żeby się dobrze prowadziła, czyli raczej z koleżankami obcowała niż z kolegami.
UsuńNo tak, to były zupełnie inne czasy. Miały swoje zalety, ale także wady...
UsuńDobrze, że dziś można od tych alkoholików odejść. Bo gdyby moja mama w porę nie odeszła to nie wiem gdzie i kim dzisiaj bym była...
Dla mnie więcej wad jednak, lubię żyć teraz. Buntowałabym się pewnie przeciw układaniu mi życia i szpiegowaniu mnie. A może nie? Może to kwestia wychowania?
UsuńTak, można odejść. I dobrze, że Twoja mama odeszła, bo moja babcia nie dała rady. Ale zobacz, ile kobiet zostaje, choć pracują, zaradne są, dałyby same radę. Chyba jednak społeczeństwo wciąż nieprzychylnym okiem patrzy na rozwody, nawet jeśli chłop to tyran. W miastach jest dobrze, ale na wsiach...
Ale nie zawsze chodzi tylko o to, co ludzie powiedzą. To może być też strach, że do końca życia kobieta będzie sama, może to być nadzieja, że tyran się zmieni bo wciąż się go kocha...
UsuńMoja koleżanka już kilka razy uciekała od chłopaka z którym ma dziecko i z nim mieszka. On ją bije, pije cały czas, ale wciąż jej obiecuje poprawę a ona wierzy, bo kocha...
Tak, to może być...
UsuńAle wiesz, od takich trzeba uciekać i odkochiwać się póki czas. Póki nie zabiją, kobiety lub dziecka. Póki ona nie zabije z rozpaczy. Póki nie ma nieszczęścia. Ile znasz przypadków, że alkoholik się zmienił? Ja chyba żadnego. No, może jakieś z gazetowych opowieści.
A moja babcia czekała aż dziadek sam odejdzie, ale po co miał zostawić obiadki, uprane koszule, posprzątane pokoje?
Witaj :)
OdpowiedzUsuńLubię Twoje posty, zawsze skłaniające do refleksji ;)
Pozdrawiam serdecznie :)
Dziękuję serdecznie :)
UsuńTeraz nie ma już co gdybać, ona wybrała sobie taki los. Uściski serdeczne.
OdpowiedzUsuńTak, wybór dorosłej kobiety. Ciężko teraz oceniać: błąd czy nie.
UsuńŚciskam Cię, Paczuś.
Historia, mimo wszystko piękna. Piosenkę uwielbiam :) Jesteś taka, bo taka miałaś być :)
OdpowiedzUsuńTo, moim zdaniem, najlepsza Oasis. No i ten Rhys, ach!
UsuńPowiem więcej: jestem taka, bo taka chcę być. Zwłaszcza tuż przed czterdziestymi pierwszymi ;)
Smutne, tym bardziej, że takie życiowe - niejednej los napisał taką historię.
OdpowiedzUsuńMniej smutne by było, gdyby dziadek był dobrym mężem. Ja go kochałam miłością ukochanej wnuczki, ale w dorosłości widziałam o wiele więcej niż w dzieciństwie...
UsuńKażdy powinien dostać swoje szczęście, którego chciał. Chociaż, wybacz, myślę czasami, że takie historie są piękne dlatego właśnie, że są nieziszczonymi opowieściami.
OdpowiedzUsuńMyślę dokładnie tak samo, więc nie mam co wybaczać. Wcale nie jest powiedziane, że on okazałby się tak dobrym mężem, jak pięknym był wspomnieniem.
UsuńNIE BYŁOBY Ciebie. Wcale. A więc... Ciesz się, że jest tak, jak jest! Kontemplowanie rzeczywistości jest jednak takie ludzkie...
OdpowiedzUsuńAch, gdyby nie kontemplowanie, nie byłoby notki. Bo ciężko mi się pisze o dzisiejszych śniadaniach, wczorajszych obiadach i jutrzejszych kolacjach :)
UsuńZmiany nie sa miłe ,ale czasem bywaja pożyteczne. Pozdrawiam....
OdpowiedzUsuńTa była o tyle pożyteczna, że jej skutkiem jestem ja :))
Usuńwstyd sie przyznac ale nigdy wczesniej nie slyszalam tej piosenki ale musze przyznac ze calkiem przyjemna dla ucha
OdpowiedzUsuńOj tam zaraz wstyd. Wstyd to kraść i z dupy spaść, jak to mówią :))
Usuńznam takich co by powiedzieli ze wstyd to ewentualnie zostac przylapanym na tej kradziezy...
UsuńYhym, są i tacy. Ciekawym zjawiskiem jest jednak to, jak radykalnie zmieniają zdanie, kiedy ich okradną.
Usuńfaktycznie, sporo w tym prawdy
UsuńFilozofia Kalego...
Usuńwybory, decyzje, konsekwencje ... ot... życie... do siego, tanyuska...
OdpowiedzUsuńDo siego, Mayu! Bo to Ty, tak?
UsuńA życie się plecie inaczej niż byśmy chcieli czasem. Trzeba się dostosować...
ale po cóż Ty inna? Sobą jesteś i tak pozostanie
OdpowiedzUsuńInna ja tylko na potrzeby bloga, w życiu zupełnie niepotrzebna :)
UsuńOczywiście, jesteśmy sumą wyborów swoich i cudzych. I sumą przypadków/przeznaczeń - dla mnie to przypadki, ale uważam, że to jedynie kwestia nazewnictwa.
OdpowiedzUsuńPiękna opowieść. Znam zbliżone przypadki i podejrzewam, że Twoją Babcią kierowała intuicja. Coś jej mówiło, że ten człowiek nie jest dla niej. Znam też kobiety, które zignorowały szepty podświadomości i potem przez całe życie żałowały nie mężczyzny z przeszłości, ale całego z nim aktualnego życia. Nasza kobieca intuicja to wielka siła. Zapomniałyśmy, że trzeba jej słuchać.
OdpowiedzUsuńTwoje ostatnie pytanie mocno pobudziło moją wyobraźnię. Dziękuję, lubię takie pobudzenia - Nadwodna
Rybeńko moja, w takim razie moją babcię intuicja zawiodła na całej linii, bo dziadek pił często i gęsto, i mężem był paskudnie niedobrym i nieużytecznym. Chyba jedyna rola, w której się spełnił, to była rola mojego dziadka: przepadałam za nim, zwłaszcza w dzieciństwie. I co z tego, że mnie na sankowym spacerze zgubił, co z tego, że na pokerka zabierał. Spędzałam z nim masę czasu, to było coś. Ale ona...
UsuńPewnie nawet nie wiesz, jak urzekająco napisałaś tą całą historię! ;) Chociaż zakończenie średnio happy endowe to chętnie przeczytałabym książkę o takim zarysie! ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję. Mobilizujesz mnie, wiesz? Mam takie małe marzenie, żeby książkę napisać, ale... hmm, czy o miłości? Jedno jest pewne, nie powinna mieć happy endu, szczęśliwych zakończeń w książkach, filmach nie lubię.
Usuń