8 listopada 2011

Altruistyczna pipka..

Jakbym trochę w kupę wdepnęła. Tłumaczenie skończone, nawet dość przyjemnie szło, choć wrodzone lenistwo, niezapowiedziane katary, nieprzemożone chęci do drzemania i inne takie rzucały tyle kłód pod nogi, że przekroczyłam termin o tydzień. A szkoda. Szkoda, że nie przekroczyłam o miesiąc, o rok, a może nawet, że nie tłumaczyłam zleconego mi tekstu do końca świata, a przynajmniej do emerytury. Nadszedł bowiem moment zapłaty, w którym okazało się, że zwyczajnie głupio mi zedrzeć skórę z kogoś, z kim na co dzień pracuję. Ba, właściwie można by powiedzieć, że choć zaniżyłam koszt dwukrotnie, a wedle niektórych stawek nawet trzykrotnie, i tak głupio mi było chować pieniądze do kieszeni, czego nie omieszkał skrytykować Duński, głośno i dobitnie zresztą. I ma rację: altruistyczna pipka jestem, ot co.

Jednocześnie w związku z tym, że ostatnio rzygam idąc do szkoły - z powodu uczniów, co jest niesłychane - od biedy mogłabym zostać tłumaczem. Przy odpowiedniej liczbie zleceń, nie umarłabym z głodu i chłodu pod mostem. I mogłabym tłumaczyć nocami, żeby mi się nie śniły pulsujące od zbytniego gorąca piece centralnego ogrzewania w moim własnym domu i sinusoidalne trzęsienia ziemi.

17 komentarzy:

  1. no właśnie dlatego najlepiej robić różne takie rzeczy obcym, wtedy nie ma skrupułów i jest co na chleb położyć :)))

    To ja też chyba jestem altruistyczna pipka a Lu pipek ???

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt, ale cóż, nie mogłam jej powiedzieć, że nie przetłumaczę. Bo co? Bo mam kasowe skrupuły? Ech...
    Pipek? Hmm... ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. może pimpek he he he ...

    OdpowiedzUsuń
  4. nie rzygaj tyle, bo za chwile zachniesz prowadzic blog pro ana

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma nic zlego w uczciwym wycenieniu swojej pracy

    OdpowiedzUsuń
  6. Nieraz mnie takie coś dotknęło, to były inne zlecenia, ale co się nachodziłam, to się nachodziłam! A na ostatniej - całowałam klamkę! Tanyu, napisałam mejla.

    OdpowiedzUsuń
  7. A to dlatego Cię tyle nie było, bo tłumaczyłaś:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Polluśka, no przecież, ze pimpek, a nie...
    Yyyy, normalnie jakieś mam brzydkie skojarzenia ;p

    Dosia, akurat taka opcja mi nigdy nie groziła i nie grozi. I na szczęście.

    Zielona, nie ma, ale wiesz, jak to jest "zdzierać" ze znajomych.

    Clisha, o kurczę, całowałaś klamkę, czyli w ogóle nie zapłacili? Co za ludzie!

    Nikki, dokładnie. Pisałam o tym małym druczkiem w poprzedniej notce :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Problem sie pojawia, jak raz czy dwa nei wezmiesz pieniedzy za swoja prace a potem sie wszyscy do tego przyzywyczaja. Ja bym to rozwiazala mowiac cos w stylu: normalnie wzielabym tyle, ale ze specjalna znizka dla przyjaciol jest tyle. Zeby ludzie rzeczywiscie sie orientowlai ze robisz im przysluge taka kwota

    OdpowiedzUsuń
  10. Też właśnie tak zrobiłam: powiedziałam, ile wzięłabym normalnie za stronę i dodałam to "ale". Czterdzieści stron za friko w ogóle nie wchodziło w rachubę - co do tego zgadzałyśmy się obie.

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznaję rację Duńskiemu, ale... postępuję tak, jak Ty... Niestety...

    OdpowiedzUsuń
  12. Witaj więc, mentalna bliźniaczko :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Znajomość znajomością, a praca pracą, choć wiem, że nie zawsze łatwo to rozdzielić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jedyne wyjście to nie przyjmować zleceń od znajomych, ale w tym przypadku odmówić było równie głupio.

    OdpowiedzUsuń
  15. A mogę prosić o odpowiedź na głupio-osobiste pytanie? - mianowicie: po ilu latach zaczyna się rzygać uczniami?;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Założę chyba słownik Twoich wyrażeń, zaczynam je kochać po prostu :) Takie barwne, wymowne i inteligentne.

    OdpowiedzUsuń
  17. Lucy, ja zaczęłam po 15, ale liczę, że mi przejdzie, bo inaczej jak żyć?

    P.K., no nie wiem, czy słowo "pipka" należy do inteligentnego zestawu, niemniej dziękuję :))

    OdpowiedzUsuń