27 kwietnia 2013

Wciąż ten sam cyrk..

I znów zaistniała sytuacja, że jedna osoba wodzi całą resztę za bezwolne nosy. Z powodzeniem stosuje zgrane do nieprzyzwoitości gierki. Podkłada tłuściutkie, zaróżowione świnie. Kopie nieprzykryte dla niepoznaki gałęziami wilcze doły. Wplątuje innych w sieć bezceremonialnych intryg. Inni siedzą pokornie pod miotłą. Zasznurowali usta, trzymają buzie na kłódki. Starają się schodzić z linii rażenia i wzroku. Kładą po sobie uszy. Ani mrugną okiem na panoszący się despotyzm i nepotyzm. Bo są i tacy, którzy mają się jak pączki w maśle. Pławią się w zachwytach i zaszczytach. Każde ich posunięcie docenione, złotymi zgłoskami w historii zapisane. Ich chwila jednak minie. Łaska pańska na pstrym koniu jeździ, poza czubek własnego nosa nie wygląda. O siebie jedynie dba.

Kluczę sobie od sytuacji do sytuacji. Rysuję emocjami sinusoidę o niekiepskiej amplitudzie. Czasem opadam na dno zobojętnienia. Zamykam umysł na szkolne zagrywki. Wpatruję się w bladozielone brzozy, w rozciągnięte na słońcu koty. Pochłaniam truskawki z greckim jogurtem. Śnię nieskażone codziennością sny. Czasem znów wzbijam się na szczyty nierozwagi. Rzucam gniewne słowa, chętnie furią rozbiłabym otępiałe łby. Te rzucają się sobie do gardeł. Syczą, knują, wilkiem patrzą. Intrygantce w dupę włażą, odstawiając przed trybuną godny pożałowania cyrk. Dają jej wolną rękę, budują misterny ołtarzyk. Nie dostrzegają zestawu paskudnych win. Ta pławi się więc w nieomylności i nieprzewidywalności. Obdarowuje swoimi pomyłkami. Trzyma pod biurkiem na każdego hak.

Zmęczona jestem.

59 komentarzy:

  1. Gdybym nie wiedziała gdzie pracujesz, to pomyślałabym, że miejscem akcji jest jakiś urząd/prasa, etc. a historia opowiada o partyjnych włazidupcach za komuny. Ach te moje zboczenia historyczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak to może wyglądać. A wiesz, że najbardziej gnębieni są w dzisiejszych czasach pracownicy budżetówki? I pewnie dlatego oni też najmocniej w tyłki włażą.

      Usuń
  2. Jeden z moich dawnych uczniów powiedziałby: "Ale się tanya spieniła", bo tak powiedział, gdy kiedyś krzyczałam podczas lekcji. Mówię o piątej linijce od dołu;)
    Tanyu, czy naprawdę musisz przejmować się szkolnymi gierkami? Ja to wszystko olewałam, nie słuchałam żadnych plotek, robiłam to, co do mnie należało i za co mi płacono. Bądź obok tego i mimo tego; jak Ci wygodnie.(Ten średnik specjalnie dla Ciebie, bo wiem, że najbardziej go lubisz ze wszystkich znaków interpunkcyjnych).
    Buziaczki życzliwie doradzające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas lekcji staram się nie krzyczeć, najwyżej mówię dobitnie i bez ogródek.
      Ufff, Aniu... Teoretycznie przejmować się tym wszystkim nie muszę, ale jestem zwykle w oku cyklonu, więc trochę ciężko o niewyrywanie się z emocjami. Plotki mam w poważaniu, ale nie umiem przejść do porządku dziennego nad zwalaniem swoich win na innych, nad manipulowaniem, mobbingiem i olewaniem, o ile nie działaniem działaniem na szkodę szkoły. Tak, właśnie tak niestety jest.
      Buziaczki dziś w miarę weekendowo spokojne.

      Usuń
    2. Gdy Piotruś to powiedział, pracowałam dopiero pierwszy rok i nie mogłam zrozumieć, że uczniowie nie rozumieją tego, czego ich uczę. Potem już było inaczej, tłumaczyłam do skutku.
      Zawsze starałam się stać obok różnych szkolnych zawirowań, nigdy nie znalazłam się w oku cyklonu. A propos, kiedyś ktoś mi sprezentował książkę o tym tytule, była wspaniała.
      Buziaczki zdystansowane od wszelkich waśni, plotek i obgadywania.

      Usuń
    3. To ja może tej książki poszukam, Aniu, żeby zabić nerwowość, nudę i czas,

      Usuń
  3. Ci uczniowie nieźle dają Ci chyba popalić, że tak się wzburzyłaś...odpocznij, choć pewnie matury przed Tobą...

    pozdrawiam
    po prostu m;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uczniowie mnie nigdy tak nie wzburzają, na to raczej nie ma szans. Choć obecna klasa we wkurzaniu mnie przoduje.
      Maturami nawet się nie stresuję, w tym roku jedynie cztery dni. Niestety, na polskim jestem nauczycielem wspomagającym ucznia w pisaniu i przed tą przyjemnością mnie kapkę ogarnia strach.

      Usuń
  4. cóż - niestety muszę Cię zmartwić. ludzie albo się boją albo są oportunistami i jest tylko garstka innych i Ty która walczy i się sprzeciwia. my czyli cała reszta siedzimy cicho i przytakujemy dominującym albo jesteśmy jak ten facet co naprzykrzał się Larze z Dr żywago - jesteśmy takimi oportunistami że zawsze spadamy na cztery łapy...
    ciesz się niedzielą bo to dzień bez dyrektorów i pamiętaj że kiedyś przyjdzie kryska na matyska;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zmartwiłaś mnie, moja droga, bo ja to świetnie wiem. I nie dziwię im się już, że otwarcie opinii nie wyrażają, ale dziwię się, że i nieotwarcie nic nie widzą. Jakby ślepi byli, choć wydarzeń niefajnych wokół tyle, że kilka placówek byśmy nimi obdzielili. A Ty wiesz, że moje dwie koleżanki z innych stron kraju też tak narzekają: obie na dyrektorki, na kobiety.
      Jeszcze cztery lata, choć mam nadzieję na mniej.

      Usuń
    2. widać taki jest rodzaj ludzi - pieprznięci dyrektorzy którzy myślą że mogą wszystkim pomiatać. takie stare klempy. i nie chodzi mi o wiek tylko o jak zwykle stan umysłu.

      Usuń
    3. Nie powiem, że się nie zgadzam. Ale powiem, że źle mi z tym. Chciałabym szanować zwierzchnika.

      Usuń
  5. Klasyka - wszędzie tak jest - należy to zwyczajnie olać, bo jedynie się człowiek bezsensownie irytuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z naciskiem na bezsensownie, zdecydowanie. Jednocześnie, zdecydowanie za wiele wiem. Z różnych powodów więcej niż inni. To nie pomaga.

      Usuń
    2. Tumiwisizm, olewactwo. Ja na ten przykład - notorycznie zgrywam półgłówka, dzięki temu mam spokój :)

      Usuń
    3. Notorycznie zgrywam niby taką mądrą, zmienić się muszę stopniowo ;)))

      Usuń
  6. Odpowiedzi
    1. Tak. Zawsze jednak może się okazać, że ja jestem ludzisko. Czepliwe.

      Usuń
  7. Olać, olać - łatwo powiedzieć. Kojarzy mi się to ze starą firmą, też na co dzień intrygi, fałszywe uśmieszki i narzekanie po cichu, a oficjalnie merdamy ogonkiem, bo "tu nie lubią, jak się narzeka". Ech... Powtarzam to, co już napisałam u siebie - reset. Reset potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merdać trzeba, bo przecież od góry zależy, kto pracę zachowa, kto straci. Niby jest regulamin zwalniania pracowników, ale ten zawsze można dopasować do własnego widzimisię. Niestety, szefowa jest złośliwa. Kiedyś już pozbyła się świetnego nauczyciela. Szczęściem, dziewczyna dostała pracę o wiele lepszą niż w szkole.
      Na reset jest szansa dopiero w wakacje, a i to nie wiadomo. Musiałabym wyjechać do Chin i tam wyćwiczyć jakiś zen.

      Usuń
  8. U mnie w malej miejscowosci, dyrektor byl dyrektorem prawie 20 lat. To co sie tam dzialo i w zasadzie jeszcze dzieje, [ale juz niedlugo] to porazka. Totalna. I najgorsze jest to, ze jest co raz gorzej. Byc moze, wybory cos zmienia ale grupa trzymajaca wladze moze byc taka sama jak i przez ostatnie iles lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z czasem, z doświadczeniem na stołku plus z przeświadczeniem, że odwołanie mu nie grozi, dyrektorzy mają tendencję nabierania paskudnej pewności siebie. I paskudnego przekonania, że wiedzą wszystko, a jak nie wiedzą, to jest to niedopatrzenie innych.
      Sądząc z Twojego komentarza, mniej więcej wiesz, o czym piszę.

      Usuń
  9. Postaraj się olać, ale czy wytrzymasz nic nie mówiąc co boli najbardziej? Z poczatku nie wiedziałam w czym rzecz. Po przeczytaniu kilku komentarzy juz wiem, że o uczniów chodzi, heh. I chyba o resztę grona pedagogicznego. Kiedys bratowa mi powiedziała, że wolałaby stadko swoich dzieci uczyć niż obcych... a była dyrektorem szkoły. No cóż, dzisiejsze dzieciaki to skomplikowane stworzenia, hmm. Pozdrawiam. Maya vel L.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wytrzymam. Mówiąc, wkopałabym kogoś, a nie osiągnęłabym nic, bo ta osoba zawsze umie odwrócić kota ogonem, żeby na jej wyszło. I nie o ucznia chodzi, Mayu. W porównaniu z dyrekcją, młodzież bawi się w niegroźne gierki. Prędzej między sobą zresztą jeśli już.

      Usuń
    2. Lepiej nie walcz z wiatrakiem, Tanyu. Maya

      Usuń
    3. Właściwie nie walczę. Stąd te notki tutaj, gdzieś muszę otworzyć zaworki.

      Usuń
    4. Właśnie zaczynam otwierać swoje zawory... mam nadzieję, że się uda...

      Usuń
    5. Oby, moja droga, oby!

      Usuń
  10. jedna taka osoba potrafi wyrządzić nieskończenie wiele szkód .... przykro tkwić w takim układzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro. Ale poza tym jednym szczegółem, lubię to miejsce, tę pracę.

      Usuń
  11. chyba naprawdę musisz odpocząć :) ludzie są podli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta podłość mnie bezpośrednio ostatnio nie dotyka, ale smaga ludzi, których szanuję.

      Usuń
  12. Chyba łatwiej byłoby mi cokolwiek zrozumieć gdybym wiedziała o co dokładnie chodzi :P O ucznia, nauczycielkę czy dyrekcję :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Boże,tanuś...Co mam Ci napisać?We mnie już zabili pasję...Aż do choroby.No,mogę tylko napisać,że rozumiem.Bo rozumiem,naprawdę...Bardziej,niż umiem to wyrazić...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, Liv, wiem.
      I nic to. Ja twarda jestem, łatwo się nie dam. Gdzieś tylko muszę wylać wściekłość i żale. Tu jest dobre miejsce. Poza blogiem mam o tym z kim pogadać, ale tam się wzajemnie nakręcamy: tutaj zawsze pojawi się ktoś, kto powie, żeby ręką machnąć, bo zdrowia szkoda. I to jest wielki blogowania cud.

      Usuń
  14. Jakbyśmy w tym samym miejscu się znalazły. Aczkolwiek wczoraj uświadomiłam sobie, że - zupełnie bezpodstawnie - największym zamartwieniem tego tygodnia był wyschnięty klej biurowy. Oznacza to, że nie dość, że ludzkie zachowania przestają mi zaprzątać głowę, to jeszcze przeszłam do stanu radosnej rezygnacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to też jak u mnie. Wczoraj był realny problem, przeoczyliśmy coś, co nie powinno być przeoczone. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że wciąż się jeszcze dało naprawić, choć gimnastykowałyśmy się mocno. A dla dyrekcji najważniejszą kwestią był właśnie taki wyschnięty klej. Nawet nie zapytała, czy udało nam się odkręcić. Stąd żal. Bo pomagać nam nie musi; trudno, żeby uczestniczyła fizycznie w każdym działaniu.

      Usuń
  15. Tak już bywa, że jakby trzeba było się sprzeciwić, to większość nie ma odwagi, albo nie chce zaczynać dyskusji, bo przecież wyjdzie na tę złą, której nic nie pasuje, kiedy zaś innym wszystko niby odpowiada. Strasznie mnie czasem wkurza też to, że w sumie niewiele można zrobić, kiedy ktoś naprawdę poniekąd ma władzę i jej nadużywa.
    Majówka za pasem - skorzystaj, wypocznij. ;) A jak nie pomoże - to oby do wakacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jest sytuacja, że właściwie prawie nikomu taka sytuacja nie odpowiada. Mówią to po cichu, głośno nie poprą kilku odważniejszych nigdy. I drażni mnie, kiedy po raz któryś słyszę, że jak to dobrze, że ja jestem odważna. Niedobrze właśnie, bo potem wieczorami i tutaj to odchorowuję.
      Z majówki korzystać chcę, ale... ale o tym dziś.

      Usuń
  16. jak to mawia moja znajoma, są ludzie i parapety, cokolwiek to znaczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to ja jestem parapetem? Wiecznie niezadowolonym.

      Usuń
  17. TRUSKAWKI ????????????????????? a skąd masz już truskaweczki ???????

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to skąd? Ze sztucznej hodowli. Ale ja mam żołądek żelazny, to sobie pozwalam na jedzenie pestycydów ;)

      Usuń
    2. aaaaaaaaaaa sztuczne ... to ja czekam na nasze te prawdziwe :))) jeszcze "chwilka" i będą ;D

      Usuń
    3. Sorry za marudność, Polluśka, ale jak tak będzie lało, to się utopią ;|

      Usuń
  18. Jeszcze dwa miesiące i wakacje !!!!!! Dasz radę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Haaa, mam wrażenie, że poznałaś mojego brata :(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że on gnębi czy jest gnębiony?

      Usuń
    2. Despota zatwardziały... i ostatnio postawiłam się mu i powiedziałam DOŚĆ... możesz wyobrazić co się dzieje, gdy stracił nade mną kontrolę...

      Usuń
    3. To niefajnie. Ale bardzo! fajnie za to, że mu się postawiłaś. Tak trzymaj! Nie zależysz od niego (mam wielką nadzieję), więc niech Cię cmoknie w nos.

      Usuń
  20. Się nie dziwię. Ja się w razie czego nauczyłam odcinać i robić swoje. Ale u nas skala nie ta i coraz mniejsze pole do popisu. Albo mi się tak wydaje;-)
    Czy ja dobrze wyczytałam, że dyrekcja? To by było do d...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też, ale jako powiernica Vice wiem o dużo za dużo, i to morduje. Zresztą, wszyscy są zmęczeni. To widać, to słychać, to czuć.
      Tak, o dyrekcję. I tak, jest do dupy.

      Usuń
  21. Trzymaj sie od tego wszystkiego z daleka. I rob dalej to co robisz czyli zyj najlepiej jak sie da wpatrujac w magie czasu i natury, w pzreciagajace sie leniwie koty, w zielone listki otwierajace sie na drzewach, w malutkie zawiazki platkow liliowego bzu, w ptaki niezdarnie skaczace po plocie. I wsluchuj sie w spiew ptakow, ktory teraz wiosna jest najpiekniejszy. I wdychaj wiosenne powietrze. Zycie jest zbyt cenne by tracic czas dajac sie wciagnac w siec cudzych gierek i intryg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie daję się w nie wciągnąć, ale o nich wiem. I mnie drażnią. Ale zresetowałam się we wtorek, nieźle jest. Tylko ten deszcz i chłód, i deszcz.

      Usuń