Mieszkam w balonie. Co chwila wyściubiam z niego nos, przemierzając wzdłuż i wszerz śląskie, małopolskie i świętokrzyskie, jednocześnie nie wydostając się spod ograniczającej powłoki. Zakochana bez pamięci, zrobiłam z siebie głupią gęś nieskończoną ilość razy. Ostatni raz wczoraj. Dzisiaj może. Powietrze stało się odrobinę zatęchłe od przyspieszonego oddechu, a ja zastygłam w bezradnej pozie i nawet nie szukam szpilki, która przekłułaby nawarstwione zwoje. Pyk, jedną po drugiej. Pyk, pyk, pyk...
Aż wyjdę spod nich poskładana w całość ja.
Może nie spuszczać z balonu całego powietrza, ale dostarczać mu nowe, świeże? ;)
OdpowiedzUsuńMiło Cię znowu czytać :)
Mam nadzieję, że skoro napisałam tych kilka zdań na początek, kolejne pójdą bardziej gładko :)
UsuńCo do balonu zaś: jednak należy przekłuć. I to błyskawicznie. Nie ratuje się nieratowalnego. Szkoda...
Szkoda...szybkie cięcie może i bywa bolesne, ale skuteczniejsze...Kiedy się zwleka, z nadzieją...to później z dystansu stwierdza się, że trzeba było szybciej...bo szkoda nas, samych...
UsuńAle! Cieszy zapowiedź, że będziesz:))
W samo sedno, Roksanno: muszę się zdobyć na zdrowy egoizm.
UsuńOooo, jesteś :D
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że nie jednorazowo :)
Usuńthe creature is alive;) a tak poważnie - brakowało mi tych słów. bo mnie uwodzą słowa a ty tak pięknie opowiadasz...
OdpowiedzUsuńThe creature indeed!
UsuńGdybym chciała opowiedzieć wszystko, co się działo przez te półtora roku, pomarlibyście z wrażenia. Że taka słaba byłam (jestem?). Tymczasem czas się zebrać w sobie.
Dzięki, Antonio :)
słaba? TY? nie wierzę. chyba że ten Ktoś jest jeszcze słabszy:)pewnie byśmy pomarli więc nas, mnie musisz tak stopniować wrażenia. albo i nie... ale mam wrażenie że jesteś szczęśliwa. jesteś?
UsuńJest słabszy, słabiutki bardzo, dlatego z tym szczęściem jestem jakby na bakier nieco. Może kiedyś opowiem, jak emocje ostudzę.
Usuńwymęczyłaś Słabełuszka;)oj, już mi się wyobrażają te pikantne szczegóły;)może lepiej nic nie mów bo tylko rozpalisz moje emocje.
UsuńŻeby to było takie proste...
Usuńżycie jest proste, to ludzie lubią komplikować:)
UsuńFakt! A ja się skomplikowałam ostatnio do granic niemożliwości.
Usuńsłowa pomagają w układaniu się na nowo
OdpowiedzUsuńZwłaszcza wirtualne w sytuacji, w której nie mam ochoty zwierzać się w cztery oczy.
Usuń"Nie ratuje się nieratowalnego"...Skąd ja to znam...Ale z perspektywy roku zastanawiam się,czy diagnoza"nieratowalne"była słuszna...
OdpowiedzUsuńNie przekłuwaj jeszcze!Poczekaj!
(Przepraszam za niechcianą radę,ale nie chcę,żebyś była tutaj,gdzie ja dziś jestem).
Liluś, Liluś, Ty romantyczko kochana! Też nią powinnam być, ale nie w tej chwili. Może to mało mądre, ale przyszedł czas na radykalne cięcie: pojawiło się ultimatum.
UsuńTak,tylko że to mój romantyzm uznał,że to"nieratowalne"...Ty masz inny charakter,ale jak napisałam u siebie(w końcu ja mam zamknięty blog,mogę pisać z masochistyczną szczerością)nie chcę,żeby ktokolwiek tak się czuł,jak ja przez ostatni rok.
UsuńI tak będę trzymała kciuki za Twoje szczęście.No,któraś z nas musi być:)Trochę za dużo tych podobieństw,jak na tyle różnic-Ty jesteś bardziej predestynowana do szczęścia ode mnie:)
To i może mój romantyzm dochodzi do głosu, choć wydaje mi się, że ostatnio stąpam po ziemi nader twardo.
UsuńRozsądek mi mówi, że nie powinnam się czuć po przekłuciu źle, ale... rozsądek się chowa gdzieś głęboko, kiedy kłucie wchodzi w grę, ech.
Ja będę szczęśliwa, Lilu. I Ty też, i już!
tanya,ironię losu opisałam u siebie.Blog zamknięty i nie chodzi o nabijanie komentarzy,ale mogę tam uprawiać ekshibicjonizm.
UsuńTy umiesz łączyć romantyzm z twardym stąpaniem,ja niestety jestem bujającym w obłokach"emotem":)
Nawet jak sobie bujałam rok temu, twardo zostałam sprowadzona na ziemię i... cóż, tak na razie jest lepiej.
UsuńEkshibicjonizm, na szczęście, mogę uprawiać i ja, bo choć on korzysta z mojego laptopa, blogiem jest średnio zainteresowany :)
W takiej małej plątaninie słów utworzyć coś, co budzi więcej pytań niż odpowiedzi, sugeruje różnorakie historie i daje pole wyobraźni... Najważniejsze jednak, że znów dajesz nam na to szansę, bo jesteś, pojawiłaś się :)))
OdpowiedzUsuńNa razie musi Wam wystarczyć gmatwanina myśli, bo wszystko jest w toku, ale... to raczej romans klasy C będzie, a nie historia wielkiej miłości.
UsuńCieszę się, że wyściubiasz :)
OdpowiedzUsuńWczoraj tak wyściubiłam, że złapaliśmy gumę w środku krakowskiej nocy i bez zapasowego koła :)
UsuńTanyu, maj to miesiąc zakochanych, więc chyba jeszcze nie teraz uda Ci się znaleźć szpilkę. Zresztą chyba nie bardzo chce Ci się jej szukać.
OdpowiedzUsuńBuziaczki majowe.
Rzeczywiście, nie mam ochoty jej szukać, Aniu, ale nie zawsze mamy to, co chcemy, czyż nie?
UsuńBuziaczki być może zmuszone.
Dokładnie teraz tak się czuje, nieratowalna... Cieszę się, że trafiłam na to miejsce. Będę wracać.
OdpowiedzUsuńJa, nie może być inaczej, jestem do uratowania. Ufam, że Ty jednak też - tylko tego kubła wody potrzeba. Tylko jak go wylać? Nieratowalna jest jednak sytuacja, w jakiej jestem. Trudno się do tego przed sobą przyznać, ale chyba już czas...
Usuńwszelki duch Pana Boga chwali !!! Tanya odnalazła hasło do swego bloga ... :D
OdpowiedzUsuńJeszcze tylko muszę odnaleźć do Twojego, Polluśka :))
Usuńchyba Cię wywaliłam bo pisałam a Ty nic. Musisz dać głos na aniolowa@gmail.com :D
UsuńJa w ogóle przez ostatnie półtora roku niemal do nikogo nic - tak mnie opętało paskudnie...
UsuńZrobiono Ciebie w balona, a w nim zaległo złe powitrze. Wypuść ten zgniły fetor i zacznij żyć na nowo. Pozdrawiam -- Maya
OdpowiedzUsuńWiele prawdy w tym co piszesz, Mayu, i choć chciałabym powiedzieć, że to bardziej skomplikowane, ugryzę się w język.
Usuń