Powoli mija weekend wypełniony mało hedonistycznym, acz rozleniwiającym nic. Duński wyjechał, koty uprawiają za oknem nieskrępowany seks, śnieg niezmiennie pokrywa połacie zarośniętego lasu, a ja sobie tkwię. Napisałabym coś tutaj, wokół jednak dzieje się niewiele, choć dzieje się wiele. Wszystko to jednak albo nie wzbudza większych emocji, albo budzi te, które już odmieniłam przez wszystkie przypadki. Kawa błyskawicznie stygnie w niebieskiej filiżance, ma niespecjalny smak. Mam ochotę wypić ją z mlekiem, dosypać imbiru, kardamonu, cynamonu, nie chce mi się jednak po to mleko iść. Limit chęci spacerowania wyczerpałam wczoraj. Z dumą przyniosłam skostniałe dłonie i kilka niezłych ptasich zdjęć. Dziś głowa ciąży od wczorajszego grzechu zapalenia papierosa, pulsuje w okolicach skroni, tępo ćmi. Książka leży odłogiem, na stertę rzucam gazety. Czekają na bardziej sprzyjający czas. Przerzucam telewizyjne kanały w poszukiwaniu nie-Stocha i nie-Kowalczyk, nie znajduję jednak nic. Powinnam nauczyć się doceniać rozmemłaną papkę, skoro nocą, kiedy zdarza mi się znaleźć coś wartego obejrzenia, po kilku kadrach zapadam w kamienny sen. Niegdyś przeszkadzał mi w zaśnięciu najmniejszy szmer, teraz mogą szeptać pod poduszką krasnoludki, mogą krzyczeć kocie orgazmy, mogą syczeć toksyczne myśli, nie przeszkadza mi w śnieniu nic.
W Japonii kwitną wiśnie. A mnie w głowie porwane od Milky gra.
I obiecałam, że w wolnej chwili zajrzycie TAM.
I może dodacie, dlaczego przychodzicie tu.
Och,jak ja Cię rozumiem:)Mnie ratuje kuchnia z aneksem jadalnym,gdzie wszystko mam pod ręką i mogę 'podjechać'po potrzebny drobiazg.Inaczej patrzyłabym na stygnącą kawę i nie miała sił/ochoty na pójście po mleczko:)
OdpowiedzUsuńA wiesz, że ja niegdyś piłam kawę z mlekiem tylko w gościach i w kawiarni? Teraz mnie jakoś na to mleczko wzięło. Najpewniej dlatego, że Duński kupił nie tę kawę, co potrzeba. I do tego chyba największy możliwy słój :)
UsuńA po mleczko do sklepu muszę, aaaaaa!
Ja mam podobnie:)A mówiłam,że mało nas dzieli:P?
UsuńJeszcze trzy tygodnie temu wyłącznie espresso.Bezsmakowe.A od kilkunastu dni wyłącznie cappuccino,o smaku cappuccino albo czekolady:)A kawę piję tylko u osób,co do których mam 'kawowe'zaufanie;)
I wyłącznie czarną:)
A co do kawy,kupić nie tę co trzeba to masakra:)Dlatego ja kupuję sama.Zresztą,tylko u jednej Pani w sklepie z kawą i herbatą.Jeśli zakupu dokonuje Nastka lub MMŻ Pani Krysia wie,co mają kupić:)))
Cappuccino. Rany, jak dawno nie piłam cappuccino z prawdziwego zdarzenia.
UsuńJa jakąś szczególną znawczynią kawy nie jestem, ale nie wszystkie lubię i akurat Duński w nielubianą się wstrzelił. Wprawdzie pamiętał tę lubianą, ale nie mógł jej na sklepowej półce wypatrzeć. Choć była, potem widziałam, że była. Ech...
Dlaczego tu przychodzę?Bo Cię lubię,jako człowieka i ufam Ci,na ile można ufać internetowo:)I przychodzę z egoistycznych powodów-kocham Twój styl pisania,tę lekką zabawę słowami,pod którą zawsze coś odkrywam i już nawet nie zazdroszczę-bo tanya jest tylko jedna...
UsuńUśmiecham się do tego zdania o zaufaniu, bo mam tak samo: siedzę tu tyle, tyle o sobie zdradzam, a ufam jak ufam :)
UsuńNo, i nie wiem, co powiedzieć. Bo chyba źle sformułowałam pytanie, jakiegoś skrótu myślowego używając. Bo chodziło o sposób na popularyzację niezbyt popularnego bloga. A mój jest w tej sytuacji jednym ze wzorów popularności.
Niemniej dziękuję Ci bardzo. I dodam, że Liv też jest tylko jedna, i dobrze.
Nie wiem,nie byłam na wskazanym przez Ciebie blogu,przyznaję bez bicia.Moje bywały dość popularne,Twoje bardzo popularne.Myślę,że popularne są blogi wiarygodne,szczere-nie chodzi o swoisty ekshibicjonizm,jakim ja się cechuję,on powinien być zastrzeżony dla blogów zamkniętych,aczkolwiek granica owego ekshibicjonizmu jest dla każdego inna,ale o sposób przekazu,choćby informacji:'byłam w sklepie'.
UsuńZaznaczam od razu,że to wyłącznie moje i wyłącznie wrażenia:)
Granica ekshibicjonizmu jest też różna w różnym czasie dla tego samego bloggera. Po sobie widzę. Tego, co pisałam w początkach blogowania, w życiu nie napisałabym tu teraz. Teraz kluczę, nie do końca dopowiadam.
UsuńI, co tu dużo mówić, czasem/często nudzą mnie blogi monotematyczne. Pewnie dlatego ostatnio nudzi mnie mój. Ja wiem, że zaprzeczysz, ale ukryć się nie da, że wałkuję wciąż to samo, zmieniając jedynie zestaw słów. Ale wiem też, że Ty rozumiesz, że czasem tak zwyczajnie jest. Gdzieś się człowiek musi wygadać, skoro poza siecią nie zawsze może.
Oczywiście,że to rozumiem,sama 'kręcę'się wokół trzech tematów,nie robiąc tego bynajmniej tak elegancko,jak Ty.
UsuńZastanawiałam się nad tym,co napisałaś o granicy swoistego ekshibicjonizmu i doszłam do wniosku,że masz rację.Ja wprawdzie piszę cały czas to samo,tak samo.Ale...zamykam bloga...
Dobrych Świąt,tanuś
UsuńNa pewno granica osobista przesunąć się umie: aktualnie jestem tego najlepszym przykładem. Zaglądam do notek sprzed dziewięciu lat i dziwię się, że umiałam pisać tyle i tak.
Usuńa no tak... marzec mamy wiec koty szaleja
OdpowiedzUsuńchoc u mnie dziwnie cicho za oknem i zaden kocur nie obwieszcza mi ze ma boski orgazm :P
dzis rano leciala formula 1 :P z tego co wiem ani kowalczyk ani stoch ani zlotousty zyla tam nie wystepuja :P
A u mnie non stop japy drą. Próbowały nawet uprawiać orgietkę w salonie.
UsuńO nie, formuła 1 jeszcze gorsza niż sporty zimowe! :)
to nie pozostaje ci nic innego jak sledzenia poczynan naszych utalentowanych pilkarzy :)
Usuńchoc ja z dwojga zlego to juz wole te sporty zimowe ;P
Aj Stoch nie jest zły ;)) a jeszcze lepszy zlotousty Żyła :) powinnismy sie cieszyc ze mamy takich skoczkow i sportowcow z wola walki jak oni czy Justyna Kowalczyk. Bo patrzac na checi naszych kopaczy z piatku gdzie dali zwyczajnie dupy w meczu z Ukrainą, to otwiera sie noz w kieszeni. Ci ludzi zarabiaja na niechciejstwie takie miliony, o ktorych nie jeden skoczek albo siatkarze mogliby pomarzyc. A wystarczy popatrzec gdzie odnosimy sukcesy. Tam, gdzie wklad pieniezny jest mniejszy niz wklad wlasnych checi.
OdpowiedzUsuńPewnie, że nie jest zły, Żyła też nie. Tylko Kowalczyk jakoś nie lubię, ale i jej sukcesy doceniam. Ale zwyczajnie obejrzałabym o normalnej godzinie coś mądrego i niesportowego. Z piłkarzami zaś się zgadzam: powinni zacząć zarabiać średnią krajową, a za zwycięstwo dostawać premie. Niech wtedy będą to niemałe pieniądze, ale jako nagroda, a nie coś, co się należy jak, przepraszam wszystkie pieski, psu Burkowi miska.
UsuńNajgorsze, jest to ze ci co wygrywaja dostaja psie pieniadze za treningi i za swoj wlasny wklad. Siatkarze, ktorzy sa w czolowce wygrywaja medale MŚ, Ligi Światowej i Mistrzostw Europy, grajac w Memorialach tudziez innych zawodach jesterm pewna ze razem nie zarabiaja polowy tego co pilkarze. Ale widzisz roznica miedzy siatkarzami a pilkarzami, jest taka ze chlopaki z repr. siatkowki traktuja gre w narodowej repr. jako honor i zaszczyt a nasi kopacze jako przykry obowiazek. I efekty niestety widac golym okiem.
UsuńTak. Piłkarze nożni to w Polsce święte krowy. Mogą nie robić nic i hołdy zbierać.
UsuńNiestety poki nikt z tym nic nie zrobi to tak bedzie.
UsuńWesolych, zdrowych i pogodnych swiat kochana:*
nie lubię oglądać skoków...ostatnio w ogóle telewizja mi zbrzydła. pogoda mnie przytłacza, tak by się przydała ta wiosna. może warto sobie ten dzień przespać?
OdpowiedzUsuńpozdrawiam :)
Chętnie bym przespała, ale... potem w nocy nie usnę i w poniedziałek nie zafunkcjonuję.
Usuńa rozumiem :) mi ogólnie jest ciężko w ciągu dnia zasnąć :)
UsuńA ja się ostatnio kładę, żeby się rozgrzać, czytam kilka kartek książki i odlatuję.
Usuńu nas jakoś kotów nie widać i nie słychać :) kawę zawsze pijam z mlekiem w sumie od samego początku jak zaczęłam.
OdpowiedzUsuńA z tym zaglądaniem do Marianny to o co chodzi konkretnie ??
Moje szaleją i integrują się z sąsiadowymi.
UsuńZ tym zaglądaniem do Marianny chodzi o to, że poprosiła mnie, bym Ją zalinkowała, a ja się zgodziłam, bo czemu nie. Ale tyle.
Uwielbiam tę piosenkę, to właśnie ona jako pierwsza zauroczyła mnie na płycie Emeli Sande. I mam nadzieję, że już wkrótce wydarzy się wielkie coś, czyli przyjdzie wiosna - nagle i niespodziewanie, znienacka obdarowując świat słońcem, uśmiechem i optymistycznym poglądem na życie.
OdpowiedzUsuńSłucham jej na okrągło, wciąż i wciąż. Zahipnotyzowała mnie. Dzięki za nią :)
UsuńTeż mam nadzieję, bo już mam serdecznie dość.
Melduję, że link nie chciał się otworzyć, nie piję kawy z mlekiem i palę papierosy, co bez przerwy wypomina mi mąż.
OdpowiedzUsuńSkoro Twoje koty czują wiosnę, to widocznie gdzieś jest. Może u Ciebie?
Przemarznięte buziaczki.
O, mnie się otwiera w try miga.
UsuńZaskoczyłaś mnie z tymi papierosami, Aniu. Jakoś Cię jako niepalącą kojarzyłam. Ja w sumie nie palę, nigdy jakoś szczególnie nałogowo nie paliłam, ale miałam zachciewajkę.
A moje koty widocznie widzą/czują więcej niż ja, bo ja wiosny ani nie widzę, ani czuję.
Buziaczki skostniałe.
Widzisz, Tanyu, jak można się pomylić. wiem, że nie powinnam palić, ale chęć sięgnięcia po papierosa jest silniejsza ode mnie.
UsuńOby Twoje koty były dobrymi prorokami. Zresztą wydaje mi się, że sroki już oglądają miejsce na gniazdo, czego nie czyniły do tej pory. Sroki podglądam przez okno w kuchni. Zwierzęta lepiej od nas czują zmiany w przyrodzie.
Buziaczki zamrożone na lód.
Kawa z mlekiem fajna rzecz, ale gorąca czekolada jeszcze lepsza :)))
OdpowiedzUsuńZajrzałam na ten blog, choć strasznie długo się ładuje. I tak... smutno się zrobiło.
Czekolady unikam, szkoda by było znów przybrać, choć i tak poszłam w górę, odkąd Duński w styczniu znad morza na amen wrócił. Przy Nim nie jem, a żrę.
Usuńkawę piję czarną i tylko okazjonalnie. od zawału nie palę i lubię kowalczyk.
OdpowiedzUsuńi byle szmer przeszkadza mi zasnąć, nie mówiąc o jakimkolwiek światełku w mroku...
Ja w szkole pijam czarną, w gościach i kawiarniach zawsze białą, w domu - jak wiatr zawieje. A, i światełko też mi nieszczególnie przeszkadza, choć bardziej niż szmer.
UsuńNieskrępowany koci seks i orgazmy mnie rozbroiły ;-))) A kawę z kardamonem - lubię bardzo!
OdpowiedzUsuńDaj spokój, nawet w salonie mi się zaczęły parzyć. I nawet przed aparatem nie uciekały, co jest bardziej niż dziwne.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńA może potrzeba Ci takiego oddechu od codzienności i nic nie robienia...?
Pozdrawiam mile :)
Potrzeba. Na pewno potrzeba. Tego to mi akurat potrzeba zawsze :)))
UsuńBo lubię;-)
OdpowiedzUsuńDzień minął mi podobne, z tym że ja miałam krótkie, chaotyczne zrywy oraz zamierzyłam lenistwo totalne.Przeciekł przez palce. To nic.
Aha, i ja z kolei łapałam Kowalczyk;-)
W sumie to ja albo sobotę, albo niedzielę zawsze poświęcam lenistwu - zależnie od nastroju i chęci do roboty. Tym razem trafiły mi się jednak dwa dni w pakiecie.
UsuńI dzięki. Marianna pytała, skąd Was tyle tu :)
Będę tam zaglądać. I mocno trzymać kciuki. Nie lubię gadać ot tak, kiedy nic mądrego nie umiem powiedzieć. Dzielna jest.
UsuńMam podobnie. Czasem słowa wydają się być czcze. A Ona by chciała mieć więcej rozmówców. Stąd link.
UsuńA, to ok:-)
UsuńWięcej wiary w siebie a czekolada i kawa zawsze.
OdpowiedzUsuńJeszcze więcej? Toż stanę się zadufana. To nie kwestia braku wiary w siebie, a niedzielnego znudzenia raczej.
UsuńNie lubię smutnych clownów.
OdpowiedzUsuńKlauny mi są w sumie dość obojętne, ale piosenka mnie zaczarowała. Choć zwykle słucham czegoś, co można określić mianem hałasu.
UsuńSzczerze mówiąc wolałabym hałas. I chciałabym cię zobaczyć pogującą w młynie pod sceną w skórze z ćwiekami i w glanach. Nudzi mnie twój wizerunek intelektualiski. Nawet w sieci musisz być taka spięta? :P
UsuńJa o fiu bździu, a Ty tu intelektualizm widzisz? Zresztą, nudź się tu na zdrowie ;)
UsuńTaki intelektualizm z niższej półki prawdę mówiąc. Pozerstwo. ;)
UsuńTwój z wyższej, średnią światową razem wyrabiamy :)
UsuńWyjątkową optymistką się ostatnio czuje (jakieś kilka godzin xD) i w związku z tym skomentuję, że nie umiesz dostrzegać cudu małych chwil, nie cieszysz się z małych rzeczy. :) Przecież wszędzie można znaleźć nutkę radości:D Duński pojechał - wreszcie chwila dla siebie - zrobię sobie kawę z mlekiem i cynamonem, a później ciesząc się szczęściem moich kotów, wezmę pachnącą kąpiel z bąbelkami wśród pachnących świec :) Nie mam ochoty czytać, więc zadzwonię do koleżanki, posłuchać kilku plotek, po czym przy kieliszku wina (który pomoże usnąć) obejrzę wieczorny film :)
OdpowiedzUsuńCzasem każdemu nic się nie chce - nawet cieszyć, ale szkoda, że nie możemy wyjść z siebie, stanąć obok i kopnąć się samemu ;)
:))))
UsuńJak nie umiem, no? Cieszyło mnie nicnierobienie, zdjęcia ptaków, dla których odmroziłam sobie ręce i nogi oraz wyjazd Duńskiego, bo miałam święty spokój od garów.
Faktem jednak jest, że, choć dla ptaków odmrożę sobie to i owo, dla mleka zdecydowanie nie. O.
Widocznie zdjęcia sprawiają Ci nieporównywalnie większą przyjemność niż kawa z mlekiem :)
UsuńSkoro jest tak rzeczywiście, że jednak to był Twój optymistyczny wpis to bardzo mnie to cieszy, a nie wiem czemu ja wyczułam tam nutkę ironii, znużenia i smutku, nie daj Boże. :)
Radosnego Alleluja! :*
UsuńJakaś nutka ironii chyba u mnie zawsze jest. Tak umiem, tak wolę :)
UsuńU nas wisienki kwitnąć nie chcą... Czemu przychodzimy tu? bo Ty jesteś :*
OdpowiedzUsuńDzięki. Właściwie chciałam dla Marianny wiedzieć, co robić, żeby pisać popularniejszego bloga.
UsuńA wisienki nie chcą. Ale w końcu przyjdzie ich czas. No, musi. No!
u mnie jak mi się nic nie chce to oczywiście sięgam po książkę. i udało Ci się obejrzeć coś nie-Kowalczykowego i nie-Stochowego? w wiesz że ja bardzo lubię takie weekendowe lenistwo? wtedy nic nie muszę, spię, jem, czytam i marzę. w róźnych kolejnościach;)
OdpowiedzUsuńCzasem mi się i książki nie chce - nic, tylko spać i w durne gry grać. W telewizji w końcu coś obejrzałam dopiero wieczorem: siedząc oglądam "Kości", a potem usypiam na tym polskim serialu na Polsacie. Weekendowe lenistwo i ja lubię: jeszcze by brakowało, żebym leniuchować nie lubiła :))
UsuńA mnie jednak drażnią kocie orgazmy
OdpowiedzUsuńNie dziwię się, irytująco głośne są.
UsuńNa przemian popadam z całkowitego marazmu w nadmiar energii. I niespokojna strasznie jestem, rozedrgana. Jak ten mój kot, co marzec czuje i po ścianach skacze. choć oboje z innego powodu i z innych braków ;)
OdpowiedzUsuń(Bo uwielbiam Cię czytać)
Dziękuję za Twoje miłe komentarze. Przepraszam, że dopiero odpisuję, ale nie miałam głowy do porozumiewania się z czyimiś postami, aż nadszedł czas odpoczynku i swobody przed Świętami.
OdpowiedzUsuńDziękuję za samą obecność na moim blogu i czułość w komentarzach.
I cieszę się, że znalazłam takiego bloga jak Twój, dobra nauka języka polskiego. I przyjemnie się czyta.
Ciepłe pozdrowienia z zimnej okolicy.
Dziękuję, to wielki komplement :)
UsuńA tym, że tutaj bywasz rzadziej nie przejmuj się wcale: życie pozwala raz na więcej, raz na mniej.
Marcowe wielkie nic...czeka na sprzyjający czas zwany wiosną? Dlaczego nie można w takim właśnie czasie...bo żeśmy się tak przyzwyczaili?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie:) cyg@
Z okazji świąt życzę Tobie by każdy dzień był radością Twego serca.
OdpowiedzUsuńMoże się co z prawdziwej wiosny nadejściem co w tej mierze odmieni...? Czego z serca bym życzył, jeśli na lepsze...:) A i Świąt Pogodnych choć na sercu i w duszy, skoro za oknem takiemi być nie mogą... Przy tem Radosnych i Zdrowych, a i po Świętach pomyślności:)
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Idę kiedyś przez blogosferę ruchem cząsteczki Browna może, może konika szachowego, nie wiem. Patrzę: blog. Nic dziwnego, w końcu następny po następnym. Tylko... Tylko on wyglądał tak, jak wreszcie doszłam po wielogodzinnych zmaganiach twórczych, że mój powinien wyglądać, tylko go nie ma.
OdpowiedzUsuń