3 maja 2012

Sezon na majowe pomieszanie z poplątaniem..

We śnie bardzo fizycznie oplułam jadem kogo należy i mam nadzieję, że to całkowicie zamyka temat niepotrzebnie skołatanych nerwów i pozwala mi na niezakłócone tkwienie w zdziwieniu, że zaokienny bez majowo wybuchł bielą. Nie wiem, skąd bierze się we mnie coroczne przekonanie, że powinien zakwitać fioletem, jednakowoż każdego roku czuję się niezmiennie zaskoczona, czym nie omieszkałam się podzielić ze światem na portalu. Natychmiast na ziemię sprowadził mnie nigdy niewidziany komentator o moim nazwisku tłumacząc, że wszystko zależy od gatunku bzu, a nie od mojego rozpoetyzowania. Nic to, niech się bez obsypuje kwieciem dowolnego koloru, byle kwitł i pachniał, i zachwycał. Z drugiej strony domu miałam niegdyś morze konwalii i leśnych paproci, które zginęły w potyczkach z bezlitośnie kwiatowo niesentymentalnym Duńskim. Niestety, pozostawiła mu zmysły wyostrzone na przyduże żądłówki, w związku z czym odkąd nastały ciepłe dni jest w fazie słyszenia i widzenia szerszeni, wskutek czego wkrótce zostanę ekspertem w rozpoznawaniu wszelakiego brzęczenia. Przyznaję, w zeszłym roku szerszenie zeżarły nam połowę leżących pod gruszą owoców, a dwa lata temu nawet przyjechali na interwencję panowie strażacy. Z nudów pewnie jednak, nie z powodu zagrożenia, pojawiła się ich cała drużyna, dopingując ile sił w płucach dwóch odważnych, którzy zajęli się groźnie buczącym na strychu budynku gospodarczego gniazdem. Fakty owe nie przeszkadzają mi szerszeni nie widzieć i nie słyszeć. Nie da się za to nie widzieć morza mleczy rozciągającego się przed, za i obok domu, które za chwile dachu sięgnie i całkowicie wykole oczy sąsiadom. Duński się już kilka razy przymierzał do zmiecenia żółtych upierdliwców z powierzchni ziemi, ale zawsze a to padało, a to zmęczony był, a to leń go ogarnął, a to wycieczka rowerowa była priorytetem i tak dalej. To nieustanne zawsze coś jest dla mnie zbawieniem, tak się bowiem składa, że od świeżo skoszonej trawy umieram na alergię, niech sobie więc rośnie do czubka dachu i wyżej, Niech sięgnie samego nieba nawet i zablokuje tam wstęp tym, którzy pstrzą pobocza zestawem różnobarwnych śmieci. Powinno się ich tropić, namierzać, wyłapywać, zaprzęgać do porządkowych robót, a ich nazwiska winny spadać z ambony i wisieć w odwiedzanych masowo hipermarketach. Nie sposób jednak uniknąć owego przykrego widoku, musielibyśmy bowiem przestać jeździć, a to jedyny sposób na liźnięcie słońcem mojej skóry bladej niczym u córki młynarki. To siostra miała szczęście odziedziczyć całą łatwość opalania się po ojcu, mnie i bratu przypadła w udziale czerwieniejąca na słońcu skóra. Tymczasem jednak sezon na rozbuchane kwiecie, szerszenie, trawę po dach, rowerowe wypady i smaganie słońcem wydaje się kończyć. Nad pipidówkę przybyły chmury.
--
dla Polluśki:



66 komentarzy:

  1. jak tak opisujesz ładnie to ja bym chętnie i to morze mleczy i nawet te szerszenie i ten bez zobaczyła naocznie na fotkach ale pewnie na blog się nie nadają ;/
    U mnie to ja mam łatwość brązowienia bez czerwienienia a Młoda nie opala się w ogóle ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wow !!!!!!!!!! dziękuję bardzo !!!!!!!!!! ale czad, te szerszenie na gruszce najbardziej :D ehhhhh ale fajnie masz na tej Twojej wiosce nie to co nasze blokowisko ...

      Usuń
    2. Voila, masz fotki. To coś na zdjęciu to chyba jednak osy, o ile mnie pamięć nie myli, ale dziś szerszenia widziałam na własne oczy, więc są. Inna rzecz, że nie wszędzie, gdzie człowiek nie spojrzy.
      Ja brązowieje w momencie na rękach, konkretnie przedramionach, choć to taki dość lichy brąz jest.

      Usuń
    3. Fajnie mam, ale nudno! jak we flakach z olejem, no. A ja bym chciała do kina, teatru, galerii, ech.

      Usuń
    4. moja siostra była w czerwcu w Chorwacji w podróży poślubnej kilka lat temu i mieli tam upały po 30 stopni. Szwagier się spalił a Młodej się nawet ramiączka od stroju nie odbiły ... nie wiarygodne wręcz nie ?? :)))

      Usuń
    5. a jak daleko masz gdzieś najbliżej do kina czy galerii ???

      Usuń
    6. To aż tak tragicznie jak u Młodej u mnie nie jest (gorzej się trafiło bratu), ale mnie się marzy taki brązik jakim mnie po oczach bija kolega T., z którym się ostatnio nader często spotykamy.
      Do najbliższych mam ze 40 kilometrów. Niby niedaleko, ale wyprawa na cały dzień, bośmy z tych niezmotoryzowanych. Jeździmy jednak, kiedy się da.

      Usuń
    7. a no to faktycznie kawałek jest ;/ ja do kina ani galerii zbyt często nie chadzam ale sam fakt, że są w pobliżu wystarcza ;D

      Usuń
    8. ...bo zawsze można iść w razie nagłego kaprysu :)

      Usuń
  2. czarna-anka3.05.2012, 16:30

    a ja juz moge pochwalic sie łądfna opalenizna - mam to sdzczescie opalac sie od razu na braz:)
    a bez....cóz bez....pachnia zjawiskowo - szczegolnie poznym wieczorem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już chyba pisałam, że Ci brzydko zazdroszczę :)

      Usuń
  3. bialy bez jest piekny
    a u mnie powoli zaczynaja pachniec konwalie :)
    rozrastaja sie na potege
    ojciec postanowil je nawet rok temu sciac kosiarka ale nic z tego
    jedynie zrobily sie ciut nizsze ale rosna sobie w najlepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okazało się, jak dobrze poszukałam, że i u mnie się kilka krzaczków ostało. Ba, nawet dwie kwitnące znalazłam i już nie będę musiała pedałować w poszukiwaniu mitycznego konwaliowego Ludwinowa, o którym mi koleżanka odpowiadała.

      Usuń
    2. konwalii wcale nie jest łatwo się pozbyć więc raz dwa te kilka krzaczków Ci się rozrośnie :)

      Usuń
  4. andante spianato3.05.2012, 17:40

    No właśnie sie rozbził, roztulipanił do końca i za chwilę się rozkonwalnii.Przepraszam za te neologizmy ale mnie tak sieknął po głowie , że upajam się tymi słowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty mnie nie przepraszaj, Andante, bo ja takie językowe twory uwielbiam! :)

      Usuń
  5. I tak mi się od czytania zachciało wsi! Tych łąk, masy zieleni, trawy, mleczy, pachnącego bzu, bzykających owadów (choć może jednak nie szerszeni) i kotów bawiących się w ogrodzie!

    Fioletowy bez tak pięknie pachnie! Biały też, ale jednak ciutkę mniej mi się podoba. Nosz, miałam sobie kupić na wiosnę wodę o zapachu bzu i tylko bzu i jakoś nie wyszło.

    Ale żeby mi chłop nieromantycznie kwiecie ścinał... Grrr!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chodź się wymienimy, no chodź!
      Ja kiedyś psikałam się babcinymi perfumami (znaczy wodą kolońską) o zapachu konwalii, teraz jednak zapachy kwiatowe są średnio dla mnie. W ogóle teraz mam fazę (długą już) na zieloną herbatę.
      No, ściąć Duńskiego! Ale na Jego obronę istnieje jeden fakt: jak już pisałam wyżej, nie wyciął wszystkich: kilka właśnie znalazłam. Kwitną!

      Usuń
    2. Bliżej mam jednak na swoją wioseczkę :))) Muszę się w końcu przejechać, pewnie w przyszłym tygodniu. Byłam tam ostatnio na początku lutego, wstyd normalnie.

      Zielona herbata też ładna, taka odświeżająca. Zapach kojarzy mi się głównie z koleżanką z akademika, w którym mieszkałam w zeszłe wakacje. Psikała się Ardenką, że parę godzin po wyjściu było ją czuć :)))

      Usuń
    3. Nieistotne, gdzie masz bliżej, ale że ja pobędę w mieście :)
      Też się Ardenką psikam. Chwilowo nie zieloną herbatą, a Mediterranean. Piszą, że to kwiatowa kompozycja, ale mnie tam mocniej pachnie gorące południe.
      Przy okazji, a wszędzie piszą, że Ardenka nietrwała jest :)

      Usuń
    4. A chyba, że tak ;)))

      No może i jest nietrwała w porównaniu do Diorów, Szanelów i innych Dolczegabanów, co to prędzej trzy razy pranie zaliczy, niż zapach straci, ale jak dla mnie, to wytrzymuje wystarczająco długo. Miałam Piątą Aleję i nie musiałam się "dopsikiwać". Inne też mnie kuszą, ale póki co, mogę tylko wąchać z półki.

      "Gorące południe"? Muszę niuchnąć przy okazji kolejnego obwąchiwania półek w Rossmannie, bo ciekawe ma recenzje :)))

      Usuń
    5. Ja z jakimiś drożyznami się już nie zamierzam bratać, bo w perfumiarni mi pięknie pachną, a w domu jakoś przestają. Pewnie mi w domu cena zaczyna pachnieć ;p

      Usuń
    6. Mam podobnie. Kupuję małe próbki albo ubytki na Allegro (daję np. 30 zł za resztkę perfum (wody perf.), które się komuś znudziły i sprawdzam czy to takie cudo), albo właśnie coś z promocji w Rossmannie. Po co wydawać masę kasy (zakładając, że mam) na coś, co mi okłamało nos i potem będzie mi pośmiardywać całą wieczność na półce w łazience? Może kiedyś kupię drogie perfumy, ale wtedy, kiedy odkryję MÓJ idealny zapach :)))

      Usuń
    7. Otóż to. Już lepiej książkę kupić, bo przynajmniej jak mi się nie podoba, to mi na półce nie śmierdzi, a do biblioteki ją daję. Ja mam kłopot z głowy, ludzie mają co czytać :)

      Usuń
  6. Tropić, namierzać i strącać:)) A jednak plan majówki masz w najdrobniejszych szczegółach opracowany:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Topić, o tak, topić! ;p
      Plan majówki był szczegółowo opracowany, jeno nic z tego nie wyszło. Zaplanowanym elementem będzie jutrzejszy wyjazd ze śląskiego na Śląsk.

      Usuń
    2. To i tak masz lepiej - ja jutro kibluję na dyżurze w szpitalu:)

      Usuń
    3. Nie było tak źle, ufam.

      Usuń
  7. Mój mąż właśnie dzisiaj oczyszczał nasze działkowe trawniczki z kwitnących mleczy. Gdy wracaliśmy do domu, opowiadałam mu o Twoim zamiłowaniu do tego żółtego paskudztwa.
    Wstąp na mój działkowy blog i zobacz, jak u mnie wszystko kwitnie i pachnie.
    Z szerszeni nie żartuj, bo możesz tego gorzko żałować.
    Buziaczki bezmleczowe, bezszerszeniowe, za to bzowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie takie to znów paskudztwo, Aniu, na zdjęciach ślicznie wychodzi :)
      Z szerszeni nie żartuję, uważam na nie, ale kiedy wszystko, co tylko bzyknie i ma przezroczyste skrzydła szerszeniem jest, to kapkę zabawnie się robi.
      A na blog działkowy już lecę.
      Buziaczki lekko dziś pogodą schłodzone.

      Usuń
    2. Tanyu, ja chcę mieć trawnik a nie mlecznik, a mlecze mogę sobie wszędzie sfotografować, niekoniecznie na moich trawnikach.
      Kiedyś na mojej działce żyły szerszenie, nie uwierzysz, ale zagnieździły się w budce dla ptaków. Co się stało z ptakami, nie wiem. Mąż z narażeniem życia zatkał dziurę jakąś szmatą nasyconą trucizną i skończyły się harce szerszeni nad naszymi głowami. Na szczęście odróżniam rodzaje owadów i nie panikuję z byle powodu, ale z szerszeniem nie będę zadzierać.
      Buziaczki po prostu wiosenne.

      Usuń
    3. Spokojnie, Aniu: spod mojego mlecznika trawnik (czy też trawę raczej) świetnie widać :))

      Usuń
  8. ja tam mlecze lubie, slonce mnie spalilo, a smieci na ulicy dzialaja na mnie .... tak jak ludzie bez fantazji ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mlecze lubię, jak wszelkie żółte kwiecie.
      A dla śmiecących jesteś taka łagodna.

      Usuń
  9. mam nadzieję że Duński od czasu do czasu przynosi Ci jednak kwiaty i nie sądzi że kwiaty należy tępić. a mlecze - u nas na łące pełno... i kwitną jabłonie. a ze mną jest tak że jak się opalam specjalnie to jestem czerwona a jak tak sobie chodzę to jestem brązowa. więc muszę coś robić a opalenizna przychodzi od tak. i mam nadzieję też że w końcu wprowadzą ten podatek "śmieciowy" i będzie każdy musiał płacić za to że chce żyć w czystym środowisku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale że taki niby podatek ma nas uchronić przed zaśmiecaniem ulic, lasów, łąk i tak dalej? Z tego co wyczytałam będziemy "dzięki" niemu jedynie więcej płacić za wywóz śmieci, a to, co leżało gdzieś tam po drodze wciąż leżeć i przyrastać będzie.
      Z tymi kwiatami to różnie bywa, przynosi od czasu do czasu. Inna rzecz, że ja zwykle nawet bukietów ze szkoły do domu nie przynoszę, w wazonie lubię bez i niemal na tym się kończy. Co nie znaczy, że mi nie miło, jak już te wielkie dzwony od kwiatów Duńskiego wybiją :)

      Usuń
    2. ja zawsze od marca do pażdziernika mam w wazonie kwiat. tulipany, konwalie, bez, gozdziki, czasami róże... i dobrze że czasami Duński staje na wysokości zadania i mam na myśli kwiaty;)
      muszę poczytać o podatku śmieciowym bo nie miałam czasu na dogłębne przeczytanie tego tematu.

      Usuń
    3. O tym podatku też tylko tak zerknęłam, więc może nie doczytałam wszystkiego. Fajnie by było, gdyby oczyścił nam nieco otoczenie, ale jakoś pesymistką w tej kwestii pozostaję: nawet gdyby wprowadzili kary jak się patrzy, trzeba by je jeszcze egzekwować, a z tym mamy niejaki problem w kraju.

      Usuń
    4. spoko, jak zostanę Ministrem środowiska to wszystko będzie posprzątane. zamiast mandatu - prace społeczne. jak ktoś nie ma zapłacić za niszczenie mienia (patrz - pseudokibice) wywiozę ich do lasu i każę posprzątać. oczywiście będzie kilka człowieków krórzy będą ich pilnować ale PolskA będzie najczystrzym miejscem na świecie. kiedy ja zostanę ministrem.

      Usuń
    5. Też sobie tak marzę o tym, co zmienię, jak już ministrem edukacji zostanę, ach :))
      Tak, wszystkich zagonić do sprzątania, to na początek, a potem pilnować, żeby nie śmiecili - wydaje się, że w tej kwestii potrzebujemy silnej ręki i wiecznej kontroli.

      Usuń
  10. Mlecze, stokrotki, jabłonie kwitnące, narodzona zieleń, bez, mieczyki, białe "coś" ładne, drobniutkie, pachnące w trawie i...dyszący ciężko wielki pies, który jeszcze nie zdążył się wylinieć, a tu już 30 stopni. Mój majowy;) Ahhh...oczywiście kolor skóry jak zawsze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yhym, moje koty też jakby wydłużone nieco, ale egoistycznie i tak kocham upał :)

      Usuń
  11. Kiedy ja mogę, to mój "m" nie ... albo dyzury albo inne takie tam..., no i rozmarz się tu kobieto! Powąchaj sobie bez i ... daruj, nie dokończę... Albo... hm...:)))) to już moja słodka tajemnica...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmarzać się chwilowo i tak nie będę: słońce mi uciekło, jestem szara, bez marzeń i taka przepracowana po powrocie z długiego weekendu, że aż strach :)

      Usuń
  12. Fajowy jest maj i cała wiosna. Chmury dziś nade mną i burza we mnie... Dobrze, że przyroda sympatyzuje się z moim nastrojem, bo łatwiej mi kwilić nad sobą ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie pogoda jakoś i ze mną współgra, a może ja współgram z pogodą? Tak czy siak, we mnie dziś jakoś szaro, podobnie za oknem.

      Usuń
  13. Oj, widzę, że mamy wiele wspólnego: alergię na ściętą trawę /mlecze/ i mężów maniaków ścinania:)) MMŻ uważa wręcz, że konwalie i bez to też chwasty... Może, ale od tych 'chwastów' wara kosiarce:)) Jeśli o mnie chodzi, mlecze też mogą rosnąć pod dach. Będę szczęśliwa, kiedy przesłonią mi straszliwie zaniedbaną działkę Sąsiadów, z rozwalonymi budynkami i usychającymi drzewami. Makabryczny cmentarz dawnych dni... /Mieszkają tam, dom jest w stanie dość dobrym, jak na przedwojenny i drewniany, ale reszta ich nie interesuje. Opalają się w tych ruinach/
    Kocham zapach bzu, uwielbiam spać w gorące noce na tarasie /choć mi Jej Długość nie pozwala/ a najbardziej kocham o czwartej - piątej nad ranem wejść bosą nogą na moją, skąpaną w rosie trawę, z moim, plączącym się pod tą nogą jamnikiem i podziwiać wschód słońca z filiżanką espresso w ręku:) I to cała moja radość z lata, bo fatalnie znoszę upały. Ale świadomość posiadania swojego miejsca na ziemi - bezcenna :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Duński bez zostawia, ale za to notorycznie ścina mi wysiewające się od sąsiadki krzewy, które chciałabym mieć. Chyba muszę po prostu odgrodzić kilka sadzonek drutem kolczastym, wtedy się może z kosiarką na nie nie wepchnie. Albo przypomni sobie, że mówiłam, by je oszczędził, sklerotyk jeden mnie równy.
      Ja zapach bzu też kocham, ale na świeżym powietrzu; w domu mogę jedynie mieć maksymalnie jedną gałązkę w wazonie, inaczej zaraz spać nie mogę od nadmiaru zapachu. A kiedy przypomnę sobie czasy, kiedy moja Babcia jaśminem pokój dekorowała...
      Wschody słońca najlepiej podziwia mi się zimą: i tak wtedy wstaję przed nimi :)

      Usuń
    2. Heh, ja też wstaję przed nimi, ale nie namówisz mnie na wyjście gołą stopą z filiżanką espresso kiedy jest około zera stopni, albo o wiele mniej:)))

      Usuń
    3. Gołą stopą o zachodzie słońce to mnie nie namówisz i najgorętszym latem. Zmarzluch jestem, dla mnie się ciepło robi w okolicach dziesiątej :)

      Usuń
  14. tanyu,przygody z szerszeniami nie zazdroszcze,ale wszystkie inne przyrodnicze atrakcja a i owszem. I maj uwielbiam pod wszelkimi postaciami,czy pada ,czy leje,czy wiatr plata trawy, kurcze,to przeciez maj.. pozdrawiam majowkowo..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ja taka majowo tolerancyjna nie jestem: jak ma być tak jak dziś, to ja w proteście roweru z garażu nie wyprowadzam, tylko się pod kołdrę zakopuję, o!

      Usuń
  15. Kubik mógłby Duńskiemu rękę podać - u Niego też zawsze okrutne "coś" nie pozwala skosić rozsiadających się po trawniku mleczy więc wszystko bujnie rośnie. Między przerwami w puzzlach też. A cały maj z kwieciem, bzem mnie raduje.
    To, co w maju mnie najbardziej przeraża to właśnie te bzyczące stworzenia: szerszeń powoduje bladość skóry (nie ważne, jak brązowa jest od słońca) i suchość w gardle. Pszczoły tak samo. Ale ma to swoje uzasadnienie: śmiertelnością grożąca i niestety po wielu latach niedająca się wyleczyć alergia na pszczeli jad. Brrrr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie moje sąsiadki z prawa, lewa, naprzeciwka i skąd tam jeszcze by wścieku już dawno dostały, że to wszystko sobie tak samopas rośnie, ale mnie ta bujność, ta zieleń, ta soczystość wciąż cieszy.
      Oj, niefajnie z tą alergią, więc się Twojemu przerażeniu nie dziwię...

      Usuń
    2. a ja kiedyś taką sąsiedzką wymianę zdań słyszałam:
      "- święta idą, skosiliby trochę...
      - święta, jak święta ale dla samego siebie by można..."
      i na 100% jestem pewna, że o naszym trawniku mówili :D

      Usuń
  16. kochana na wstępie przepraszam,że nie napisze nic do Twojej notki ale mam pytanie...jak to zrobiłaś,że przeniosłaś wszystkie posty na ten portal? onet jest irytujący i mnie wkurza chętnie bym się tutaj przeniosła, tylko szkoda mi tych postów. będę wdzięczna za pomoc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, nie wiem, czy będę umiała Ci pomóc, bo ja notek nie przenosiłam, a od jakiegoś czasu pisałam to samo tutaj i na Onecie. Ale z tego, co się orientuję, zawsze możesz przekleić notkę stamtąd tu i przed publikacją ustawić datę i godzinę, na przykład zgodną z Onetem. W razie problemów, postaram się pomóc.

      Usuń
  17. I u mnie mlecz się rozpanoszył, ale ja lubię taki trawnik, wszak na wsi mieszkam i miastowym okiem to mi bliżej do takich łąk i pól niż do wypielęgnowanego wembleyowskiego trawnika, który i owszem śliczniutki, ale nuuuuudny jest ;)
    Kocham tę porę roku, kiedy zieleń jest taka soczysta i świeża, a wszystko wkoło rozkwita :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, wszędzie wokół przystrzyżone w nudnym stylu, to niech sobie u mnie interesująco rośnie, a co :)
      Ja wiosnę bardzo, bardzo lubię (dziś jakby jednak mniej), kocham za to lato. Parne, gorące lato.

      Usuń
  18. Tanyuśka... bez i jego kolor to rzecz wtórna! Ty pomyśl kobieto, że on zakwitł, bo robi się coraz CIEPLEJ!!!!! Będzie ciepło, cieplutko i jako rasowy zmarzluch może zdejmiesz nawet kożuch ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już zdjęłam, Aguśka (ba, się nawet na krótki rękaw odważyłam!), ale widzi mi się, że czas go ponownie założyć.

      Usuń
  19. No... i zdjęłaś ten kożuch, wskoczyłaś w krótki rękaw i zima wróciła! ;D

    OdpowiedzUsuń
  20. Deszcze odwołane, można już na rower i majówkę do lasu :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie odwołane? U mnie całą ubiegłą noc lało jak z cebra, a dzień był wprawdzie bezdeszczowy, za to zimny jak psi nos. Ale może jutro?

      Usuń