27 listopada 2011

O germańskiej nazwie zawierucha..

Skleroza osobista, papużka-ze-mną-nierozłączka, bez której jak bez ręki, tak we mnie wrośnięta, przepoczwarza się w czarną dziurę, w której gubię w niechronologicznym porządku ułożone myśli, potrzebne w danej chwili słowa i torebkę wypełnioną najpotrzebniejszymi rzeczami. Zakumplowany, wydawałoby się, diabeł przykrywa ogonem przedmioty i duszy tęsknoty, szyderczo sycząc do ucha, że czas odklepać nowennę do świętego Antoniego od rzeczy zagubionych, inaczej gwarantowana w moim mózgu o germańskiej nazwie zawierucha. Jeśli, pókim jeszcze młoda i do umierania nieskora, blog ten zamilknie na wieki, będzie jasne, że wyszłam z domu, znajomego jak własna kieszeń, i zaginęłam w pipidówkowym zakamarku, gdzie po czasie odnajdzie mnie znajomy znajomego, odprowadzi do Duńskiego, a ten przykuje mnie do telewizora, żebym mogła ćwiczyć pamięć identyfikując identycznych bohaterów serialowej papki.

16 komentarzy:

  1. No masz:) Witaj w klubie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakąś konkretną papkę masz na myśli? Na przykład "Modę na sukces:? ;)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Liv, może to jakaś belferska przypadłość, hmm?

    Kendżi, dziwne, ale w "Modzie na sukces" rozróżniam część bohaterów, zwłaszcza tych, co tam są od wieków, za to w polskich serialach za diabła nie wiem, kto jest kim.

    OdpowiedzUsuń
  4. a tam, jak sie dziesiec rzeczy pamieta to jedenasta sie zapomni;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A jak się jedną pamięta, a jedenaście zapomina?
    W sumie ja zawsze sklerotyczka byłam, ale teraz to jakaś paranoja jest: nie pamiętam niemal o niczym, w każdej kwestii jadę na telefonicznym przypominaczu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślisz, że na byłych belfrów też działa?:) Nawet bym się ucieszyła, bo żyję w przeświadczeniu, że to uboczne skutki dzikiej ilości zażywanych przeze mnie leków:)
    Ty na serio z tą 'Modą...'? Bo ja tylko ciągle słyszę o jakiejś Brooke, ale dobrze nie wiem, która to, bo to podobno ukochana Ridge'a /tego chyba widziałam/ a on ma więcej ukochanych niż ja schizów, a to imponująca liczba:P

    OdpowiedzUsuń
  7. Polluśka, no do tegoż dążę najwyraźniej.

    Liv, po dzisiejszej rozmowie z koleżankami jestem tego wręcz pewna, bo i one powyższe przeżywają, może z mniejszym jeno natężeniu, bo one się ze sklerozą nie urodziły.
    A z "Modą..." jak najbardziej serio: moja babcia, świętej pamięci, oglądała i przeżywała, a że było to w czasach jeszcze nie aż tak internetowych, to i ja uszczknęłam co nieco. Ponieważ babcia zmarła 10 lat temu, pamiętam jeno starszych bohaterów, choć konfiguracji, kto z kim już też nie ogarniam :)

    OdpowiedzUsuń
  8. no bo w tym wieku na sklerozę starczą jesteś za młoda ;D

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak, w sumie moja Koleżanka dzięki swojej /dziś też już śp. Babci/ całkiem nieźle ogarniała 'Modę...'. Mnie się udało, bo z moich znajomych ten serial oglądała tylko Opiekunka Nastolatki, która pracowała u nas tylko rok, bo później było przedszkole. Ale Ona oglądała powtórki do południa, kiedy ja byłam w pracy:P

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha!! tak źle nie będzie... zawsze kogoś spotkasz, dogryziesz i Cię dana osoba zidentyfikuje w mig... ;) Buziol!

    OdpowiedzUsuń
  11. Polluśka, sklerozę, bynajmniej nie starczą, mam od urodzenia :)

    Liv, no sama widzisz - to jak współuzależnienie normalnie :)

    Aguśka, nawet dogryzać bym nie musiała, bo mam wrażenie, że w pipidówce każdy mnie zna. Nawet ci, których ja na oczy nie widziałam. Straszne!

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja jednak muszę się przyznać, że mam wyjątkową słabość do Rozmów w toku;) - zawsze towarzyszą mi w sprzątaniu, gotowaniu itd. Może trudno nazwać program serialem, ale "idiotyczność" niektórych tematów i bohaterów nie odstaje od "mody.."

    OdpowiedzUsuń
  13. To prawda, w końcu oglądnęłam kilka odcinków. Program mnie jednak drażni swoją sensacyjnością. I jakoś nie przepadam za panią Drzyzgą.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przestała mnie już martwić moja skleroza (raczej roztrzepanie), odkąd na jednym z blogów przeczytałam o sójce. To ptasię gromadzi żołędzie i inne leśne smakołyki gdzie tylko się da, robi małe spiżarnie. Potem zapomina, gdzie co kładła, ale dzięki temu - w tych zapomnianych przez sójkę miejscach - wyrastają dęby. Sobie uknułam morał: jak co zapomnę, to będzie z tego pożytek. Seriali unikam, już i tak za dużo mam uzależnień:) Uściski:)*

    OdpowiedzUsuń
  15. O, to idealne wytłumaczenie i pozwolisz, że również zacznę z niego korzystać :)
    Ja też seriali nie śledzę, choć kiedy Duńskiego nie ma telewizor gra niemal non stop, żeby zabić ciszę.
    Buźka.

    OdpowiedzUsuń