26 marca 2012

Kiedy czytam..

Kiedy czytam, lubię zaszyć się pod kołdrą, zagnieździć łokieć w poduszce, podeprzeć głowę na dłoni i tak trwać aż ręka ścierpnie. Kiedy czytam, lubię czuć pod palcami papier, pogładzić litery, przekartkować kilka wydarzeń wstecz, zajrzeć parę kartek w przód. Kiedy czytam, lubię wdychać zapach papieru; mam dzięki temu wrażenie, jakbym była tam i wtedy.

Nie umiem czytać książek na monitorze.

51 komentarzy:

  1. ja aż tak nie wącham książek i nie wczuwam się żebym się przenosiła w czasie ale też nie umiem czytać książek elektronicznych i zawsze będę czytała papierowe :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym wąchaniem to trochę uliteracczyłam ;)
      Choć czasem nie da się nie czuć - niektóre farby pachną dość intensywnie. Ale kartki gładzę jak kochanka jakiegoś nie przymierzając :))

      Usuń
  2. Ja też nie umiem czytać książek na monitorze. Lubie zasiąść wygodnie z kubkiem czegoś dobrego do picia i zatopić się w książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na monitorze to się dobrze czyta blogi i jakiejś prasowe miniaturki.

      Usuń
    2. Otóż to, chociaż zaczynam przełamywać się do e-czytników (co przyznaję z niechęcią), ale od kiedy częściej się przeprowadzam to nie kalkuluje mi się taszczenie wszędzie moich książek...chociaż wszędzie są biblioteki...

      Usuń
    3. Tak, przeprowadzki i częste podróże mogą przekonać. Ja, w tym przypadku na szczęście, ale generalnie na nieszczęście raczej, siedzę głównie w domu.

      Usuń
  3. Ja się nauczyłam czytać e-booki, bo mi się książki przestały mieścić w domu...
    Ale nie da się porównać tych dwóch rodzajów czytania...
    Ja lubię zapalić świeczkę, otulić się kocem, zaparzyć filiżankę ukochanego espresso i... przenieść się w świat książki...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąż jeszcze mam dość pojemny dom. A jak nie, to się ciuchy wyrzuci, i tak mam ich za dużo ;)))
      Też lubię jak Ty, choć ostatnio moje czytanie jest raczej krótkotrwałe: układam się, przeczytam stronę czy dwie i zasypiam nad książką. Muszę zmienić taktykę i zamiast w łóżku mościć się na fotelu.

      Usuń
    2. Dlatego ja NIGDY nie czytam w łóżku, a w sypialni mam telewizor. Położę się, to już śpię:P Żeby nie wiem co:)) I wtedy tv jest przeze mnie oglądane całe o minut:P
      Lubię czytać w kuchni, zwijam się na kanapie, owijam w koc, świeczka, kawa - świat magii otworem stoi.
      Ja niby też mam pojemny dom, ale te blisko 3 tys. książek przestają się mieścić i już. A ciuchów nie mam za dużo, więc szkoda mi wyrzucać, tym bardziej, że jeszcze bardziej mi szkoda wydawać pieniądze na nowe:P

      Usuń
    3. Mnie przy telewizorze ciężko zazwyczaj usnąć, choć w sumie ostatnio usypiam nawet kiedy Duński wrzeszczy przez krótkofalarskie radio, przy którym telewizor to mały pikuś.
      Tak sobie myślę, że kobieta nie może mieć za dużo ciuchów, choć z drugiej strony - patrząc na siebie - wciąż chodzę w tym samym, czyli ulubionym, a reszta leży na dnie szafy.
      No tak, trzema tysiącami mnie pewnie przebiłaś :)

      Usuń
    4. tanyu, bo ja mam książki od pokoleń... Mam jeszcze 'Dziady' z 1902 roku, bez francuskich tłumaczeń /wtedy, kto czytał, ten znał francuski/, ocenzurowane. Mam powieści 'Hajoty', 'Estei', 'Teresy Jadwigi' - dziś to są białe kruki. Kręciłam się przy kościołach, w czasach, kiedy likwidowano biblioteki parafialne, bo już nikt nie czytał. Proboszczowie dawali nam, ile chcieliśmy. I co z tego, że miałam już dzieła Słowackiego w dwóch egzemplarzach? Miałam trzeci zostawić, żeby go spalono? Zaczyna się od palenia książek... Ba, mam przedwojenną historię partii bolszewickiej. Mam Rodziewiczównę, prawie całą wydaną na początku wieku XX lub pod koniec XIX. Wiesz, to ma związek z tym, o czym kiedyś pisałyśmy...
      A co do ubrań, to myślę, że masz rację... Ale z powodu moich leków jestem w stanie przytyć do 2o kg, później je stracić i znowu przytyć... Muszę mieć kilka ciuchów w kilku rozmiarach... Więc tylko dwie półki w garderobie przeznaczyłam na książki:P

      Usuń
    5. Mhmm, to cudną masz biblioteczkę :)
      Ja mam właściwie tylko te książki, które sama kupiłam. Plus kilkanaście (a może nawet i -dziesiąt?) albumów z reprodukcjami odziedziczonymi po ciotce. Ciekawostką jest to, że niemal wszystkie są po rosyjsku. Wiadomo, pochodzą z czasów, gdy u nas wszystko było szaro-bure, a w Związku wydawano takie piękne rzeczy. Nie tylko książki przecież. Pamiętam, że korespondując z rówieśniczkami zza wschodniej granicy, zawsze wyczekiwałam listu z "wkładką" z pocztówek czy naklejek. Były takie słodko kolorowe.
      Ja też mam ciuchy w kilku rozmiarach, choć nie wiem, po co te małe trzymam: aż takich cudów nie ma, no.

      Usuń
  4. E-book nigdy nie zastąpi prawdziwej, papierowej książki. Nie odda jej prawdziwego klimatu. Ja również nie potrafię czytać na monitorze komputera. Są teraz te tablety i inne duperela, jednak jestem albo staroświecka, albo nie przystosuję się do takiego "zamiennika"... ;)
    Nie odchodź od prawdziwych książek, bo stracisz wszystko to, o czym napisałaś wyżej w notce..
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ odchodzić nie zamierzam. Nawet nie myślę o e-bookach, refleksja mnie naszła po rozmowie z koleżanką zafascynowaną elektronicznymi możliwościami. Już chyba łatwiej przyszłoby mi strawić audiobooka (mogłabym, na przykład, słuchać jadąc rowerem), ale też nie jestem przekonana, bo nigdy nie próbowałam.

      Usuń
    2. O, weszłam do Ciebie - Ty to Ty? :))

      Usuń
    3. Nie wiem czy weszłaś, bo nie zostawiłaś śladu ;)
      Link na moim profilu to link do mojego bloga ;)

      Usuń
    4. Bo, jak zawsze po blogowej przerwie, się wyrobić blogowo nie mogę, ale bądź pewna, że ślad odcisnę: figurujesz już w ulubionych :)

      Usuń
  5. i ja także nie mogę przekonać się do elektronicznej książki. Widocznie nie jestem w tej dziedzinie zwolennikiem nowoczesności. Lubię patrzeć na książki zgromadzone (i te przeczytane i je jeszcze do przeczytania) i przeglądać je, czytać ponownie :) a nawet pożyczać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w ogóle jestem zupełnie nienowoczesna jeśli o wszelkiego rodzaju sprzęt chodzi. Uwierzysz, że w życiu nie miałam w ręce MP3?

      Usuń
    2. No co Ty? A ja za to nieśmiało przyznać muszę że trochę gadżeciarą jestem więc czasem niektóre elektroniczne zabawki wpadają mi w ręce.

      Usuń
    3. Ze mnie za to żadna gadżeciara: kiedy cokolwiek kupuję, zawsze wybieram model z najmniejszą ilością dodatków. W ogóle z nich potem przecież nie korzystam.
      Choć jestem pewna, że gdybym wygrała w totka zakupiłabym taki sprzęt fotograficzny, że głowa mała :)

      Usuń
  6. Na monitorze - nie, na Kindle'u - tak. Ale wolę prawdziwe książki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak niżej: Kindle to jednak monitor, czyż nie?

      Usuń
  7. Ja tez nie umiem czytac na monitorze... i lubie papier. Ale w sumie jak moge zabrac w podroz ksiazki ktore wazylyby z kilka kilo na jednym malym kindlu... to jednak sie przekonuje do techniki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kindle to jednak monitor, nie? Ale w tej kwestii zabierać głosu nie będę, bo w życiu nie korzystałam, to zdania nie mam. I pewnie długo nie będę miała.

      Usuń
  8. Ja dokładnie tak samo, Tanyu... Komputer jedynie do informacji, no i... blogowania:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, Clisho. Przy reszcie się męczę.

      Usuń
  9. lubię jeszcze bazgrać OŁÓWKIEM:) tylko w swoich, ale lubię, czytanie z książki, z papieru, to wszystko na raz, razem z tym zagnieżdżaniem się, uruchamia całego człowieka, ekrany mnie oddzielają i mogę tak przyswajać informacje, ale nic więcej...
    a w ogole to pisanie ręczne i klawiaturowe uruchamia inne części mózgu i robimy się inni, z czytaniem chyba też coś takiego jest...
    macham:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też sobie piszę to i owo, ale zwykle w notesiku, który zawsze mam niedaleko. Większość tych myśli potem w kosmos ulatuje, część jednak się zagnieżdża i na długo ze mną zostaje.
      Hmm, tak sobie myślę, że te notesikowe notatki to ostatnie szczątki mojego ręcznego pisania: zdecydowanie większość pisadeł popełniam od razu na komputerze. Nawet kiedy się ode mnie tego nie wymaga. Ale strachu nie ma: literek nie zapomnę ;)

      Usuń
  10. Ohh...ja też tak długo, długo myślałam. Właściwie ciągle tak czuję... Tyle, że czasami, targając w torbie tomy, tomiki, świstki i inne papierzyska...myślę sobie, że skrycie marzę o tablecie/czytniku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wciąż targać będę, bo zwyczajnie czytając na monitorze, skoncentrować na czytaniu się nie mogę. Krótkie teksty są ok, ale cała książka odpada.

      Usuń
  11. A ostatnio to takie modne, czytanie w sieci...masz rację nie odda ono magi jaką można poczuć wdychając zapach kartek pochłaniając kolejne litery. Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w ogóle nie jestem modna, o.
      Buziole, Marlenko :)

      Usuń
  12. Bo książka jest papierowa, z prawdziwą okładką i szelestem. Żadne tam monitorki dla lansu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie by było doczekać czasów, w których książka znów byłaby lansem :)

      Usuń
  13. Tanyu, wybacz, że nie na temat (cóż więcej dodać), ni z gruchy ni z pietruchy, ale... już, tak się składa ... życzę Tobie, Duńskiemu - jaj najbarwniejszych, najsmaczniejszych i ... tego, no.. wiesz... magii... Napisałam nowy post i się zmywam na pewien czas - rodzinka jedna i druga .... piszczy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Clisho. I wzajemnie :)
      Przypomniałaś mi właściwie, że święta idą, bo w ogóle o nich nie myślę. A jak myślę, to w kategoriach "nareszcie laba".

      Usuń
  14. Nie wyobrażam sobie życia bez książek. To dla mnie nie do pojęcia. Nie wyobrażam sobie czytania książek na monitorze, bo i oczy bardziej się męczą, i wszystko rozprasza, w dodatku nie mogę usłyszeć szelestu każdej kolejnej strony, nie czuję zapachu nowości lub też starości. To nie to samo. Audiobooki, jeśli chodzi o lektury, ale tylko i wyłącznie lektury. Książki to książki. Kocham czytać! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też poza moją wyobraźnią jest świat bez książek, i w ogóle świat bez słowa pisanego.
      No właśnie, ja się skoncentrować zupełnie nie mogę, kiedy czytam na monitorze. Krótki tekst jest jeszcze ok, ale coś długości opowiadania już nie jest dla mnie.

      Usuń
    2. Zwykle na czymś innym skupiamy swoją uwagę, to fakt. :)

      Usuń
    3. Tym bardziej, że zawsze coś przy okazji kusi: mail, blog, FB i takie tam inne duperele.

      Usuń
  15. Znalazłam! :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Dlaczego tu się nie można po prostu podpisać nickiem??? Skąd masz wiedzieć, że ja to ja skoro nie mam tu konta?
    Noszszszsz!
    To ja, Anomalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaraz coś wykombinujemy :)
      Wybierz z listy "Wybierz profil" opcję "Nazwa/adres URL" i w nazwę wpisz swój nick, powinno przejść. Zresztą, zaraz to sama wypróbuję.

      Usuń
  17. Sięgam po lekturę w każdej postaci. Najbardziej lubię książki "papierzane", ale możliwość robienia kilku rzeczy równocześnie powoduje, śe wybieram również audiobooki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Audiobooki nie bardzo dla mnie, bo ja się lubię czasem w trakcie czytania zamyślić, rozebrać zdanie w myślach na czynniki pierwsze. I co? Tak zatrzymywać co chwila? Odpada :)

      Usuń
  18. Ja Cię nie namawiam. U mnie jedna jak i druga forma się sprawdza, ale Ty pewnie masz więcej czasu naa czytanie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, czas na przeczytanie kilku stron dziennie zawsze znajdę.

      Usuń
  19. Ja mam podobnie z filmem. Najpierw lubię przeczytać recenzje, potem robię wielką michę pop cornu :) zagnieżdżam się na kanapie w pozycji..., którą i tak zmienię 10 razy zanim film się skończy :) Czując zapach pop cornu czuję się jakbym był w środku akcji filmu, świszczące kule przelatują mi koło głowy, za plecami słyszę krzyki trafionych żołnierzy.... A nieeeee to ni przez zapach pop cornu, to moje nowe kino domowe :) Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzenia mojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Obawiam się, że nie zrozumiem Twojego zachwytu, bo ja tak reaguję w kinie. W domu zawsze mnie coś rozproszy: a to kawa, a to SMS, a to maila sprawdzę, a to blog, a to... i tak dalej.

      Usuń