Noworoczne postanowienie sprzed półtora roku - to o zakochaniu się i robieniu z siebie głupiej gęsi - zmaterializowało się co do joty, pora więc powziąć kolejne. BIORĘ SIĘ ZA SIEBIE. Napiszę sobie drukowanymi literami, bo czytanie ze zrozumieniem nie jest ostatnio moją mocną stroną, wydaję się bowiem interpretować teksty wedle własnych potrzeb, które kompletnie mijają się z zapatrywaniami strony przeciwnej. Handryczymy się więc o modę, sławę i urodę, niepotrzebnie tracąc energię, którą mogę wykorzystać na zdecydowanie bardziej konstruktywne sposoby. Na przykład, korzystając z faktu, iż odwołano mi zajęcia na Uniwersytecie Trzeciego Wieku, napisać kilka słów na blogu. Albo pomachać nogami. Od wakacji stoję w wagowym miejscu, co można uznać za cud, bo druga strona postawiła na niekontrolowane podjadanie, a powszechnie wiadomo, że jak łakoć na stole leży, po łakoć się sięga. Od czterech dni włączam więc regularnie rozgrzewkę jednej ze znanych z intensywnych ćwiczeń pań i staram się ze wszystkich sił nie wyzionąć ducha podczas wyżej wymienionego machania, przeplecionego skrętami, podskokami czy też przysiadami. Udaje mi się wciąż żyć, a między jedną a drugą zziajaną chwilą ze zdziwieniem odkrywam, że najmocniej omdlewające mam mięśnie rąk. Zaparłam się jednak i liczę, że krakanie znajomego wuefisty nie okaże się prorocze. Według jego teorii euforia ćwiczących mija po mniej więcej miesiącu, kiedy efekty widać jedynie najbardziej optymistycznym okiem, wskutek czego machający zniechęca się skutecznie i nie doczekuje czwartego, przełomowego miesiąca. Się okaże, bo motywatory wyskakują mi jak dwudziestokilkuletnie filipy z konopi, stwierdzające, że się pani odmłodziła, poznać pani nie idzie.
Witaj!
OdpowiedzUsuńBardzo miło czytać Twojego bloga po przerwie:)
Machanie machaniem, a może, to z wiekiem Pani młodnieje? i mnie zdarza się słyszeć takie komplementy.
Staram się, dbam o siebie, nie lubię słodyczy- zatem słodkości nie kuszą.
Ruchu jest b. dużo w pracy, zatem po- można odpocząć, nawet trzeba.
Tym optymistycznym wpisem żegnam się do następnego napisania:)
Serdeczności przesyłam:)
Pewnie, że z wiekiem. W końcu wedle pewnej bardzo wygodnej dla nas teorii, kobieta starzeje się do czterdziestki, a potem młodnieje bez opamiętania. I tego się trzymajmy.
UsuńJa, niestety, słodycze lubię, a i w szkole salę mam prawie pod pokojem nauczycielskim, więc ruch po pracy się przyda.
Uściski :)
Cieszę się, że jesteś tu znowu :))
OdpowiedzUsuńTeż się cieszę - mam nadzieję, że wytrwam i z ćwiczeniami, i z pisaniem.
Usuńułaaaaaaaa no to nieźle. Ruch na blogu, ruch fizyczny aktywność aż dwubiegunowa ;D
OdpowiedzUsuńJak szaleć, to szaleć.
UsuńP.S. Już ślę maila z prośbą i zaproszenie.
Maya
OdpowiedzUsuńWesoła jesteś, hi hi. Machaj se machaj, byleś tylko nie spadła z krzesła.
A tak na serio -- wyjdziesz z tego, tylko czasu trzeba. Buziole ;)
Na krześle nie macham, tom bezpieczna :)
UsuńWyjdę, wyjdę - jestem silniejsza niż się wydaje.
Cmok.
I tak trzymaj. Cmok, hi hi
UsuńMuszę!
UsuńMnie też to mówią,ale ja jakoś nie wierzę...Natomiast Ty absolutnie odmłodniałaś i(nie gniewaj się za takie słowa)wypiękniałaś.
OdpowiedzUsuńA ja zaczynam drugi cykl niekontrolowanego machania nogami.Na razie jest wolne.Czy się moje nogi"rozmachają",czy staną-tego nie wiem.
Aktywność fizyczną mam zakazaną.Poza spacerami.Ile,u licha,można schudnąć spacerując?Zaczęłam się głodzić.Nie wiem,czy to dobry pomysł:)
Dzięki, Lilu - makijaż czyni cuda ;)
UsuńAkurat moja metamorfoza to jego zasługa: jak się człowiek zadaje z kimś, dla kogo wygląd jest sprawą wielkiej wagi, to i sam co nieco uszczknie z pańskiego stołu.
Wiesz, podobno nordic walking czyni cuda na równi z makijażem. Nawet czasem myślę, że sama bym mogła, ale wolałabym w towarzystwie, a tego w tej kwestii brak.
Nie, głodzenie się to zły pomysł: ja, kiedy nie jem przez pół dnia, wieczorem zmieniam się w żarłoka mogącego pochłonąć konia z kopytami!
To ja trzymam kciuki za wytrwanie!
OdpowiedzUsuńTo ja dziękuję :)
UsuńTanyu, przypomniała mi się koleżanka Danusia od maluszków. Akurat miała lekcję w gabinecie nieopodal gabinetu dyrektorki. Siedziała sobie na biurku i machała nogami, gdy nagle weszła do niej wizytacja i zastała ją w takiej pozycji, podczas prowadzenia lekcji. Okazało się, że dyrektorki w gabinecie nie ma, więc panowie weszli do pierwszej z brzegu klasy. Ja na taki widok zeskoczyłabym z biurka, ale Danka dalej siedziała i machała nogami.
OdpowiedzUsuńOczywiście miała za to sporo nieprzyjemności.
Jest jakaś ludowa piosenka o "machaniu giczołami";)
Co do odchudzania się, to jem specjalne naturalne tabletki, które syn zamówił mi na Allegro. Niestety, dziś przed obiadem zapomniałam je wziąć. Gapa!!! Wezmę przed kolacją.
Buziaczki bez żadnego handryczenia się.
Z machaniem nogami na szkolnej ławce i ja miałam przygodę. Wróciłam z jakiegoś wyjazdu i widzę, że moje dzieciuchy się po szkole kręcą, więc zgarnęłam ich do siebie, bo jakiś czas wstecz dostały po uszach od dyrekcji, że się włóczą zamiast uczyć. Siedzimy sobie i rozmawiamy na tematy luźne, coś tam oni sobie malują na tablicy, generalnie rozgardiasz. A tu wchodzi pan burmistrz z delegacją z Ukrainy i, jak mogłoby być inaczej, sama pani dyrektor we własnej osobie. Pyta, co to za lekcja, więc jej mówię, że nie lekcja, tylko takie spotkanie nieformalne. Już widzę minę srogą, a wtedy jeden z uczniów rzecze do gości, że to najlepsza szkoła w powiecie i w ogóle mucha nie siada. Po wszystkim nie było komentarza. Głupi/bezczelny to ma szczęście.
UsuńTabletki działają? To nie dla mnie, bo pewnie zapominałabym połykać i przed obiadem, i przed kolacją. Już cynk łykam od przypadku.
Buziaczki z uwielbieniem dla Twojego sposobu poprawiania błędów ortograficznych. Tylko czemu mi nie podkreśliło słowa, znów wielkie litery, HANDRYCZYĆ? Niedobra Mozilla! ;))
Tanyu, kiedyś miałam w gabinecie bardzo niskie biurko z różnymi dodatkami (ale za dużo pisania o tym), było idealne do przysiadania, gdy np. uczniowie pisali pracę klasową, a ja nie chciałam rozpraszać ich uwagi, chodząc po klasie. Gdy przeniosłam swój gabinet na piętro wyżej, dyrektor kazał wyrzucić ten wiekowy rupieć i wstawić wyższe biurko, na którym źle się siedziało, ale właśnie ta wysokość pozwalała na machanie nogami.
UsuńTeż miałam mądrych uczniów, bo gdy się kiedyś spóźniłam do szkoły, cała klasa usiadła cichutko w szatni, tylko jeden uczeń czatował, kiedy się zjawię.
Dyrekcja nic nie wiedziała o moim spóźnieniu z winy autobusu.
Tyle wspominek z pracy w szkole, że mogłabym pisać cały dzień.
Widocznie komputer nie znał tego słowa, więc nie poprawił.
Buziaczki w wyjątkowo piękny dzień.
Ja się dyrekcji zwierzam ze wszystkiego, również z mojego niechcemisia ;))
UsuńMoi uczniowie są bardzo różni: jedni siedzą jak myszki, inni specjalnie pakują się w cudze oczy. Generalnie jednak, pewnie podobnie jak u Ciebie, nie jest to żaden problem, bo w ciągu dwudziestu lat, spóźniłam się tylko raz, bo budzik nastawiłam na złą godzinę. Tak to jest korzystać z komórki, gdzie ustawiasz i nie widzisz wskazówek.
O tak, nauczyciele to o szkole głównie :)
Buziaczki leniwie niedzielne.
Wtedy dyrektorką w mojej szkole była słynna na całe miasto kobieta, która służyła w armii Berlinga i bali się jej nawet wizytatorzy, dlatego nie zgłosiłam mego spóźnienia, bo chyba musiałabym przez całą lekcję stać na baczność. Kiedyś pisałam o tej dyrektorce na blogu Onetu. Podejrzewam, że nawet obecna (bardzo wyszczekana) minister edukacji nie miałaby zbyt wiele do powiedzenia przy mojej śp. pani dyrektor.
UsuńA wiesz, że najpierw patrzę na dekoder z zegarem przy telewizorze, a następnie na budzik, bo wskazówki bardziej do mnie przemawiają niż cyferki, które mam ochotę podzielić;)
Buziaczki przy ćwierkaniu jakiegoś wróbelka na balkonie.
Ja zdecydowanie wolę cyferki. W przypadku budzików, bo wiadomo, że z matematyką jestem na bakier. Gdybym jednak miała kupować zegarek (nie, wciąż nie mam), wybrałabym zdecydowanie ten we wskazówkami, a najchętniej taki, który ma zupełnie czystą tarczę.
UsuńBuziaczki zachmurzone jakieś.
Ja w tej chwili mogę pomachać nogami leżąc w łóżku. Odchudzać się nie muszę, bo na tej szpitalnej diecie zlecę pewnie ze dwa kilo, i o te dwa za dużo...Jednak rower mi się marzy, a tu...no cóż.
OdpowiedzUsuńZa Ciebie trzymam kciuki, bo wiem, że wysiłek fizyczny, czy się chudnie czy nie, a raczej tego nie widzi, daje potężnego kopa i endorfiny szaleją :) Machaj sobie radośnie!
To pamiętaj: chadzaj na grille i inne wyżerki, żebyś mi nie chudła!
UsuńFakt, nawet jeśli chudość nie przyjdzie, to energii nabiorę, bo sflaczałam ostatnio, a to stan niepożądany.
Ciepłe myśli ślę :)
Dwa specyficzne drinki= 600 kalorii- jak obiad ze schaboszczakiem, to się nie wychudzę;)
UsuńU mnie najbardziej sflaczały łydki ;D mięśnie wyemigrowały ;)
Dziękuję :*
Faktycznie, dawka niezła :)
UsuńU mnie, się okazuje, najbardziej sflaczałe są ramiona. A zawsze mi się wydawało, że je akurat mam nie takie słabe.
Trzymaj się!
eee, to dobrze że te filipy z konopi takie młode, cudowne, jurne;) a może Ktoś tak cię tuczy bo chce być Panem bodajże z Mauretanii?;)a ja ciągle chudnę bo biegam za siostrzenicą. i jak tu wszystkim dogodzić?:)
OdpowiedzUsuńFlipów całkiem spora gromada, bo wiesz, nauczam, to się podlizują. Choć ten, miło, miło, akurat już ode mnie niezależny :)
UsuńKtoś tuczy przede wszystkim siebie, a mnie się obrywa przy okazji. Takie odwrócenie tradycji?
Cholerka, że też moje bratanice daleko!
na szczęście moja siostrzenica mieszka w tym samym domu więc biegam, tańczę, chodzę. więc tuczy się Ktoś a Ty obrywasz rykoszetem? mam pomysł - biegaj za filipami:)
UsuńTeraz już nie będzie rykoszetów. Chwilowo nie mam też nastroju na filipy. Wyprowadził się.
UsuńAle cudownie! Zawsze mocno trzymam kciuki za tych, którzy postanawiają zadbać o swoje zdrowie. Oby zapał nie minął. Skoro mnie - naczelnemu leniowi udało się wytrwać w postanowieniu biegania już niemal 20 miesięcy, to i Tobie się uda. :)
OdpowiedzUsuńWraca dawna Inochi z bloga no-to-sie-wypowiem.blogspot.com. Zmieniam adres i tematykę bloga, bo i u mnie zmieniło się wszystko. :) Pozdrawiam gorąco.
Miło Cię widzieć! :)
UsuńZapał nie minie, choć i ja jestem leniem zawodowym. Muszę komuś coś udowodnić i choć to nie najlepsza motywacja, na tę chwilę musi wystarczyć. Zresztą, ćwiczenie daje mi kopa, jak się okazuje, więc tak łatwo nie zrezygnuję.
Grunt to się wciągnąć w ćwiczenia, potem już idzie łatwo :) Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.
OdpowiedzUsuńSię wciągam. Choć w piątek zrobiłam sobie przerwę na potańcówkę ;)
UsuńŁojesu, a jak tak nie cierpię ćwiczyć! Skłociłam chyba z miesiąc, ale nie chciało mi się jak fiks. Zazdroszczę tym, którzy czują po wysiłku słynne endorfiny, bo dla nich to przyjemność, a nie straszny obowiązek. Ja nie znoszę, nie czuję i nie rozumiem...
OdpowiedzUsuńBez przesady na razie: jeszcze nie popadam w jakieś euforie. Może zacznę, kiedy pojawią się efekty ;)
Usuń