Niespiesznie. Noga za nogą. Zasłuchuję się w ciszę. Zatapiam w las. Nie w jazgot emocji. Te urządzają hałas w tle. Słucham ich. I nie słucham. Zależnie od godziny. Zależnie od pory dnia. Pstryk! Coś się popsuło. Jeszcze nie jestem pewna. Nie jest czarne na białym. Pękła jednak przedostatnia nić. Rozjaśni się za kilka dni. Stawiam bezmyślne pasjanse. Oczekuję, że się zejdą. Potwierdzą wykutą teorię. Różnie to z nimi jest. Przydługi prima aprilis trwa od pięciu dni. Przejmuję się troszeczkę. Ronię krokodyle łzy. Teraz wtulam się w skarpety. Wypinam się na świat. Nikita wskakuje na kolana. Nie potrzeba więcej nic.

Szukałam ironii i przebłysku optymizmu i chyba nie znalazłam
OdpowiedzUsuńNie tym razem, fakt. Ale spacer sprawił mi niekłamaną przyjemność.
UsuńSuper, a ja oczekuję wciąż ciągu dalszego...Serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCiągu dalszego? Się zgubiłam :)
UsuńSerdeczności odsyłam.
ja mam tej zimy dosyć nawet mnie nie cieszyły te Święta bo ciągle musieliśmy auto z zasp wypychać ....
OdpowiedzUsuńMnie dziś cieszyło brodzenie w śniegu po kostki. Zajęta byłam zdjęciami i słuchaniem lasu. To jedyny czas, kiedy zimy nie widzę.
Usuńpiękną zimę mamy tej wiosny....
OdpowiedzUsuńMamy. Ale czy piękną?...
Usuńmnie już nic nie cieszy. kompletnie nic. a brodzenie w sniegu po prostu wyczerpuje moje serce. i tak w koło wojtek....
OdpowiedzUsuńMnie wciąż cieszą wypady po zdjęcia. Wypady po opał jakby trochę mniej.
UsuńKocham przebywać w lesie :) Takie kojące uczucie sprawia podsłuchiwanie ptasich melodii, oglądanie wysokich drzew :) Chociaż idąc po lesie w kwietni wolałabym widok jak wszystko się budzi, rozkwita. Piękno natury ta wiosna, na którą teraz niecierpliwie czekamy. Ale w sumie 2 lata temu gorsza niż teraźniejsza pogoda była, aż w maju! Więc nie ma co narzekać :P
OdpowiedzUsuńPozdrowienia z nadzieją, że jajko smakowało :)
Też kocham. Jestem więc szczęściarą, że las mam na wyciągnięcie ręki: wychodzę za furtkę, a tam las. W sierpniu będę miała już trochę dalej, ale wciąż blisko, rzut beretem.
UsuńMówisz o maju, w którym spadł śnieg? Ale wtedy spadł i poleżał chwilę, a teraz... na Alaskę mnie przenieśli wbrew mojej woli, no.
Dzięki, jajko smakowało. Ja generalnie lubię jajka :)
Uwielbiam łono natury... Ale do lasu bym się nie wybrała teraz, bo mam dość daleko, a jak piszesz - prima aprilis trwa...
OdpowiedzUsuńMoże to lepiej mieć daleko: nie wracasz wtedy z nogawkami ufloganymi do kolan, ze śniegiem w butach i z dłońmi jak kosteczki lodu ;)
UsuńPoczekaj do lata,wtedy nie będziesz chciała wejść do mnie:)Twoje narzekanie na zimę,to nic w porównaniu z moim marudzeniem na dyżurny temat: +35 stopni w cieniu,ja nie żyję.
OdpowiedzUsuńPrawda jest taka,że moje serce fatalnie znosi upały,wiszę na klimatyzatorze i usiłuję przetrwać.Zima zaczyna mi przeszkadzać,kiedy jest minus ileś tam z tego samego powodu-serce.Ale jęczę zgoła tak,jakby te upały oznaczały koniec świata,który skądinąd chyba specjalnie by mnie nie zszokował.No,na pewno mniej,niż upały:)
Mogę więc z czystej sympatii do Ciebie,wbrew sobie,pocieszyć Cię wizją roztoczoną wczoraj przez jakiegoś hydrologa,że w kwietniu będą już-upały.
No tak, kiedy w grę wchodzą problemy zdrowotne, nie ma dyskusji - narzekanie jest usprawiedliwione. Szkoda, że nie da się tak, żeby u mnie było jak w piekle, a u Ciebie odpowiednio ciepły chłodek.
UsuńCiekawa jestem, czy ów hydrolog miał na myśli upały po Twojemu, czy po mojemu :))
Krokodyle łzy to sprytny myk. Czasem/często się przydaje :))))
OdpowiedzUsuńO zimie (przepraszam, wiośnie) nawet nie mówię.
Sprytny. Z tym, że mają mały sens, kiedy ich nikt nie widzi.
Usuńwiosna w tym roku przyszla w takim stylu ze az zima powrocila by to zobaczyc
OdpowiedzUsuńHa, no tak...
Usuńja czasami tez potrzebuje sie wypiac na caly swiat . . .
OdpowiedzUsuńTo śmiało. Pomaga, wierz mi.
Usuńtrzymaj sie Babo
OdpowiedzUsuńTrzymam się, czego się da.
UsuńNawiększego psikusa dała nam wiosna, Taniu,ech... I skończy się (zima) chyba na koniec kwietnia. Oby maj był prawdziwy :). Pozdrawiam serdecznie :) Maya
OdpowiedzUsuńNie, nie, tak źle nie będzie. Ja jednak liczę, że w poniedziałek coś w tej kwestii drgnie. A maj będzie piękny i już! No, musi być.
UsuńNie tylko Ty czekasz na to słońce :) Ale według prognozy pogoda wiosenna zrobi się dopiero po 10.04 :(
OdpowiedzUsuńLepiej po dziesiątym niż po szesnastym, jak wieszczy nasza szkolna pogodynka.
UsuńMyli się :) Dziś w Częstochowie mamy już przecież 8 stopni z samego rana i piękne słońce a w piątek lub w sobotę ma być wreszcie 16 stopni na plusie :D Skąd wytrzasnęliście tą pogodynkę? :D
UsuńSamozwańcza jest, ale wielu jej słucha. Ja nie słucham żadnej pogodynki, wyglądam przez okno i wiem :)
UsuńTa zima to jakieś jaja !!
OdpowiedzUsuńI to niemałe! ;)
Usuńwłaśnie - nie potrzeba nic więcej. Prima Aprilis zrobiło sobie sam psikusa i zima trwa.
OdpowiedzUsuńWciąż trwa. Może jutro sobie pójdzie? Mówią, że pojutrze już na pewno.
Usuńnadzieja umiera ostatnia;)
UsuńA czasem by się przydało, żeby wzięła i umarła. Człowiek by się nie łudził nadaremnie.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńA ja Ci przesyłam uśmiech promienny i zapraszam na łyczek naleweczki i pogaduszki ;)
Pozdrawiam gorąco ;)
Naleweczki? Zaraz lecę :)
UsuńTanyuśka!! kiedy będzie wiosna??? może u Ciebie wcześniej ruszy do boju, bo Ty ciepłolubna żeś jest... pogoń ją nieco, bo i asertywności Ci nie brakuje... U mnie prima aprilis trwa równie przydługo...
OdpowiedzUsuńWygląda na to, że asertywnością bije mnie zima na łeb, na szyję. U mnie na razie niemal nie drgnęło: niby kapkę cieplej, niby już nie sypie, ale ponurość wciąż trwa.
Usuńtak tak, piękną mamy wiosnę tej zimy ;/
OdpowiedzUsuńPrawda?...
UsuńTanyu, czy Ty masz na drugie imię Enigma? Czy muszę się domyślać, co autorka miała na myśli?
OdpowiedzUsuńBuziaczki jasne i dokładnie sprecyzowane.
Nie, Enigma nie, ale za to na drugie mam Sylwia i wyczytałam, że to synonim dzikości. Więc powiedzmy, że ze mnie dzikus i powiedzieć wiele nie chcę ;)
UsuńA poważnie, Aniu, to się kapkę wiele pokomplikowało i wcale nie o zimę chodzi. Na razie jednak sytuacja wciąż nie jest wyklarowana, więc pomilczę. Zresztą, już nie jestem tą ekshibicjonistką co kiedyś.
Buziaczki z tajemnicą w tle.
Sylwia pochodzi od łacińskiego silva czyli las. Więc nie musisz być dzika, bo wtedy byłabyś Barbarą od barbarus- dziki. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo wiesz, że bardzo dawno miałam łacinę.
UsuńCoś niecoś się domyślam, ale niekoniecznie właściwie. Z tym ekshibicjonizmem to masz rację, bo nie warto zbytnio obnażać swoje życiowe problemy.
Buziaczki zaciekawione.
Według internetu Sylwia znaczy leśna, ale i dzika. Zupełnie nie znam się na znaczeniu imion (znam jedynie znaczenie swojego), więc sprawdziłam.
UsuńSprawa tyczy mnie i Duńskiego, jak się pewnie domyśliłaś, Aniu - nie stało się jednak nic drastycznego właściwie, zawirowało, ale ja przyjmuję to na bardzo, może za bardzo, spokojnie.
Wiesz, że jest męskie imię Lasota od łacińskiego Sylwestra. Szkoda, że nie ma takiego imienia żeńskiego, wtedy nie byłoby problemu. Znam jedynie łacińskie wyrażenie "silva rerum" - "las rzeczy", bo to musiałam wiedzieć z literatury staropolskiej.
UsuńWłaśnie o tym myślałam i cieszę się, że przyjmujesz to tak spokojnie, bo widocznie to nic ważnego.
Buziaczki uspokojone.
Mi do lasu nie po drodze. Mam lasek, ale jest okupowany przez Żuli (wieczorami) i podpitą młodzież (w czasie wagarowym). Zazdroszczę spacerów!
OdpowiedzUsuńA zima mogłaby już iść precz.
Ja mam las za płotem, wcale niemały las. Czasem i u mnie koło ścieżki stoją panowie z flaszeczką, ale niegroźni są, nie zaczepiają. Za to śmiecą niemożliwie...
UsuńLas pozwala mi się wykrzyczeć. Bez względu na pogodę, nawet zima wiosną mi w tym nie przeszkadza. Tylko w tym...
OdpowiedzUsuńAle też krzyczysz tam po cichutku? Ja krzyczę w milczeniu, w środku. Uwielbiam leśną ciszę. Jest w niej magia, inny świat.
UsuńTak!
Usuńczasem coś się psuje, czasem telefon milczy, czasem serce milczy czasem dzieją się różne rzeczy które zmieniają wszystko - las pomaga, zawsze
OdpowiedzUsuńCała prawda...
Usuń