W diabły poszło moje wczorajsze postanowienie zignorowania zaokiennej ponurości, wyjechania poza pipidówkę i zajrzenia w oczy kamiennym posągom. Ranek powitał mnie egipskimi ciemnościami, dalekimi grzmotami i deszczem bębniącym o blaszany dach. Nie czerpię wielkiej przyjemności z ekwilibrystycznych starań robienia zdjęć pod parasolem, czemu dałam wyraz na najpopularniejszym portalu. W zamian otrzymałam psychologicznie abrakadabra, które miało mnie wzmocnić od wewnątrz, a jedynie wewnętrznie zirytowało. Humor poprawia mi jedynie konsekwentna szarość i burość natury, dzięki której nie gryzą mnie wyrzuty sumienia, że nie wsiadłam w poranny pociąg na wschód. Wprawdzie uparcie ostatnio fotografuję wilgoć, płaczący kamień mógłby więc wkomponować się w krąg moich zainteresowań, jednak wizja przemokniętych stóp i przesiąkniętego nosa odstrasza mnie skutecznie. Nienawidzę kataru, a ten wydaje się szczególnie lubić mnie, przez co całkowicie odpadają szaleńcze tańce na łąkach zroszonych poranną rosą. Alergia też sprawy nie ułatwia. Znamienne, że przez 55,2% życia nie byłam uczulona na nic, teraz kicham na wszystko, co wokół. Tak czy inaczej, z katarem czy bez, w każdym wolnej chwili, a tych w tych dniach wyjątkowa obfitość, będę wyczyniała różnorakie tańce - połamańce, które pozwolą mi wyczarować sobotnie i niedzielne słońca, i pojadę wreszcie tam, gdzie jadę od miesiąca, a nie dojeżdżam przez chłód, deszcz czy śnieg. Chętnie, szalenie chętnie, pojechałabym również na Mazowsze i Suwalszczyznę. Zaproszenia dziś otrzymałam, skorzystać mi mało zręcznie. Bynajmniej nie dlatego, że zapraszających kobietek w życiu nie widziałam i jakbyśmy na siebie zareagowały nie wie nikt, ale dlatego, że spontaniczne wydostanie się z pipidówki dla kogoś tak niezmotoryzowanego jak ja wymaga co najmniej dyplomu z logistyki z wyróżnieniem. Tudzież prywatnego jumbo jeta. Póki nie ma takiegoż w hangarze za domem, przykuta jestem do jadących pięć razy dziennie w dwie strony pociągów. I, można rzec, w jedną stronę busa. Siedzę więc murem w domu i wyłączam telewizor, który od niemal tygodnia mówić ani pokazywać nie powinien, a wciąż w tle gra. Wyłączam, bo informują tam o gradobiciu w Będzinie i że nawet kiepskie dni można spędzić twórczo, wyobraźni trzeba jedynie. Ani krzty jej sobie nie zostawiłam, bo podsuwa mi widoki trupów pod dywanem i szkieletów w szafie, klikam więc bezmyślnie w durne gry, słucham deszczu w rynnie, głaskam ślimaka po rogach i wypełniam się trelami skrzydlatego maleństwa zasiadającego na szczycie gruszy. I rozkoszuję się pomysłem dokupienia węgla w kwietniu. Jest jak znalazł na depresyjny maj.
Na Suwalszczyźnie nie pada, jest około 20 stopni, słońce, choć nie ostre. Może przemyśl? A ptaki jak śpiewają i liście się rozwijają dopiero, cudne odcienie zieleni wokół.
OdpowiedzUsuńPrzemyśliwuję ;)
UsuńU mnie też ptaszki świergolą jakby nie padało. I zieleń soczysta jakby nigdy nic. Wyszłoby słońce, wyszłaby tęcza. I byłoby kolorowo.
u mnie o 8.30 rano było tak ciemno, że musiałam światła załączyć, już myślałam że to jakaś apokalipsa ale skoro w Będzinie było gradobicie to może to dlatego bo Będzin nie tak bardzo ode mnie daleko ...
OdpowiedzUsuńLu poszedł do pracy, widać przeczuł, że pogoda nie rozpieści a ja nadal gmeram w kartonach i końca nie widać gdzie mam te nowe sprzęty pochować.
U mnie w okolicach ósmej się akurat rozjaśniło. Na złość mnie, oczywiście. Pociąg do rzeźb w kamieniu miałam przed ósmą i do jego odjazdu lało niemal jak z cebra.
UsuńCzas na większe mieszkanie ;)
to jednak zrobiłaś te fotosy ???
UsuńTaaaaaaaa chyba na całą koamienicę ;]
Nie, nie. Skoro lało, nie pojechałam, bo to bez sensu.
UsuńOd razu całe miasto. Albo pipidówkę chociaż ;)))
No cóż o zimnym maju śpiewała już wiele lat temu Kora. I jakoś żyjemy. Damy i teraz radę. Z książkami, radiem ,komputerem i telewizją. A jeśli nie leje - to na spacer...
OdpowiedzUsuńPewnie, że damy. Choć książek, komputera i telewizji mam już serdecznie dość. Na spacer pojechałam wczoraj. Akurat, kiedy się zebrałam, zaczęło siąpić, ale i tak wybyłam na pół godzinki.
UsuńKochana ty mi nic o deszczu nie mow. 2 dni temu wracalam z zakupow w polowie drogi do domu zlapal mnie grad z takim deszczem ze jeszcze w zyciu tak nie przemoklam. A w glowe dostawalam jajkami rowno, bo bylam bez parasola. teraz lecze zaziebienie, bo przemoklam az do bielizny. wrrr
OdpowiedzUsuńUhhh, niefajnie. Mam nadzieję, że się nie rozchorowałaś.
UsuńJa ostatni raz tak zmokłam latem kilka lat wstecz, ale przyznam, że było to cieplutkie, przyjemne zmoknięcie. I obeszło się bez kataru, choć brodziłam boso po kałużyskach.
Nie na szczescie, obylo sie bez rozchorowania. Tylko zatoki daly mi popalic, ale raczej mysle ze to od nie wyrwanej osemki ktora mnie maltretuje od kilku dni musze sie w koncu wybrac do chirurga i ja koniecznie usunac bo mi sie sypac zaczela. Najgorsze, ze ona mi chyba wrasta w zatoke szczekowa i boje sie co to bedzie;/ bo odzywa mi sie za kazdym razem jak mam hore zatoki :|
UsuńJezusie drogi jak ja napisalam Chore :D c mi sie nie wcisnelo wybacz:D
UsuńA tam się będziesz drobiazgiem przejmować: ja wiem, że Ty tak omyłkowo :)
UsuńChore zatoki też niefajne są, czasem sama cierpię, więc wiem. A jeszcze, jak piszesz, w połączeniu z zębem, to już sparowane nieszczęście. Więc tym bardziej do chirurga marsz!
Wraz z przyjaciółkami planowałyśmy wyjazd nad morze w majówkę już od dwóch tygodni - oczywiście tylko na popołudnie i wieczór, bo także z pipidówki pochodzimy. Tak jak mówisz, potrzeba wtedy logistyki, zatem: załatwiania auta, ewentualnego wolnego dnia w pracy (bo jedna pracuje w restauracji, a te są pootwierane w święta państwowe przecież). I na szczęście nam pogoda dopisała. Humor również. Będą fotki na blogu. ;)
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci, aby depresyjny szybko zamienił się w radosny i optymistyczny.
Tak, cały czas właśnie słyszałam (dziś już chyba nie), że na północy chłodniej, ale słoneczniej, jaśniej.
UsuńLiczą na jutrzejszy i niedzielny wypad. Jestem już tak zdeterminowana, że gotowa jestem zignorować ewentualny deszcz.
Napisz po powrocie jak się bawiłaś. Mam nadzieję, że dobrze. ;)
UsuńZmarzłam nieco, ale warto było :)
UsuńDruga część zdania bardzo mi się podoba. ;)
UsuńMnie też :)
UsuńNad moim niebem czarne chmury, ale ptaszki dają cudowny koncert...wsiądę w auto i -zamiast te 0,5km rowerem podjechać- siądę z rodzinką przy stole- czekają na mnie zamówione placki ziemniaczane ;) Nie ruszam się nigdzie, bo piętrzące sprawy mnie usidliły, ale i tak z zazdrością patrzę na południe. Tam burze, ale ciepło i słońce...żal, że zimno. Za to nie muszę podlewać 250 sadzonek ;P
OdpowiedzUsuńTak ptaszki wydają się niewzruszone. U mnie na gruszy wciąż taki jeden (chyba ten sam) wyśpiewuje piosenki.
UsuńNa południe z zazdrością patrzysz? Ja wprawdzie na północy śląskiego, ale to i tak bardziej południe niż północ i ani słońca u mnie, ani burz. Fakt, że nie najzimniej. A w prognozie mi ciągle gadają, że na północy słoneczniej.
Było ciemno.Kilka zygzaków przecięło niebo. Wielkie krople deszczu umyły szyby.Zimno:)cyg@
OdpowiedzUsuńU mnie tylko pogrzmiało, postraszyło. Wolałabym ciepłą burzę niż ten nieustanny deszcz.
Usuńwięc powiem Ci że u mnie tak samo. miało już być ciepło - ale to chyba była pogoda dla Hiszpanii nie dla mnie bo u mnie pada i nie wiem skąd brać węgla bo już zapasy mi się kończą - na samych oparach jadę. dzisiaj była tak ponura pogoda u mnie że większość czasu przespałam. a może po prostu zeszło ze mnie stres bo nareszcie wszyscy mi bliscy są w domu. i znowu zbaczam z tematu. chciałam tylko powiedzieć że to powinno być maj. a ja czuję w kościach jakby to był początek marca. tylko się zakopać z ciepłą herbatką i kryminałem i z ramieniem ukochanego pod bokiem i czekać bo tylko to nam pozostało.
OdpowiedzUsuńTa pogoda chyba jednak nie była dla Hiszpanii: o uszy mi się obiło, że tam kilka dni temu spadł śnieg.
UsuńJa na oparach jechałam prawie przez cały marzec i kwiecień, licząc na to, że pogoda się poprawi i nie będę musiała węgla kupować, zwłaszcza w perspektywie nadchodzącej przeprowadzki do bloku. Ale nie dało się bez, pół tony zamówiłam.
Też dużo śpię. Po wczorajszej pobudce w okolicach szóstej (miałam przecież jechać), dziś spałam do 10.30. I wciąż jestem niewyspana :)
jacyś naukowcy, nie wiem czy to amerykańscy czy rosyjscy wydedukowali że będzie tak jeszcze przez ... 250 lat. że albo zimno albo ... jeszcze zimniej.
Usuńa ja czytam. moje ukochane kryminały. to najlepszy czas na te jesienne;)wieczory;)
O rany... Jest jednak nadzieja, że naukowcy nie są nieomylni i za czas jakiś wysnują kolejną teorię.
UsuńA ja czytać próbuję. W łóżku. Co skutkuje tym, że zasypiam po kilku stronach.
to masz jak moja siostra. ona ledwo przeczyta stronę a już wpada w objęcia Morfeusza.
UsuńA może nie te książki wybieramy?
Usuńto nie tak. książki zawsze są ciekawe, to raczej chyba macie ciekawsze sny?
UsuńKawa,kawa,kawa...
OdpowiedzUsuńU nas też pada,jest ponuro,z tym,że mnie,totalnemu odmieńcowi to niespecjalnie przeszkadza.O wiele bardziej dołuje mnie fakt,że z długiego weekendu MMŻ będzie miał wolną niedzielę...
Wiesz, że powoli mam już kawy dość? Prawie niemożliwe, a jednak. Przeplatam herbatą, wodą, sokiem i piwem.
UsuńGdybym nie miała planów i rowerowego zapału i mnie może by ten deszcz tak nie drażnił. Jednak żadna to przyjemność pedałować w mokrym i w mokrym spacerować, więc się wściekam. I mam nieustanną nadzieję, że jutro będzie lepiej i w końcu pojadę.
zimo i u mnie. żeby chociaż chciało popadać a tu susza...
OdpowiedzUsuńTo ja Ci deszcze wysyłam: u mnie właśnie kapie. Mniej więcej od południa.
UsuńMam nadzieję, że ten maj się ogarnie i nie będzie taki deszczowy.
OdpowiedzUsuńMa się ogarnąć od poniedziałku. Niech mnie w cztery litery całuje, o!
UsuńGdy deszczyk popada to potem piękne kwiatuszki zakwitną, zobaczysz :)
OdpowiedzUsuńOwszem, ale póki co deszcz trzyma mnie w domu, a tu się nie zresetuję. Muszę wyjechać.
UsuńCo nie znaczy, że nie cieszę się na te przyszłe kwiatuszki :)
Jasny gwint, nie dość, że na Onecie znikały nam komentarze, to jeszcze to samo na Bloggerze!
OdpowiedzUsuńNie lubię powtarzać komentarza, bo już wtedy nie jest pierwszej świeżości.
Pamiętam, że chciałam, aby ktoś Cię sfotografował, jak wyczyniasz "szaleńcze tańce na łąkach zroszonych poranną rosą". Jeśli się to zdarzy, to obowiązkowo wyślij mi takie zdjęcie. Pisałam też, że do blogowych znajomych mogłabyś wybrać się autostopem. Chciałabym też zobaczyć Twój hangar.
Buziaczki suche, ale niezadowolone z pogody.
Muszę sprawdzić, może wpadłaś do spamu?
UsuńDomyślam się, że moje ewentualne szaleńcze tańce będę wyczyniała albo samotnie i nie będzie mi miał kto zrobić zdjęcia, albo w upojeniu i wtedy wolałabym, żeby nikt mi nie robił zdjęcia. Ale... gdyby jednak, będę pamiętała. Podobnie z hangarem: znajdzie się jumbo jet, znajdzie się i hangar. Hmm, ciekawe, czy z autostopu by coś wyszło.
Buziaczki słoneczne, oczywiście, kiedy weekend się kończy.
Nie wiem, jakim cudem mogłabym Ci wpaść do spamu, ale wszystko może się zdarzyć. A nie obawiasz się, że ktoś postronny sfotografuje Twoje szaleńcze tańce i zamieści w internecie? Może któryś z uczniów?
UsuńMy mamy tylko zabałaganiony garaż, do hangaru potrzebny jeszcze pas startowy i nadmuchiwany autopilot, sam odrzutowiec nie wystarczy;)
Buziaczki deszczowe.
Pocieszę Cię kochana, bo wcale Ci się nie dziwię, że w taką pogodę nie chce Ci się wychodzić z domu :P Wręcz nawet się nie powinno, bo nie dość, że byś gdzieś pojechała, przemokła to wcale by Ci się to nie podobało, bo popsułby Ci się humor to jeszcze kto wie czy jakąś chorobą to by się nie skończyło :) Tak więc deszczową pogodę pozostawmy dla marzeń, a słoneczne dni, które na szczęście też mamy wykorzystujmy jak najlepiej :D
OdpowiedzUsuńI tak mnie wczoraj kapkę zmoczyło, ale mżawka raczej. Za to zmarzłam, ubrałam się, jakby miało być powyżej dwudziestu, a tu niekoniecznie.
UsuńJak na złość, te słoneczne dni zwykle są wtedy, kiedy ja w pracy. Albo zdechła po pracy ;)
Heh no niestety i w tym tygodniu pogoda niestety też będzie piękna do piątku :) Od piątku popsuje się i będzie padał deszcz cały weekend :) W czwartek stopni 30 a w piątek 8 ;)
UsuńTak właśnie słyszałam i znów mi to nie w smak, bo chciałabym kontynuować zaplanowane na majówkę wypady, a tak...
UsuńO losie, u nas nie pada od wielu dni !!! A wyjechać należy, jak jest okazja to nawet trzeba !!!
OdpowiedzUsuńTo ja Ci trochę naszego deszczu podeślę przy najbliższej okazji: weekend się kończy, to się słońce pojawiło.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńPrzecież maj, to najpiękniejszy miesiąc :) dopiero się zaczął, zatem nie sądźmy go na wstępie.
Pozdrawiam z uśmiechem na kolejne dni :)
Prognozy mówią, że ten najpiękniejszy nie będzie, ale... jak mu się polepszy, zwrócę mu honor ;)
UsuńW drugi majowy dzień stałam przez 9 godzin w deszczu. Tak dla koncertowej przyjemności.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy bym da Pink Floyd. I w ogóle dla kogokolwiek. Za stara już jestem na takie deszcze ;)
UsuńTeż myślałam, że za stara jestem. Miałam dwie chwile zwątpienia i silne postanowienie: "wracam do domu". Ale zaraz potem włączyło mi się moje: "cooo? ja nie dam rady?!" I zostałam. I zmokłam ;)
UsuńI pewnie odjazdowo było :))
UsuńZawsze na twarzach moich znajomych maluje się spora doza niezrozumienia, kiedy odmawiam chodzenia pod parasolem w największy deszcz. Albo kiedy stwierdzam w najbardziej deszczowe i pochmurne majowe popołudnie, że pójdę na rower ;) Na szczęście mam braciszka, który chętnie mi potowarzyszy w pokonywaniu kałuż i bajorek.
OdpowiedzUsuńA katarem się nie martw, jednego roku jest, a później nagle mija. Kiedyś się dowiedziałam, że chusteczki podrażniają błonę śluzową nosa i dobrze jest korzystać z takich domowych, materiałowych. Nie moją w sobie tych proszków, które sypią, żeby te jednorazowe były białe jak śnieg.
Liczę na to, że mój minie, bo gnębi mnie zawsze po przemoczeniu nóg i już najwyższy czas, żeby przestał, bo - śladem przyjaciółki - zamierzam po czterdziestce spróbować wielu rzeczy, choćby tego tańca na rosie :))
UsuńJa jednak chadzam z parasolem, zwłaszcza w kierunku szkoły, bo wolałabym tam nie wyglądać jak zmokła kura, ale generalnie wolę poruszać się bez niego. I dlatego w deszcz nie łażę. Wiem, wiem, staruszka mentalna jestem, no.
ojeny to gdzie ty mieszkasz??
OdpowiedzUsuńu mnie bylo w majowke cudnie
pogoda dopisala jak nigdy
tylko jeden dzien byl chlodniejszy ale reszta cieplutka i sloneczna
dzieki temu sie opalilam co przy mojej jasnej karnacji jest nie lada wyczynem
Na południu, moja droga, na pochmurnym w majówkę południu. Koleżanka pokazywała mi dziś zdjęcia znad morza: gorąco nie było, ale słońce świeciło każdego dnia, a u nas... szkoda słów.
Usuńpozostaje mi tylko ci wspolczuc i zyczyc by i do was slonce zawitalo
UsuńJuż jest. Od wczoraj, czyli na koniec majówki, jest.
Usuń