23 maja 2012

Maturalny rozgardiasz..

Ciężko wykroić czas na bloga w środku sezonu maturalno-rekrutacyjnego. Podczas gdy rekrutacyjny kocioł dopiero się zacznie, matura właśnie dobiegła końca. Obie kwestie są dość bolesne, bo w obu różne podmioty oczekują ode mnie cudu, mnie zaś, w cuda niewierzącej, ciężko je czynić. Oczywiście, niepomiernie większe katusze przechodzą maturzyści, zwłaszcza ci ustni, niemniej żadną przyjemnością jest spojrzenie zdającym w oczy i oznajmienie im, że przykro mi bardzo, ale egzaminu nie zdaliście, a ja wam życzę, by ten był jedynym niezdanym, bo wtedy czeka was sierpniowa poprawka. Niestety, powyższe zdarzyło mi się wypowiadać w tym roku nader często, sumienie mam jednak czyste, oceniłam bowiem zgodnie z ich (nie)wiedzą i narzuconymi kryteriami, i nawet przez myśl mi nie przeszło, by zastosować się do zasady przyjętej przez jedną z większomiejskich szkół, która przepycha przez ustne każdego ze zdających. Egzamin pisemny zdać jest obecnie o wiele łatwiej, dlatego statystki owej szkoły na pewno będą wysoce zadowalające. Tymczasem my będziemy tworzyć opasłe tomiszcza programów naprawczych, w których słowem wspomnieć nie wolno, że większość poległych maturzystów zabrała się za robotę dwa miesiące temu lub czekała na wyżej wymieniony cud. Tudzież liczyła na to, że skoro mi z oczu dobrze patrzy, da się ze mną coś ugrać. Błąd. Ja należę do tych nieczułych, którzy uważają, iż nie każdy Polak musi mieć maturę i dopiero gdy maturalna zdawalność wyniesie 75% uznam to za sytuację normalną. Nie ma bowiem nic zdrowego w sytuacji, w której wszyscy wokół mają stawać na uszach, by dziecię zdało prócz samego dziecięcia. Szczęściem, ostatnioweekendowe sprawdzanie matur pisemnych odbywało się w rozsądnej atmosferze, nie chwalę jednak dnia przed zachodem słońca, bo jeszcze się może okazać, że CKE przyśle mijające się z rozsądkiem wytyczne i trzeba będzie w pracach znajdować coś, czego w nich nie ma.

Inną parą kaloszy jest fakt, że tegoroczni maturzyści o zmianach wprowadzonych na egzaminie ustnym z języka obcego dowiedzieli się mniej więcej rok temu, my natomiast przeszliśmy porządne szkolenie w listopadzie. Jak zwykle MENowi wydaje się, że termin wprowadzenia zmian nie ma żadnego znaczenia, bo dzieciaki wymiatają w każdym nauczanym języku obcym niczym rodowici użytkownicy. Tymczasem dla ucznia słabego każda zmiana jest przeżyciem dość traumatycznym, musi on bowiem wyćwiczyć rodzaj wykonywanego ćwiczenia, więc ministerialni urzędnicy powinni wprowadzać ewentualne zmiany co najmniej na trzy lata przed egzaminem. Nie mówiąc już o tym, że mnie owe zmiany w ogóle nie przekonują, bo matura ustna nie jest brana pod uwagę w rekrutacji na uczelnie wyższe, w związku z tym szkoda było wydawać pieniądze na wymyślenie i rozpowszechnienie nowej wersji, która łączy stary poziom podstawowy i rozszerzony w jedno. Zawsze ewentualnie można było zrezygnować z rozszerzonego i pozostać jedynie przy zestawie podstawowym. Jeszcze inną kwestią jest trudność egzaminu ustnego z języka obcego w porównaniu z banałem matury ustnej z polskiego. W drugim przypadku uczeń teoretycznie przygotowuje osławioną prezentację przez dziewięć miesięcy, po czym na egzaminie można mu zadać pytania jedynie o jego temat zahaczające, na języku obcym natomiast zdający bez zastanowienia musi odpowiedzieć na pytania często trudne, wymagające głębszego zastanowienia i pochodzące właściwie z każdej dziedziny życia.

Sumując, czekam na czasy, w których będzie można dziurkę wywiercić i wiedzę nalać. I proszę sobie darować ewentualne uwagi, że nauczyciel jest od tego, by nauczył. Od nauczenia się jest uczeń, nauczyciel ma uczyć. Bez współpracy sukcesu się nie osiągnie.
--
Jako ciekawostkę dodam, że w ramach oszczędności sięgających wielu zer, samorząd lokalny postanowił zlikwidować grupy językowe w gimnazjach. Tymczasem dyrekcja na ostatniej radzie przeczytała nam przydługie pismo, w którym każe się szkołom zwracać szczególną uwagę na potrzeby ucznia w zakresie nauczania języków obcych i zapewnić im poziom adekwatny do ich umiejętności.

56 komentarzy:

  1. oj ciężko nam cholernie nieśc ten kaganek oświaty,prawda?a docenienia naszych starań żadnych i nie znoszę jak nam się zarzuca, że nie tylko źle uczymy i to przez to dzieci mają kiepskie wyniki, ale osądza się nas o to też, że się nie przejmujemy. Ty przejmowałaś się każdym oznajmieniem złego wyniku. My nauczyciele mamy ciężką pracę z tego względu również dlatego, że pracę zabieramy do domu, słowa naszych uczniów, ich rodziców, naszego szefostwa, innych współpracowników. Każde słowo, opinię, ich odczucie co do nas i naszego nauczania. Przejmujemy się codziennie. A o egzaminu ustnym z języka nie wspomnę, bo masz absolutną rację, że nie ima się w ogóle ustnego z polskiego. Angielski jest trudny dla przeciętnego Kowalskiego w tej formie egzaminu i to, że non stop coś zmieniają to nawet na korepetycjach nie zdąże dzieciaka porządnie przygotowac jeśli przyszedł w tym roku dopiero w ostatniej klasie nauki.
    Ale co nam innego zostaje? Przejmowac się i dawac z siebie wszystko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz ciężej. Albo ja już mam zwyczajnie dość, albo dostrzegam więcej niż dostrzegałam kiedyś, albo po prostu wszystko schodzi na psy, z wymysłami MENu na czele. Jak niektóre dzieci mają mieć dobre wyniki, jeśli wychodzą z założenia, że weekendy i popołudnia są jedynie do odpoczywania? Pamiętam siebie z ogólniaka: pewnych przedmiotów uczyłam się o tyle o ile, byle nie mieć problemów, ale maturalne traktowałam poważnie, a teraz... Pewnie, naszym zadaniem jest zachęcić, ale ja chyba muszę iść na kurs sposobów zachęcania i jakieś banalne metody aktywizujące to za mało.
      Ja bym chętnie przepytała panią minister plus ludzi odpowiedzialnych za te językowe zmiany.
      A co do przejmowania się: oznajmianie, że delikwent nie zdał jest mało miłe, ale chyba się tym nie przejmuję aż tak, wszyscy na niezdanie zapracowali i już.
      W ogóle coraz mniej mnie ta praca bawi, a niegdyś ją kochałam strasznie.

      Usuń
  2. czyli- rośnie nam pokolenie idiotów czy nie?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostro powiedziane, ale obserwując swoich uczniów i ich brak czasami reakcji na mój jakiś sarkazm bądź dwuznacznośc mnie przeraża:)

      Usuń
    2. Brunet, idiotów może nie. Raczej wygodnickich, którzy czekają na tę metodę z dziurą w mózgu. I na cud. I na to, że samo wlezie.

      Usuń
    3. Junkie, sarkazm to wyższa szkoła jazdy :)

      Usuń
    4. Nie wymagaj od nich reakcji na sarkazm, cieszmy się że się potrafią podpisać:)

      Usuń
    5. ...choćby był to podpis krzyżykowy :))

      Usuń
    6. Oni czasami XYZ nie potrafią się podpisać:)

      Usuń
  3. okrutnie boli mnie poziom nauczania jezykow obcych w naszych szkolach... w sumie uczylam sie angielskiego 12 lat, a wyniki mizerne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boli, nie da się ukryć.
      Mam w jednej klasie dziewiętnastoosobową grupę. Poziomami różnią się jak dzień różni się od nocy. Niby pracę staram się indywidualizować, ale tak naprawdę warto by ich było podzielić na jakieś trzy mniejsze grupki, wszyscy by na tym skorzystali.
      Utarło się w mojej szkółce, że klasa dzieli się na dwie grupy, a powinno dzielić się na tyle, ile jest poziomów językowych. O ile w ogóle się dzieli. Na przykład, język zawodowy dla logistyków mam całą klasą (26 osób), a to przedmiot trudniejszy niż standardowy angielski przecież. Ale cóż, kasa, kasa, kasa.

      Usuń
  4. Nagrobka pewnego XIX-wiecznego rajcy żem ongi szukał i znalazłszy w osłupienie popadł, że na niem bynajmniej nie ryte jego radcowskie zasługi, czy ordery, których też miał kilka, a porażające dumą "właściciel matury"... Najwyraźniej był to natenczas do dumy powód niemały, skoro jegomość tego właśnie za najcenniejsze z życiowego dorobku uznał... A czemże dziś jest matura? Jeszcze trochę i przyjdzie jej przyznawać w nagrodę, że w ogóle do szkół chodzić raczył...
    Kłaniam nisko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Moja babcia, równie dumna posiadaczka matury, zdawała kilka przedmiotów w jednym dniu. Ustnie. Wędrowała od stolika do stolika i przy każdej komisji zaliczała jakiś przedmiot. A teraz komfort ponad miarę i jeszcze niektórym źle.
      Dziś usłyszałam, że jeden taki chce piątkę. Za co? Bo jest. A ja chcę na Bora Bora, bo jestem.

      Usuń
  5. matury ... już mnie nie dotyczą od lat a dzieci w mojej rodzinie jeszcze nie dotyczą. Ale to prawda, że nauczyciel sam za ucznia jej nie zda. Trzeba się minimalnie wysilić i czegoś jednak nauczyć. Ja z kolei podobnie jak Ty uważam, że nie każdy musi mieć magistra i skończone studia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze studiami uważam podobnie.
      Wiesz, tak sobie czasem myślę, że gdybym teraz miała 15 lat, poszłabym do szkoły dającej zawód, ale przedmiotów zawodowych uczyłabym się z ręką na sercu, nie licząc, że jakoś to będzie.

      Usuń
  6. cuda jednak czasem sie zdarzaja
    choc w niektorych sytuacjach tylko spokoj nas uratuje ;)

    oj wy zli i niedobrzy
    skoro tak ciezko patrzec w oczy i mowic ze nie zdali to moze by tak troche przymknac oko na braki w wiedzy i jakos przepuscic, tak rzutem na tasme
    proponuje wprowadzic dziec dobroci dla zwierzat...

    pamietam swoja mature
    zaczelam sie do niej uczyc... w autobusie na godzine przed matura :)
    wyznaje zasade ze skoro uczylam sie przez cale zycie wzglednie systematycznie to cos w tej glowie mam
    i dobrze zrobilam
    matura byla beztresowa, bez zarwanych nocy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się i zdarzają, ale w tym roku jakoś ich nie zaobserwowałam :)
      Jak my źli i niedobrzy, to Wy też, bo nas o zawały przyprawiacie swoją niewiedzą. Na braki mogłabym przymknąć oko, bo komunikacja jest najistotniejsza, ale na brak zupełny przymknąć się nie da. Aż czasem zęby bolały... Ale nie uogólniam, jest jak napisałaś: kto się uczył względnie pilnie całe życie, dał radę bez problemu. Przecież ta matura nie jest AŻ TAK straszna, jest po prostu we fragmentach nieco trudniejsza niż poprzednia wersja.
      P.S. Dzień dobroci dla zwierząt mam na co dzień :)

      Usuń
  7. Tanyu, też uważam, że za dużo u nas maturzystów, a za mało przyzwoitych mechaników, którzy wiedzą, w które miejsce trzeba stuknąć młotkiem. Jednak w obecnych czasach znajomość języka każdemu się przyda, nawet po to, aby wyjechać na zachód i stukać młotkiem cudzoziemcom. Nie może być tak, że każdy Azjata paple po angielsku, a Polak umie się tylko przywitać.
    Buziaczki nieznające języka Anny Boleyn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego strasznie mi się podoba myślenie jednego z panów ze szkoły zawodowej, który chce zdobyć zawód, a potem zrobi sobie maturę i może nawet na studia pójdzie, jak czas i chęci pozwolą. Super chłopak, pierwszoklasista.
      Tak, język zawsze się przyda, nic innego rzec nie mogę. Czasem moi się śmieją, kiedy im puszczę jakiegoś Azjatę mówiącego po angielsku z dziwnym akcentem, a ja ripostuję, że śmiać się nie ma co, a brać przykład trzeba, bo choć śmiesznie, płynnie gada.
      Buziaczki nieznające języka Goethego, a bardzo chcące znać.

      Usuń
  8. nauczyciel ma nauczać a nie iść za ucznia zdawać. widać gorący czas u was... mam nadzieję że ten długi weekend czerwcowy masz wolny... a ministerstwo edukacji - mi to się wydaje że u nich liczą się tylko papierki, statystyki a nie uczeń. teraz tak pomyślałam że przydałby mi się nowy zawód - może zapiszę się na kurs stolarski bo zawsze mnie to interesowało

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie ten czas już za nami, choć tłumaczenie się przed nami. I pewnie nikt nie będzie słuchał, że najsłabsza klasa nie dość, że cienka jak barszcz, to jeszcze miała tylko dwie godziny tygodniowo bez podziału na grupy, którego być nie musiało, ale na który starostwo mogło wyrazić zgodę, ale po co - jeszcze by nauczyciel zarobił tyle, że szok.
      Ja cały czas marzę o zmywaku. Trzeba w życiu chyba znaleźć nową ścieżkę; tak na wszelki wypadek, jakby mnie chcieli zwolnić. Choć ja w tym roku maturzystów nie miałam, to może mi się upiecze.

      Usuń
    2. patrz, dawniej człowiek pracował w 1 fabryce całe życie a teraz musi stale podnosić swoje kwalifikacje. wg mnie to dobrze, człowiek się przez to rozwija. więcmuszę poszukać kursu stolarskiego. a nauczyciele - wprawdzie teraz jest już niż demograficzny ale ciągle jeszcze ktoś musi uczyć i rozwijać zainteresowania tępej albo inteligentnej młodzieży

      Usuń
    3. Dokładnie, żyjemy w coraz bardziej mobilnym społeczeństwie, nie ma się co kurczowo trzymać jednej pracy. Tym bardziej, że zmywak kusi: chciałabym sobie popracować w zawodzie, gdzie mogłabym być bezmyślna. Oczywiście, bezmyślność ma swoje granice niezależnie od wykonywanej pracy.
      Fakt, ciągle ktoś musi uczyć, ale dlaczego ja? :)

      Usuń
    4. bo nikt nie chce... ja zawsze tak powtarzam sobie w pracy kiedy już mam dosyć wszystkiego - że w końcu ktoś musi to robić. musi się poświęcić;)

      Usuń
    5. Nikt nie chce? A ja myślałam, że chętnych jest cała fura: na tyle oficjalnego i nieoficjalnego (czytaj: lekcje) wolnego każdy by się pisał, nie?
      Cholerka, z wiekiem coraz mniej lubię się poświęcać.

      Usuń
    6. tak wszyscy mówią że praca nauczyciela to tak łatwo, że tyle wolnego, że to takłatwo... ale jak tata widzi jak te laski (czytaj młodzież) nie patrzy tylko idzie przez ulicę i jak coś się stanie to kto jest winny - dorosły a nie dziecko. jak ciocia widzi te rozpieszczone bachory to już nie widzi siebie w roli nauczycielki... a ja nie mam cierpliwości do dzieci. więc ktoś musi uczyć te bachory i tą inteligentą młodziesz. ktoś taki jak ty. stety czy niestety

      Usuń
    7. Do dzieci i ja nie mam cierpliwości, dlatego uczę młodzież. Technika nauczania jest jednak inna, dla mnie bardziej znośna. Mimo że w szkole ponadgimnazjalnej jest największa odpowiedzialność właśnie z powodu matury. Wszyscy zdają się jednak zapominać, że jej wynik jest wypadkową pracy przez całe szkolne życie.

      Usuń
  9. Zrozumiesz, jak powiem, że nie będę się rozwodzić, gdyż noc się zbliża i denerwowanie się, a nawet pobudzanie, są niewskazane?
    Powiem jedynie, że doskonale Cię rozumiem oraz się zgadzam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrozumiem. Zdenerwowanie nie jest wskazane o żadnej porze dnia czy nocy. Tym bardziej, że niewiele z niego wynika: jak jest, tak pewnie będzie, niezależnie od poziomu naszej adrenaliny.

      Usuń
  10. Nauczycielu - naucz, wychowaj i przymknij oczy, kiedy coś nie gra, Młody - jeśli będzie miał dobrą wolę, uprzejmie Ci na to pozwoli a Rodzic rozliczy, w końcu też od czegoś jest ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amen! :)
      A ja, głupia, w ogóle sobie nie chcę tego wziąć do serca, no.

      Usuń
  11. Jakie piękne, górnolotne słowa musiały być w tym piśmie! :)))

    Nauczyciel wiele może, ale cudotwórcą nie jest. Nie da się nauczyć kogoś, kto przed nauką broni się ze wszystkich sił. I bardzo mi się podoba Twoje podejście. Nie każdy musi mieć maturę. Inaczej czeka nas gigantyczna inflacja w tym temacie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to słuchałam piąte przez dziesiąte, bo takie pisma nadają się jedynie do kosza :)
      Domyślam się, że niektórzy tak bardzo nie chcą nic wiedzieć, że nawet przed wywierceniem dziury by się bronili. Jeszcze mnie tak nie rozwalają brakiem wiedzy, jak brakiem myślenia - niech będzie błędne, ale niech zaistnieje. I jeszcze tym, że jakby żyli w światach równoległych. Ostatnio spytałam, czy słyszeli cokolwiek o "Władcy pierścieni". Owszem, to coś podobnego do "Zmierzchu". Gee, zmierzch to my mamy. Zmierzch świata.

      Usuń
    2. To też mnie osłabia - ten kompletny zanik ciekawości, szukania odpowiedzi, chęci jakiejkolwiek na poznanie nowego. A może i nie zanik, bo żeby zaniknąć, najpierw musiałoby się coś pojawić.

      Usuń
    3. Zanik chyba jednak, bo z tego co mówią nauczycielki nauczania początkowego, ich podopieczni garną się do wszystkiego. Przynajmniej większość. Jakby potem się wypalał cały geniusz.

      Usuń
  12. mój kuzyn właśnie postanowił zdać maturę. Osławionej prezentacji nie przygotował, zrobił to za niego ktoś inny. Żadnej z lektur, których dotyczyła prezentacja nie przeczytał. Prezentację zaś przeczytał. Raz. Tuż przed wejściem do sali, bo "koledzy mówili, że to wystarczy". Na całe szczęście nie zdał, bo jakby zdał, to bym się załamała już kompletnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz Twoją wypowiedź wydrukuję i pokażę koleżankom polonistkom, bo mnie kapkę jakby wkurzają z tą swoją pobłażliwością dla nieuctwa. I kto jest zły? Językowcy. Co w sumie napawa mnie coraz bardziej niezdrową dumą, a co.

      Usuń
  13. Tanya, ja ciebie podziwiam, tak jak każdego, kto podejmuje trud bycia nauczycielem w polskiej szkole. Zgadzam się z każdym twoim zdaniem. Nasz system jest chory i coraz słabszy. Nie mam pojęcia, jaki ma cel, bo na pewno nie porządne wykształcenie kolejnych pokoleń. Można by jeszcze dużo mówić i pisać na ten temat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co podziwiać, współczuć należy ;)
      A serio mówiąc, wciąż lubię swoją pracę. Wszystko to, co się wokół dzieje, sprawia jednak, że powoli się wypalam. Najmniejszy wpływ na moje zniechęcenie mają uczniowie: oni korzystają ze swoich praw, a że są one niemal nieograniczone to już sprawa systemu i tworzących go ustawodawców. Niestety, część młodzieży w ogóle się nie czuje zmotywowana do czegokolwiek w czasach, kiedy sami nie muszą dawać od siebie niemal nic. Na szczęście, część nie oznacza większości - wciąż w to, może naiwnie, wierzę.

      Usuń
  14. Prawda jest taka, że nauczyciel może zdziałać wiele, ale ważne by był nauczycielem z powołania. I tylko jedną osobę taką spotkałam. Mówię poważnie. Nauczycielkę, uczyła mnie fizyki. Była cudotwórczynią - wymyślała coś z niczego. Tłumaczyła do skutku, nie było jej szkoda straconych minut, czy lekcji. Zawsze chciała uczyć w szkole i dokonała tego. Chwała jej za to, bo dzięki niej fizyka stała się jednym z moich ulubionych przedmiotów (wyłączając dział: optyka). I bynajmniej nie mam odczuć "Po co mi fizyka?", tak jak w przypadku chemii, skoro jestem na turystyce.

    Matura... Cóż, czeka mnie za rok. Niczego nie boję się tak, jak ustnego egzaminu z angielskiego. Trzęsę się na samą myśl. Niby na semestr zawsze miałam piątki, ale mam taką blokadę, jeśli chodzi o mówienie. Nie ważne, czy na lekcji, czy wśród koleżanek - wiem, że potrafię, a nie umiem wydusić z siebie nawet dwóch słów. Jeszcze, jak zrównali poziom rozszerzony z podstawowym kompletnie się załamałam....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może, nie przeczę. Zgadzam się z Twoim zdaniem, choć moje powołanie (nie znoszę tego słowa, wiesz?) wyparowało przez te szesnaście lat pracy. Ale nie uczniowie mnie wypalili, a podejście władzy do edukacji: jest to dla wielu zwyczajnie źródło wszelkich oszczędności, ale... może dziś nie o tym.
      O powołaniu więc, bo o tym była mowa. Na fizykę, chemię, biologię, na jakikolwiek przedmiot na maturze nieobowiązkowy należy, moim zdaniem, spojrzeć w nieco inny sposób - tutaj liczy się zainteresowanie, pasja, wybór przyszłego kierunku studiów. Język zaś - w końcu piszę jako filolog - zdawać trzeba. Nikt łaski nie robi: czy się nauczyciela uwielbia, czy nienawidzi, uczy się uczeń dla siebie. Pomijam nauczycieli, którzy na lekcji jedynie kawę piją, bo tacy powinni zostać zwolnieni. Do czego zmierzam, podam Ci na moim tegorocznym przykładzie. Uczyłam jedną taką klasę technikum, kiedy byli w I i II klasie. Potem zlikwidowano grupy i przejęła ich koleżanka. Buntowali się, bo ja jestem żywioł, a z niej mocno spokojna kobietka, ponad połowa klasy zaś była przyzwyczajona do mnie. Zaproponowałam im zajęcia dodatkowe, chodziła jedna osoba, najlepsza w klasie zresztą. W czwartej klasie dostałam u nich język zawodowy; robiłam przekręt: wpisywałam tematy, a ćwiczyliśmy do matury (tak sami woleli). Niestety, ćwiczenia polegały na udziale najlepszego chłopaka i może jeszcze ze trzech osób, reszta nie uczyła się wcale. Do tego stopnia, że nawet z kartkówek ze słownictwa były jedynki. No, tego im do głowy nie wcisnę, trzeba przysiąść i się nauczyć. O takich dzieciach piszę, a nie o młodzieży, która się stara choćby trochę.
      Blokadę masz, mówisz? Może na początek spróbuj z kimś popisać po angielsku? Tak na rozkręcenie się. A potem, powoli zacznij gadać do lusterka, później do koleżanek. I nie przejmuj się gramatyką: lepiej powiedzieć nie do końca poprawnie niż wcale. Wciąż na maturze liczy się komunikatywność. Zawsze możesz pogadać ze mną przez gg.

      Usuń
    2. O, a wiesz, że i ja mam angielski zawodowy? :) Teraz się uczę kosmicznych rzeczy, ale idzie mi znacznie lepiej i to dzięki nauczycielowi chyba.

      Bardzo chętnie - 9377816:)

      Usuń
    3. Czyli w technikum jesteś? W jakim, jeśli mogę zapytać?
      A jutro zainstaluje gg, bo jeszcze nie zdążyłam go mieć na nowym komputerze.

      Usuń
  15. Witaj
    Na temat nauki, nauczania- przemilczę, bo to temat drażniący. Mam 3- ke dzieci, zatem wszystko przeszłam, od A do Z.
    Pozdrawiam mile na dobry weekend :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja myślę, że o drażliwych kwestiach trzeba mówić dużo i głośno - może wtedy do jakiegoś konsensusu dojdziemy, bo jesteśmy na siebie zdani, czy tego chcemy, czy nie. My, czyli rodzice, uczniowie i nauczyciele. Tymczasem w moją stronę lecą, na przykład, zarzuty, że ściana jest różowa, a nie pomarańczowa, co jest absurdem, bo i zarzut trywialny z cyklu "byle się o cokolwiek czepić", i nie do mnie skierowany.

      Usuń
  16. W obecnych czasach lepiej sobie ten angielski przyswoić z wielu powodów. Na temat systemów wolę się nie wypowiadać...

    OdpowiedzUsuń
  17. Nauczycieli w różnych dziedzinach nie brakuje, ale są to dydaktycy domorośli. Natomiast praca w współczesnej szkole to orka na ugorze. Z różnych względów. Kiedy patrze na zakres wiedzy , albo niewiedzy, która dzieci muszą przyswoić jestem przerażona. No i nie chcę wracać do gloryfikacji dawnych systemów, gdzie jej zakres był zdecydowanie wyższy a osiągnięcia naukowe na przedostatnim miejscu w rankingu jeszcze nie zjednoczonej Europy..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo wciąż się nie możemy dopracować systemu, w którym umiejętności brałyby górę nad encyklopedyczną wiedzą. I pewnie się tak szybko nie dopracujemy przy takich oszczędnościach na oświacie. Ja wiem, że niektórzy twierdzą, że świetny nauczyciel zrobi coś z niczego, na pewne rzeczy materialne potrzebne są jednak pieniądze i kropka.
      Zakres wiedzy i mnie przeraża. Zwłaszcza w obliczu niełączenia jej z praktyką, czyli znów jak wyżej.

      Usuń
  18. Wspaniałe i mądre słowa- nie wystarczą chęci jednej strony, choćby nauczyciel nie wiem jaki był wyrozumiały, wytrwały, zmotywowany i jakiego by nie miał powołania, to bez chęci ucznia nie da się za wiele osiągnąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To transakcja wiązana, nie da się ukryć.
      A na metodę z dziurką trzeba będzie jeszcze kapkę poczekać ;)

      Usuń
  19. Przykro mi to stwierdzić, ale jeżeli uczeń oblał, to jest również Twoja porażka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie twierdzę, że nie. Napisałam wyraźnie, że na sukces pracuje się wspólnie.

      Usuń
  20. Ja bym już drugi raz matury nie zdała. Słowo daję :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja Ci słowo daję, że byś zdała. 30% w porównaniu z naszą maturą to żaden szał.

      Usuń