Pokończyły się matury, wywiadówki i inne radości. Mam znów ograniczony jedynie kilkoma godzinami obowiązków czas dla siebie. Kiedy więc już przezwyciężę prowadzącą do wielokrotnego zawału serca zadyszkę, nawiedzającą mnie po kilku krokach truchtu, zacznę intensywnie ćwiczyć do maratonu. Umiejętność pokonywania długich dystansów wydaje się aktualnie niezbędna, biorąc pod uwagę, że jeszcze chwila, a odetną mi pipidówkę od okalających ją miast i miasteczek, skazując mnie na zmotoryzowanie albo na jogging właśnie. W grę wchodzi jeszcze żebranie o podwózkę lub wóz drabiniasty, ale i ludzie nieskłonni do szoferowania, i szkapę w bloku nieco kłopotliwie trzymać. Bo bloki nabierają realnych kształtów, usztywnionych podpisanymi umowami i zaciągniętymi kredytami. I doczekać się nie mogę, i wolałabym moment przeprowadzki odwlec maksymalnie daleko w czasie. Wprawdzie przerażenie obudzone zastanawianiem się, gdzie ja te wszystkie graty upchnę na dwukrotnie mniejszej powierzchni przeminęło z wiatrem, wciąż jednak zimny pot mnie oblewa na myśl mieszkania przez tydzień albo, nie dajcie bogowie, dwa z moją pełną zapału mamą. Uspokojona załatwieniem wstępnych umów, przestała mnie nękać telefonami, ale jestem pewna, że w myślach nieustannie przyszłe moje gniazdko maluje i mebluje, a mnie pomysłami molestuje. Pomyślę jednak o tym w końcu lipca, bo aktualnie inne zmartwienia absorbują moją uwagę. Po wielu perypetiach Duński wreszcie dostał pracę z prawdziwego zdarzenia i zamiast trzymać się jej pazurami, kombinuje jak koń pod górę, narzekając na nadmiar godzin i niedomiar gotówki. Wiadomo, też wolałabym mieć generalską pensję, za którą zjeżdżałabym świat wzdłuż i wszerz. Tymczasem łapię się na nienawidzeniu swojej pracy za biurokratyczne wymysły, za średniowieczne pomysły, za niesięganie po podane na talerzu i pretensje do całego świata, że się nie udało, za paranormalne zdolności, których sama nie mam, a których zazdroszczę, za zielenienie na zawołanie, za dorabianie górnolotnej ideologii do niechciejstwa i za alergię na wysublimowane paluszki i główki. Nie rzucam jej jednak w diabły, bo nie mami mnie wizja bezrobocia pod zimnym mostem. Najpierw muszę zarobić na bilet w miejsce gorące. Tak, zdecydowanie gorąco jest najbardziej pożądanym stanem. Ktoś gdzieś w sieci napisał, że chciałby suszy, klęski żywiołowej, wyschniętych pól, zaschniętych gardeł. Podpisuję się pod tym obiema rękami. Serdecznie dość mam lejącej się z nieba wilgoci, wolałabym lejący się bezlitośnie żar. Wydaje się więc, że powinnam zaprzestać prania. Ilekroć wypełniam pralkę, niebo zasnuwają ciemne chmury. W kwestii wywoływania deszczu czynię niemałe postępy: zaczęłam od siąpienia, doszłam do burz. Dziś jednak czary mary w łeb dostały: piorę, słońce się nie chowa, piję likier macchiato, snobuję się na nieudaną (Posiadanie wolnego czasu to w dzisiejszych czasach stempel nieudacznictwa, Krzysztof Varga) bez telewizji i wymyślam sposób, jak pozbyć się trudnych do wykorzenienia nawyków sięgających jądra planety. I jak zabrać się za leżącą odłogiem pracę, która idzie mi jak po grudzie. Ale to nic. To nic.
mogę Cię pocieszyć, że aura tego roku rozciągnęła daleko swoje anomalia i w Toskanii była identyczna pogoda jak tutaj. Zmarzłam niemiłosiernie w starej zabytkowej chałupie bez ogrzewania z temp. poniżej 10 stopni a w jeden deszczowy i ponury dzień złapało nas nawet gradobicie !!! sic ! Włosi w ciężkim szoku a Toskańczycy lamentują bo po takim maju ani dobrego wina ani oliwy mieć nie będą !
OdpowiedzUsuńCóż ... ale za to maki zdążyłam obejrzeć :)) przy normalnej aurze byłoby to w końcu maja absolutnie niewykonalne :)
No właśnie to, że komuś też jest zimno w ogóle mnie nie pociesza. Bo mi marzenia o tropikach w końcu wezmą i runą, skoro człowiek nie może być pewien, że się w ciepłych miejscach wygrzeje, ech.
UsuńTrzeba pozytywów szukać, powiadasz? :)
zawsze i wszędzie tak należy robić skoro pogada zawodzi nawet we Włoszech ;D
UsuńTeż się tak staram. Na przykład, intensywnie liczę ostatnio godziny nieusprawiedliwione i punkty na minus moich dzieciąt i gadam sobie, że dzięki temu matematyka mi nie rdzewieje ;)
Usuńuuuuuuuu a to niemiło troszkę ;D
UsuńPS. wyobraź sobie, że moja siostra przygarnęła dwa małe koty ! jednego w piątek a drugiego w sobotę i ma parkę maluchów które się ciągle tłuką ;D
kurczę, ja już bym nie umiała mieszkać w bloku. ile razy pojadę do mojego miasta od razu mi ciasno, głośno i smrodliwie. natychmiast chcę wracać na moją zabitą dechami wieś. tam, gdzie diabeł mówi "dobranoc" i wrony zawracają...
OdpowiedzUsuńMoje miasto to tak naprawdę wieś, więc większej różnicy w smrodliwości, hałasie i ciasnocie nie ma. Jedynie metraż mniejszy, ale może jakoś z całym moim dobytkiem się zmieszczę.
Usuńto nic. nic to - jak to zwykle mawiał mój drugi ulubiony bohater litercki Jerzy Michał Wołodyjowski. i znowu te moje dygresje. wracając do tematu bo lubię czytać Twoj blog. po primo - matki tak zawsze mają. chcą wszystko za nas zrobić. urządzić mieszkanie. znaleźć mi męża. zrobić zakupy. ale takie są te matki. kwoki które zawsze martwią się na zapas. i choćbym miała już 60 lat to i tak będą się martwić. bo są po prostu matkami. z tego się nie wyrasta. po secundo - Duński niech się cieszy że ma pracę. oczywiście każdy chciałby zarabiać jak polityk ale w końcu Rockeffeler zaczynał od czyszczenia butów. a po tercjo - niezwiązane z tematem ale mnie to bardzo nurtuje więc muszę Cię o to zapytać - jeśli nie chcesz to nie musisz odpowiadać - jak zamieszkasz w bloku to co będzie z Nikitą, Kotlinką, Kitajcem i z resztą Twoich kotów?
OdpowiedzUsuńA pierwszy ulubiony? Ja z Trylogii lubię, kocham wręcz, Kmicica. I Olbrychskiego jako Kmicica. Wariat z niego taki. I jeszcze Bohuna lubię, bo też szalona głowa. Gdybym Heleną była, w życiu nie wybrałabym Skrzetuskiego.
UsuńWiesz, moja mama nigdy kwoką nie była, dlatego ta jej kwokowatość obecna mnie przeraża. Nie jestem do niej przygotowana: w małoletniości mnie klosze ominęły.
Koty zostaną na działce, tej nie sprzedajemy. Mają tutaj budynek gospodarczy z bezproblemowym dostępem i sianem na strychu. Będę przychodziła je karmić i głaskać. Chciałabym Kitajca i Nikitę wziąć ze sobą, ale one do podwórka przyzwyczajone, nie odnalazłyby się chyba zamknięte w bloku.
od niepamiętnych czasów moim bohaterem literackim jest Doktor Tomasz Judym. on zawsze od razu pojawia się kiedy ktoś mnie się zapytuje o wzór, o ulubioną lekturę, o doktora, o... mężczyznę. mimo że to była postać przesiąknięta pewnym tragizmem i melancholią to jednak ma w sobie dla mnie coś pociągającego.
Usuńu mnie mama jest kwoką. cały czas się martwi, marudzi, kwęka ale przyzwyczaiłam się do jej humorów bo jak wszystkie matki będzie się martwić już zawsze. taka jest rola matek. chyba bo ja nigdy matką nie byłam więc tylko tak teoretyzuje.
dobrze że koty mają gdzie mieszkać. jak wiadomo koty zawsze chodzą własnymi ścieżkami więc lepiej niech mają budynek:)
Kurczę, jak lekturowo się zrobiło ;)
UsuńJa chyba, prócz Kmicica, nie widzę dla siebie nikogo odpowiedniego w literackim kanonie. Chciałabym na pewno poznać kilku panów, pewnie najbardziej Davida Lurie z Hańby J.M. Coetzee. Albo Jima Morrisona - nie jest literacki, ale byłam zachwycona jego biografią. Generalnie świrów lubię. Albo wyrzutków, takich, co to popełnili jakiś duży błąd. I właściwie wolę, żeby go nie naprawiali.
bo Ci którzy popełnili błąd (lub ciągle popełniają) są ciekawsi niż kryształowi bohaterowie. bo są tacy ludzcy, mają swoje problemy i kłopoty. a szczególnie dla kobiet - większość kobiet by się chciała zaopiekować takim upadłym charakterem i albo go naprawić albo... pójść z nim w tango. ja chętnie bym pospacerowała po świecie razem z Azazelem i Behemotem z "Mistrza i Małgorzaty";))
UsuńZdecydowanie ciekawsi! Ja chciałabym pójść z takim w tango. Jestem zmęczona opiekowaniem się facetami, w naprawianie nie wierzę; zresztą, po co mi taki, którego bym chciała naprawiać, wtedy bym od razu wzięła z półki niepopsutego.
UsuńTak, koty, demony i inne ciemne dusze pociągają. Ja przeszłabym się z Jakubem Wędrowyczem z Pilipiuka. Ciekawe, czy tylko na spacer, czy przez życie. Bo niespokojny duch w życiu uciążliwy być potrafi. Miałabym w sobie wystarczająco szaleństwa, by nie tkwić, a dać się z nim nosić?
niestety ja chyba bym chciała tylko pospacerować. bo ja jestem chyba z tych nudnych - i muszę mieć nudnego męża;))ale pospacerować bym sobie chciała - bardzo chciała. a później - będę wspominać delektując się domatorstwem.
UsuńDobrze, że znow jestes:)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńA średnio mi się chciało wrócić.
Czasami trzeba sobie przerwę zrobic ;)
UsuńPrawda. Ta jednak była przymusowa: dwa weekendy sprawdzania matur.
UsuńMatko, jakie to głupie stwierdzenie. Znaczy Vargi mam na myśli.
OdpowiedzUsuńNiepotrzebnie wyjęłam z kontekstu - on ironizował.
UsuńA, to rzeczywiście zmienia postać rzeczy.
UsuńKontekst to niezmiernie ważna rzecz w końcu.
UsuńPrzeprowadzka jest konieczna? Chodzi o remont czy coś innego? :)
OdpowiedzUsuńZ tym praniem mam dokładnie tak samo :/ Co chcę uprać, zwłaszcza pościel lubię suszyć na dworze to musi padać. Ogólnie bardzo ta pogoda deszczowa ostatnio i mam nadzieję, że nam to lato wynagrodzi jednak nie chciałabym by to była susza i żar z nieba :D Nie popadajmy ze skrajności w skrajność :D
Konieczna. Nie ma kto dbać o trawy, żywopłoty, ogródki. Nie ma we mnie za grosz działkowego zacięcia.
UsuńTeraz to chyba wszyscy mają pecha z praniem, niemal nie ma dnia, żeby nie siąpiło. A już na pewno dawno nie było niedeszczowego czy niezimnego weekendu.
Z dwóch skrajności: zimno - gorąco, wolę tą drugą. I to zdecydowanie.
ja też wolę gorąco od zimna, z resztą zimno jest powodem wszystkich moich chorób, także psychicznych :P Jakbyś Ty mnie widziała latem i zimą to byś mnie nie poznała, bo zupełnie inna jestem :P Zimą z resztą zawsze łapę doła i to było widać na blogu xD
UsuńAle przeprowadzasz się na jakiś czas czy na stałe?
W sumie ja zimą też jestem psychicznie ułomna.
UsuńNa stałe. Mieszkanie już właściwie kupione.
W takim razie gratuluję i udanej parapetówki życzę :D
UsuńMasz już pomysł jak je urządzisz? :)
U mnie przez prawie cały maj było pięknie.
OdpowiedzUsuńPolak nienarzekający na swoją pracę Polakiem nie mógłby chyba być. :)
A ja klęski żywiołowej nie chcę! :)
Zawsze uważałam, że wyprowadzka spod Szczecina to nie był najlepszy pomysł - teraz miałabym cieplej :)
UsuńPowiem Ci, że przez jakieś piętnaście lat wręcz kochałam swoją pracę i nie wyobrażałam sobie być w innym miejscu. Pewnie, że narzekałam na to czy tamto, ale całokształt odbierałam pozytywnie. Od jakichś dwóch lat wszystko się burzy.
Z tą pogodą to pewnie różnie jest. U mnie czerwiec rozpoczął się iście jesiennie, zatem może w końcu teraz słoneczko przywędruje do Ciebie.
UsuńAleż ja to rozumiem. Z tego co wiem praca w oświacie naprawdę zaczyna być absurdem - więcej czasu trzeba poświęcić biurokracji, kiedy można byłoby zająć się wtedy dzieciakami...
A u mnie wczoraj lało paskudnie, wpędzając mnie w paskudny nastrój, bo chciałam do Częstochowy na papieża giganta i jazzową paradę. Dziś za to słonko świeci prawie od rana i od razu humor lepszy.
UsuńWiesz, biurokrację i absurdy zawsze umiałam zignorować. Teraz niepokoi mnie, że dzieciaki zaczynają mnie drażnić: są zapatrzone w siebie, dorabiają ideologię do lenistwa, a moje do tego płodzą konflikty z króliczą skutecznością.
Blokowisko, Tanyu, to rzecz niezmiernie dołująca!mieszkam w takiej wielkopłytowej szufladzie już 25 lat! Urodziłem się te 61 lat temu w starej czynszowej kamienicy (ubikacja i zlew na sieni dla 3 rodzin), następnie jako brzdąc dziewięcioletni przeniosłem się do bloku. Był szcególny: zbudowany z cegły, pokoje wprawdzie nie ogromne, ale wystarczająco duże, aby po nich swobodnie się poruszać. Kuchnia była zaś na tyle duza, że cała nasza sześcioosobowa rodzina mogła spozywać posiłki. Zaliczyłem też poddasze (z pierwszą żoną) i pobyt na wsi orawskiej (Chyżne), który z rozrzwnieniem wspominam!
OdpowiedzUsuńA teraz, brrr. szufladka z betonu! Cóz można przywknąć..
uściski
Wiem, wiem, Klaterku, ale... Ale moje blokowisko to taka większa wieś. Poza tym, nie nadaję się na właścicielkę włości, przynajmniej póki nie stać mnie na ogrodnika i złotą rączkę na pełny etat. Działki na razie nie sprzedaję, więc jak już wygram w totolotka, będę miała gdzie dom postawić i panów zatrudnić. Choć... czy wtedy będę chciała tutaj, a nie w Nowym Jorku w szufladce z betonu?
UsuńToto wcale Cię nie buja: Ty mu kasę, on Ci... (buduje obiekty spotowe!)!
UsuńTyle myśli przyszło mi do głowy, ale zupełnie wyleciały po przeczytaniu tego cytatu o nieudolności. Wiem, że to wyjęte z kontekstu, ale pazury z automatu wysunęły mi się jak u Volverine. A kiedy przeczytałam o wymówkach i gderaniu Duńskiego, przypomniało mi się coś, co kiedyś napisała mi Iw, kiedy narzekałam na pracę w kurierowni. Że odeszłabym z miejsca, gdyby P. miał pracę. Iw napisała, że kobieta zawsze znajdzie sobie jakieś zajęcie, kiedy musi się (bądź kogoś) utrzymać. Nie będzie jej się podobało, ale zaciśnie zęby i będzie dzień w dzień chodzić do nielubianej pracy. Tymczasem mężczyzna... Tak mi to stanęło przed oczami, nie mam absolutnie nic złego na myśli.
OdpowiedzUsuńNie wiem, skąd te pazury, moja droga: Ty przecież czasu wolnego nie masz w ogóle, więc udana jesteś, że hej! :))
UsuńCo do Duńskiego zaś, to daję Ci pełne prawo wszelkie zło mieć na myśli, bo jestem na niego zła jak osa. Tym bardziej, że pracę dostał w zawodzie, robi więc to, co lubi. A że póki co za psie pieniądze i niemal przez całą dobę: i taki urok bycia z wykształcenia ichtiologiem, ze stanowiska opiekunem stawów rybnych, i nie on jeden tak zasuwa, pół Polski wraz z nim. Ja też nie mam jak w niebie, ale wiecie to świetnie, bo na szkołę wyjątkowo często tu ostatnio wylewam żale.
Ale już prawie wakacje - można się zrestartować i olać wszystko co złe jeszcze cieplejszym moczem niż zazwyczaj :))) Powiem Ci, że nawet nie wiem czy szkoła się skończyła, czy jeszcze do niej łażą. Sama dowiem się pewnie, kiedy zacznie być pusto w autobusach.
UsuńPS. Truchtasz przez maj, a tu czerwiec prawie się kończy :)))
Ostatnim razem jak się nasze [p]osły modliły o deszcz, to po prawdzie nie tego roku, a następnego drogi do wiejskiej mej sadyby zabrało ze szczętem... Nie poradziłoby może jakie umiarkowanie po jednej i po drugiej stronie z temi modłami? Bo ja w końcu nieumiarkowanym się stanę i modlącym co przykrego uczynię...
OdpowiedzUsuńKłaniam nisko:)
Jeno nie wiadomo, czy modły takich maluczkich jak my, zostaną w równie skuteczny sposób wysłuchane, Wachmistrzu ;)
UsuńSerdeczności.
Doskonale rozumiem tę niechęć do wilgoci... :/
OdpowiedzUsuńMusiałam dziś napalić w piecu jak zimą, bo mi pranie skiśnie...
Usuńale jak te wszystkie graty upchniesz, i wszystko juz bedzie ogarniete, to zobaczysz jak zrobi sie milo
OdpowiedzUsuńnawet te sprawdziany i wywiadowki nie beda tak straszne ;)
Ja myślę.
UsuńWywiadówki jednak zawsze będą straszne. Bo wiesz, u nas ich bez liku: starych licealnych koni mamy, a rodziców gnębimy częściej niż w podstawówce, czyli raz na miesiąc właściwie.
Nic to, Baśka (pardon, Tanya), jakoś to wszystko przeżyjesz i dotrwasz do wakacji, a może zdarzy się jakiś cud i odwiedzisz Saharę, na której nie znajdziesz oazy, tylko będziesz się potykać o miraże ją udające.
OdpowiedzUsuńPamiętaj, kobieta przeżyje wszystko, mówię to z własnego doświadczenia.
Buziaczki również mokre i na dodatek chłodne.
Współczesne czasy nie sprzyjają myśleniu utopijnemu, gdzie każdy robi to co lubi. Trzeba czasami zagryźć zęby i starać się nie wylecieć na bruk. Takie to oczywiste i smutne zarazem.
OdpowiedzUsuńJa z kolei mam awersje do gorąca, wolę wilgoć. Upały ani pozytywnie nie wpływają na moje samopoczucie, ani na resztę życia. (i tutaj nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że w ładną pogodę mam generalnie pecha, jakkolwiek to irracjonalnie zabrzmi)
Szalenie przyjemnie się Ciebie czyta, uwielbiam styl w jakim piszesz.
Łomatko , tym cytatem z Vargi mnie nieco podłamałaś. Pozdrowienia....
OdpowiedzUsuńWszystkim zimno, napisz coś jeszcze na ocieplenie :)
OdpowiedzUsuńByle do wakacji
OdpowiedzUsuń;o) usmiechne sie tylko na znak ze byłam
OdpowiedzUsuńJa bym chociaż pracę chciała mieć... a tu ciągle nic
OdpowiedzUsuńJa też nauczyciel, tylko bezrobotny, bo pracy nie ma :(
OdpowiedzUsuńWitaj:)
OdpowiedzUsuńU mnie, na szczęście, świeci słonko, ale czasem pokropi... Coś mi się wydaje, że czerwiec nie będzie za wesoły, ale czuję, że sierpień może nieźle przygrzać. Oczywiście w moich stronach ;). Aura lubi platać figle. Pozdrawiam serdecznie :) Maya
Witaj:) Dawno tu nie zaglądałam - przyznaję się... Cieszę się że u Ciebie tanyu takie postępy. Myślę że Duńskim nie ma co się martwić, bo to taki typ po prostu - mężczyzna. Gratulacje z powodu zakupu mieszkania. Czeka Cię najfajniejszy okres teraz - urządzanie. Mówią, że to fajna sprawa. PS. mnie też ;P Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńWitaj :)
OdpowiedzUsuńCzasem zmiany człowiekowi są potrzebne, aby nie doszło do "wypalenia".
Praca w naszym kraju, to często "zło konieczne", za marne grosze, bez zera szacunku do człowieka. Smutny, to kraj gdzie nie dba się o ludzi, tak w ogóle.
Aura, idzie ku lepszemu i tego się trzymajmy, że wkrótce krótki rękaw i zwiewna mini :)
Pozdrawiam serdecznie :)
Smutny, niestety. Ostatnio przeczytałam gdzieś opinię, że polska gospodarka jako tako się trzyma dzięki niskim pensjom. Bez komentarza. A jeszcze dołóżmy do tego atmosferę w pracy i dyrektorskie chimery i mamy komplet.
UsuńAura zaś... dziś w nowy przez trzy godziny u mnie lało jak z cebra bez żadnego wytchnienia, a kilka godzin temu wróciłam z wycieczki do Krakowa kompletnie przemoczona. Złośliwość pogody: wczoraj było ładnie, jutro ma być ładnie.
symbolika - studium nad symboliką - zgrabne. Cóż, jeśli o mnie chodzi - gdyby w zimie nie było śniegu... :)
OdpowiedzUsuńZa chwilę wakacje, czas na zrealizowanie planów. Pocieszająca jest chyba myśl, że płaca marna, ale wakacji czas zrekompensuje inne niedogodności i trudności.
OdpowiedzUsuńWitaj :). Jeszcze nie masz wakacji? Niebawem odpoczniesz, przemyślisz pewne sprawy... Buziol. Maya
OdpowiedzUsuńWitaj, to ja Twiggie-Angelle. Postanowiłamw wrócić do blogowania i od teraz jestem tutaj:
OdpowiedzUsuńjeannette12.blogspot.com.
Zapraszam na pogaduchy jeśli masz ochotę.
Wpiszę Cię też do linków jeśli nie masz nic przeciwko.
Pozdrawiam!
Pozdrawiam :). Masz wakacje pełną parą ;) Maya
OdpowiedzUsuńWitaj, ale czyż to nie cudowne uczucie, kiedy zajęcia się kończą, a Ty do września masz labę? Czy nie napawa Cię radością fakt, że nie musisz wstawać kiedy budzik zabrzęczy? Przeprowadzasz się?
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
po prostu m;)