5 sierpnia 2013

Segreguję bez pietyzmu..

Bez sentymentu wyrzucam ulubione spodnie. Już dawno się przetarły i zmęczone są cerowaniem. Ze wszystkich stron oglądam pozostałe ubrania. Część już dawno się przeterminowała, skurczyła, skosmaciła. W koszu lądują pieczołowicie zwożone zewsząd pamiątki. Osiadała na nich coraz grubsza warstwa kurzu, spod której nie było widać miejsca ich pochodzenia. Bez litości segreguję gliniane, porcelanowe, drewniane i szklane aniołki. Jedne gustowne, inne pokraczne. Zasłoniły całą regałową półkę. Bez pietyzmu biorę do ręki każdą książkę. Do pudełek wkładam te, do których powrócę i które wciąż nieprzeczytane; jednorazowe trzeba będzie zagospodarować. Przebieram i wybieram, w dłoniach przedmioty ważę, nie mogąc i nie chcąc zabrać wszystkiego, co skumulowało się na starych stu metrach. Nie będzie na to miejsca na nowych pięćdziesięciu. Zmniejszona o połowę powierzchnia gromadzenia uruchamia zdolność chłodnego decydowania o rzeczach materialnych. Kwestie niematerialne wydają się nie wymagać kurczenia. Myśli małe i duże świetnie zawisną pod sufitem, wepchną się pod wersalkę, wcisną w szczeliny, rozłożą na balkonie, wpasują się w każdy odświeżony kąt. Zadomowią się błyskawicznie, migiem wygenerują znany dobrze swąd. Tymczasem przeprowadzkowy czas wlecze się ślimaczo. Wciąż potrzeba wymienić to, zmienić tamto, wykręcić siamto, wkręcić owamto. Konieczność odnowień darowuje mi szansę przywyknięcia do nieznajomych ludzi, nieznanych dźwięków, mniejszych czterech ścian, do bliskości sklepów i podwórka daleko stąd.

69 komentarzy:

  1. Czyli już wiem, że przeprowadzasz się bliżej centrum :P A taki porządek na pewno dobrze zrobi :P Przeglądając książki może wpadłaś na jakiś tytuł, który mogłabyś polecić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można tak rzec. A przynajmniej bliżej sklepów.
      Hmm, jakiś tytuł wart uwagi? Powiem Ci, że nad tymi wartymi nie zastanawiałam się długo, ledwie zerkając na tytuły. Te mało interesujące ważyłam w dłoniach. Co Ci polecić? Moja zdecydowanie ulubiona to "Dom duchów" Isabel Allende. Teraz czytam "fabularyzowaną" biografię Henry'ego Jamesa. Też ciekawa.

      Usuń
    2. ja teraz byłam w bibliotece i wypożyczyłam niemal pierwszą lepszą książkę, która mrozi mi krew w żyłach i jednocześnie bulwersuje swoim ubogim słownictwem. Ale zaczęłam wczoraj i dziś już mam za sobą 3/4 :D Nie wiem czy Ci polecić czy nie :P

      Usuń
    3. Dawaj, rzucaj tytułem: w tym ferworze nie mam czasu, siły i ochoty czytać żadnych megaintelektualnych czytanek :))

      Usuń
  2. ja taką segregacje robiłam ponad półtora roku temu. mało mi zostało, ale chyba i tak za duzo. pozdrawiam, tanyu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zawsze jest za dużo, bo człowiekowi się rozstać ciężko. I tak stoją sobie rzeczy bez użytku. Ale z drugiej strony, nieużyteczne też jest potrzebne.

      Usuń
  3. I dlatego minimaliści mają łatwiej... ;)
    Sama jakoś jednak do miejsc, niekoniecznie do pamiątek się bardzo przywiązuję i ciężko mi odciąć pępowinę. Już dawno mogłabym się przeprowadzić i zamieszkać z narzeczonym, ale... mój ukochany zielony pokoik! ;) Jeszcze trochę, jeszcze chwilę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się przywiązuję do ludzi, ale niekoniecznie muszę mieszkać gdzieś obok. Bo obie moje bardzo bliskie znajomości są jakby trochę daleko. Jedna na odległość, więc siłą rzeczy nie dzieje się na co dzień. Druga w mojej pipidówce, ale nie ma codziennej intensywności, dla mnie jednak wystarczy w zupełności.
      Zakładam zastosować niejaki minimalizm. Ciekawe, na ile mi się uda.

      Usuń
    2. To racja. Ludzie dla mnie są również bardzo ważni. Wszystkie najdroższe mi osoby mieszkają w moim miasteczku. Jednak nie wyobrażam sobie bez nich codzienności, bo właśnie mam ich na co dzień. Na szczęście narzeczony mieszka również w tym samym mieście.
      Choć minimalizm niezwykle mi się podoba i widoczny jest poniekąd w moim pokoju, to nie dotyczy moich szaf, w których po prostu mam... śmietnik. :D

      Usuń
    3. W szafach też mam śmietnik. Czy raczej, oczywiście!, artystyczny nieład. Znamienne jest to, że zawsze mogę w nim wszystko odnaleźć. Cały system się burzy, kiedy posprzątam ;)

      Usuń
  4. Zamyśliłam się nad tym,o czym piszesz...Ja jednak jestem straszną materialistką,bardzo się przywiązuję do tych filiżaneczek,figurek,wazonów,dzbanków...Wiem,że gdybym musiała się bez nich obejść,no to bym się obeszła...Ale cieszę się,że nie muszę...
    Chociaż mam czasem ochotę bez pietyzmu wszystko wywalić/oddać komuś.I czasem to robię.O dziwo-nigdy nie żałuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie żałujesz, bo dajesz, zamiast wyrzucić. Tak myślę.
      Mnie nie sprawia problemu rozstanie się z kolekcją aniołów. Zaniosę je pewnie do szkoły i przy jakiejś okazji pójdą na aukcję na potrzebny cel. Zastanawiam się tylko, gdzie ja wszystkie książki upchnę. Już pytałam, piwnice są ponoć suchutkie.

      Usuń
    2. W blokach miałam książki nawet w wersalce...a pościel na dnie szafy...tutaj mam książki wszędzie.Dokładnie wszędzie...I jeszcze mnóstwo w mieszkaniu Mamy...Wow...będzie problem,jeśli Chrześniak się nie załapie przy drugiej rekrutacji na nasze miasto...:)

      Usuń
    3. Coś mnie chyba ominęło, więc... dlaczego problem?
      Wiesz, o co spytała moja mama (nauczycielka, swoją drogą), kiedy zaczęłyśmy rozmawiać o ilości posiadanych przeze mnie książek? O to, czy mam jakieś nadające się do postawienia na półce...

      Usuń
  5. Każdego czasami czeka wyprowadzka niestety :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I w sumie dobrze. Ja sobie nie wyobrażam, że mieszkam z rodzicami.

      Usuń
  6. ile mieszkałaś w domu po babci? pewnie dużo wspomnień... będziesz bardzo tęsknić czy umiesz się szybko dostosowywać? pamiętam jak ja się przeprowadzałam dwa lata temu... nie było mi trudno bo to ten sam dom tylko inne mieszkanie... ale w tym pokoju na poddaszu zostało trochę moich dziewczęcych snów - ale mi się poetycko to powiedziało... i układasz swoje rzeczy i książki, wybierasz co zostawić, co zabrać... niedawno pomagałam przyjaciółce w przeprowadzce. mieszkała przez 10 lat w bloku i tyle miała rzeczy do pakowania. bo każdy otacza się rzeczami które są pamiątkami bądź rzeczami praktycznymi. i czasami trudno się z nimi rozstać. ale myślę że każdy raz do roku musi wszystko przejrzeć - co się zepsuło to wyrzucić, to co potrzebne to włożyć do szafek, to co pamiątkowe to zachować i pamiętać że żyjemy w domu a nie w muzeum. bo większość i tak mamy we wspomnieniach. i znowu się rozgadałam. w domu prawie się nie odzywam, jestem mrukiem nad mrukami a tu tak się rozgaduje;)mam nadzieję że nowy house zamieni się szybko w home:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od 1995. Kurczę, prawie dwadzieścia lat. Jednak raczej nie będę tęsknić: przywiązuję się do ludzi, rzadko do przedmiotów. Generalnie nie gromadzę za wiele, bardziej przeraża mnie przenoszenie rzeczy Duńskiego: On ma całą masę krótkofalarskich rzeczy. Do tego ostatnio dostał rogi. Wiesz, takie na ścianę. Ohydne! Wie, że musimy przesegregować rzeczy, a znosi takie pierdoły. Na szczęście, dom po babci na razie zostaje, więc część gratów można w nim zostawić, nie martwiąc się, że komuś będą przeszkadzały albo że ich nie będzie gdzie w panice upchnąć.
      Nooo, gdzieś trzeba się trochę wygadać :))

      Usuń
    2. ciesz się że ma pasję. zauważyłam że to raczej mężczyźni są bardziej zbieraczami - ja wyrzuciłam tyle niepotrzebnych szpargałów a mój tata znosił je do domu i tak chyba z 10 razy - ja wyrzucałam, on znosił. ja wygrałam częściowo - jakieś 5 niepotrzebnych jest u niego i tylko mam więcej do sprzątania bo ani z tego pożytku ani użyteczności ani pamiątkowości. ja też nie lubię wypchanych zwierząt, rogów, martwych organizmów i martwych kwiatów. ale cieszy mnie że ma swoją pasję krótkofalarską bo ludzie z pasją są... ciekawsi

      Usuń
    3. Tak, pasja mnie cieszy, choć czasem szału można dostać, kiedy w środku nocy się drze wniebogłosy. Inna rzecz, że od pewnego czasu przerzucił się na tak zwane emisje cyfrowe, więc tylko w komputerze cicho pika, a łączność ze światem idzie.
      U mnie jeszcze sporo rzeczy po babci i dziadku zostało. W domu już niewiele, ale w komórce cała masa. Oni oboje mieli manię zbierania. Może to pozostałość po wojnie i czasach, kiedy bieda popiskiwała?

      Usuń
    4. masz odpowiedz - wojna ich zmieniła. tak samo jest z moją babcią - ona wszystko zachowuje aż czasami muszę ją ustawiać do pionu. my na szczęście żyjemy w innych czasach.
      ale ciekawie jest mieć chłopaka - krótkofalowca. ja do dzisiaj nie wiem do czego służą niektóre przyciski do telefonu komórkowego a on się zna na tych emisjach i pikach:)

      Usuń
    5. To ja Cię chętnie przeszkolę z kawałka krótkofalarstwa. Każdą łączność potwierdza wysyłana w świat kartka, którą trzeba wypisać i to zwykle spada na moje barki, a nużące jest strasznie. Może więc reflektujesz? ;)

      Usuń
    6. to a tak straszne?;))nie chcę Ci zabierać frajdy;)) a mi byś musiała długo tłumaczyć - pralkę mam od 6 lat a niedawno nauczyłam się ją obsługiwać tak od a do z. pilot - na cokolwiek - to czarna magia. wciskam co popadnie i jak działa to dobrze, jak nie - mam książki. więc chyba wolę nie dotykać Duńskiego sprzętów bo na bank wszystko poprzestawiam. a lubię Cię i nie chcę popsuć bo na pewno coś zbroję. jestem niebezpieczna dla sprzętów;))

      Usuń
    7. Kochana, wypisywanie załapałabyś na pewno w try miga, a o dotykaniu radia nawet nie myśl - żadnego guziczka nacisną bez specjalnego nadzoru nie mogę! Wprawdzie Duński sobie kiedyś ubzdurał, że powinnam zostać "krótkofalówką", ale mnie to w ogóle nie kręci.
      A propos pralki natomiast, w przyszłym tygodniu będę się uczyła obsługi nowej. Stara raczyła się właśnie popsuć. Może dobrze, że teraz; gorzej gdyby zaraz na wstępie zalała mi sąsiada z dołu. Byłby niezły pretekst do zawarcia znajomości ;))

      Usuń
    8. i na pewno szybko pojmiesz o co w tej pralce chodzi. nie tak jak ja. a stara ile lat z Tobą przeżyła? pewnie już zasłużyła na rest in peace. a jak chcesz się zaprzyjaźnić z sąsiadami to radzę nie mieć cukru w mieszkaniu i pożyczać od całego bloku;))

      Usuń
    9. Pojmę, pojmę, bo tam jest każdy przycisk na pralce opisany, a do tego nareszcie będzie sygnalizator zapchanego filtra, bo do tej pory nigdy nie wiedziałam, czy już czyścić, czy jeszcze. No i jak mi nie sygnalizuje, to generalnie o czyszczeniu nie myślę.
      A pożyczać będę... hmm, dajmy na to mąkę. Nie słodzę, soli nie nadużywam, a mąka się czasem przydaje, a rzadko ją mam.

      Usuń
    10. to już masz taką pralkę że sama czyści, sama wypłukuje i sama chodzi na spacery. taką jak ma moja siostra.
      Ty nie słodzisz? Ty nie słodzisz? widać że tylko ja potrzebuję dopieszczenia w postaci dużej ilości cukru. widać nie jestem dopieszczona. bo wszyscy z którymi piję kawę/herbatę/cokolwiek nie słodzą. tylko ja jestem uzależniona od cukru...;)

      Usuń
    11. Ja. Ja nie słodzę. Nie słodzę już od czasów licealnych, pewnie od jakiejś drugiej klasy. Mieszkałyśmy w internacie, a kiedy zostawałyśmy na weekend, nigdy nie było cukru. I albo nam się nie chciało po niego iść, albo nie miałyśmy kasy, albo w sklepach go mogło nie być, bo i taka opcja wtedy wchodziła w grę. Ale nie martw się, inne rodzaje słodyczy kocham za bardzo.

      Usuń
  7. ja mam manie zbieractwa
    u mnie wszystko moze sie przydac
    a poza tym kazdy przedmiot to jakas historia, jakies wspomnienia
    oj ciezko by mi bylo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przeciwnie, właściwie nie gromadzę. Prócz papierów, gazet, książek, kserówek jakichś. Zresztą tych ostatnich się kilka dni temu pozbyłam, bo i tak z nich nigdy nie skorzystałam. Wniosek z tego taki, że nic, co ewentualnie mi się przyda, się nie przyda.

      Usuń
    2. bo tak zazwyczaj jest
      wszystko co ewentualnie mogloby sie przydac i tak sie nie przyda ale ja przezorna jestem bo a noz, widelec, zastawa stolowa... :)
      wszystko trzymam i pozniej nie moge sie pomiescic w szafach z rzeczami ktore faktycznie sa niezbedne

      Usuń
    3. I dlatego trzeba skorzystać z okazji :)

      Usuń
    4. od miesiaca planuje zrobic porzadki w szafach ale po otwarciu pierwszej lepsze szuflady stwierdzam ze moze odloze to na jutro ;p

      Usuń
    5. Dlatego korzystam z obecnego zapału i nawet się nie zastanawiam, jeśli pierwszą myślą jest "wyrzucić".

      Usuń
  8. Ja ostatnio zrobiłam w końcu porządek w szafie i pozbyłam się ubrać,w których kompletnie nie chodzę - zdziwiłam się ile w niej miejsca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak zrobiłam z rok temu i też się okazało, że szafa jakby większa.

      Usuń
  9. Przeprowadzka to konieczność?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. W gruncie rzeczy tak.

      Usuń
    2. Bo obecny domek wymaga takiego remontu, że mnie nie stać. Do tego nie ma kto koło niego chodzić, bo mnie nie kręci koszenie, przycinanie, łatanie.

      Usuń
  10. Ze mnie też leniuch jak się patrzy, ale, jak piszesz, wyjścia tym razem nie mam. Dobrze się jednak dzieje, bo pewnych rzeczy nie pozbyłabym się nigdy, a teraz jest okazja.
    I cieszę się, i średnio. Są jej plusy i minusy, więcej tych pierwszych jednak na szczęście.

    OdpowiedzUsuń
  11. czyli niebawem zmienisz otoczenie ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trochę jakby. W końcu zostaję w pipidówce, więc każdy kąt jest kapkę od zawsze mój.

      Usuń
    2. a te książki to jakiej kategorii że tak powiem ???

      Usuń
    3. Trudne pytania zadajesz, Polluśka, bo to książki z serii dla mnie jednorazowych. Na pewno dwie ostatnie to raczej dziwolągi, Isegawa to coś zalatującego polityką, a Krall jak zwykle. Najlepiej wklepać w wyszukiwarkę, myślę.

      Usuń
    4. uuuuuuuuu to nic dla mnie niestety ;/

      Usuń
    5. Jeszcze będzie coś do wydania, choć w sumie wszystkie mam raczej takie niekonieczne.

      Usuń
  12. Rogi jadą z Wami? Bez obrazy dla Duńskiego, ale ja bym wyciepała. Czyli mówisz, że zmiany - solidne, długofalowe i na serio. Podczas czytania pomyślałam o swojej szafie pękającej w szwach i masie rzeczy, które są zbyt poniszczone, zmechacone, czasem nawet zdarzy się coś zbyt małego. Trzeba pójść w Twoje ślady i zrobić segregację :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rogi zostają. A jak Duński chce rogi, mogę przemyśleć ;)))
      Nie gadaj mi tu, że cokolwiek może być na Ciebie za małe ;p

      Usuń
  13. Też by mi się taka segregacja przydała. Jak się przeprowadzałam myślałam, że będzie ład i porządek, ale niestety na moich 50 metrach znajduje się wszystko. Przy mojej zdolności chomikowania wszystko jest możliwe. Kiedyś jednak generalna segregacja będzie musiała nastąpić. Pozdrowienia serdeczne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ładzie i porządku nawet nie marzę: wiem, że w końcu mi książki zaczną wypadać ze wszystkich dziur. Bo jestem w stanie się rozstać z bibelotami, ale w księgarni głupieję. Nie mówiąc już o tym, że przyniosłam ich całe stosy, kiedy koleżanki uszczuplały szkolny księgozbiór.

      Usuń
    2. Kochana jeżeli chodzi o książki to ja mam dokładnie tak samo:-)

      Usuń
    3. Dlatego najdłużej je przebierałam. Nie było jednak wyjścia, część idzie w świat, kolejna część też pójdzie. Trzeba zrobić miejsce na nowe :)

      Usuń
  14. Napisało Ci się poetyczną prozą :D. Segregaduj i odrzucaj dotąd, aż stwierdzisz, że nie ma już czego :D Pozdrawiam :) Maya

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że zawsze będzie coś, bez czego można by się obejść. Ale ja nie znoszę otaczać się jedynie praktycznymi rzeczami :)

      Usuń
    2. Ja też nie, ale też nie otaczam się takimi, co zawalają szafę, leżąc bezużytecznie na półkach :D Miłego dnia. Maya

      Usuń
    3. Ja też nie. W sumie porównując z niektórymi moimi koleżankami, mam tego nie tak wiele. Nie licząc książek i aniołków (zresztą, część pierwszych już znalazło nowy dom, drugie w całości do kogoś idą).

      Usuń
  15. Tanyu, chyba przesadziłaś z tym cerowaniem spodni. O wszystko mogłabym Cię posądzić, ale nie o umiejętność cerowania;) No, ewentualnie skarpetek.
    Podczas remontu mieszkania wydałam ludziom 8 worków ubrań i mnóstwo książek. Czasami trzeba zrobić takie porządki.
    Buziaczki chłodzone wentylatorem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ulubionych spodni jestem w stanie wykrzesać z siebie trochę szwalniczego talentu ;))
      Za to skarpetek nigdy nie ceruję. Pewnie dlatego, że nie mam ulubionych.
      Właśnie zaczynam publikować listy książek do wydania, już kilka zostało przygarniętych.
      Buziaczki chłodzące się po wczorajszej saunie w bloku.

      Usuń
    2. Aha, to już urządzasz sobie mieszkanko w bloku w dużym mieście. To kiedy definitywnie przeprowadzka?
      Część książek trafiła do biblioteki osiedlowej, a część do biblioteki w liceum córki. Niestety, niektóre trafiły do pojemnika na makulaturę:(
      Z ubraniami łatwiej było mi się rozstać niż z książkami, które gromadziłam przez całe życie. Jednak w dobie internetu wiele książek trzymałam tylko z sentymentu.
      Pozdrawiam w dość chłodny wieczór.

      Usuń
    3. W żadnym dużym mieście, Aniu, a wciąż w pipidówce.
      Przeprowadzka pewnie wraz z pierwszym dzwonkiem, bo jeszcze czekam na okna, na elektryka, na hydraulika. Dobrze, że tego ostatniego znam dwadzieścia lat z okładem, bo nie wiem, czy bym się w kolejkę wstrzeliła, a innego nie chcę.
      Moim książkom, z kilkoma niekompletnymi wyjątkami, makulatura została oszczędzona. Opublikowałam listę na Facebooku i poszły jak świeże bułeczki. Wszystkie o uczniów, uwierzysz?
      Buziaczki spod nieba, które było chmurne, a jest różowawe.

      Usuń
  16. Opuszczasz Pipidówkę? Nie lubię przeprowadzek. Ostatnie kilka lat widzę przez pryzmat chowania i wyciągania rzeczy z kartonów. I tej selekcji: co się nadaje do nowej przestrzeni, a co nie ma w niej racji bytu. W takich chwilach chciałabym mieć tylko tyle, ile zmieściłoby się do jednej walizki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, w pipidówce zostaję, a tylko miejsce zmieniam. Na bliżej centrum, bliżej sklepów, ludzi i hałasu.
      Masz rację, najlepiej by było zmieścić się w jednej walizce. Niestety, człowiek to nie tylko zwierzę gromadne, ale i gromadzące.

      Usuń
    2. Dlatego czasem zgromadzone "skarby" trzeba przejrzeć i uporządkować:)

      Usuń
    3. Fakt. Bo patrzę teraz na niektóre z tych skarbów i zastanawiam się, jak mogłam uważać je za skarby ;)

      Usuń
  17. Moja droga , ja na Przedostatni Przystanek przeprowadziłam się po 30 latach . Mówia , że starych drzew przesadzać nie można. A jednak dałam radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja dam. Choć z częścią rzeczy się trudno rozstać. Jednocześnie łatwiej niż przypuszczałam.

      Usuń
  18. A ja lubię takie porządki. Czasem wyrzucę to lub owo, a potem żałuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bieżąco też wyrzucam, co w ręce niepotrzebnego wpadnie, ale jednak stu metrów jednocześnie jeszcze nie ogarniałam.

      Usuń