Kiedy czytam, lubię zaszyć się pod kołdrą, zagnieździć łokieć w poduszce, podeprzeć głowę na dłoni i tak trwać aż ręka ścierpnie. Kiedy czytam, lubię czuć pod palcami papier, pogładzić litery, przekartkować kilka wydarzeń wstecz, zajrzeć parę kartek w przód. Kiedy czytam, lubię wdychać zapach papieru; mam dzięki temu wrażenie, jakbym była tam i wtedy.
Nie umiem czytać książek na monitorze.
Nie umiem czytać książek na monitorze.
ja aż tak nie wącham książek i nie wczuwam się żebym się przenosiła w czasie ale też nie umiem czytać książek elektronicznych i zawsze będę czytała papierowe :))
OdpowiedzUsuńZ tym wąchaniem to trochę uliteracczyłam ;)
UsuńChoć czasem nie da się nie czuć - niektóre farby pachną dość intensywnie. Ale kartki gładzę jak kochanka jakiegoś nie przymierzając :))
Ja też nie umiem czytać książek na monitorze. Lubie zasiąść wygodnie z kubkiem czegoś dobrego do picia i zatopić się w książce.
OdpowiedzUsuńNa monitorze to się dobrze czyta blogi i jakiejś prasowe miniaturki.
UsuńOtóż to, chociaż zaczynam przełamywać się do e-czytników (co przyznaję z niechęcią), ale od kiedy częściej się przeprowadzam to nie kalkuluje mi się taszczenie wszędzie moich książek...chociaż wszędzie są biblioteki...
UsuńTak, przeprowadzki i częste podróże mogą przekonać. Ja, w tym przypadku na szczęście, ale generalnie na nieszczęście raczej, siedzę głównie w domu.
UsuńJa się nauczyłam czytać e-booki, bo mi się książki przestały mieścić w domu...
OdpowiedzUsuńAle nie da się porównać tych dwóch rodzajów czytania...
Ja lubię zapalić świeczkę, otulić się kocem, zaparzyć filiżankę ukochanego espresso i... przenieść się w świat książki...:)
Ja wciąż jeszcze mam dość pojemny dom. A jak nie, to się ciuchy wyrzuci, i tak mam ich za dużo ;)))
UsuńTeż lubię jak Ty, choć ostatnio moje czytanie jest raczej krótkotrwałe: układam się, przeczytam stronę czy dwie i zasypiam nad książką. Muszę zmienić taktykę i zamiast w łóżku mościć się na fotelu.
Dlatego ja NIGDY nie czytam w łóżku, a w sypialni mam telewizor. Położę się, to już śpię:P Żeby nie wiem co:)) I wtedy tv jest przeze mnie oglądane całe o minut:P
UsuńLubię czytać w kuchni, zwijam się na kanapie, owijam w koc, świeczka, kawa - świat magii otworem stoi.
Ja niby też mam pojemny dom, ale te blisko 3 tys. książek przestają się mieścić i już. A ciuchów nie mam za dużo, więc szkoda mi wyrzucać, tym bardziej, że jeszcze bardziej mi szkoda wydawać pieniądze na nowe:P
Mnie przy telewizorze ciężko zazwyczaj usnąć, choć w sumie ostatnio usypiam nawet kiedy Duński wrzeszczy przez krótkofalarskie radio, przy którym telewizor to mały pikuś.
UsuńTak sobie myślę, że kobieta nie może mieć za dużo ciuchów, choć z drugiej strony - patrząc na siebie - wciąż chodzę w tym samym, czyli ulubionym, a reszta leży na dnie szafy.
No tak, trzema tysiącami mnie pewnie przebiłaś :)
tanyu, bo ja mam książki od pokoleń... Mam jeszcze 'Dziady' z 1902 roku, bez francuskich tłumaczeń /wtedy, kto czytał, ten znał francuski/, ocenzurowane. Mam powieści 'Hajoty', 'Estei', 'Teresy Jadwigi' - dziś to są białe kruki. Kręciłam się przy kościołach, w czasach, kiedy likwidowano biblioteki parafialne, bo już nikt nie czytał. Proboszczowie dawali nam, ile chcieliśmy. I co z tego, że miałam już dzieła Słowackiego w dwóch egzemplarzach? Miałam trzeci zostawić, żeby go spalono? Zaczyna się od palenia książek... Ba, mam przedwojenną historię partii bolszewickiej. Mam Rodziewiczównę, prawie całą wydaną na początku wieku XX lub pod koniec XIX. Wiesz, to ma związek z tym, o czym kiedyś pisałyśmy...
UsuńA co do ubrań, to myślę, że masz rację... Ale z powodu moich leków jestem w stanie przytyć do 2o kg, później je stracić i znowu przytyć... Muszę mieć kilka ciuchów w kilku rozmiarach... Więc tylko dwie półki w garderobie przeznaczyłam na książki:P
Mhmm, to cudną masz biblioteczkę :)
UsuńJa mam właściwie tylko te książki, które sama kupiłam. Plus kilkanaście (a może nawet i -dziesiąt?) albumów z reprodukcjami odziedziczonymi po ciotce. Ciekawostką jest to, że niemal wszystkie są po rosyjsku. Wiadomo, pochodzą z czasów, gdy u nas wszystko było szaro-bure, a w Związku wydawano takie piękne rzeczy. Nie tylko książki przecież. Pamiętam, że korespondując z rówieśniczkami zza wschodniej granicy, zawsze wyczekiwałam listu z "wkładką" z pocztówek czy naklejek. Były takie słodko kolorowe.
Ja też mam ciuchy w kilku rozmiarach, choć nie wiem, po co te małe trzymam: aż takich cudów nie ma, no.
E-book nigdy nie zastąpi prawdziwej, papierowej książki. Nie odda jej prawdziwego klimatu. Ja również nie potrafię czytać na monitorze komputera. Są teraz te tablety i inne duperela, jednak jestem albo staroświecka, albo nie przystosuję się do takiego "zamiennika"... ;)
OdpowiedzUsuńNie odchodź od prawdziwych książek, bo stracisz wszystko to, o czym napisałaś wyżej w notce..
Pozdrawiam! :)
Ależ odchodzić nie zamierzam. Nawet nie myślę o e-bookach, refleksja mnie naszła po rozmowie z koleżanką zafascynowaną elektronicznymi możliwościami. Już chyba łatwiej przyszłoby mi strawić audiobooka (mogłabym, na przykład, słuchać jadąc rowerem), ale też nie jestem przekonana, bo nigdy nie próbowałam.
UsuńO, weszłam do Ciebie - Ty to Ty? :))
UsuńNie wiem czy weszłaś, bo nie zostawiłaś śladu ;)
UsuńLink na moim profilu to link do mojego bloga ;)
Bo, jak zawsze po blogowej przerwie, się wyrobić blogowo nie mogę, ale bądź pewna, że ślad odcisnę: figurujesz już w ulubionych :)
Usuńi ja także nie mogę przekonać się do elektronicznej książki. Widocznie nie jestem w tej dziedzinie zwolennikiem nowoczesności. Lubię patrzeć na książki zgromadzone (i te przeczytane i je jeszcze do przeczytania) i przeglądać je, czytać ponownie :) a nawet pożyczać :D
OdpowiedzUsuńJa w ogóle jestem zupełnie nienowoczesna jeśli o wszelkiego rodzaju sprzęt chodzi. Uwierzysz, że w życiu nie miałam w ręce MP3?
UsuńNo co Ty? A ja za to nieśmiało przyznać muszę że trochę gadżeciarą jestem więc czasem niektóre elektroniczne zabawki wpadają mi w ręce.
UsuńZe mnie za to żadna gadżeciara: kiedy cokolwiek kupuję, zawsze wybieram model z najmniejszą ilością dodatków. W ogóle z nich potem przecież nie korzystam.
UsuńChoć jestem pewna, że gdybym wygrała w totka zakupiłabym taki sprzęt fotograficzny, że głowa mała :)
Na monitorze - nie, na Kindle'u - tak. Ale wolę prawdziwe książki.
OdpowiedzUsuńJak niżej: Kindle to jednak monitor, czyż nie?
UsuńJa tez nie umiem czytac na monitorze... i lubie papier. Ale w sumie jak moge zabrac w podroz ksiazki ktore wazylyby z kilka kilo na jednym malym kindlu... to jednak sie przekonuje do techniki:)
OdpowiedzUsuńKindle to jednak monitor, nie? Ale w tej kwestii zabierać głosu nie będę, bo w życiu nie korzystałam, to zdania nie mam. I pewnie długo nie będę miała.
UsuńJa dokładnie tak samo, Tanyu... Komputer jedynie do informacji, no i... blogowania:)))
OdpowiedzUsuńOtóż to, Clisho. Przy reszcie się męczę.
Usuńlubię jeszcze bazgrać OŁÓWKIEM:) tylko w swoich, ale lubię, czytanie z książki, z papieru, to wszystko na raz, razem z tym zagnieżdżaniem się, uruchamia całego człowieka, ekrany mnie oddzielają i mogę tak przyswajać informacje, ale nic więcej...
OdpowiedzUsuńa w ogole to pisanie ręczne i klawiaturowe uruchamia inne części mózgu i robimy się inni, z czytaniem chyba też coś takiego jest...
macham:)
Też sobie piszę to i owo, ale zwykle w notesiku, który zawsze mam niedaleko. Większość tych myśli potem w kosmos ulatuje, część jednak się zagnieżdża i na długo ze mną zostaje.
UsuńHmm, tak sobie myślę, że te notesikowe notatki to ostatnie szczątki mojego ręcznego pisania: zdecydowanie większość pisadeł popełniam od razu na komputerze. Nawet kiedy się ode mnie tego nie wymaga. Ale strachu nie ma: literek nie zapomnę ;)
Ohh...ja też tak długo, długo myślałam. Właściwie ciągle tak czuję... Tyle, że czasami, targając w torbie tomy, tomiki, świstki i inne papierzyska...myślę sobie, że skrycie marzę o tablecie/czytniku;)
OdpowiedzUsuńJa wciąż targać będę, bo zwyczajnie czytając na monitorze, skoncentrować na czytaniu się nie mogę. Krótkie teksty są ok, ale cała książka odpada.
UsuńA ostatnio to takie modne, czytanie w sieci...masz rację nie odda ono magi jaką można poczuć wdychając zapach kartek pochłaniając kolejne litery. Ściskam mocno.
OdpowiedzUsuńA ja w ogóle nie jestem modna, o.
UsuńBuziole, Marlenko :)
Bo książka jest papierowa, z prawdziwą okładką i szelestem. Żadne tam monitorki dla lansu.
OdpowiedzUsuńFajnie by było doczekać czasów, w których książka znów byłaby lansem :)
UsuńTanyu, wybacz, że nie na temat (cóż więcej dodać), ni z gruchy ni z pietruchy, ale... już, tak się składa ... życzę Tobie, Duńskiemu - jaj najbarwniejszych, najsmaczniejszych i ... tego, no.. wiesz... magii... Napisałam nowy post i się zmywam na pewien czas - rodzinka jedna i druga .... piszczy:)))
OdpowiedzUsuńDzięki, Clisho. I wzajemnie :)
UsuńPrzypomniałaś mi właściwie, że święta idą, bo w ogóle o nich nie myślę. A jak myślę, to w kategoriach "nareszcie laba".
Nie wyobrażam sobie życia bez książek. To dla mnie nie do pojęcia. Nie wyobrażam sobie czytania książek na monitorze, bo i oczy bardziej się męczą, i wszystko rozprasza, w dodatku nie mogę usłyszeć szelestu każdej kolejnej strony, nie czuję zapachu nowości lub też starości. To nie to samo. Audiobooki, jeśli chodzi o lektury, ale tylko i wyłącznie lektury. Książki to książki. Kocham czytać! ;)
OdpowiedzUsuńTeż poza moją wyobraźnią jest świat bez książek, i w ogóle świat bez słowa pisanego.
UsuńNo właśnie, ja się skoncentrować zupełnie nie mogę, kiedy czytam na monitorze. Krótki tekst jest jeszcze ok, ale coś długości opowiadania już nie jest dla mnie.
Zwykle na czymś innym skupiamy swoją uwagę, to fakt. :)
UsuńTym bardziej, że zawsze coś przy okazji kusi: mail, blog, FB i takie tam inne duperele.
UsuńZnalazłam! :D
OdpowiedzUsuńDlaczego tu się nie można po prostu podpisać nickiem??? Skąd masz wiedzieć, że ja to ja skoro nie mam tu konta?
OdpowiedzUsuńNoszszszsz!
To ja, Anomalia
Zaraz coś wykombinujemy :)
UsuńWybierz z listy "Wybierz profil" opcję "Nazwa/adres URL" i w nazwę wpisz swój nick, powinno przejść. Zresztą, zaraz to sama wypróbuję.
Voila, działa!
UsuńSięgam po lekturę w każdej postaci. Najbardziej lubię książki "papierzane", ale możliwość robienia kilku rzeczy równocześnie powoduje, śe wybieram również audiobooki.
OdpowiedzUsuńAudiobooki nie bardzo dla mnie, bo ja się lubię czasem w trakcie czytania zamyślić, rozebrać zdanie w myślach na czynniki pierwsze. I co? Tak zatrzymywać co chwila? Odpada :)
UsuńJa Cię nie namawiam. U mnie jedna jak i druga forma się sprawdza, ale Ty pewnie masz więcej czasu naa czytanie. :)
OdpowiedzUsuńTak, czas na przeczytanie kilku stron dziennie zawsze znajdę.
UsuńJa mam podobnie z filmem. Najpierw lubię przeczytać recenzje, potem robię wielką michę pop cornu :) zagnieżdżam się na kanapie w pozycji..., którą i tak zmienię 10 razy zanim film się skończy :) Czując zapach pop cornu czuję się jakbym był w środku akcji filmu, świszczące kule przelatują mi koło głowy, za plecami słyszę krzyki trafionych żołnierzy.... A nieeeee to ni przez zapach pop cornu, to moje nowe kino domowe :) Pozdrawiam i zapraszam do odwiedzenia mojego bloga :)
OdpowiedzUsuń:)
UsuńObawiam się, że nie zrozumiem Twojego zachwytu, bo ja tak reaguję w kinie. W domu zawsze mnie coś rozproszy: a to kawa, a to SMS, a to maila sprawdzę, a to blog, a to... i tak dalej.