Pamiątka zawsze istnieje, nawet jeśli człowiek prawie niczego nie miał.
"Muzeum ciszy" Yoko Ogawa
Zanim umrę, zakocham się tak, że tchu mi braknie i zrobię z siebie głupiutką gęś z tysiąc razy. Zanim umrę, sfotografuję coś, czego ludzkie oko wcześniej nie widziało, a co każdego dnia dynda nam przed samym nosem. Zanim umrę, będę miała setkę rudych kotów, łażących mi po włosach koloru rudego jak one. Zanim umrę, usiądę w kącie na koncercie Pearl Jam, nie widząc nikogo, słysząc Eddiego. Zanim umrę, wezmę lekcję liter, słów, zdań, opowieści u Gabriela Garcii Marqueza. Zanim umrę, napiszę książkę tchnącą magicznym realizmem i będzie ona miała sto dwadzieścia dziewięć stron. Zanim umrę, nauczę się włoskiego i przypomnę sobie słowa kiedyś do mnie szeptane, a których nie rozumiałam, choć czarowały melodią. Zanim umrę, przypnę się do paralotni, wzlecę nad pipidówkę i zobaczę w niej niedostrzeżone do tej pory piękno. Zanim umrę, spotkam tych, z którymi nie widziałam się dziesiątki lat, zapomnianych, przykurzonych, od dawna żyjących poza mną. Zanim umrę, zobaczę wybuch wulkanu, feerię barw i popiołu, nieokiełznaną moc, spektakl zachwytu i przerażenia. Zanim umrę, polecę na Marsa, gdzie są moje korzenie, gdzie są moje emocje, moje fantazje, moje o ufoludkach młodzieńcze sny. Zanim umrę, kupię Nikona z całą gamą specjalnych opcji i będę fotografowała zniekształcenia, przekształcenia, wybarwienia, podczerwień i światłem kreślone esy floresy. Zanim umrę, przeprowadzę się do Nowego Jorku, zamieszkam na szczycie świata, utonę w niewidzącym mnie tłumie, stanę się kompletną mną. Zanim umrę, pod obojczykiem wytatuuję sobie perskim szlaczkiem jakąś beznadziejnie banalną myśl. Zanim umrę, wzdłuż i wszerz przemierzę Rosję, nafaszeruję się jej duchem, napatrzę na jej cudowności, przesiąknę nią do cna. Zanim umrę, nauczę się tworzyć internetowe strony, opanuję zagmatwany hipertekstowy język znaczników, udomowię go, przetransformuję w zrozumiały tekst. Zanim umrę, zaśpiewam publicznie i przez dwie minuty z ogonem będę królową sceny, choć nigdy nie miałam ambicji nią być. Zanim umrę, przekonam garstkę sceptycznych nastolatków, że życie składa się z niezliczonych lilipucich szczęść.
"Muzeum ciszy" Yoko Ogawa
Zanim umrę, zakocham się tak, że tchu mi braknie i zrobię z siebie głupiutką gęś z tysiąc razy. Zanim umrę, sfotografuję coś, czego ludzkie oko wcześniej nie widziało, a co każdego dnia dynda nam przed samym nosem. Zanim umrę, będę miała setkę rudych kotów, łażących mi po włosach koloru rudego jak one. Zanim umrę, usiądę w kącie na koncercie Pearl Jam, nie widząc nikogo, słysząc Eddiego. Zanim umrę, wezmę lekcję liter, słów, zdań, opowieści u Gabriela Garcii Marqueza. Zanim umrę, napiszę książkę tchnącą magicznym realizmem i będzie ona miała sto dwadzieścia dziewięć stron. Zanim umrę, nauczę się włoskiego i przypomnę sobie słowa kiedyś do mnie szeptane, a których nie rozumiałam, choć czarowały melodią. Zanim umrę, przypnę się do paralotni, wzlecę nad pipidówkę i zobaczę w niej niedostrzeżone do tej pory piękno. Zanim umrę, spotkam tych, z którymi nie widziałam się dziesiątki lat, zapomnianych, przykurzonych, od dawna żyjących poza mną. Zanim umrę, zobaczę wybuch wulkanu, feerię barw i popiołu, nieokiełznaną moc, spektakl zachwytu i przerażenia. Zanim umrę, polecę na Marsa, gdzie są moje korzenie, gdzie są moje emocje, moje fantazje, moje o ufoludkach młodzieńcze sny. Zanim umrę, kupię Nikona z całą gamą specjalnych opcji i będę fotografowała zniekształcenia, przekształcenia, wybarwienia, podczerwień i światłem kreślone esy floresy. Zanim umrę, przeprowadzę się do Nowego Jorku, zamieszkam na szczycie świata, utonę w niewidzącym mnie tłumie, stanę się kompletną mną. Zanim umrę, pod obojczykiem wytatuuję sobie perskim szlaczkiem jakąś beznadziejnie banalną myśl. Zanim umrę, wzdłuż i wszerz przemierzę Rosję, nafaszeruję się jej duchem, napatrzę na jej cudowności, przesiąknę nią do cna. Zanim umrę, nauczę się tworzyć internetowe strony, opanuję zagmatwany hipertekstowy język znaczników, udomowię go, przetransformuję w zrozumiały tekst. Zanim umrę, zaśpiewam publicznie i przez dwie minuty z ogonem będę królową sceny, choć nigdy nie miałam ambicji nią być. Zanim umrę, przekonam garstkę sceptycznych nastolatków, że życie składa się z niezliczonych lilipucich szczęść.
Co ukradłby po mnie kustosz Muzeum Ciszy? Niebieską filiżankę o grubych brzegach? Książkę poplamioną opuszkami palców? Drewnianego kota z za dużym nosem? Zapach zielonej herbaty? Kilka wyselekcjonowanych z sieci słów? A może coś, co nieświadomie jest najbardziej moje z moich?
klik
klik
kurcze,
OdpowiedzUsuńprzez wzgląd na Elę nie potrafię tego skomentować. Ona tak na prawdę niczego nie zdążyła nim umarła. Śmierć czasem przychodzi zbyt szybko i Twoja lista może się okazać o kilkadziesiąt wersów za długa ...
Ja myślę, Polly, że Ela zdążyła zrobić bardzo wiele. Bo popatrz, jak wiele w mojej jest zwyczajności, codzienności, realnych do spełnienia spraw, czegoś, co już miałam, a nie widziałam, że mam.
UsuńA moja lista może okazać się za długa, ale może się też okazać, że będę żyła sto lat, a nie spełnię z niej nic.
I ta ostatnia wersja z perspektywy jakości życia byłaby najgorszą z najgorszych opcji.
UsuńI z tej ostatniej wersji nie zamierzam korzystać. Życie mi miłe na tyle, żeby go kompletnie nie spartaczyć.
UsuńCiekawe jak dużo ma człowiek, któremu wydaje się,iż ma mało albo prawie nic.Może kiedyś skomentuję wpis, który teraz uważam za zbyt głęboki...
OdpowiedzUsuńNajlepsze życzenia na NOWY RO 2014 i serdeczności.
Po komentarzu Polly zaczęłam się nad tym zastanawiać i wydaje mi się, że najbliższe jest mi myślenie, że nie ilość czasu jest najważniejsza, a jak go wykorzystamy. Jak napisałam wyżej, mogę żyć sto lat, a nie zrealizować z moich zamiarów żadnego.
UsuńDobrego roku :)
Zawsze pragnę móc zrobić "przed śmiercią" coś takiego, na co dotąd nie miałam odwagi. Niestety, w naszej kulturze zakorzeniony jest pogląd, że jest to czas na klepanie zdrowasiek i wysługiwanie się bliźnim. Obyśmy zdołały przeciwstawić się krępującym nas więzom konwenansów.
OdpowiedzUsuńWszędzie czytam i sama sobie wmawiam oraz mnie moje kochane koleżanki wmawiają, że po czterdziestce człowiek ma mocniej gdzieś to, jak społeczeństwo zareaguje i tego zamierzam się trzymać. Ot, choćby tatuując się na łopatce. Strachliwa jestem i doszłam do wniosku, że pod obojczykiem będzie za bardzo bolało :)
UsuńWszystko pięknie, Tanyu! Jednakże zamiast zwrotu" zanim umrę" użyłbym: "póki żyję"... Niby to samo, ale...
OdpowiedzUsuńbuziule
Nie wiem dlaczego, ale jakoś "zanim umrę" kojarzy mi się bardziej optymistycznie mimo użycia słowa "umierać". W "póki żyję" czai się jakieś ograniczenie.
UsuńAle może bredzę :)
Zaraz bredzisz... po prostu podzieliłas sie refleksją...
UsuńZapraszam do mnie na terapeutyczną dawkę kretyństwa.
Dawka kretyństwa zawsze mile widziana :))
UsuńSkoro ten post powiązany jest ze śmiercią konkretnej Osoby-nie skomentuję.Chwila zadumy niech będzie komentarzem...
OdpowiedzUsuńNie, Liv, nie jest - Polly ma swoje skojarzenie, tak się złożyło.
UsuńTa notka jest wynikiem rozmów z młodymi ludźmi i pewnego eksperymentu. Pierwszą częścią jest właśnie ujrzenie, ile można drobiazgów zrobić przed odejściem. Jego drugą częścią jest wypisanie powodów, dla których życie jest cudowne.
To w takim razie to bardzo mądry post...I ja,zanim umrę,chcę zrobić wiele rzeczy podobnych do tych,jakie Ty planujesz(podobno się bardzo różnimy,hmmm)...Właściwie już nawet coś zaczęłam realizować...
UsuńI wiesz co?Masz rację:to nie o ilość czasu chodzi.To chodzi o jakość,o to,co z nim zrobimy.Ja sobie na pewno kupię jeszcze kilka par wściekle czerwonych szpilek...
Też już niektóre zaczęłam realizować. No, może jestem w fazie wstępnej, ale zawsze to pierwszy krok.
UsuńTak, czerwone szpilki i ja mogłabym kupić: nieźle by się w szafce prezentowały, pod warunkiem, że szafką będzie szklana. Gdybym ośmieliła się je włożyć na nogi, pewnie żadnego z powyższych bym nie zrealizowała, umierając z powodu nieogarnięcia szpilek. Ale za to zamówiłam sobie pantofelki na normalnych obcasach, w kolorze fuksji, choć w tym kolorze nie mam zupełnie nic :)
I wiesz co?Też się zakocham:)Ale potrzebuję Twojej rady,napiszę prywatnie;)
UsuńPisz!
UsuńI przepraszam za reakcję szalenie szybką: praca, ech...
Śpieszmy się kochać . . .
OdpowiedzUsuńTak...
UsuńAle ta notka nie ma nic wspólnego z czyjąkolwiek śmiercią. Wbrew pozorom ona jest o życiu właśnie, o przeżyciu życia.
Własnie dlatego trzeba pamietac, ze kazdy dzien jest warty milosci:)
Usuńtylko szkoda, że nie zawsze te miłość można odnaleźć :(
UsuńTo prawda, miłość niełatwo odnaleźć, ale... my z Duszyczką mówimy o miłości do życia, a ta łatwiejsza do znalezienia jest, tak myślę. Łatwiejsza choć też niełatwa.
Usuńoj, to będziesz musiała albo bardzo długo żyć, albo bardzo się spieszyć.
OdpowiedzUsuńA coś Ty, prócz wizyty na Marsie i napisania książki, zrealizowanie reszty nie powinno mi zająć dłużej niż rok ;))
UsuńCo nie znaczy, że szykuję się na tamten świat.
To wiadome. Dlatego już gadam z małolatami, planuję wziąć Nikona na raty, szukam kawalera i mruczę włoskie piosenki :)
OdpowiedzUsuńTen post jest niezwykle inspirujący. Jesteś w ogóle inspirującą kobietą, mówiłam to nie raz.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Tym cenniejsze jest Twoje uznanie, że pomysł zrodził się na potrzeby zajęć z młodymi i sceptycznymi, i mam nadzieję, że choć kilkoro z nich też uwiódł.
UsuńMyślisz, że zaliczam się do młodych i sceptycznych? :)
UsuńHmm, na pewno młodszych niż ja, nie ulega wątpliwości :))
UsuńCo do sceptycyzmu: ja na pewno jestem sceptyczna w innych kwestiach niż Ty i niż oni.
Tak czy siak, bardziej mi chodziło o to, że skoro Was, niezależnie od wieku i poziomu sceptyczności, inspiruję, jest nadzieja, że ich również.
Na pewno :) Trochę Cię już czytam i wydaje mi się, że jesteś świetną nauczycielką. Ja przynajmniej chciałabym, żebyś mnie uczyła :)
Usuń:))
UsuńEch, widzisz, a mnie się coraz częściej wydaje, że beznadziejna jestem, bo porywam coraz rzadziej. Pocieszające jest, że wciąż staram się znaleźć sposoby.
Mówisz teraz o blogu czy o pracy? :)
UsuńO pracy.
UsuńWiesz, parę lat temu w pewną noc zaczęłam wyliczać co mnie ominie jak umrę i...postanowiłam nie umierać. Dziś wyliczam ile udało mi się dokonać, w czym uczestniczyć czego doświadczyć, ale przede wszystkim wiem, że żyję w zgodzie ze sobą i, ze każda chwila jest ważna, bo "zanim umrę" to żyję życiem...
OdpowiedzUsuńI tak jest najlepiej. Taki był zresztą zamiar: zobaczyć, że maleńkie cele stoją na równi z wielkimi, że obie kategorie są ważne, że nie trzeba zdobywać zawrotnych wysokości, żeby poczuć się spełnionym szczęśliwym. Żeby poczuć życie.
Usuńzostaną buty i telefon głuchy...
OdpowiedzUsuńLiczę na więcej :)
Usuńzanim umrę przeczytam te 129 stron ;)
OdpowiedzUsuńW lupkę się zaopatrz, bo możesz być stareńka! :))
UsuńJaki cudowny post! Zainspirowałaś mnie, naprawdę... Stworzę taką listę... Może nieco abstrakcyjną, ale zmuszającą mnie do działania, do tego, by każdy dzień był droga prowadzącą dokądś...
OdpowiedzUsuńMoże opublikuję na blogu i zaznaczę skąd taka inspiracja.
Dziękuję. Jeszcze raz powiem, że strasznie mnie cieszy, iż inspiracją jestem, bo zanim napisałam blogową notkę, taką listę zrobiłam z moimi młodymi na lekcji: powyższe jest tym, co mi przyszło na myśl w ciągu dziesięciu czy piętnastu minut. I gdybym choć kilkoro z nich zainspirowała do próbowania, byłby to sukces.
UsuńWiadomo, że wielu z powyższych nie spełnię, ale o kilka powalczę!
mogę się do ciebie dołączyć? ja jestem prosta w użyciu, posprzątam Ci, ugotuje, pościele łóźko, zajmę się kotami. bo wiele z tych Twoich pragnień zanim umrzesz jest też moimi pragnieniami...
OdpowiedzUsuńAleż jasne! Jakkolwiek to zabrzmi, zawsze marzyła mi się pani do wszystkiego, bo ja leń jestem okropny i wolałabym zapłacić za dbania o mnie i moje otoczenie. Oczywiście mnie na to nie stać, a teraz Ty mi mówisz, że mi to dasz za wspólne spełnianie marzeń. Chodź, chodź szybciutko!
UsuńTanyu, obyś żyła jak najdłużej, abyś miała czas na spełnienie swoich marzeń. Najchętniej zobaczyłabym Cię na paralotni z tatuażem pod obojczykiem, jak zbliżasz się do Marsa, głośno przy tym śpiewając.
OdpowiedzUsuńBuziaczki całkiem poważne ;)))
Muszę się zmieścić z realizacją do sześćdziesiątego piątego roku życia, bo potem nadejdzie emerytura i nie będę wiedziała, co z pieniędzmi począć: jeśli się zdecyduję praworządnie płacić rachunki, nie starczy mi na jedzenie...
UsuńNo, nie powiem, też bym się chciała w opisanej przez Ciebie sytuacji zobaczyć :))
Buziaczki dziś leniwie niedzielne.
Musi zostać pamięć . Wszystko inne nie ma znaczenia....
OdpowiedzUsuńOptymistycznie myślę, że pamięć zawsze jakaś zostaje. Czasem tylko mniejsza...
UsuńNastolatki ex definitione same wszystko wiedzą najlepiej, to nie wiem, jakże by ich można do czegobądź przekonać...:((
OdpowiedzUsuńTo prawda, Wachmistrzu, a jednak karnie pisały listę rzeczy, które przed śmiercią zrobią. Podobnie karnie pisały listę zatytułowaną "życie jest piękne, ponieważ...". Jedynkowy szantaż działa ;))
UsuńTeż mam taką listę... Tj. podobną ;)
OdpowiedzUsuńLista zamierzeń, marzeń, niemożliwości :)
Usuń