1 kwietnia 2012

Zestaw wad..

Ze swoim zestawem wad wydaję się nie tolerować ludzi, którzy sprawiają wrażenie pozbawionych jakichkolwiek przywar, podczas gdy ja sama jestem usiana wyłomami w charakterze. Mam więc dość osób wszechwiedzących, specjalistów od wszystkiego, którzy wygłaszają swoje mylne opinie tonem nieznającym sprzeciwu i ani im się w głowie myśl o własnych błędach nie zalęgnie. Zastali w swojej intelektualnej nieskazitelności, przybierają niedowierzające miny, gdy ktokolwiek ośmiela się mieć odmienne zdanie i, co gorsza, wypowiadać je wyraźnie i publicznie, drążąc nieprzyjemne tuneliki w najmądrości, która mimo to nie traci rezonu, brnie w nieuświadomioną śmieszność i tylko pogardliwie wydyma wargi na wspomnienie upomnienia. Równie mocno mam dość osób złowieszczących, wszędzie doszukujących się złego omenu i ubierających każde wydarzenie w nieuzasadnioną feralność. Szperają oni w cudzych życiorysach, ubolewając nad urodzeniem się nie w porę czy pechowym pojawieniem się tam i wtedy. Nie omieszkują oni, oczywiście, ujawnić swoich myśli, wpędzając słuchających w zakłopotanie lub eufemistyczne zdenerwowanie. Męczą mnie również wszelkiej maści Zosie Samosie, które wyręczają mnie w czynnościach trywialnych i zajmujących mgnienie oka, a także mimozowate sierotki Marysie ze zbolałymi minami, przeciw których sprzysiągł się cały świat, a które drobnymi kroczkami prą prosto do celu, zostawiając za sobą cicho ścielące się trupy. Chciałabym też uniknąć kontaktu z malkontentami negującymi każdy pomysł niezgodny z ich wyobrażeniami, dyplomatycznie zgadzając się z rozmówcą, by po chwili s-tak-ale-ować każdą ideę wystającą poza ramkę tego, co mieści się w sztywnym kanonie nudy. Nie życzę sobie również przebywać w towarzystwie świętszych od papieża dewotek na pokaz, dla których samo wypowiedziane głośno słowo "seks" jest wystarczająco obleśne i nie do pomyślenia, podczas gdy w zaciszu swojej duszy popełniają grzechy godne prawdziwego potępienia. Starają się one wpędzić mnie w poczucie winy z powodu mojego myślowego wyuzdania, przez co wspólnie pita kawa mętnieje i nabiera goryczy, choć moje myśli nie dają się skrępować. Wreszcie, wolałabym nie obcować z chwiejnymi w swoich decyzjach osobami, od których zależy moja codzienna praca. Przyzwyczaiłam się już, że czasem pracuję w oparach absurdu, lubię jednak, kiedy ów absurd przyjmuje wartość constans zamiast zmieniać się z godziny na godzinę, wtedy bowiem mój w miarę ustabilizowany chaos popada w furię i nie kontroluję transformacji myśli w słowa, czego potem żałuję, czasem bardziej, czasem mniej, zawsze jednak jedynie z powodów stricte egoistycznych. Bez samozachwytu mam również dość siebie, bo zwracam wyostrzoną uwagę na wszystko powyższe. Wolałabym przechodzić niewzruszona obok.
--
P.S. Shoe Girl, jeśli czytasz, mogę prosić o kontakt?

22 komentarze:

  1. Różni są ludzie. Są tacy, z którymi przebywałoby się ciągle, ale niestety są też tacy, którzy swoim towarzystwem nam zwyczajnie przeszkadzają. Czasami sami nie potrafimy zdefiniować, dlaczego tak jest, bo na pozór to normalnie, sympatyczne osoby. Z pewnością każdy/każda z Nas ma trochę mentalności osób, które wymieniłaś. A dewotki najbardziej mnie irytują. I nigdy ich nie zrozumiem. Ja powiem krótko: nie lubię ludzi, którzy nie mają własnego zdania, którzy nie mają nic mądrego do powiedzenia, a ich co drugie słowo to przekleństwo. Przykre, ale w dzisiejszych czasach (szczególnie młodzieży, do której bądź, co bądź należę) często spotykane...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, nie da się kochać wszystkich wokół, nie da się przez wszystkich wokół być kochanym. Z powyższych mam tendencję do bycia Zosią Samosią i pewnie czasem za bardzo się mądruję. Póki co, mam nadzieję, umiem jednocześnie z tego drwić.
      Niestety, z przekleństwami masz rację...

      Usuń
  2. Ja dodam, że nie życzę sobie towarzystwa starych ludzi, których jedynym tematem są choroby, pobyty u lekarza oraz w szpitalu i generalnie jęczenie, jak to są strasznie biedni i chorzy, co to im się złego nie przytrafiło i w ogóle to są najchorsi z chorych i nikt nie ma prawa ujmować im świętej chorobliwości, nie daj Boże ktoś młodszy! Młodszy nie ma prawa chorować, młodszy jest zdrowy jak ryba, tur i koń razem wzięte, nic to że dzieci na raka umierają, tematu nie ma i już. Młody to sobie co najwyżej wymyśla chorobę, albo złośliwie udaje, a staremu, biednemu człowiekowi miejsca nie ustąpi, bo sobie, kurka wodna, specjalnie ten gips na nogę założył, żeby w autobusie miejsca nie ustąpić.
    O!
    Tacy to schorowani starzy ludzie zasuwają BIEGIEM do autobusu i równie szybko, waląc po drodze kogo popadnie laską/kulą po nogach, pędzą na miejsce siedzące. A jak już usiądą, to "ojej, jaki jestem chory", rzężą i dyszą i za tors/gors się łapią, nagle mają chore serce, nogi, krążenie, krzyż i tak dalej.
    Jak dla mnie to chorą mają tylko głowę.
    No.
    Nie znoszę takich ludzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja - na szczęście i odpukać - wciąż odwiedzam lekarzy od przypadku, więc nie doświadczam powyższego, ale wierzę, że taki monopol na cierpienie może irytować, bo choroby nie znają limitów wiekowych.

      Usuń
  3. Tacy 'najmedrniejsi' tez mi dzialaja na nerwy, jak i kilku ztych ktorych wymienilas pozniej.
    No coz, ja zyczylabym sobie pokoju na swiecie, nieograniczonych zapasow czekolady, anielskiej cierpliwosci i zdrowia... a zycie jest jakie jest. Trzeba sie nauczyc zyc z tymi wszytskimi typami. Albo jak im skutecznie przywalic:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I dlatego żyję, i nawet nie w jakimś szczególnym konflikcie na co dzień - wiadomo, z jednymi lubię się bardziej, z innymi mniej, jednych nie denerwuję, drugich i owszem.

      Usuń
  4. Zadziwiają mnie ludzie, którym wydaje się, że wszystko wiedzą. Sprzeciwiają się wszystkiemu co, nie jest zgodne z ich przekonaniami. Rany,jakie to irytujące. Nie ma przecież ludzi nieomylnych! Niestety takich, którzy pozjadali wszystkie rozumy, jest coraz więcej.
    Najlepszym wyjściem jednak jest nie zwracanie na nich uwagi, choć wiem, że to cholernie trudne. I żyć po prostu swoim życiem.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się nie da nie zwracać uwagi, bo się z nimi przebywa na co dzień. Ba, bo się słuchać ich wytycznych należy. Obawiam się, że wszechwiedza jest głównie domeną szefów wszystkich szefów, a moja szefowa jest nieomylna, a nawet jak się myli, patrz punkt pierwszy.

      Usuń
  5. heh, na coś niestety musimy zwracać uwagę bo wszak homo sapiens jesteśmy i jakimiś prawami się rządzimy i kierujemy. Nie da się olać tych wszystkich symptomów. Pozostaje jedynie nauczyć się je jak najbardziej się da - ignorować ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ignorowałam, ale posłuchałam godzinnej pogawędki o tym, jak to niektórzy są bez skazy. I się wściekłam, bo mój głos, żeby jednak poszukać źdźbła we własnym oku został zignorowany.

      Usuń
  6. Sporo tego :))) Po odfiltrowaniu niewiele zostanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To teraz sobie wyobraź, jaka... erm, wkurzona non stop chodzę. I jaka w dołku, żem taka skazitelna.

      Usuń
  7. Nie ma ludzi idealnych a jeśli ktoś się za Takiego uważa to jest śmieszny po prostu.Również irytują mnie ludzie, o których piszesz. . .

    niecodzienna-ana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, irytują nie przywary, a postrzeganie siebie za nieskazitelnego.

      Usuń
  8. Byłam pewna, że jesteś perfekcjonistką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciwnie: mam wiele wad i jeszcze więcej niedociągnięć. I uważam, że perfekcja w człowieku jest nudna, więc wolałabym, by właściciele wad powyższych się z nich na siłę nie wybielali, wtedy będą ciekawsi i zdecydowanie bardziej zjadliwi.

      Usuń
    2. Nauczycielka nie powinna tak mówić. To się kupy nie trzyma. :)

      Usuń
    3. Nauczycielką jestem w szkole. Tutaj mogę być niepoprawnie niepoprawna i nielogicznie nielogiczna :)
      A ludzie w ogóle są nieperfekcyjni, nie sądzę, że powinno się myśleć inaczej, zawsze się znajdzie jakaś skaza na szczęście, ale to akurat jest piękne.
      No i ciekawa jestem Twojej wersji, nie tylko krótkich uwag.

      Usuń
    4. Wiem, że jesteś nielogiczna i nieperfekcyjna, a twój blog to twój wyimaginowany świat . Wydaje mi się jednak, że rozwój człowieka polegał na porządkowaniu i burzeniu zastanego porządku. Ja stawiam na rozwój, bo nie zwykłam się nudzić. :)

      Usuń
    5. Ale czy to, co piszę, przeczy rozwojowi? Właśnie kiedy zdajemy sobie sprawę z własnych wad, możemy ruszyć do przodu; kiedy uważamy się za nieskazitelnych, nie idziemy nigdzie. A że nigdy nie dojdziemy do całkowitej perfekcji (charakterologicznej, bo na tym się skupiam), to cecha bycia człowiekiem. No i nie należy zapominać, że dla każdego słowo "perfekcja" oznacza delikatnie co innego.
      Ciekawe, że piszesz o burzeniu starych porządków, bo moja notka o to zahacza, choć o tym nie napisałam: właśnie to moje obecne wyostrzone postrzeganie cudzych wad wynika głównie z tego, że zbyt wiele osób wokół mnie chce tkwić w świecie sprzed iluś tam lat.

      Usuń
  9. Gdyby mnie ktoś szukał, to jestem teraz tu:
    http://vois-la-vie-en-rose.blogspot.com/
    :)
    [Ruda]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oho, zbiorowy eksodus się zaraz zacznie, widzę. Sam sobie Onet winien.

      Usuń