Bombardują mnie półsłówka.
Potrafią być zabawne. Ot, choćby wtedy, gdy niewidziany circa dwadzieścia lat kolega opowiada mi konspiracyjnym tonem punktową historię swojego życia żywcem wyjętą z płaczliwo-sensacyjnych programów telewizyjnych, oczekując, że wypełnię sobie luki szczelnie faktami pobranymi z ulicznych plotek. Mniej zabawnie było za to wysłuchiwać zupełnie półsłówkami nieprzyprawionych wyznań, że z kolegi jest świetna partia, gotująca, piorąca i tylko sprzątać i myć naczyń nielubiąca, i gdybym tylko chciała, mogłabym odwrócić jego nieszczęsny los i delektować się jego towarzystwem, tudzież ziemniakami na parze ze schabową wkładką. I nawet nie bardzo zniechęcała go informacja, że ja zwykle leżę, pachnę i czytam.
Potrafią być zabawne. Ot, choćby i wtedy, gdy przerzucam się nimi z ludźmi, z którym rozumiem się w pół słowa, i z którymi nie muszę wymieniać zdań podrzędnie złożonych, by w lot pojąć, o czym w danej chwili mówią, podczas gdy postronny słuchacz gubi się w niuansach. Naiwnym byłoby sądzić, że będą mnie otaczać tylko tacy ludzie; nadętym byłoby myśleć, że ja potrafię wczuć się we wszelkiego typu postrzeganie. Chciałabym jednak potrafić spojrzeć na pewne kwestie z diametralnie różnego od mojego punktu widzenia, z perspektywy prowadzących półsłówkową wojnę podjazdową. Może wtedy łatwiej by mi przyszło zrozumieć strategie rządzące grą niedomówień i przejaskrawień.
Potrafią być zabawne. Ot, i jeszcze wtedy, gdy żonglują nimi bohaterowie intrygującej historii spisanej bądź nakręconej, w której niedopowiedzenia można fantastycznie uzupełnić wytworami wyobraźni, interpretując iluzoryczną rzeczywistość na dziesiątki dobrych sposobów. Tymczasem na setki niedobrych sposobów odczytuję wędrujące zawiłymi drogami realnie istniejące półsłówka, serwowane z góry w dół. Słowa, które powinnam rozszyfrowywać bez problemu przyprawiają mnie o nad- i podinterpretacyjny ból głowy, bo zamiast skupiać się na rozwiązywaniu zagadek, wolałabym koncentrować się na prostej ścieżce codzienności, która prędzej zaprowadzi nas do wspólnego celu niż kluczenie wśród niejasnych przekazów.
---
UWAGA: W związku z tym, że autorka bloga "Uśmiechnięte myśli" nominowała mnie do zabawy, w której należy odpowiedzieć na wcześniej zadane przez Was pytania, poproszę o nie w komentarzach. Może to być ciekawe doświadczenie, okaże się bowiem, na ile z nich będę w stanie odpowiedzieć pełnym zdaniem, przy ilu posłużę się półsłówkami.
---
UWAGA: W związku z tym, że autorka bloga "Uśmiechnięte myśli" nominowała mnie do zabawy, w której należy odpowiedzieć na wcześniej zadane przez Was pytania, poproszę o nie w komentarzach. Może to być ciekawe doświadczenie, okaże się bowiem, na ile z nich będę w stanie odpowiedzieć pełnym zdaniem, przy ilu posłużę się półsłówkami.
potrafia byc zabawne - gorzej jak sa niedopowiedziane.....
OdpowiedzUsuńZwłaszcza, gdy niedopowiedziane są polecenia służbowe...
Usuńo,o,o....dokładnie :)
UsuńO tym dziś. W piątek przeżyłam traumę.
Usuńmnie wyprowadzaja czasem z rownowagi , jezeli dochodzi do nich na "terenie zawodowym"...
OdpowiedzUsuńDrugi i trzeci akapit o takich właśnie mówi.
UsuńWitaj
OdpowiedzUsuńLudzi często nachodzi potrzeba wygadania się.
Ja wysłuchuję, radzę niewiele, ponieważ i tak każdy musi sam znaleźć rozwiazanie problemu, bo to jego życie. Często za to namawiam ludzi na leczenie, walkę z chorobą. Wśród znajomych wiele osób zmaga się z rakiem.
Rozmowa jest potrzebna w każdym wieku i każdej osobie.
Miłego weekendu :)
Owszem, Morgano, ale uliczna rozmowa z panem, który nie tylko chce się wygadać, ale napastliwie wraca do nieistniejącej przeszłości i snuje niemożliwą przyszłość nie jest moim ulubionym zajęciem.
UsuńA półsłówka z półgłówkiem? :)
OdpowiedzUsuńCzytam ostatnio opowiadania "Król bólu", miejsc tam na dopowiedzenia mnóstwo. Aż za dużo na mój gust.
"Król bólu"? Zobaczę cóż to takiego.
UsuńA półsłówka z półgłówkiem, przykro mi, opisałam w pierwszym akapicie.
Można stworzyć z półsłówek własny język - wyższy "level", opanowany tylko przez tych, których znamy na tyle długo bądź rozumiemy się tak dobrze, że następnym etapem będzie już telepatia. Postronni próbują zrozumieć i nadążyć, a tu klapa. Nie da się.
OdpowiedzUsuńMożna, pod warunkiem, że się chce należeć do danej grupy. I że grupa nas chce, to oczywiste. Z niektórymi nie mam ochoty żartować, bo dla mnie to nie żarty, a jakieś grubą nicią szyte intrygi.
UsuńTo i racja. Jednakowoż lepiej rozumieć ten "język grupy" - można udawać ignorancję i nie wchodzić w dialog, ale przynajmniej wie się o czym gadają.
UsuńP.S.
Myślę intensywnie nad pytaniem. Póki co, nic mi nie przychodzi do głowy, ale bądź czujna ;)))
Pewnie, że zawsze lepiej wiedzieć, co przy nas gadają :)
UsuńP.S. Czekam.
Jestem jak Willi Sonnenbruch, bo lubię jasne sytuacje, nie przepadam za niedomówieniami i puszczaniem do mnie oka.
OdpowiedzUsuńZ moją młodszą siostrą rozumiałam się w pół słowa, ale to już się skończyło.
Buziaczki bez niedomówień.
Ja lubię niedopowiedzenia, ale wtedy, kiedy jestem pewna, iż świetnie sobie wypełnię niedopowiedziane luki. W innych przypadkach wolę konkret, bo nie zamierzam fantazjować i się domyślać.
UsuńBuziaczki kombinujące jak nie dać się wciągnąć w sieć.
lubię te półsłówka, które łapie się w mig, te tzw inside joke, lubię je zwłaszcza w tych sytuacjach, gdy rzucane są ponad głowami innych i ponad głównym nurtem rozmowy. Ale nie lubię półsłówek, które mają być szpilą - niby nie wbitą ale tkwiącą głęboko. Nieścisłości, niejasności i niedomówień, które później tylko stwarzają niezdrowe sytuacje.
OdpowiedzUsuńDokładnie, Katie: takie i ja lubię. Zwłaszcza, kiedy niezłośliwe są, nieprzeszkadzające rozmowie. Takie substytuty porozumiewawczych spojrzeń. Tymczasem w tych wokół mnie nie ma nic zabawnego. Pewna sytuacja się kilka dni temu wyklarowała i myślałam, że osoba bawiąca się w intrygi wreszcie się uspokoi, a tu okazuje się, że brnie w sieć coraz mocniej i nas w nią wciąga. Źle, że jest to osoba, od której zależymy.
UsuńPółsłówka... Niektóre urocze, niektóre mocno wkurzające. Są Osoby, z którymi łapię wspólny język niemal bez /pół/słów:))
OdpowiedzUsuńAle są też sytuacje, w których półsłówka są denerwujące, stresujące, nie wiesz, czy odczytałaś intencje autora... i tak dalej. A chyba najgorzej, kiedy kilka osób porozumiewa się kodem obcym dla innych. Szczególnie w wersji 2+1.
Tak, to błędne odczytywanie intencji autora do szału może doprowadzić, bo ja w ogóle nie mam ochoty odczytywać niczyich intencji w zwłaszcza zawodowych sytuacjach, a chcę mieć przejrzystość co do tego, czego się ode mnie oczekuje. Inaczej plączemy się w sieć intryg. Wydaje mi się jednak, że kilka osób wokół mnie, znaczących niestety, siateczki kocha.
UsuńOwszem, w towarzystwie należy korzystać z kodu wszystkim znanego.
Półsłówka... zależy z czyich ust, zależy w jakim aspekcie...
OdpowiedzUsuńTak!
Usuńpółsłówka, półprawdy, półpasiec ... jakby nie patrzeć jakiś mają negatywny wydźwięk nie sądzisz ????
OdpowiedzUsuńPółpasiec ma całkiem pozytywny wydźwięk: kiedy go miałam, nie musiałam chodzić do szkoły ;p
UsuńW trzecim akapicie wcale nie są zabawne. Są irytujące;-)
OdpowiedzUsuńDodałam tam dwa słowa. Bo mnie książki czy filmy niedopowiedziane fascynują, w życiu jednak ten sposób komunikacji drażni. Zwłaszcza na poziomie zawodowym.
UsuńMasz rację - skupiłam się na tym, co mnie drażni i nie zwróciłam uwagi na początek. I tak - niedopowiedzenie w filmie czy książce, szczególnie wtedy, kiedy nie ma na celu pozostawienia furtki dla dalszych części jedynie;-), jest intrygujące.
UsuńYhym, takie obcesowe pozostawienie furtki do kolejnej części jest mniej zabawne, bardziej śmieszne.
UsuńTo oczywiście byłam ja, tylko podpis mi się rypnął;-)
UsuńŚmieszne jest właśnie to, że ją widać jako taką. Jeśli ktoś to zrobi tak, że nie odczuję tego w ten sposób, to nie mam nic przeciwko.
Oczywiście, jak to mądrala, się domyśliłam :)
UsuńW kwestii zakończeń, to mnie trzeba zasugerować sequel w sposób jak krowie na granicy; niuansu nie załapię, zaaferowana jakąś częścią filmu, na którą pewnie nikt nie zwrócił uwagi.
to w takim razie ten człowiek pasuje jak ulał do mnie - ja lubię sprzątać, mam zmywarkę więc uzupełniamy się;)a co do reszty - są ludzie, z którymi rozumiem się prawie bez słów. czasami powiem jedno słowo i wiem że nie muszę kończyć bo zrobi to o co poproszę. a czasami - choćbym bardzo się starała to nie mogę się porozumieć z ludzmi. z niektórymi ludzmi. to chyba prawda że ludzie są czasami z Wenus, z Marsa czy z innego Plutonu i nie da się z nimi pogadać
OdpowiedzUsuńNie pasuje jak ulał, Antonio. Wierz mi na słowo.
UsuńAlbo my jesteśmy z jakiegoś Plutona: przecież wszyscy wokół są normalni, a my jakoś nie ;p
Tanyu, nie ma ludzi normalnych, są tylko nienormalni i niezdiagnozowani;)i ja lubię być nienormalna. lubię w Wielkanoc oglądać Love actually, lubię chodzić w lecie w zimowej kurtce i śpiewać o wiośnie na jesieni... ale tak właściwie to jestem straszliwe nudna więc może taki człowiek byłby w sam raz
UsuńKurczę, iluż wokół mnie niezdiagnozowanych! ;)
UsuńJa też lubię być nienormalna: ostatnim przejawem tegoż jest śmianie się z samej siebie z jednoczesnym ścinaniem się z władzą. Bo u nas trzeba mieć nie po kolei w głowie, by się z dyrekcją wykłócać, więc mam.
Powiem bez półsłówek: ten człowiek alkoholem śmierdzi, nie dla kogokolwiek jest więc.
Z półsłówkami kojarzą mi się kobiety. Mężczyżni wolą na ogół konkrety.
OdpowiedzUsuńA Ty wiesz, Paczuś, że najbardziej niedopowiedzianą osobą, jaką znam, jest facet. A babki najbliżej mnie są konkretne do bólu.
UsuńKultura obrazkowa? - nie, kultura półsłówkowa...jak sądzę.
OdpowiedzUsuńToż i dobrze, że nie kultura obrazkowa, bo z moim talentem w tej dziedzinie byłabym analfabetką ;)
UsuńNiestety trzeba wiedzieć w jakiej sytuacji czyli kiedy, gdzie i do kogo, by były zabawne, bo w życiu najczęściej to konkrety odgrywają główną rolę w komunikacji czyli w wzajemnym porozumieniu. Bo życie to nie film, książka...
OdpowiedzUsuńDokładnie. Tymczasem ja jestem otoczona zawodowymi niedopowiedzeniami, co doprowadza mnie do szewskiej pasji, i co psuje atmosferę w zespole. Jakby już nie była wystarczająco nieświeża...
UsuńOsoba taka jak Ty, która lubi magię słów i potrafi zawsze wyszukać odpowiednie z pewnością denerwuje się, gdy słyszy półsłówka ;)
OdpowiedzUsuńPrzeciwnie, moja droga: półsłówka uwielbiam! Jednak nie z ust współpracowników w czasie pracy.
UsuńNo to mnie zaskoczyłaś :D Ja nie lubię półsłówek od facetów ;)
UsuńA ja lubię, kiedy są częścią flirtu :)
Usuń"Co autor miał na myśli?" A Ty sie baw w terapeutę, psychologa, pozwól się wplątać w gąszcz niedomówień... A przecież można by było prościej...:)
OdpowiedzUsuńDlatego też zapieram się "ręcami" i nogami, i wplątać się nie daję. Klaustrofobii się boję. I jeszcze się boję własnego niewyparzonego języka, bo czasem żyje własnym życiem :)
Usuńa może czasem warto przerwać milczenie i uświadomić kretynowi że jest kretynem?:)
UsuńPrzerwałam milczenie w piątek, ale moim zdaniem za subtelna byłam, zdaniem drugiej strony za bezczelna.
UsuńSama skorzystam ze sposobności zadania kilku pytań:
OdpowiedzUsuń1. Piękna, czy mądra?
2. Co najbardziej lubisz jeść?
3. Twoje wspomnienie z dzieciństwa?
4. Gdzie czujesz się bezpiecznie?
5. Chciałabyś żyć w innych czasach? (Uzasadnij;)
Zanotowałam, myślę :)
UsuńOj, półsłówka! One chyba domeną pięknej płci:) Powie dwa, a ty się człeku głów, domyślaj... Nie ma to jak konkret, no i ... wszystko jasne...
OdpowiedzUsuńA mnie właśnie otaczają dość konkretne kobietki. To taki jeden facet jest najmniej konkretną osobą, jaką znam. A do tego plotkuje i intryguje aż skóra cierpnie.
UsuńJa w sprawach bardziej zyciowych lubie konkrety oczywiscie, w pracy zeby bylo jasne tez takowe musza byc,ale czasem fajnie jak pojawiaja sie jakies polslowka,szczegolnie te pozytywne,fakt,ze glupota ludzka chyba najbardziej mnie wkurza,a polslowka sa piekne,gdy wypowiadane sa w sposob taktowny i no coz,chociazby z malenka kropla rozumu,ktorego i tak zbyt malo czasem wykorzystujemy.
OdpowiedzUsuńmoje pytanko malutkie: czy zycia jak biurka czasem nie powinno sie dokladnie uprzatnac ? jak myslisz?
Mnie też półsłówka bawią w sytuacjach nieformalnych, żartobliwych, luźnych. Generalnie też jestem zwolenniczką konkretu tak prywatnie jak i zawodowo. Gdy ktoś do mnie konkretnie, nie muszę sobie dopowiadać, a tego robić nie znoszę, bo z takich dopowiedzeń najczęściej wychodzą niestworzone historie.
UsuńPytanie zapisałam :)
Półsłówka to takie półprawdy. Bardzo realne biorąc pod uwagę fakt, że każdy może mieć swoją prawdę.
OdpowiedzUsuńAlbert Einstein doradzał, by wszystko robić najprościej jak to tylko jest możliwe, ale nie prościej.Gdy ktoś próbuje prościej- zawsze są dwa wyjścia.Albo można traktować prostaka jak Noe potraktował swojego młodszego syna-Chama, albo jak ma się dużo czasu i cierpliwości -poczekać aż okaże się Einsteinem...Serdecznie pozdrawiam.
UsuńNajchętniej wybrałabym bramkę numer jeden, ale ponieważ przyrzekłam sobie wyciszenie, zmuszę się do wyjścia numer dwa, choć to wcale nie będzie łatwe dostrzec Einsteina w niektórych. Wliczając siebie.
UsuńMantis, nawet gdybym chciała się kłócić, że prawda jest tylko jedna, po piątkowych wydarzeniach całkowicie zmieniłabym zdanie: każdy ma swoją jej wersję.
UsuńPomijając półsłówka, powiem jedynie, że podziwiam twoją nienaganną polszczyznę i umiejętność budowania zdań rozwiniętych, podrzędnie i współrzędnie złożonych oraz konsekwentnie stawianych przecinków i spacji w miejscach, gdzie powinny się znaleźć. Jestem z ciebie dumna. :-). Dzięki tobie odradza się moja wiara w polskich blogerów. :D
OdpowiedzUsuńDzięki, bo przywracasz mi wiarę w moją umiejętność stawiania przecinków: kiedy piszę, wszystkiego jestem pewna, tylko nie przecinków właśnie :))
UsuńP.S. Jeśli zmieniłaś adres, mogę prosić namiary na tanya_@buziaczek.pl?