1 lutego 2014

Z towarzystwem nie dla mnie..

To towarzystwo nie dla ciebie, zawyrokowała koleżanka, kiedy odrzuciłam zaproszenie na kawę, bo akurat wybierałam się na bal. Kawa u koleżanki trwa zwykle nadzwyczaj długo i za nic nie zdążyłabym ani wypić, ani zatuszować cieni pod oczyma, które nijak nie chcą być tęczowe i w karnawałową konwencję wpasowane, a straszą ziemistymi szarościami w dwustu pięćdziesięciu sześciu odcieniach. Tyle ich właśnie będą miały moje czarno-białe zdjęcia, kiedy stać mnie będzie na Nikona z Photoshopem w pakiecie, co nie stanie się w najbliższym czasie, jeśli nie porzucę balowania, tysięcznych wyjazdów do Krakowa i szału kupowania tenisówek w kwiatki. Tak więc ignorując potrzebę oszczędzania, poszłam na nie do końca bal i spędziłam kilka przemiłych godzin, tańcząc, śpiewając, rozmawiając i pijąc w towarzystwie głównie babeczek starszych ode mnie ładnych dziesięć lat. I obiecując sobie, że za dekadę będę równie roześmiana, bezpretensjonalna, niezasiedziała i niekonwencjonalna jak one, zamiast brać przykład z zapraszającej mnie na kawę koleżanki, która będąc w wieku nieodpowiedniego dla mnie towarzystwa, gnuśnieje w domu, a przy kawie rozbiera na czynniki pierwsze każdą duperelę i szuka dziury w moim i swoim życiu. Dlatego tylko chwilę wahałam się przed tysięcznym wyjazdem do Krakowa. Ilość bywań znudzić może, ale za nic nie darowałabym sobie wyjątkowych rozmów, w czasie których nawet tematy poruszane setny raz brzmią świeżo, a ja czuję się, jakby spoglądała na problemy z boku, jakbyśmy nie mówiły o mojej własnej skórze. Nie darowałabym też sobie niekrępującej ciszy, Sukiennic oblanych czerwonym światłem niezmienionych ustawień w aparacie, Liquid Cocaine o północy, Sto lat na pianinie o kolejnej północy i Jerzego Treli na wyciągnięcie ręki. A wiosną, obuta w kwieciste pepegi, pojadę tam po raz tysiąc pierwszy. Z towarzystwem nie dla mnie.

53 komentarze:

  1. Jak na towarzystwa "nie dla Waćpani", zdajesz się być z niem nad wyraz zżyta:))
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja się ostatnimi czasy towarzyska zrobiłam, Wachmistrzu. I nieszczególnie mi przeszkadza, że na balu znałam dobrze trzy osoby, resztę zaś o tyle, o ile; w Krakowie natomiast znałam dwie osoby z dwudziestu pięciu.

      Usuń
  2. Ależ to oczywiste, że właśnie taka będziesz. Tak się kończy, gdy się zadaje z towarzystwem nie dla siebie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak to jest, że wciąż uzurpujemy sobie prawo do kierowania kimś zupełnie dorosłym, mówienia mu, co jest dla niego dobre i właściwe, a sami zapewne zamykamy się w czterech ścianach swojego domu, czyhając na ofiarę, którą przemaglujemy na tyle sposobów, że już kolejny raz ze swojej własnej, nieprzymuszonej woli do nas nie trafi... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, obawiam się, że trafi. Znaczy, ja trafię. W gruncie rzeczy tę moją malkontentkę lubię, zabawna w tym szukaniu dziury w całym być potrafi. Na szczęście, w stosunku do niej mam wypracowany niezawodzący system działań asertywnych :)

      Usuń
  4. Tanyu, bój się Boga, co się z Tobą stało?! Od kiedy jesteś taką imprezowiczką?!
    A teraz poważnie: masz rację, baw się, bo nigdy nie wiadomo, co Cię spotka za 10 lat. Mam nadzieję, że nic.
    Też nie lubię pieprzyć o byle czym, już wolę posiedzieć sama w ciszy, bo wiesz, że muzyki nie lubię.
    Buziaczki nierozchachane. (chyba tak się pisze ten wyraz, bo to od "cha, cha")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd przekroczyłam czterdziestkę, Aniu: przecież wtedy zaczyna się życie!
      Czytałam gdzieś w mądrym piśmie, że lepiej nie żyć jedynie chwilą, bo to człowieka szalenie stresuje i nie przygotowuje na nadejście ewentualnych problemów, ale jak się trafia okazja, trzeba ją łapać, bo kolejnym razem mogą nas nie zaprosić.
      Czasem odwiedzam koleżankę i tak wałkujemy ciągle to samo, ale coraz bardziej mnie taka forma spędzania wolnego czasu nuży.
      Buziaczki znad orzechówki z mlekiem, skoro już imprezowa jestem.

      Usuń
  5. za kazdym razem gdy wychodze z kolezankami to slysze ze to towarzystwo nie jest dla mnie i ze z cala pewnoscia maja na mnie zly wplyw
    poki co jeszcze żadna moja kolezanka nie byla wystarczajaco dobra i po jakims czasie staje sie winna za cale zlo tego swiata
    tylko mi to mowia rodzice wiec oni maja prawo marudzic, w koncu taka natura rodzica, ale kolezanka?


    http://historie-prawdziwe-dziwne-smieszne.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka miała ważny powód, by mnie zniechęcać: wszak zamiast ją odwiedzić, poszłam na balety. Te panie, jakby nie patrzeć, też mają na mnie zły wpływ: wyzwolona się pod ich skrzydłami staję, jeszcze bardziej nieprawomyślna, machająca ręką na konwenanse jakaś. Ach, to lubię! :))

      Usuń
  6. to trzeba bylo kolezanke ze soba na balety zabrac
    i kolezanka moze by sie wyzwolila
    bylby wilk syty i owca cala :) czy jakos tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, obawiam się, że nie wierzę w koleżanki wyzwolenie. Siedziałaby przy stole jak "grumpy cat", a ja miałabym przekichane u innych, że ją wzięłam. Koleżanka beze mnie przeżyła, myślę. Choć w sumie nie dzwoniła do mnie od czasu balu, a to może niepokoić... ;)

      Usuń
    2. w sumie masz rację
      dopiero teraz sobie uświadomiłam, że też mam jedną taką koleżankę, którą izoluję od reszty znajomych, bo jest niereformowalna i by się nie wyzwoliła

      uuu widzę ciche dni nastały
      niedobrze ;)

      Usuń
    3. Dobrze, dobrze: właśnie zadzwoniła i idę na kawę. Nie żebym szczególnie tęskniła, a co mam w chałupie siedzieć. Przyzwyczai mnie do myśli, że jutro znów szkółka ;))

      Usuń
  7. Jakże bym chciała móc pojechać do Krakowa. Nawet, jeśli nie tysiąc razy, to przynajmniej kilka. A jakby jeszcze na wyciągnięcie ręki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zamieńmy się: Ty pojedziesz za mnie do Krakowa, ja za Ciebie pobędę u Ciebie. Gdziekolwiek jesteś :)

      Usuń
  8. moja mama czasami też mi to powtarza - że to towarzystwo nie dla mnie. a ja wierzę że żyję tylko raz w tym ciele więc baluje i śpiewam jak przyjdzie mi ochota. i cieszę się że inni też nie zwracają na to uwagi tylko chodzą na bale, idą na Kraków i cieszą się rozmowami aż do świtu:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos pójścia na Kraków: właśnie mam okazję pojechania tamże na rowerze. W porze bardziej sprzyjającej oczywiście, ale grupa się powoli zbiera. Kurczę, zastanawiam się mocno, ale... oni wszyscy mają kondycję Szurkowskiego, a ja - szkoda gadać.
      To "towarzystwo nie dla nas" brzmi jakbyśmy co najmniej z ćpunami czy innymi żulami balować miały.

      Usuń
    2. dokładnie tak. oczywiście w moim towarzystwie zdarzają się tacy co "piją, biją, gwałcą i grają w karty" ale wszystko to robią kulturalnie i ja ich za element patologiczny nie uważam;)))
      spokojnie, tak się mówi że rower nie jest dla każdego. ale to tylko wymówka. ja też nie jestem wybitnie rowerowa a jednak w miłym towarzystwie mogę przejechać od Zakopanego nad Pomorze. więc uwierz w siebie i zacznij powoli ćwiczyć. ale poczekaj aż się ociepli:)

      Usuń
    3. Ten rower to mi chyba dobrze zrobi: zapakuję życie w plecak, krzyknę, żeby mnie w dupę cmoknęli i pojadę.

      Usuń
  9. Jakże łatwo sterować cudzym życiem i cudzymi poczynaniami. Nawet jeśli towarzystwo się wykruszy, zmieni, zgnuśnieje, Trela na wyciągnięcie ręki jest całkiem przyjemnym argumentem za.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje mi się, że dla Treli jestem w stanie iść na największego gniota. A na ingerencje w moje życie macham ręką. Ostatnio nic, tylko macham.

      Usuń
  10. Witaj :)
    Będziesz blisko- zapraszam, może nie będzie nudno, a kawkę uwielbiam :)
    Pozdrawiam mile na udany tydzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też uwielbiam, kiedyś może będzie okazja.

      Usuń
  11. Słuszne wybory są zawsze słuszne:-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak to łatwo się żyje czyimś życiem, sącząc kawę w zaciszu swego domu... Myślę, że towarzystwo dobrze wybrane zostało;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Towarzystwo trochę jakby na chybił-trafił, zwłaszcza krakowskie, ale nie narzekam.

      Usuń
  13. Odejść, nie słuchać, nie brać do siebie, bo nie warto :)
    Dodam, że u mnie nowy post i jeśli masz ochotę wpadnij tak jak ówcześnie i pozostaw opinię, nie ukrywam, że każda jest dla mnie na wagę złota :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ile razy ja wracałam z przystanku, kiedy autobus jechał już i miał mnie zawieźć na jakąś super imprezę bo przekonała mnie Karolina, bym została, posiedziała z nią w samochodzie, napiła się piwa i pogadała o niczym. Dużo razy. Po prostu czasem wygoda i spokój kuszą bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie dałam. Zwykle, kiedy mam jakieś plany, realizuję je. Chyba że mnie się samej nie chce. Ale jak już się nastawię, to idę, gdzie mam iść.

      Usuń
  15. Lubię tych, co wiedzą lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre. Polubiłabym niezmiernie tę koleżankę ;)))

    Być tyle razy w Krakowie i nie zagaić, nie wprosić się na kawę/herbatę/coś fajnego? Na taką fajną, nie-do-obgadywania-a-do-rozmów-o-wszystkim :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją w sumie niezmiernie lubię. Choć za tę tendencję do grubych rur.
      Jeszcze się zdarzy okazja: jak widać, nie mogę się od Krakowa uwolnić :)

      Usuń
  16. Nie cierpie ludzi, ktorzy wiedza ode mnie lepiej jak mam zyc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nie cierpię tych, którzy mną manipulują po cichu. Tę koleżankę cenię za głośność manipulacji.

      Usuń
  17. Olej tych, którzy chcą Cię na siłę zmieniać. Po prostu miej to w nosie :) Pozdrawiam cieplutko. ps.u mnie marznący deszcz, nawet po śniegu nie nada iść, bo kontuzja gotowa. =Maya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olewam i mam w nosie. Ale czasem się nie da.

      Usuń
  18. Jeżeli dobrze się bawisz w towarzystwie tych osób i nie dzieje Ci się krzywda, to znaczy, że to jednak jest towarzystwo dla Ciebie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to wszystko zależy od interpretacji...

      Usuń
  19. Też cenię niekrępującą ciszę i nie cierpię gadania dla gadania. Ble, ble. I uwielbiam małe szaleństwa w towarzystwie nie dla mnie. Człowiek jest wtedy sobą, ale i wychodzi poza. To fajne uczucie. Luz
    Pozdrawiam - Nadwodna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba pójdę na kolejny bal. Z towarzystwem nie dla mnie, oczywiście.

      Usuń
  20. Kup sobie aparat w PS to wreszcie wstawię swoje fotki:P Tylko to musi być zaawansowany PS:)))
    Tanka,ja już się przekonałam milion razy,że jeśli ktoś z towarzystwa 'dla mnie' mówi mi,że jakieś towarzystwo jest 'nie dla mnie',to ono jak najbardziej jest DLA MNIE;)
    A teraz męcz się z moją zabawą lingwistyczną,bo inaczej nie umiałam napisać;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupię, w końcu kupię. Najlepiej taki, który podrasowuje nie tylko zdjęcia, ale i życie. Z opcją "usuń tępotę" koniecznie.
      Zabawy lingwistyczne mnie nie męczą, sama wiesz :)

      Usuń
  21. A może to zazdrość? Niemożność wyjścia ze swoich ram, stąd negowanie?

    OdpowiedzUsuń
  22. czarna-anka5.02.2014, 21:20

    taaa..musisz sobie inne wybrac :P towarzystwo :)

    OdpowiedzUsuń
  23. takie świeże nieświeże rozmowy najlepsze. zobaczymy, jak zmienimy się za 10 lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy. Ciekawe, czy tymi zmianami możemy rzeczywiście sterować, czy to tylko psychologiczny mit?

      Usuń
  24. Chociaż Krakowa nie lubię bardzo to niech on Ci i milion razy daje przyjemność odwiedzania. Rób to, na co masz ochotę, to na pewno będziesz dalej taka rozruszana jak te babeczki z balu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ile mnie teraźniejszość nie zabije, bo zrobiło się wokół paskudnie.

      Usuń
  25. Bal kosztował 50 złotych i to tylko dlatego, że muzyka była na żywo :)

    OdpowiedzUsuń