Wydatki chadzają stadami. I są ściśle związane ze złośliwością przedmiotów martwych, postanawiających się psuć jednocześnie, zamiast ustalić jakąś sensowną kolejność. Moje zasoby finansowe zostały więc uszczuplone o pralkę i odkurzacz, a to dopiero czubek góry potrzeb paskudnie przyziemnych i nieprzyjemnie praktycznych. Kiedy już je wszystkie zrealizuję, będę żywiła się trawą jak Marquezowski doktor. Tudzież zajmę się pichceniem zupy na gwoździu, o której pisze Wachmistrz. I będę chudła w oczach, co jest perspektywą wielce pożądaną. Mogłabym wprawdzie skorzystać z propozycji znajomego i przyjąć w spadku pralkę Franię, ale obawiam się, że celebrowanie wpatrywania się w wirującą odzież, obserwowania, czy Frania tejże nie podgryza i żmudnego wyżymania ciuszka po ciuszku miałoby swój urok jedynie w parne dni, bo, jak pamiętam z dzieciństwa, Frania najpiękniej sprawuje się na podwórku, a tu pewnie ani się człowiek obejrzy, a przyjdą jesienne chłody i kto by chciał mieć wtedy ręce umoczone po łokcie. Wciąż się trochę zastanawiam nad przygarnięciem Frani, bo mogłabym wtedy zrobić znaczący krok ku marzeniu o Nikonie D5100, na którego, przy takich wydatkach, będzie mnie stać za jakieś dziesięć lat z okładem, kiedy przeterminuje się na tyle, że będzie kosztował grosze, a sprzedawcy będą go dawać w promocji z czymkolwiek, byle magazynów nie zaśmiecał. Nie jestem jednak pewna, czy wtedy wciąż będę czerpała radość z pochylania się na pękatymi, żółtymi pająkami, przed którymi jeszcze dwa lata temu uciekałabym z krzykiem, a które teraz dźgam źdźbłem trawy, żeby pozowały przyzwoicie, zamiast wypinać się na mnie odwłokiem w czarne paski. Moje marzenia o Nikonie dzielę z połową portalu społecznościowego i ogrania mnie smutek, że tyle osób marzy o czymś, co powinno być na wyciągnięcie ręki, bo nie chodzi o żadne Bahamy czy inne pragnienia nie z tej ziemi. Tymczasem zamrażam kawowe kostki lodu. Zaleję je niegotowanym mlekiem i będę miała niebo w gębie, na które zdecydowanie mnie stać.
nieszczescia lubia chodzic parami a czasmi to grupy calkiem niezle zorganizowane wiec nic dziwnego ze i sprzety sie psuja grupowo
OdpowiedzUsuńw koncu w grupie razniej
Yhym, do tego dziś rano odkryłam, że mi powietrze z przedniego koła w rowerze zeszło. Komplecik już, można rzec. Najgorsze, że dopiero w środę kumpel znajdzie czas, żeby mi to koło wskrzesić.
Usuńdzis 13
Usuńdobrze ze nie piatek
wiec wszystko jeszczemoze sie wydarzyc ;P
Trzynaste akurat lubię: przynoszą szczęście. Dziś się wprawdzie nic genialnego nie zdarzyło, ale zwykłam mówić, że szczęście to święty spokój duszy i taki dziś właściwie mam.
UsuńNa marzenia o Nikonie jestem odporna,ale rozumiem sens.I też mnie trafia.Franię też bym Ci mogła ofiarować,ba z wirówką w bonusie,spadek po Mamie via spadek po Mamie Koleżanki.Frania w wersji de luxe-na kółkach i z wężem,który do dnia wybiera każdą kroplę wody:)Później tylko przekładasz w wirówkę i masz prawie pralkę;P A przy okazji umeblowaną połowę mieszkania/Mama wirówkę trzymała w przedpokoju./
OdpowiedzUsuńWiem,jestem złośliwa,jak małpa.Zaproponuj mi szklanki do parzenia w nich kawy-w bonusie z uchwytami-wścieknę się:)Nawet na perspektywę picia herbaty w szklance się wścieknę...:P
Nie, ależ w ogóle nie jesteś złośliwa. Przecież chcesz mi ofiarować coś, co pomoże mi nie kupować pralki, a być o krok bliżej od spełnienia marzenia. Tym bardziej, że znajomy oferował mi Franię bez ulepszeń :))
UsuńA jak się zapatrujesz na picie herbaty z kubka? I kawy też? Możesz krzyczeć, na blogu jakby mniej krzyki słychać, o.
Tanka,marnie ze mną...Nie dość,że jakiś miesiąc temu,a może już 6 tygodni,polubiłam kawę rozpuszczalną,to jeszcze piję ją w kubkach.Espresso i cappuccino nadal w filiżankach.Herbatę pijam prawie wyłącznie w filiżankach,ale dopuszczam picie w kubku:)))
UsuńTo spokojnie zapraszać Cię mogę, jak już się urządzę. Kubków u mnie dostatek, filiżanki też się znajdą mniejsze i większe. Szklankę mam chyba jedną, używam jej aktualnie do picia mleka z kawowymi kostkami lodu.
Usuńno cóż o Nikonach cośkolwiek wiem bo mam w domu maniaka tegoż sprzętu i gdybyśmy go w całości sprzedali to byśmy się sobie mogli kupić całkiem nowe auto a tak cóż .... :)
OdpowiedzUsuńNiestety Nikonek w cenie niezłych wczasów zagranicznych a do tego jeszcze trzeba obiektywek makro jak się chce trawki focić i robaczki ;D
Frani bym też nie wzięła, za bardzo już technika do przodu poszła :)
O proszę, to jak już go kupię/ukradnę, to będę wiedziała do kogo zwrócić się o pomoc w rozgryzaniu ustawień.
UsuńPowiem Ci, że na początku mojego fotograficznego świra najbardziej chciałam mieć obiektyw makro, ale im dalej w fotograficzny świat, tym bardziej kręcą mnie efekty specjalne i grafika. Choć ani trochę się na tym jeszcze nie znam, ale to nic :)
Lu ma minn obiektyw makro ale użył go chyba ze 2 razy góra a kosztował jakieś 800 zł ... ;]
UsuńI właśnie dlatego chyba z makro spasuję. W tej kwestii jedynie krople by mnie kusiły.
Usuńa to Ty jesteś z rodzaju Nikona. Bo ludzie dzielą się na Nikony i Cannony:))
OdpowiedzUsuńa skąd ja znam tego rodzaju rozterki? czy kupić nową niezbędną rzecz do domu i żyć powietrzem z odrobiną herbaty i dżemem czy jednak skusić się, dać porwać chwili i żyć nadzieją że zima/kurz/wybierz cokolwiek nie będzie rządziła w moim domu? a no tak, z własnego podwórka. więc ciesz się nową pralką która wydaje sygnał:)) niestety wydatki chodzą stadami. jak bizony czy antylopy.
Ja jestem z rodzaju Sony aktualnie. Nikona natomiast wybrałam trochę na chybił trafił, równie dobrze mogłabym rzucić monetą. Widziałam filmik porównujący i przekonało mnie to, że Nikon na funkcje specjalne pozwalające robić zdjęcia z różnymi trikami, na przykład wyodrębniające jeden kolor, kiedy reszta jest monochromatyczna. Może Canon ma to samo, ale w w/w filmiku nie pokazali, więc nie, to nie ;)
UsuńPralką się cieszę, choć na razie stoi owinięta w czarną folię, bo nie mogę się zdecydować, czy ją rozpakować i używać, czy dać jeszcze jedną szansę starej, niech ta dotrwa do przeprowadzki. Te dwa czy trzy tygodnie mogłaby mi jeszcze dać.
trzymam kciuki żeby jeszcze trochę popracowała - i żeby ta nowa pralka była jakby prezentem - wiesz, nowe mieszkanie, nowa pralka. a o aparatach nie porozmawiamy bo ja się zupełnie nie znam na fotografiach;)i daj znać jak się już przeprowadzisz. jednego Ci będę zazdrościć - tego że nie będziesz musiała palić w piecu;))
UsuńTak. I jeszcze ją tak pięknie panowie opakowali, że aż szkoda rozwijać, bo na pewno nie uszkodzi się w czasie transportu.
UsuńNiepalenia w piecu też sobie będę zazdrościła :))
Oj, tanyu, wcale nie musisz kupować nowej pralki, wejdź na jakąś tablicę.pl i coś niedrogiego sobie wybierz. Może nawet znajdziesz tam Nikona, który już znudził się właścicielowi. Wiem, że mój syn kupił tam coś bardzo mu potrzebnego za tzw. psie pieniądze.
OdpowiedzUsuńCiekawe, jak zwabić pająki do pozowania;)
Buziaczki w przyzwoity dzień, czyli bez upału.
Wiesz, Aniu, jakoś nieszczególnie mam zaufanie do sprzętu z drugiej ręki. Wiadomo, że i nowy może okazać się wadliwy, ale mam gwarancję i coś mogę wskórać, a z rękojmią kojarzą mi się jedynie problemy. Weszłam jednak na portal, o którym piszesz. Nie szperałam bardzo wnikliwie, ale ostatnio dodane modele były tylko o 500-600zł tańsze od nowych, co mnie nie przekonuje. No i ze sklepu mogę wziąć na raty.
UsuńPająka trzeba dźgać do skutku, żeby zszedł z terenu mocniej zarośniętego na zarośnięty mniej ;)
Buziaczki zadowolone z nowej pralki, choć tęskno mi za Nikonem.
Rozumiem, że jednak kupiłaś nową pralkę. Raz tylko byłam na tym portalu, gdy syn przesłał mi linka, abym zobaczyła, co chce kupić. Sama też nie kupuję z drugiej ręki.
UsuńKiedyś pisałam o olbrzymiej pajęczycy w wc na działce, ale nie przyszło mi do głowy dźgać ją czymkolwiek. Może dlatego, że nie chciałam zrobić jej fotografii.
Kiedy zobaczymy zdjęcia tych dźganych pająków?
Buziaczki niebojące się pająków. (Jak głupio wygląda ta łączna pisownia imiesłowów przymiotnikowych czynnych, nie mogę się do niej przyzwyczaić).
Kupiłam, nie było wyjścia. Teoretycznie mogłabym naprawiać, ale... Zresztą, niech już będzie, że w nowe miejsce z nową pralką.
UsuńZwykle pająki w całej okazałości wiszą na pajęczynach i nie ma potrzeby ich dźgać. A zdjęcie dźganego można obejrzeć z prawej tam gdzie link do floga. Średnio atrakcyjnie wyszedł, bo zawziął się i cięgle wypinał na mnie rzyć.
Buziaczki bojące się pająków, ale nimi zafascynowane.
Ojej... Sprawdziłam ile ów Nikuś kosztuje... Gdybym tak się stało, że jednorazowo miałabym na wydanie takie pieniądze, wolałabym dokądś wyjechać, aby pozwiedzać, a zdjęcia robić jak dotychczas telefonem zakupionym 5 lat temu. :D
OdpowiedzUsuńAle życzę Ci tego aparatu :) Nie wiem, dostań awans, znajdź kasę na drodze, wygraj w totku, dostań w prezencie, znajdź działający aparat przy koszu na śmieci (może ktoś się pomyli albo zwariuje!), nie wiem. :D
Wspominam Franię i przypomniała mi się anegdota, którą opowiadała mi mama. Któregoś dnia mama wrzuciła całe pranie do wanny wypełnionej wodą, aby je wypłukać. Musiała na chwilę wyskoczyć z domu, więc miał mnie i mojego brata bliźniaka pilnować nasz tata. Mieliśmy może po trzy latka. Ojciec oglądał telewizor w innym pokoju, a że nie było słychać dzikich wrzasków, pomyślał, że pewnie bawimy się u siebie. Owszem, zabawa była przednia, kiedy w tym czasie wyjmowaliśmy ociekające wodą pranie i rzucaliśmy je na podłogę. Kiedy mama wróciła, woda już wypływała z łazienki do przedpokoju, tak zawzięcie pomagaliśmy w płukaniu.
Obawiam się, że moim telefonem niczego bym nie zrobiła: niby zdjęcia robi, ale...
UsuńPowiem Ci, że drażni mnie sytuacja, w której w ogóle wybierać muszę między pralką, aparatem i wyjazdem czy czymkolwiek innym. Nie są to marzenia z sufitu wzięte, nieosiągalne jakieś, a codzienność, na którą każdego pracującego człowieka powinno być stać. A tu się dzieje, że marzenia przestały mieć znamiona marzeń, bo już rzadziej marzymy o gwiazdce z nieba.
Nooo, to podłoga w łazience była na błysk! Moja mama ze swoją siostrą też się kiedyś tak cichutko bawiły. Szyły ubranka dla lalek z materiału na zasłony, który babcia zdobyła z wielkim trudem, jak to w tamtych czasach. A mówiłam zawsze, że szycie to zbędna umiejętność ;)
Witaj :)
OdpowiedzUsuńWspomniana marka pralki, stoi u mojej Mamy jeszcze. Pierze "brudniejsze", robocze ubrania.
Co do marzeń, mam tylko jedno. Zdrowie bliskich. Wstrętny rak wśród znajomych okrutnie się "rozprzestrzenia", zatem zdrowie najcenniejszym jest w życiu w ogóle.
Pozdrawiam
Zdrowie to marzenie najbardziej podstawowe, nie dziwię się, że pragniesz go dla bliskich i siebie. Zwłaszcza, kiedy wokół choroby szaleją. A jednak trzeba mieć coś ponad, coś niepraktycznego, tylko dla siebie.
UsuńTo zdrówka zawsze.
Aż tak bardzo nie cierpiał: dźgałam delikatnie. Nie tyle z troski o jego zdrowie, co ze strachu, że za szybko zacznie się przemieszczać i jeszcze przez nieuwagę na mnie wejdzie ;)
OdpowiedzUsuńNiestety, najlepiej umrzeć zdrowym, to się człowiek nie wykosztuje i nie nadenerwuje. Jak sobie pomyślę o sobie za ileś tam lat, to mnie strach oblatuje, że mogę cierpieć na zwykłe dolegliwości starszych ludzi. Niby nie chodzi o nie wiadomo jakie choroby, ale przecież czegoś poważniejszego nabawić się można od samego kontaktu z ośrodkiem zdrowia.
Zdrowia dla dziadka! I dla zwierząt też.
Jak zaczniesz zapraszać pająki na rękę, tudzież inną część swojego ciała, żeby dobre zdjęcie zrobić, wtedy powinnaś zacząć się martwić ;)
OdpowiedzUsuńW takim razie będę wiodła beztroskie życie :))
Usuńhm, niebo na wyciągniecie ręki - to mi się podoba! a dziś połóż się na balkonie i dalej wytrwale marz o nikonie - przy tylu spadających gwiazdach z nieba na pewno choć jedna przypadnie Tobie ;)
OdpowiedzUsuńDobrze, że mi przypomniałaś - dzięki Tobie spełnią się marzenia :))
UsuńA system ratalny n ie wchodzi w grę? P:ozdrawiam...
OdpowiedzUsuńWchodzi. Ale na razie wzięłam pralkę, a nigdy nie wiadomo, co jeszcze będzie ważniejsze od Nikona w przeprowadzkowym czasie, więc na razie się wstrzymuję.
UsuńWzięłabym Franię, ale tylko po to, by robić jej zdjęcia Canonem. No i jedno pranie bym puściła, tak z sentymentu. Ale, tak jak piszesz, na podwórku.
OdpowiedzUsuńA dlaczego nie Nikonem? Pytam jak laik totalny, bo Canona odrzuciłam na zasadzie rzutu monetą właściwie.
UsuńNa podwórku z Franią to była cała celebra, nie? W domu to tylko by było zwykłe pranie.
Stara, dobra Frania. Jeszcze pamiętam ją z czasów dzieciństwa. Co zabawne, nigdy się nie popsuła, a ta nowa pralka ciągle robi jakieś fochy.
OdpowiedzUsuńBo dziś wszystko naszpikowane elektroniką, wystarczy pyłek i prawie na złom.
UsuńDoczekasz się swojego Nikona, zobaczysz :P Pytanie tylko czy będzie Ci przyjemnie przez jakiś czas prać ręcznie i odkurzać zmiotką a nie odkurzaczem :P Jeśli tak, to leć po Nikona :P Jakby nie było takie pranie i odkurzanie wcale nie jest tragiczne :P Zawsze jak coś to można wpaść do pralni na miasto, albo poprosić o pomoc kogoś z rodziny :P A co, marzenia trzeba spełniać :P
OdpowiedzUsuńZamiatanie jeszcze by przeszło, ale pranie ręczne odpada. Za wygodnicka już jestem. Niestety, odpada też wożenie prania do Częstochowy (40km) i do najbliższej rodziny, czyli rodziców (60km). Zresztą, gdyby moja mama zobaczyła mnie z brudami, bo zamiast pralki kupiłabym Nikona, pewnie kazałaby mi wracać i prać w rękach ;)
UsuńA marzenie się spełni, cierpliwości.
Każdy o czymś marzy, Tany. Nikon? Fajna sprawa. Życzę Ci, by sen ten przyśnił się szybciej, a frania? Niech pierze sobie nadal, przecież zawsze jest niezawodna aniżeli automat, co potrafi stanąć i ani drgnie czasami. Ja swojego walnę z góry, wtedy rusza do roboty :D. Pozdrawiam. Maya
OdpowiedzUsuńMojego już nawet walenie nie rusza ;)
UsuńDobrze by było, gdyby każdy miał marzenia. Ale nie tylko takie codzienne, ale też te z granicy spełnienia.
Bo jak się psuje to w zespół - zespół, trójkami. Znam ten przykry moment zbyt dobrze. I te pustki w portfelu też.
OdpowiedzUsuńWielu zna. Niedobrze...
UsuńZawsze mnie intrygowało, że w każdem amerykańskim filmie bohaterowie chadzają ze swym praniem do pralni, gdzie za parę groszy im tego wszystkiego obca wypierze maszyna, my zaś za punkt honoru sobie stawiamy każdemu posiadać własnej takiejże machiny, przez co się pewnie by u nas instytucje takowe nie przyjęły zgoła...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Ja bardzo chętnie schodziłabym do piwnicy abo udawała się na strych i tak wrzucała pranie do pralki. Tymczasem w pipidówce pralni żadnej nie uświadczysz.
UsuńNiebo w gębie i rarytas obserwacji szarego życia...
OdpowiedzUsuńFrania, cud PRL-u , dobrze, że ją masz...
Pozdrawiam
http://eksperyment-przemijania.blog.onet.pl/
http://kadrowane.bloog.pl/
Nie mam, moja droga, nie mam. Ale mogę mieć, tyle ofert się pojawiło :)
UsuńJa ewidentnie jestem za canonem :D zbierałam, zarabiałam aż się udało :) Mmm zazdroszczę Ci tego nieba w gębie!
OdpowiedzUsuńA czemu za Canonem? Bo ja jeszcze nie zdecydowałam na 100% i szukam argumentów.
UsuńA zrobienie nieba w gębie zajmuje tyle czasu, ile mrożą się kostki :)
Być może to jałowość mojego mózgu sprawiła, że w tym momencie z całej notki najciekawszy wydał mi się przepis na końcu.
OdpowiedzUsuńNic dziwnego, kto rozkoszowałby się marudzeniem o niespełnionych snach?
UsuńOj, współczuję z tą złośliwością rzeczy martwych.
OdpowiedzUsuńTeż często nam to się przydarza, a jak przypałęta się to na całego...
Od kilku tygodni mamy spokój, ale zanadto się nie cieszę bo za chwilkę znowu coś odmówi współpracy...
Pozdrawiam!
Lasubmersion
Tak, moja też miała przedśmiertny moment lepszego funkcjonowania. Nawet myślałam, że się odpsuła, a tu masz babo placek.
UsuńSuper z Ciebie obserwatorka!
OdpowiedzUsuńO, a mnie się zawsze wydawało, że przeciwnie :)
Usuńpająki dźgasz źdźbłem trawy??????????? boooossszzzeeeeeeeee... ale Ty Tanyuśka jesteś odważna! ja bym nie mogła.... Co do Frani... marzeń może nie spełni, ale pranie zrobi przy Twojej znaczącej pomocy :) Natomiast Twoja opowieść przypomina mi mój problem z maja ubiegłego roku, kiedy miałam WIELKI problem, aby ktoś wziął ode mnie dobrą 3-letnią pralkę, lodówkę, dwa komplety wypoczynkowe w jednolitych kolorach, dwie szafy i segment, ławę, sofę i dwa dywany - o meblach z kuchni nie wspomnę :) ... nawet nie wiesz, ile się naprosiłam... już ze ślubnym myśleliśmy, że dopłacać będziemy.
OdpowiedzUsuńNieruchawy jakiś był, to dźgałam. Jakby miał ADHD, za nic bym się nie zbliżyła ;))
UsuńW związku z tym, że jestem aktualnie w trakcie przeprowadzki, pewnie chętnie bym wzięła. Mniej chętna zapewne byłaby moja mamusia, która się w urządzanie mieszkania zaangażowała bardziej niż ja. Wiesz, wymarzyła sobie po swojemu. A ja Jej nie przeszkadzam, bo i jeżdżenia po sklepach razy 1000 mi oszczędza, i gust ma podobający mi się bardzo.
Ludziom nawet jeśli potrzeba, głupio wziąć. Nie chcą wyjść na biedotę. Ja bym tam przed pralką nie miała oporów, bo jej niekupienie zbliżałoby mnie do Nikona :)
Ja myślę podobnie. Poza tym czy to nie jest dziwne, że wstydzimy się, a nie myślimy, że po prostu coś używane, ale jeszcze dobre to oszczędzanie pieniędzy, środowiska etc.?
Usuńominęło mnie tutaj wiele, ale rozumieć mam, ze się przeprowadzasz? Wyprowadzasz z...?
Dokładnie. Zwłaszcza, że zwykle nie obdarowują nas zupełnie obcy ludzie, a ci, którzy coś o nas wiedzą. A może właśnie to jest problemem? Bo obcego byśmy może więcej nie zobaczyli, nie wypomniałby, nie spojrzał krzywo? Zwykle te krzywe spojrzenia to tylko wyobrażenie, ale wyobrażenia mają moc.
UsuńPrzeprowadzam się, z domu do bloku, nie z pipidówki, niestety. Dom już stary, remontu wymaga, i nieustannego chodzenia wokół, a mnie się nie chce, jestem leń.
Hm... trochę szkoda tego domu, ale w bloku będziesz mieć CENTRALNE i CIEPŁE KALORYFERY, a wiem, że to lubisz :) Zmiany dziewczynko... Jakoś tak chyba każdego jakieś ekstremalne zmiany zaczęły dotykać jak widzę. Ale to również początek czegoś nowego i na pewno dobrego. W to przynajmniej przy każdej zmianie wierzę. Tylko co z tymi kociskami, które fotografujesz i lubisz?
UsuńLubię, lubię jak nie wiem co. To koronny argument był: że zimą wyjechać można, drzwi na tydzień zamknąć i wrócić do ciepłego.
UsuńKociska zostaną na działce. Domek będzie wprawdzie zamknięty, ale mają jeszcze budynek gospodarczy, tam na strych się wdrapują i w sianie zakopują. Będę im tylko karmę dostarczała.
... ufffff!!! :)
Usuńno tak... wszystko takie drogie, dobrze,że za marzenia nie trzeba płacić :) mam nadzieję,że prędzej czy później będziesz mieć tego upragnionego Nikona, tego Ci w duchu życzę :)
OdpowiedzUsuńTo na pewno. Kiedyś, tylko nie wiadomo kiedy :)
UsuńJa jestem kapkę bardziej vintage. Ale pożyję bardzo chętnie jeszcze raz tyle. No chyba, że mnie emerytura wielkości zapomogi zniechęci.
OdpowiedzUsuń