19 lutego 2013

Zaszczucie

Wchodzisz. Przynajmniej zamierzasz. Nie przekroczysz szklanych drzwi zanim nie udowodnisz, że masz prawo tu być, nie wylegitymujesz się identyfikatorem, nie zostawisz podpisu w szczegółowo opisanej tabeli. Denerwujesz się. Nie, wcale się aż tak bardzo nie spieszysz, ale codzienna procedura, która powinna stać się obojętną ci rutyną, z dnia na dzień irytuje coraz bardziej. Sam nie wiesz dlaczego. Ot, taki malutki bunt. W głowie rodzą ci się niepotrzebne pytania. Czy jutro będziesz musiał zostawić odcisk kciuka? Czy pojutrze przejdziesz pomyślnie skan siatkówki? Wreszcie wchodzisz. Bez celu snujesz się korytarzem. Czujne oko kamery śledzi każdy twój ruch. Starasz się nie zwracać na siebie uwagi, ale co chwila ktoś cię zaczepia, wmanewrowuje w beztroski small talk, wrabia w nieskrępowany śmiech. Ukradkiem łypiesz na kamerę i widzisz jak niewidoczny operator monitoruje twoje sny. Wojeryści!, parskasz buńczucznie. Nie mają prawa cię za nie ukarać, nie wolno im postawić cię na środku i rozliczyć za wyobraźnię i wolną myśl. Rejestrują je jednak w nieskończenie pojemnej pamięci, by wyciągnąć na światło dzienne, kiedy już jesteś przekonany, że sformatowali przepełniony dysk. Wieczorem z uporem maniaka przeszukasz swój organizm, by znaleźć w niespodziewanym miejscu wmontowany w twoją duszę czip. Tymczasem woalujesz swoje myśli, wysyłasz je w bezpieczne rejony, pustką w oczach sugerujesz, że nieskażony nieprzeciętną myślą interesujący jesteś tyle co przydrożny pył. Stajesz w jednym szeregu z przyciętymi według schematu umysłami, jesteś jednym z wielu, z tłumu nie wyróżnia cię nic. Pamiętasz jeszcze, kiedyś wykazywałeś inicjatywę. Rozbiła się o niedziałające poczucie humoru i wstręt do niepohamowanej radości. Twoje pomysły były zbyt daleko idące, gwałciły horyzonty, ukrócały pożądany ład. Nie lubisz za to siebie, sprzedałeś młode ideały za święty spokój i miniaturowy zestaw płatniczych kart. Odganiasz dywagacje, koncentrujesz się na kieracie w formacie od - do. Wreszcie koniec, fajrant. Zanim wyjdziesz, odhaczają cię w tabeli i podejrzliwym wzrokiem odprowadzają twoją teczkę do drzwi. Poszerzcie ofertę o rewizję osobistą, zamierzasz sarknąć mimochodem, ale gryziesz się w język. Jutro musisz tu wrócić.

70 komentarzy:

  1. jejku a gdzie to tak strasznie?:[

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20% u mnie w szkole, 80% w wyobraźni.

      Usuń
    2. Tak sobie myslalam, ze to jakies wiezie albo szkola w niedalekiej przyszlosci . . .

      Usuń
    3. Ty mnie nie strasz, kochana, tą niedaleką przyszłością ;)

      Usuń
    4. :D:D nie nie mam nadzieje ze to tylko moje futurystyczne wyobrazenia:D

      Usuń
    5. I tego się trzymajmy :))

      Usuń
  2. oj to straszne rzeczy pozdrawiam serdecznie życząc miłego wieczoru i dobrego humoru.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Straszne. Dobrze, że w większości zmyślone.

      Usuń
  3. innymi słowy uwielbiasz swoje miejsce pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam, a jakże! Które inne byłoby tak wielką inspiracją? ;)

      Usuń
  4. Tanyu, czyżby w Twojej szkole zainstalowali monitoring i czujesz się jak w programie Big Brother? Też źle się czuję, gdy bez przerwy łypią na mnie kamery, bo nie mam parcia na szkło.
    Buziaczki niemonitorowane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monitoring jest już od dawna i przyznam, że nigdy jakoś szczególnie nie zwracałam na niego uwagi. Za to chyba mamy podsłuch, bo przecież siatka donosicieli nie może działać AŻ TAK sprawnie. Powyższe zaś zainspirowane było wczorajszym (służbowym, bo przecież mam ferie) wypadem do szkoły, gdzie to pani na portierni wpisała mnie do zeszytu, jakbym była potencjalnym wynosicielem.
      Buziaczki nielubiące paranoidalnej kontroli.

      Usuń
    2. Oj, Ty wynosicielu, ciekawa jestem, co ewentualnie poza kredą mogłabyś wynieść ze szkoły?
      Ja kredę kupowałam, a szczególnie kolorową potrzebną mi do lekcji.
      W mojej szkole nie ma portierni, więc chyba nikt by mnie nigdzie nie spisał, chyba że pani ze szkolnego sklepiku, który jest przy wejściu.
      Jednak w pierwszym roku mojej pracy w pokoju nauczycielskim leżał wielki zeszyt i po przyjściu do pracy należało się wpisać. Chyba było to potrzebne dyrektorowi, aby wiedział, kogo nie ma. Ale gdyby nie było nauczyciela na pierwszej lekcji, to od razu dyrektor by usłyszał, bo uczniowie by zaczęli roznosić szkołę. Ale to jest zbyt długi temat, więc nie będę się rozpisywać.
      Buziaczki w mroźny wieczór.

      Usuń
    3. Też jestem ciekawa, bo jakoś większość rzeczy leży poza obrębem mojego zainteresowania. I, podobnie jak Ty i gros nauczycieli, więcej przynoszę niż mogłabym wynieść.
      Nasze dzieci są już na etapie "siedzimy cicho, jeśli nauczyciela nie ma, a nuż nam się upiecze". Ale rzadko się "piecze", bo i monitoring robi swoje, i pedagog biega po szkole niemal non stop.
      Buziaczki śnieżne.

      Usuń
    4. Bardzo dziwiłam się, że w liceum mojej córki nikt nie reagował, gdy uczniowie, oczywiście cicho, siedzieli przez całą lekcję pod klasą. W mojej szkole byłoby to nie do pomyślenia, bo sprzątaczki dyżurne zawsze były na korytarzach.
      Buziaczki zdyscyplinowane.

      Usuń
    5. Pewnie starszym uczniom daje się więcej niezależności. U nas, na przykład, okienka czasem jakaś grupa ma, a że szkoła wielka, nie zawsze chce się lecieć na jej drugi koniec, żeby sprawdzić, czy mówią prawdę. Zresztą, wtedy zwyczajnie swoim nie usprawiedliwiam. Jakieś dwa lata temu, kiedy akurat byliśmy na projektowym zagranicznym wyjeździe, zdarzyła się taka kuriozalna sytuacja: pedagog tak długo ganiała po szkole panów z mojej klasy, że ci w desperacji uciekli przez okno. Teraz śmiejemy się, że dobrze, iż nie było to drugie piętro. Wiem, nie powinni, ale czasem sama mam ochotę przed nią uciec. Zresztą, dostali naganę dyrektora.
      Buziaczki przeciętnie zdyscyplinowane.

      Usuń
  5. Ja nienawidzałam szkoły od pierwszego dnia, i chyba gdybym w dzisiejszych czasach miała do niej chodzić oszlałabym

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam do mojej stosunek bardzo różny: nie żebym szczególnie ją kochała, ale fajnie też potrafiło często być. Obecną, hmmm... toleruję. Wszak mnie żywi.

      Usuń
  6. tanyu, bardzo ci współczuję. ty się tam udusisz...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie będzie tak źle, Ewuś: to powyżej tylko bazuje w niewielkim stopniu bazuje na rzeczywistości.

      Usuń
  7. O rany, to nawet u mnie w SĄDZIE nie jest aż tak strasznie! Co to się porobiło...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podrasowałam rzeczywistość, nie jest aż tak źle, ale ironizowałyśmy wczoraj, że pewnie do więzienia o zaostrzonym rygorze łatwiej wejść.

      Usuń
  8. Bardzo wiele się zmieniło od czasów kiedy ja chodziłam do szkoły. Nas męczono jedynie identyfikatorami, które i tak każdy nosił odwrócone :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od kiedy ja chodziłam do szkoły też zmieniło się wiele. Myślałam, że do nauczyciela mają większe zaufanie.
      Swoją drogą, u nas w liceum były przy drzwiach dyżury uczniowskie: odnotowywaliśmy wchodzących obcych i dzwoniliśmy na lekcję i przerwy. Co za zaufanie, pomyśl.

      Usuń
  9. Na początku czułam się wciąż obserwowana, teraz już nie, choć przecież wciąż jestem. W razie czego wiem, kto mnie widzi i jest to sympatyczny i godny zaufania gość, świadomość tego z pewnością pomaga.
    Nie neguję monitoringu, sama bym zwiększyła jeszcze jego zasięg o parę miejsc w szkole, bo pomaga.
    W sumie szkoda, że nas nie notują w czasie ferii;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rany, czemu szkoda? Ja się poczułam jak złoczyńca jakiś: jak mnie odnotują, a coś zginie albo zepsuje się, będę w kartotece jak znalazł.
      Monitoringu i ja nie neguję: mamy go od jakiegoś czasu i w ogóle na niego nie zwracam uwagi, choć przed monitorami siedzi gość raczej żądny sensacji niż spokoju. No i pomógł kilka razy. Raczej buntuję się przeciw niezdrowemu zainteresowaniu wieloma moimi krokami w szkole. Dyrekcja tak lubi wszystko wiedzieć, że niedługo jedynie za jej wiedzą będziemy się udawać do toalety.

      Usuń
    2. U nas po prostu to zdrowiej wygląda i ze strony gościa i dyrekcji.
      Czemu? Bo może zapunktowałoby się u dyrekcji?;-) U nas by w to zerknął właśnie w tym celu. Osobiście nie lubię chodzić do szkoły, kiedy mam wolne, ale są takie osoby, które zapunktowałyby bardzo.

      Usuń
    3. Też nie lubię. Gdyby nie fakt, że termin mnie gonił i musiałam, ani by mi przez myśl nie przeszło, żeby się tam pojawić. U mojej dyrekcji punktować już bardziej nie muszę - wręcz wolałabym trochę stracić, bo u nas jest tak, że jak niewiele umiesz, niewiele roboty ci dają, bo dyrekcja lubi spać po nocach.

      Usuń
  10. Wiosnę zaklinaj, bo mimo, że ładnie napisane (wiem, zaraz się obrazisz za "ładnie"), to jednak lekko przerażająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. I nie bój żaby, nawet nie pamiętam, kiedy się ostatni raz obraziłam :)
      Wiosnę zaklinam, ale sama widzisz, że wychodzi mi przeciwnie jakby. Szamanka od siedmiu boleści.

      Usuń
  11. Mam takie niewyszukane słowo jako komentarz do tego wpisu- Masakra! Oby trzymało się to z dala od mojej przyszłości.

    Wiesz, że "brzmisz", jak Huxley ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę go poczytać, bo nawet nie wiem, czy to komplement ;)))
      A wiesz, że najpierw zatytułowałam to wyżej "Szkoła przyszłości"? To taka gra słów dla wtajemniczonych: na froncie budynku powieszone mamy hasło "Jesteśmy szkołą przyszłości". Gdybym była dyrektorem, moją pierwszą dyspozycją byłoby jego usunięcie. Śmieszy mnie z wielu powodów. I nie tylko mnie.

      Usuń
    2. Porównanie do Huxleya to jak najbardziej komplement.
      No i ta przyszłość do tego. Twój opis i motyw przyszłości- jeśli przeczytasz kiedyś "Nowy wspaniały świat" to zobaczysz czemu mu się tak skojarzyło.

      A tak jeszcze a'propos Irvinga, Garpa i Ameryki lar '60-'70 to wklejam ci kawałek opisu z tyłu okładki "W jednej osobie":

      "Trzynasta powieść autora „Świata według Garpa” to również ponadczasowa opowieść o ważnym etapie w dziejach kultury amerykańskiej, począwszy od rygorystycznych lat pięćdziesiątych poprzez dwie dekady rewolucji obyczajowej, tragedię „plagi” AIDS aż po czasy współczesne"
      A więcej nie powiem, żebyś może kiedyś przeczytała, o!

      Usuń
    3. Zapisuję, postaram się przeczytać. Muszę przecież zobaczyć w czym jestem podobna do kogoś, kto zrobił karierę, której ja nigdy nie zrobię :)
      Irving też brzmi ciekawie. Myślę, że mogłabym mu dać drugą szansę, bo przecież na jednej książce pisarz się nie kończy. Weźmy chociaż mojego ukochanego Marqueza: też nie wszystkim się zachwycam. Ba, "Opowieść rozbitka" uznałam wręcza za słabą. Albo przynajmniej nieporywającą.

      Usuń
  12. jak przeczytałam Twój post to mi się dziwnie skojarzyło z Wisławą Szymborską i jej wierszem "Głos w sprawie pornografii". i jeszcze tyle że ograniczamy samych siebie - biogrokracja, trzy podania i zdjęcie aby się dostać do znajomych, enklamy i getta w których się zamykamy czyli strzeżone osiedla. oj, dziwnie to widzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, coś w tym skojarzeniu jest: myślenie jest rozpustne. A tu taki zawód, nie da się go kontrolować z boku. I prawda, sami siebie w taki świat wpychamy. Zawsze mnie zastanawia, że kiedyś nie było tylu sposobów na zachowanie bezpieczeństwa (czy raczej "bezpieczeństwa") i ludzie jakoś żyli, nie robiąc z igły wideł. Teraz zaś wszyscy tacy delikatni, że nieustannie trzeba śledzić "złoczyńców" czyniących zło. Się czasem zastanawiam, jak ja przeżyłam dzieciństwo z obdartymi kolanami.

      Usuń
  13. tanyu, miałam gęsią skórkę na plecach i czytałam ana raty, doszukując się tego, co tam jest w przenośni i dosłownie...
    Niewiarygodnie porażające...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie taki scenariusz poraża/przeraża. Jestem zwolenniczką mądrej wolności i uważam, że nie należy śledzić każdego mojego kroku, skoro się mi na tyle ufa, że się mnie zatrudniło. Zresztą ja z tych, które z każdą pierdołą nie biegają, mimo iż się od nich tego oczekuje.

      Usuń
  14. System zredukował nas do kilku numerów, które nas określają. Może tak jest im łatwiej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne. Jednocześnie na mój zawodowy grunt to przenosząc, ciężko się nie znać wzajemnie, kiedy ludzi nie setki.

      Usuń
  15. Mater Dei zupełnie jak w science fiction.No i jak w dobrym kryminale . Groza narasta. Pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
  16. Jeszcze tego, Tanyu, by brakowało, aby jakiś tam korporacyjny monitoring objął nasze myśli, pragnienia, aspiracje czy nawet sny, np. erotyczne! Cociaż z niektórych twarzy można czytać jak z książki...
    uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, niektórzy nie umieją ukryć nic. I prawda też, że niektórym takiego czytnika na pewno bardzo, ale to bardzo! brakuje. Jeszcze wczoraj myślałam, że w moim opisie jest 20% prawdy, dziś stawiam na 30%. Boję się, co będzie dalej.

      Usuń
    2. Jeśli już, Tanyu, przytaczamy skład procentowy, to proponuję dyskusję zacząć od "czystej" czterdziestki!
      Na zdrowie!

      Usuń
    3. Nie, nie, nie! Czterdziestka z powyższego w rzeczywistości? Zacznijmy może od jakiegoś bezalkoholowego piwa ;)

      Usuń
  17. Strach się bać, ale życie podąża w tym kierunku. Monitorowania, kontrolowania. Szczególnie tego drugiego zbyt drobiazgowo. A człowiek musi czuć powiew wolności inaczej staje się bezwolną masą, albo zaprogramowanym robotem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się: człowiek musi czuć, że nie śledzą każdego jego kroku, bo wtedy wcale nie staje się wydajniejszy. Przeciwnie, uprawia swoistą dywersję, byle się wyzwolić.

      Usuń
  18. O kurczę, nie wiem, czemu ale w pierwszej chwili mi Urząd skarbowy do głowy przyszedł. Ale gdzie teraz kamer nie ma?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same kamery to nic, ważne jak i w jakich celach się je wykorzystuje.
      To w urzędach skarbowych takie hocki klocki? Chyba nigdy nie byłam. I obym nie była.

      Usuń
  19. Trzymam kciuki żeby było dobrze pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jutro uda mi się wszystko załatwić jak trzeba, atom mnie później nie ruszy :)

      Usuń
  20. Przypomniały mi się wszystkie książki o państwach totalitarnych - identyczni ludzie robiący identyczne rzeczy w identyczny sposób. Myślenie niewymagane, wręcz zakazane.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...a jeśli już się myśli, to nie inaczej niż władza, bo władza myśli a pewno słusznie.

      Usuń
  21. No nie wierzę, że można aż tak przejąć się monitoringiem i zasadami bezpieczeństwa w szkole :P Kochana, czuję, że potrzebujesz wakacji natychmiast ;p Może masz jakiegoś znajomego lekarza, który załatwiłby się zwolnienie jak to się nazywało... na poratowanie zdrowia czy coś takiego :P To chyba jakoś zwolnienie na pół roku czy rok nawet :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ moja droga, to przecież zwykłe opowiadanie. Faktycznie szkoła mnie drażni, często dość mocno, ale w taką paranoję jeszcze nie popadam. I na pewno nie popadnę. Prędzej by mnie szlag trafił, gdybym miała siedzieć pół roku bezczynne w domu :)

      Usuń
  22. Witaj
    Przytulam, staram zrozumieć i życzę powrotu dobrego nastroju :) buziaczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom nastrój mam niezły. Zwyczajnie wolę mroczne klimaty :)

      Usuń
  23. Ładne obrazy wyobraźnia Tobie podsuwa, co będzie dalej? ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Bardzo ciekawy punkt widzenia, ale taka prawda... Coraz częściej czuję się tak, że brakuje mi autonomii. Wszyscy mamy być tacy sami i myśleć tak samo? Obawiam się, że za szybko ku temu zmierzamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta identyczność i mnie męczy. Również w uczniach. Lubię tych, którzy się wyróżniają. I lubię nauczycieli, którzy myślą po swojemu. Niestety, to wcale nie jest w cenie.

      Usuń
  25. Kiedyś pracowałam w placówce, której zakład - matka liczył 11 tys. pracowników. Pamiętam pierwszy dzień. Jechałam o świcie na instruktarzowe rozmowy, za maną i przede mną sznur autobusów i aut - wydawał się nie mieć końca. Byłam przerażona. W jakie to trybiki wpadłam? Czy bębę w nich sobą? Czy mnie nie zgniotą, wycisną i na koniec odrzucą? Potem się okazało, że nigdzie więcej nie doświadczyłam podobnego baładanu i sobiepaństwa. Ludzie - to oni tworzyli firmę molocha i to oni na każdym szzczeblu rzepkę skrobali tak, by zyskać ponad innych, a więc tych innych stłamsić i wymieść. To były czasy bez kamer, czipów i nadzwyczajnego nadzoru. Za wsztstko robiły gumowe uszy. Wydawało się, że nikt nie jest sobą. Bo jak to możliwe, że objawiało się w nim głównie to co fałszywe, szokująco dziwne lub skrajnie zobojętniałe?
    To nie kamery niszczą osobowość, czynią z nas automaty bez twarzy i charakteru. To my sami sobie. Niestety
    Pozdrawiam - Nadwodna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, kochana, oczywiście. U mnie w szkole jest monitoring i w ogóle na niego nie zwracam uwagi, nigdy nie zwracałam. Natomiast donoszenie i uważanie mnie przez zwierzchników za skończoną idiotkę męczy mnie bardzo. Jestem zdania, że skoro powierzono pewne zadania mnie, a nie któremuś z pozostałych czterdziestu pracowników, oznacza to, że jestem godna tego zadania i nie trzeba mnie prowadzić za rączkę ani mi na ręce w każdej chwili patrzeć. I właściwie o tym powyższe, mniej o kamerach.

      Usuń